fot. Krystian Daszkowski

Jak rozmawiać z dzieckiem o COVID-19?

„Hasło »Grajcie w planszówki« przejdzie do historii i wszystkim będzie się śniło po nocach. To taka absurdalna rada – wszystko się wali, a my będziemy grać w gry” – mówi prof. Sylwia Jaskulska, pedagożka.

Jakub Wojtaszczyk: Czy rodzice chętnie rozmawiają z dziećmi o pandemii?

Prof. Sylwia Jaskulska: Jesteśmy już w momencie tzw. drugiej fali kształcenia zdalnego. Czujemy zmęczenie pandemią. Spotykam się z przekonaniem, że nie mamy już o czym rozmawiać, ten temat w domach się po prostu wyczerpał. To niebezpieczne myślenie, ponieważ nie wiemy, jaki emocje towarzyszą naszym dzieciom. Być może właśnie teraz gnębi je coś, co jest warte rozmowy. Warto też zastanowić się, czy jako rodzice potrafimy rozmawiać z naszym dzieckiem na trudne tematy i czy w ogóle wpuszczamy je do naszej relacji.

 

JW: Jak to zmienić?

SJ: Mówić prawdę w sposób dostosowany do wieku, tak aby zostać zrozumianym i jednocześnie nie zaburzyć relacji.

 

Z najmłodszymi dziećmi należy rozmawiać bardzo konkretnie.

prof. Sylwia Jaskulska, fot. Krystian Daszkowski

Na początku roku szkolnego krążył pewien mem. Dziecko wróciło ze szkoły w maseczce kolegi. Wymieniło się, bo kolega miał ładniejszą. Wynika to z tego, że dzieci są właśnie bardzo konkretne. Jeżeli rodzic nie powiedział, żeby się nie wymieniać na maseczki, to tej zasady nie ma. Dorośli na podstawie kilku obostrzeń dobudują sobie inne, dziecko nie.

 

JW: Co ze starszymi dziećmi?

SJ: Warto pytać, jak one rozumieją dzisiejszą sytuację. Mam syna w trzeciej klasie podstawówki i czasami chcę poznać jego zdanie na temat różnych rzeczy związanych z pandemią. Jego odpowiedzi mnie bardzo zaskakują. Na przykład na początku pandemii myślał, że nasze życie zmieniło się na zawsze. Docierają też do niego różne „teorie spiskowe”. Przyjmuje je jako wiedzę, bo sam nie umie jeszcze rozpoznać, co nią jest. Dopiero wtedy, gdy zapytam „jak ty to widzisz?” orientuję się, co myśli. Mimo że dużo ze sobą rozmawiamy, jako mama nie mogę przewidzieć wszystkiego, co może go niepokoić. Dlatego staram się nie być dostarczycielką wiedzy, tylko słuchaczką i komentatorką. Poznanie perspektywy dziecka jest kluczowe.

 

JW: A nastolatki?

SJ: Są teraz najważniejsze. Badania potwierdzają, że są to dzieciaki, które bardzo cierpią przez pandemię. Od momentu lockdownu niemal cały czas pozostają na zdalnym nauczaniu. Szkoła średnia trwa trzy, cztery lata. Jeżeli w zeszłym roku nastolatki poszły do pierwszej klasy, to teraz są już w drugiej. Mija połowa liceum, a oni się właściwie w ogóle nie znają.

 

Badania pokazują też, że licealiści bardzo dużo czasu spędzają przed komputerami, bo nie tylko w czasie wolnym, ale też na lekcjach. Pandemia mocno uderza w ich zadania rozwojowe, czyli planowanie przyszłości, zawiązywanie relacji (też takich intymnych, partnerskich) i autonomię, czyli poczucie, że ja o sobie decyduję.

prof. Sylwia Jaskulska, fot. Krystian Daszkowski

Mają ograniczony kontakt z rówieśnikami, również z tymi najbliższymi, z którymi wchodzą w intymne relacje. Autonomia została zaburzona, bo jest więcej obostrzeń. Był czas, że nie mogli wychodzić sami z domu. Dla nastolatków to bardzo ciężkie… Nie mogą też planować przyszłości, bo jak tu myśleć, co będę robiła dalej, jak panuje ogromny lęk przed egzaminami i tym, jak one będą wyglądać. Dzieciaki pytają, czy w ogóle zdołają się do nich przygotować.

