fot. archiwum Pawła Grobelnego

Inna przestrzeń

Paweł Grobelny otrzymał już po raz trzeci w tej samej kategorii „Polski Krajobraz” nagrodę za najlepiej zaprojektowaną przestrzeń publiczną w Polsce – dziedziniec przy ul. Saperskiej w Poznaniu. Z autorem projektu „Wspólny dziedziniec” rozmawia Barbara Kowalewska.

Barbara Kowalewska: Po raz trzeci otrzymał pan nagrodę za najlepiej zaprojektowaną przestrzeń publiczną, tym razem w konkursie „Polski Krajobraz 2022”. Jaki jest cel konkursu?

Paweł Grobelny: Organizowany jest od wielu lat, a prace oceniane są w trzech kategoriach: architektura krajobrazu w miastach, architektura (budynki) i wnętrza. Ze zgłoszonych projektów komisja nominuje  piętnaście – ukończonych w poprzedzającym roku. Celem konkursu jest z jednej strony podsumowanie tego, co się wydarzyło w polskim projektowaniu w roku poprzednim,  z drugiej – promowanie nowych tendencji w polskiej architekturze. W 2018 roku otrzymałem nagrodę w tej samej kategorii za projekt parku kieszonkowego na Chwaliszewie, a rok później za kładkę krajobrazową. Co roku finał konkursu – mimo że organizator jest warszawski – odbywa się w innym mieście, żeby podkreślić ogólnopolski charakter tego wydarzenia. Zawsze też odbywa się w budynku, który ukończono w poprzednim roku, więc częścią gali jest oprowadzanie po tym obiekcie.

 

BK: Pana projekty zostały docenione i wybrane do realizacji nie tylko w Polsce, ale także w Paryżu, Brukseli, Strasburgu czy Szanghaju. Oznaczałoby to, że wpisują się one we współczesne tendencje architektoniczne na całym świecie. Co doceniono w tych projektach?

PG: Być może za każdym razem jest to coś innego, ale prawdopodobnie ważne jest to, że przy projektowaniu zwracam uwagę nie tylko na aspekt wizualny, formę i preferuję użycie naturalnych materiałów, ale też ważny jest dla mnie kontekst społeczny danego miejsca – jakim użytkownikom to zaprojektowane miejsce ma służyć.

 

fot. archiwum Pawła Grobelnego

fot. archiwum Pawła Grobelnego

Biorę też pod uwagę kontekst historyczny danej przestrzeni, zanim zacznę projektować, długo się przygotowuję, dużo czytam o tym miejscu. W przypadku paryskiej dzielnicy La Défense pomyślałem o dodatkowej funkcji mebli, która nie była wymagana w konkursie. Celem konkursowego projektu miało być stworzenie przestrzeni, która zaprosiłaby pracowników okolicznych firm i biur do pracy na zewnątrz.

Oprócz aspektu użytkowego i formy wizualnej zaproponowałem  dodatkowo umieszczenie platform na ważnych osiach widokowych tej dzielnicy. To ważny aspekt, bo czasem zaprojektowane meble są ciekawe, ale źle usytuowane w przestrzeni.  

 

BK: Jakimi kryteriami posługuje się pan, projektując przestrzeń publiczną? Co jest ważne?

PG: Rozpoznanie kontekstu społecznego, np. kto z danej przestrzeni korzysta. Ale też szeroko rozumiane rozpoznanie przestrzeni. Materiały przekazywane przez zamawiających albo organizatorów międzynarodowych konkursów nie zawsze dają projektantowi wszystkie niezbędne informacje. Przykładem może być konkurs na meble dla dzielnicy La Défense, który wygrałem w 2016 roku. Tę dzielnicę postrzegamy wyłącznie jako biznesową, ale wieczorami ta dzielnica staje się przestrzenią młodzieżową. Głównie dla osób uprawiających parkour i jeżdżących na deskorolkach. Betonowe i kamienne murki, schody, podjazdy zdecydowanie sprzyjają takiej funkcji sportowej. Projektując tam meble, warto myśleć o różnych użytkownikach – o tych, którzy tam pracują, ale także o tych, którzy wykorzystują tę przestrzeń rekreacyjnie i sportowo. Rozwiązania przestrzenne powinny być ukierunkowane na główne grupy docelowe, ale nie powinny wykluczać innych grup, rzadziej korzystających z tych przestrzeni. A jeśli się tam nie pojedzie przed realizacją projektu i nie sprawdzi funkcjonowania tej przestrzeni, to ma się po prostu niepełny albo zaburzony obraz charakteru tego miejsca.

 

BK: Jakimi kryteriami kierował się pan przy projektowaniu „Wspólnego dziedzińca”?

