fot. Google Maps, pałac romski z ulicy Kosynierów w Kaliszu

Jadą wozy kolorowe

Tabory w Kaliszu to dziś retrospekcja. Zmuszeni przez władzę ludową do osiedlenia się, Romowie zamienili „wozy kolorowe” na pełne przepychu domostwa, których architektura wyzwala skrajne oceny.

Ich formy zaskakują – bez wyjątku. W tych układankach, czasem kuriozalnych zestawieniach stylów, myślą przewodnią jest nie ograniczona, eklektyczna fantazja twórców. Skojarzeń znajdziemy tutaj dużo. Z Bliskim Wschodem, Indiami, a nawet …z amerykańską „Dynastią”.

Parafrazując znany utwór – tylko koni żal; ale czy na pewno tylko? Historia sztuki to nie tylko kanoniczne budynki z pocztówek.

Maryla już więcej nie zaśpiewa

Sławne tabory zatrzymały się na dobre w drugiej połowie XX wieku. Władze Polski Ludowej zajęły się sprawą migracji Romów z niepospolitą uwagą. Postanowiono ich osiedlić za wszelką cenę i przy użyciu wielu metod. 24 maja 1952 roku Prezydium Rządu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej podjęło uchwałę:

 

„W sprawie pomocy ludności cygańskiej przy przechodzeniu na osiadły tryb życia”.

 

Poniższy fragment uchwały mówiący o priorytetach tych działań, może powiedzieć również sporo o tle działań aparatu władzy:

 

„Celem wciągnięcia ludności cygańskiej do osiadłego trybu życia a przez to stworzenie jej odpowiednich warunków rozwoju społecznego, gospodarczego i kulturalnego oraz udziału w realizacji państwowych zadań gospodarczych”.

 

W imię pospolitego budowania ojczyzny ludowej odkręcono koła od taborów cygańskich. W 1964 roku ustawa weszła w życie. Do domostw romskich bardzo szybko zapukali przedstawiciele powiatowych rad narodowych. Przeprowadzali ewidencję ludności cygańskiej, wydawali dowody osobiste, proponowali osiedlenie. Gwarantowano im mieszkania i pracę.

 

Willa romska przy ulicy Południowej w Kaliszu, źródło Google Maps

Willa romska przy ulicy Południowej w Kaliszu, źródło Google Maps

Porzucenie taborów dokonało się nad wyraz szybko. Większość Cyganów osiedliła się w miastach, nieliczni wybrali wieś.

Początki w nowych domach były trudne, Romowie nie posiadali mebli, spali na podłodze. Po latach odnaleźli się w nowej roli, urządzili mieszkania, a na wielu dachach domostw będących w permanentnej budowie pojawiły się anteny satelitarne – symboliczne zaręczenie z nowoczesnością. Taki stan rzeczy trwał mniej więcej do lat 80. ubiegłego wieku. Własne „em” było wówczas w posiadaniu większej części spośród lokalnej romskiej diaspory.

Pozostała część, trudniej godząca się na przymusowe osiedlenie i przede wszystkim sprzeciwiająca się warunkom mieszkaniowym lokali proponowanym prze samorząd, nie porzuciła taborów. Aż do lat 90. część wzmiankowanej społeczności wciąż podróżowała, choć z mniejszą częstotliwością i na zdecydowanie mniejszych dystansach.

 

Romowie zaparkowali swe kolorowe wozy na przedmieściach miast.

W Kaliszu, takie romskie chudoby stanęły m.in. przy Parku Przyjaźni – na terenie obecnych kortów tenisowych i boiska, przy skrzyżowaniu ulicy Podmiejskiej z ulicą Dobrzecką oraz na Majkowie – w miejscu gdzie dziś znajduje się Szkoła Podstawowa mająca za patrona papieża Polaka.

Transformacja ustroju w Polsce, nasiliła i właściwie zakończyła proces osiedlania się Romów. Otwarty rynek i wielość dostępnych materiałów budowlanych (niestety bardzo często złej jakości), doprowadziły do wyjątkowego impulsu budowlanego – również wśród społeczności romskiej, która coraz głośniej wyrażała dezaprobatę na temat warunków mieszkaniowych, jakie zapewniały miasta.

Po roku 1989 w Kaliszu wyrosły pierwsze cebulaste kopuły romskich rezydencji. Wozy kolorowe, o których śpiewała Maryla Rodowicz, stanęły na dobre.

Mały orient

Wrażenie tymczasowości istnienia pałaców rodzin romskich sprawia nie tylko ich stan nieprzerwalnej budowy. Na domiar tego, jeszcze nie ukończone budynki wymagały bardzo szybko i bardzo często napraw i przekształceń dla stale powiększającej się liczby domowników. Te zacumowane jakby na chwilę tabory, nadal były schronieniem wielopokoleniowych rodzin; inaczej jednak niż w przypadku wynajmu lokali, domy Romów mogły w końcu wyrazić swoją architekturą tożsamość ich właścicieli, akcentując przy okazji swoją odmiennością ulice i osiedla miast.