 

JW: Jeszcze są w wieku, w którym niechętnie rozmawia się z rodzicami…

SJ: Dokładnie. Kiedy dziecko ma siedem lat, mówi: Mato, tato, boli mnie, boję się. To jest naturalny komunikat. Aby dziecko mające piętnaście, szesnaście, siedemnaście lat, powiedziało rodzicowi, że się czegoś boi, musiałoby mieć superrelacje z mamą czy tatą. Nastolatek nie chce wyznać, że czemuś nie podoła, że coś mu nie wychodzi. Dlatego jest to takie trudne. Przyjrzyjmy się też naszym komunikatom i sprawdźmy, co my w ogóle mówimy. Często nieświadomie wycofujemy się ze wsparcia.

 

JW: Co to znaczy?

SJ: Na przykład: kiedy mówimy „wszystko będzie dobrze”, wydaje nam się, że jest to pozytywny komunikat. Najczęściej tak nie jest. W tym konkretnym momencie świat nastolatka się wali. Nawet jeżeli w naszej ocenie jego sytuacja jest dobra, to nie możemy sugerować mu, co czuje, co myśli. Więc jeżeli czuje, że jego życie świat się wali, a my mówimy: „Będzie dobrze”, to tak naprawdę wycofujemy się z naszej relacji. Jednocześnie nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo jesteśmy przekonani, że okazujemy wsparcie.

 

JW: W takim razie co powinniśmy powiedzieć?

prof. Sylwia Jaskulska, fot. Krystian Daszkowski

SJ: „Widzę, jakie to jest dla ciebie trudne” albo „Jestem przy tobie”. Nie musimy oczekiwać, że wszystko będzie dobrze i magicznie znajdzie się rozwiązanie. Raczej powiedzmy: „Jesteśmy w tym razem i razem poszukajmy rozwiązania”. Te komunikaty otwierają, a nie zamykają naszą relację.

 

JW: A jeżeli rodzice są w podbramkowych sytuacjach, np. stracili pracę?

SJ: Jeżeli ktoś sam jest w kryzysie, nie ma możliwości, by pomagać komuś innemu. Jako rodzice często o tym nie myślimy, bo bardzo chcemy pomóc swoim dzieciom. Przez to sami siebie zaniedbujemy. Oczywiście jeżeli ktoś stracił pracę, to nie ma wątpliwości, że czuje się źle. Jednak jest to ekstremalna sytuacja.

 

Bywa tak, że pracujemy zdalnie i teoretycznie jest dobrze, ale gdzieś w nas kiełkuje obawa o przyszłość. Narasta znużenie.

To sprawia, że tak naprawdę potrzebujemy z kimś porozmawiać. Jeżeli sami się nie spotkamy z naszymi odczuciami i nie poszukamy wsparcia, może być tak, że nie będziemy w stanie wspierać innych.

 

JW: Często wychowanie i pomoc dzieciom przerzuca się na nauczycielki i nauczycieli. Jak to wygląda teraz?

prof. Sylwia Jaskulska, fot. Krystian Daszkowski

SJ: Pandemia i zdalne nauczanie jest sytuacją kryzysową, w której pewne kwestie są bardziej widoczne niż wcześniej. Widzimy teraz, co wynika z badań, że szkoła jest bardzo mocno skupiona na nauczaniu. Jeżeli posłuchamy wypowiedzi ministra edukacji o zdalnym nauczaniu, nie usłyszymy właściwie niczego o relacjach i wychowaniu, tylko o egzaminach, e-podręcznikach, kamerkach na lekcjach, sprzęcie w szkołach. Cały czas jesteśmy w sferze techniczno-dydaktycznej. Jest tak dużo w niej do zrobienia, że obszar relacyjno-wychowawczy jest spychany na dalszy plan. Kiedy dzieciaki chodzą do szkoły, ten problem jest mniej widoczny. Co nie znaczy, że go nie ma.

 

JW: Szkoła nie działa wychowawczo?