PG: Starałem się myśleć o jak najszerszej grupie użytkowników, która docelowo miałaby z niego korzystać: o małych i większych grupach ludzi, dorosłych i dzieciach. Zaprojektowana przestrzeń podzielona jest na mniejsze, mające wytwarzać atmosferę intymności poprzez nasadzenia wysokich traw. Jest też jedna duża platforma, wieczorami podświetlona, na której może się jednocześnie spotkać kilkanaście osób, żeby na przykład zorganizować na niej piknik. Pomyślałem też o dzieciach, dla których przeznaczone są zabawki mobilne, ale też główna alejka, która zrealizowana jest z asfaltu, żeby dzieci mogły na niej rysować. Zachęca to do otwartej formy zabawy. Nie mamy tutaj placu zabaw wyodrębnionego od reszty terenu. Rodzice mają widok na dzieci, ale nie chciałem tych przestrzeni odgradzać od siebie. Można tam też coś zjeść, bo jeden z mebli jest dużym stołem, co jest bardzo rzadkie w przestrzeni zewnętrznej. Ważne też było dla mnie, żeby to miejsce było atrakcyjne nie tylko z punktu widzenia przechodnia, ale też widziane z lotu ptaka, z okolicznych okien i balkonów mieszkańców.  

 

BK: Z jednej strony widać nowe myślenie w architekturze krajobrazu, uwzględniające w mieście obszary zieleni, z drugiej nadal widoczny jest nurt konserwatywny widoczny w Polsce po okrągłym stole w postaci wolnej amerykanki budowlanej. Czy widać ewolucję w środowisku architektów, czy te dwa nurty raczej ze sobą konkurują?

PG: Te dwa kierunki raczej się ścierają. Mamy dawnych zwolenników funkcji reprezentacyjnej przestrzeni publicznych, nastawionych bardziej na turystów niż na mieszkańców miasta oraz przedstawicieli projektowania naturalnego, dla których bardzo ważna jest obecność zieleni. Ale istotne jest to, że zmienia się świadomość samych mieszkańców w kwestii przestrzeni publicznej. Kilkanaście lat temu nikogo to specjalnie nie interesowało poza samym gronem projektantów.

 

fot. archiwum Pawła Grobelnego

fot. archiwum Pawła Grobelnego

Dzisiaj  jest to temat mainstreamowy. Dyskusje o tym, jak powinna wyglądać wspólna przestrzeń, pojawiają się w prasie nie tylko specjalistycznej, ale też tej ogólnodostępnej. Widać także bardzo intensywne zaangażowanie w tej kwestii w mediach społecznościowych. Dochodzi do tarć, a to wymusza wręcz inne spojrzenie na projektowanie.

Ludzie chcą, żeby miasto było bardziej dzikie, tak jak to się dzieje w Europie Zachodniej. Dyskusja o tym, jak ma wyglądać wspólna przestrzeń, wyszła poza środowisko projektantów i rozlewa się na coraz więcej dyscyplin. To przekraczanie granic dyscyplin jest bardzo ważne w bardziej zrównoważonym projektowaniu.

 

BK: W czym to się przejawia?

PG: Przez ostatnie dwa lata współprojektowałem plac przed warszawską Zachętą. W procesie oprócz mnie brała udział architektka krajobrazu, architekt oraz moderatorka i kuratorka z galerii, żeby pomóc dopasować charakter projektu do potrzeb instytucji kultury, jaką jest Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki. Tak aby tę przestrzeń mogli wykorzystywać kuratorzy i edukatorzy z Zachęty w programowaniu tej instytucji. Praca w takim zespole była niezwykle ważnym doświadczeniem, ponieważ każdy z nas patrzył na to miejsce z innej perspektywy.

Jeśli chodzi o zieleń miejską, dużo ciekawych działań w tym zakresie podejmuje się w Paryżu i w Londynie. Na przykład w stolicy Francji między ulicami a chodnikami i ścieżkami rowerowymi zaprojektowano zieleń dwumetrowej wysokości – po pierwsze, by piesi i rowerzyści czuli się bezpieczniej oddzieleni od ulicy, po drugie, by na wysokości wzroku mieli atrakcyjną formę zieleni. Dla tego rodzaju zieleni w Polsce nie ma wielkiego zainteresowania. Albo mamy drzewa, albo krótko przystrzyżone trawniki, albo niskie nasadzenia.

 

BK: A rozwiązania wertykalne?

PG: Architektura wertykalna, taka jaką kojarzymy z najsłynniejszych projektów, jest zazwyczaj droga w realizacji i w utrzymaniu. Możliwe są jednak inne rozwiązania, np. kaskadowe – w których pomiędzy miejskimi meblami można posadzić roślinność. Mebla prawie nie widać, bo roślinność pochłania tę małą architekturę. Rozwiązań jest bardzo wiele.

 

BK: W pracy ze studentami realizuje pan w tej chwili projekt uwzględniający zmiany klimatyczne.

PG: Od dwóch lat prowadzimy platformy badawcze dla studentów magisterskich, które zakładają zapraszanie ekspertów z różnych dziedzin. Celem tych działań jest otwarcie studentów na nowe sposoby rozumienia i postrzegania danych wyzwań projektowych reprezentowanych przez przedstawicieli różnych dyscyplin. Platformy mają pomóc studentom docenić etap badawczy – co i dlaczego projektujemy. W tym roku współpracowałem w platformie badawczej z dr Mają Brzozowską, specjalistką z Wydziału Socjologii UAM, zajmującą się zagadnieniami dzieciństwa. Okazuje się, że miasto z punktu widzenia dziecka jest bardzo nieatrakcyjne. Aglomeracje są bowiem projektowane przez dorosłych dla dorosłych. Podobne wnioski znalazły się w manifeście napisanym do projektantów i architektów przez holenderską fundację URBAN 95.