 

Willa Stary Kalisz, źródło - wkaliszu.pl

Willa Stary Kalisz, źródło – wkaliszu.pl

Zachowane w Kaliszu, zbudowane są najczęściej na dziko, bez pozwoleń czy asysty architektów. Jest to nieskrępowana architektura tysiąca i jednej nocy.

Pod przesytem i ogromnym chaosem zewnątrz, gdzie barwy biją się z formą, znajduje się najczęściej zbrojony beton, lub też wielka płyta. Pałac, ale o konstrukcji socjalistycznej. Obłożenie ścian misternymi mozaikami kafelków szorowanymi na wysoki połysk, lastrykowe schody i parapety, boazerie, lamperie, kolumny i balustrady – ten niepełny zestaw, to kod rozpoznawczy tej architektury. Przykładów żonglowania tymi elementami na poszczególnych kondygnacjach wraz z innymi, jeszcze bardziej dziwacznymi rozwiązaniami, znajdziemy w Kaliszu kilkanaście.

Specyfikę jak powyżej, z „zestawem klasycznym” posiada najstarszy wybudowany w Kaliszu – pałacyk przy ul. Południowej. Jak wiele podobnych mu, sprawia wrażenie niedokończonego, budowanego w wielkim pośpiechu. Definicję jego eklektyczności podkreśla oryginalny szczegół. Gmach liczący sobie dwadzieścia kilka lat posiada zabytkową kutą w żelazie balustradę zdjętą z którejś z kamienic w śródmieścia Kalisza (tzw. koszyk).

 

Kreacja całości jest wyjątkowo zdobna co uwydatnia dodatkowo monotonia zabudowy sąsiadującej na którą składa się kilkadziesiąt tzw. kostek gierkowskich.

Szczególnie dużo pracy rzemieślniczej widać w partiach dachu budynku przy ulicy Południowej. Orientalnego charakteru dodają tutaj baniaste hełmy oraz ażurowe wypełnienia daszków nad oknami mansardowymi. Gdyby komuś było mało, te same formy i dekory umieszczono nawet na filarach narożnikowych żelbetonowych balustrad balkonowych.

Pamięć o perskich świątyniach zapisana jest w architekturę romskich pałacyków. Obiekt stojący po sąsiedztwie opisywanego wcześniej, przy ulicy Polnej to dowód na to kolejny. Obecnie o przeznaczeniu hotelarsko – restauracyjnym – willa „Stary Kalisz”, z baniastymi kopułami o znaczących rozmiarach (około 5 metrów wysokości) i zamkniętymi orientalnym łukiem oknami powstał pod koniec lat 90 XX wieku.

 

Budynek przy ulicy Polnej 115, obecnie sklep Łazik, źródło Google Maps

Budynek przy ulicy Polnej 115, obecnie sklep Łazik, źródło Google Maps

Z biegiem ulicy Polnej w stronę ulicy Budowlanych, spotkamy jeszcze jeden pałacyk, mniejszych rozmiarów, za to zbudowany z większą uwagą, słowem – dopracowany. Posiadając dwie baszty z blankami i misterne wątki ceglane, również naśladuje on bajkowe rezydencje, choć na mniejszą skalę. Dziś wynajmowany jest on przez sklep łowiecki „Łazik”.

Co ciekawe, ten sam projekt architektoniczny zrealizowano również przy ul. Augustyna Kordeckiego. Z drugiej połowy lat 90. oraz z pierwszych lat XXI wieku pochodzą kolejne przykłady, o wiele bogatsze w ozdoby, zlokalizowane na wyraźnie pokojarzonym z romską społecznością, kaliskim osiedlu Majków.

Wprawić w zdumienie oglądającego mogą nie tylko zdobne elewacje, ale również rozmiary tych budynków. Pośród zabudowy jednorodzinnej – pokaźne, zawłaszczające nierzadko dwie, lub większą liczbę działek złączonych w jedną. W romskich pałacach regułą jest brak reguł. Znajdziemy tutaj rynny biegnące na ukos przez balkon, obłożenie fasady glazurą łazienkową, czy komin wyrastający wprost z kopuły.

Znajdują się tutaj rzeźby o rytualnym i symbolicznym znaczeniu, oraz fontanny z amorkami czy gipsowe figurki lwów. Godne uwagi są kopuły jak i ostrosłupowe szczyty dachów opatrzone napisami z metaloplastyki podającymi datę budynku – to pewien trend. Zajrzyjmy na ulice: Szeroką i Artylerzystów w Kaliszu by znaleźć powyższe cechy na przykładach dwóch rezydencji romskich.