SJ: Jestem daleka od tworzenia takiego obrazu szkoły, bo niektóre placówki dobrze sobie z tym radzą. Jednak zdarza się, że dziecko loguje się na e-lekcję, podczas której odbywa się wykład, odpytywanie i tyle. A wystarczyłoby podzielić klasę na grupy albo stworzyć sytuację, w której dzieciaki mogłyby się pośmiać, zobaczyć się na kamerkach. Nie jest przecież tak, że w sieci nie można nawiązać relacji. Chodzi tylko o to, jak to się robi. Po prostu w szkołach nie zawsze się te możliwości wykorzystuje. Dodam, że niesprawiedliwe jest oskarżanie o wszystko nauczycielek i nauczycieli. Oni też potrzebują wsparcia, dobrej jakości szkoleń, rozwiązań systemowych. Tego brakuje.

 

JW: Do czego może prowadzić takie zamknięcie, izolacja dzieciaków?

SJ: Mam z tym pytaniem kłopot, bo mamy dostęp do różnych wyników badań. Niektóre mówią, że szczęście, dobrostan to są stałe cechy człowieka, które stan kryzysu może jedynie na chwilę  zachwiać. Po czasie ludzie wracają do swojego pierwotnego stanu. Wynika z tego, że nie będzie strasznych konsekwencji. Kiedy jednak pomyślimy, w jakim te dzieciaki są wieku, widzimy potencjał negatywnych konsekwencji.

 

prof. Sylwia Jaskulska, fot. Krystian Daszkowski

Jeżeli ktoś ma czterdzieści lat i pandemia trafia w ten moment jego życia, to utrata dwóch lat nie wydaje się tak straszna. Gdy ktoś ma czternaście czy piętnaście, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Tak naprawdę nie wiemy, jakie będą konsekwencje pandemii. Jednak myślę, że warto skupić się na tym, co zrobić, by je zniwelować. Prewencja negatywnych skutków izolacji to zadbanie o to, żeby dzieci miały możliwość spędzić z nami czas, żebyśmy razem szukali możliwości pielęgnowania relacji na przykład z dalszą rodziną czy znajomymi. Każdy z młodych ludzi powinien pozostawać w relacjach dobrej jakości. Ich nie musi być dużo, nie muszą być intensywne. Będą zależeć przede wszystkim od rodziców i najbliższej rodziny, od tego jak się do nich przyłożą. W innych okolicznościach dużo większy udział w tych relacjach mieli rówieśnicy.

 

Na początku pandemii mówiłam, że hasło „Grajcie w planszówki” przejdzie do historii i wszystkim będzie się śniło po nocach.

To taka absurdalna rada – wszystko się wali, a my będziemy grać w gry. Teraz używam tego stwierdzenia jako metafory – rzeczywiście trzeba coś razem robić, bo relacja nie weźmie się znikąd. Potrzebujemy stworzenia warunków dla dobrej relacji, a nie samych zasad, których należy przestrzegać w domu. Czasami są to niewielkie zmiany, jak choćby złapanie kontaktu wzrokowego z dzieckiem, gdy mijamy się na korytarzu. Takie spojrzenie pełne czułości. Wiem, że brzmi to jak slogany, ale nie mam innej rady.

 

JW: A co z dziećmi, które swoją bezpieczną przestrzeń miały w szkole?

prof. Sylwia Jaskulska, fot. Krystian Daszkowski

SJ: Istnieją takie domy, w których trudno o relacje dobrej jakości. Dla niektórych dzieci to właśnie nauczyciele byli najbliższymi dorosłymi. Szkoła zdalna nie działa w sposób doskonały, więc zostają z niczym. Są one w grupie ryzyka konsekwencji, które może przynieść przyszłość, bo ich warunki rozwoju jeszcze bardziej oddalają się od tych, które mają inne dzieci. Wymiar dydaktyczny to tylko jeden z problemów, o którym zresztą się mówi. Dostajemy informacje o znikających dzieciach, o dzieciach, które wypadły z systemu edukacji, o braku sprzętu w domu, braku internetu. Powinniśmy też skupić się właśnie na wymiarze relacyjnym, w którym szkoła była najbliższym sercu dziecka miejscem.

 

JW: Co w takiej sytuacji mogą robić nauczyciele i nauczycielki?