Zachęcają oni, żebyśmy spojrzeli na miasto z perspektywy 95 centymetrów wzrostu i dostrzegli, jak nieatrakcyjna jest wtedy miejska przestrzeń. Nasi studenci w ramach programu badali między innymi, jak wyglądają trasy dzieci do warszawskich szkół. Na przyszły rok zaprosiliśmy specjalistki zajmujące się zrównoważonym rozwojem zarówno z punktu widzenia klimatu, jak i ekonomii. Najważniejszym celem tych platform jest umożliwienie studentkom i studentom spojrzenie na naszą profesję z innej perspektywy, tak aby po studiach byli otwarci na specjalistów z różnych dziedzin. Ja sam, prowadząc taką platformę, wiele się uczę. Kontakt ze specjalistami innych dziedzin, o innym doświadczeniu, jest moim zdaniem niezwykle rozwijający.

 

BK: W CK Zamek mamy teraz wystawę twórczości Gaudíego. Zaskakujące jest, że już wiele lat temu architekt wpisywał swoje projekty w to, co nazywa pan kontekstem miejsca, wykorzystując naturalne właściwości terenu, obecność wody, cienia, określonej roślinności. Jakie osobowości środowiska architektury inspirują pana?

PG: Cenię sobie holenderskiego projektanta Hermana Hertzbergera o humanistycznym podejściu do projektowania. Jego wskazówki wydają mi się wciąż aktualne. Jest autorem wielu książek (m.in. „Lekcji dla architektów”), a w trakcie pandemii napisał manifest do młodych projektantów. Uważa, że jako projektanci trochę zabłądziliśmy. Zwraca on uwagę, że za mało myślimy przy projektowaniu o elastyczności funkcjonalnej przestrzeni publicznych.

 

fot. archiwum Pawła Grobelnego

fot. archiwum Pawła Grobelnego

Jako projektanci chcemy wszystko dopowiedzieć, a warto zostawiać pewne decyzje samym użytkownikom. Takie myślenie o projektowaniu przestrzeni publicznej, które jest bardziej elastyczne, w duchu rezyliencji, czy po prostu otwarte jest mi niezwykle bliskie.

Bardzo ważną postacią, do której warto się odwoływać ,jest także Jan Gehl – prowadzący w Kopenhadze nie tylko działalność projektową, ale też badawczą i edukacyjną. Używam często ze studentami jego metod badawczych bazujących głównie na obserwacji. Nie można też opierać się wyłącznie na twardych badaniach, czasem warto zaufać własnej intuicji. Gehl daje narzędzia do takiej obserwacji, opublikował o tym wiele książek.

Z kolei z polskiej tradycji wymieniłbym Oskara Hansena i Jana Szpakowicza.

 

BK: W jakim kierunku powinno ewoluować projektowanie rozrastających się miast?

PG: Jesteśmy w takim momencie, w którym odkrywamy, że wiele pomysłów było już wcześniej i można do nich powracać. Wspomniałbym chociażby Alinę Scholtz, projektantkę  warszawskiej zieleni z lat 30. i Iat powojennych. Współpracowała między innymi z Romualdem Guttem czy Haliną Skibniewską. Zaprojektowała wiele powojennych parków, ale także przestrzenie wspólne nowo powstających osiedli. Wiele warszawskich założeń przestrzennych, które zawsze lubiłem, okazało się jej autorstwa. Ostatnio Muzeum Warszawy zorganizowało niezwykle ciekawą wystawę poświęconą jej twórczości. Do niedawna jej nazwisko było właściwie zapomniane. Dla mnie to też było ważne odkrycie ostatnich lat. Ale takich udanych działań, które bazowały na współpracy między architektami, projektantami, architektami krajobrazu, a także artystami było w przeszłości bardzo wiele. Warto wspomnieć chociażby dworzec Warszawa Śródmieście, którego wnętrza zaprojektowali między innymi Zbigniew Ihnatowicz i Jerzy Sołtan, a za mozaiki odpowiadał Wojciech Fangor. Takich przykładów współpracy było wiele. To się działo głównie w latach 50. i 60. Znając takie udane działania z przeszłości, łatwiej też współcześnie docenić rolę współpracy w projektowaniu. 

 

Paweł Grobelny – projektant, prowadzi Pracownię Projektowania Przestrzeni Publicznej na Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie. Kierownik studiów magisterskich na Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie. Ekspert w zakresie projektowania przestrzeni publicznych. Kształcił się w Paryżu, Madrycie, Lyonie i Poznaniu. Jego realizacje znajdują się w przestrzeniach publicznych takich miast jak Bruksela, Paryż, Budapeszt, Strasburg i Szanghaj. Strona internetowa projektanta: http://www.pawelgrobelny.com.

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0