Inna, niepozorna willa z ulicy Godebskiego, w której obecnie zjemy włoskie przysmaki, oraz większych rozmiarów dom z ulicy Kosynierów to z kolei małe twierdze z fortyfikacjami i obronnymi basztami – swoisty podtyp, ewolucja tej architektury ułatwiająca wyznawanie zasady „wolnoć Tomku w swoim domku”.

 

Była willa cygańska z ulicy Artylerzystów, źródło Google Maps

Była willa cygańska z ulicy Artylerzystów, źródło Google Maps

Przykład z ulicy Kosynierów jest bodaj najbardziej „rozwiniętą” formą z kaliskich fundacji społeczności cygańskiej. To prawdziwa twierdza. I jak przystało na fort – posiada pokaźnych rozmiarów mur a nawet blanki – inaczej krenelaż, czyli niski mur na dachu o średniowiecznej, militarnej reminiscencji. Tylko fosy brak.

Rozczłonkowana bryła bajkowego domu posiada kilka ogrodów zimowych, wież i wykuszy. W kolekcji kilku kopuł, największa przykrywa główny hol doświetlany promieniami słonecznymi wpadającymi przez szkło witrażowe w oknach. Kilkaset metrów kwadratowych powierzchni oczekuje na nowego właściciela. Przyroda coraz śmielej konkuruje z sylwetą pałacyku; łatwiej dostrzec go na zdjęciach z drona niż z poziomu ulicy. Niepospolity budynek.

Interior tych willi i pałaców może onieśmielić, ale też wpędzić w zakłopotanie. Po dłuższej chwili jednak, przy dysponowaniu minimalną wiedzą o kulturze romskiej, zagadki stają się ciekawostkami, a porządek całości podyktowany jest jednej rzeczy – tożsamości.

Najczęściej okazałe, wysokie schody prowadzą nas do świata taborów, z którym Cyganie nie do końca się jednak rozstali. We wnętrzach romskich domostw, spotykamy zwyczaje krystalizowane przez wieki tułaczek na kołach. Nie znajdziemy więc w tych siedzibach drzwi do pokojów ani zamykanych szaf, bowiem jak każe zwyczaj, najważniejsza jest wspólnota, zakazująca izolowania się, zaś wszelkie przedmioty trzyma się na względnie na wierzchu. Niejako się nimi otacza – tak jak to było w ciasnych przyczepach. Wnętrza, podobnie jak elewacje budynków, kapią od dekoracji sztukatorskich i snycerskich, zaś ich forma zależy najczęściej od osobistych upodobań seniorów rodu.

(Nie) tylko koni żal

Tułaczka zdaje się być wpisana w naturę tej społeczności. Choć dziś Romowie nie przemieszczają się w rozbrzmiewających muzyką wozach, z zapakowanym dobytkiem życia, to jednak chętnie i dość często zmieniają miejsce zamieszkania.

 

Wnętrze użytkowane przez zamożną rodzinę romską ze stylizowanymi meblami i wszechwystępującym świątkiem na ścianach, źródło z serwisu sprzedaży nieruchomości Money

Wnętrze użytkowane przez zamożną rodzinę romską ze stylizowanymi meblami i wszechwystępującym świątkiem na ścianach, źródło z serwisu sprzedaży nieruchomości Money

Sąsiedzi wspominają, że Romowie posiadają po kilka domów i zmieniają je co kilka lat. Opuszczone pałace przechodzą niekiedy w ręce gadziów (nie-Romów), częściej jednak, co widzimy w Kaliszu na wielu przykładach, popadają one w ruinę.

Specyficzny układ przestrzeni wewnątrz i niski poziom wykonawstwa to przyczyny dla których adaptacja na nowo tych budynków generuje ogromne koszty co finalnie przynosi nikłe zainteresowanie nimi na rynku deweloperskim.

Zapomnienie, bez względu czy dotyczy ono zabytków, czy też nie, prowadzi do tych samych smutnych następstw. Domy romskie, opuszczone przez rodziny, inaczej niż obiekty budowane zgodnie ze sztuką i metodą oraz według projektów z użyciem właściwych materiałów, szybciej ulegają degradacji. Budynki te są jaskrawymi przykładami – świadectwami osób i pewnej epoki. Być może w przyszłości staną się nawet wytłumaczeniem swoich czasów, przynajmniej w podręcznikach do historii sztuki.

Sztuka naiwna, sztuka szczęśliwa – to niektóre ze stwierdzeń na ich temat. Pejoratywnych opinii pod adresami z tego felietonu znajdziemy dużo. Architektura romska w swojej istocie wynika z czystej radości nieskrępowanego tworzenia i samodzielnego kreowania własnej przestrzeni. Nawet jeśli doklejamy tym budynkom łatkę improwizacji i kiczu, to w każdym szaleństwie jest jakaś reguła. W tym konkretnym przypadku, ową regułę formułuje siła tożsamości.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0