SJ: Ogranicza nas sprzęt, ale ciągle jesteśmy tymi samymi ludźmi. Jeśli nauczyciele i nauczycielki byli w dobrej relacji z uczniami i uczennicami przed pandemią, przejście przed ekrany komputera ich nie zmieni. Na pewno zrobią wszystko, by tych dzieci „pilnować”, sprawdzać, co się u nich dzieje. Wiem, że w wielu szkołach psycholog i pedagog są dostępni, pełnią dyżury i one działają. Niestety nie wszędzie.

 

JW: Jakie symptomy w zachowaniu dziecka sugerują, że warto zgłosić się do specjalisty_tki?

SJ: Zdaję sobie sprawę, że dostęp do psychiatry czy psychologa nie jest prosty. Bardzo często są to wizyty prywatne, płatne. Z tego względu ciężko mi jest to powiedzieć, ale zachęcam, by zgłaszać się nawet, gdy nasz niepokój o dziecko jest niewielki. Nie należy czekać na moment, w którym dziecko nie będzie chciało wyjść z łóżka.

 

W kryzysie ludzie potrzebują towarzyszenia. Jeżeli my, jako rodzice, widzimy w zachowaniu dziecka coś, co uznajemy za niepokojące, to już jest czas, aby udać się do specjalisty.

Bez rozmyślania, czy to jest na pewno to… Jeżeli jednak chcemy wypunktować momenty alarmowe, to są to te, które utrudniają codzienne funkcjonowanie dziecka, np. problem z koncentracją uwagi, który nie jest spowodowany gorszym dniem lub zarywaniem nocy, bo ma nową grę komputerową, tylko sprawia, że dziecko nie może podołać temu, co dzieje się w szkole; to zły nastrój, na który nie działają wcześniej stosowane sposoby; to też nagła zmiana w zachowaniu, np. kiedy z bardzo towarzyskiej osoby dziecko zmienia się w samotnika albo zawsze dbało o wygląd i nagle przestaje to robić, odmawia nawet wzięcia prysznica. To są sygnały alarmowe, tym bardziej jeżeli takich zachowań jest więcej i trwają dłużej.

 

JW: Rozmawiamy o tym, że całe życie dzieciaków przenosi się do internetu. Jak zatem zadbać o ich higienę cyfrową?

prof. Sylwia Jaskulska, fot. Krystian Daszkowski

SJ: Wszystko zależy od wieku dziecka. Rodzic ma duży wpływ na plan dnia dziesięciolatka. Ale nie sprawdzi się to już w przypadku siedemnastolatka. Warto zastanowić się, co dziecko zobaczy, kiedy odejdzie od komputera. Może być tak, że będą to dorośli wpatrzeni w monitory. Nie dziwmy się wtedy, że dziecko nie chce wyjść z sieci. Po co ma to robić? Żeby siedzieć z własnymi myślami? Warto stworzyć atrakcyjne warunki, by zachęcić do innych aktywności. Nawet jeżeli jest to siedemnastolatek, to znamy go przecież przez całe jego życie, więc możemy wymyśleć coś na tyle interesującego, że będzie chciał spędzić czas z nami.

 

JW: Nieograniczony dostęp do internetu to też nieograniczony dostęp do informacji, zwłaszcza tych dotyczących pandemii. Jak segregować te najbardziej negatywne?

SJ: Wiosną zeszłego roku, kiedy pandemia się zaczynała, mieliśmy poczucie, że nastała apokalipsa. Docierały do nas informacje o czymś, co było dla nas obce, nieznane. Co więcej, były one przekazywane w sposób sensacyjny, niepokojący. Wtedy pedagodzy mówili o tym, żeby bardzo racjonować dzieciom dostęp do informacji i przekazywać wiedzę już przez nas przetworzoną. Dziś, po prawie roku, problemy są według mnie inne. My, dorośli, „nawalamy” w sferze edukacyjnej. Walka z pandemią ma kilka wymiarów. To nie tylko noszenie maseczek i przestrzeganie innych zasad. To też nauka odpowiedzialności społecznej, bazowania na wiedzy podpartej badaniami naukowymi. Mamy szansę nauczyć dzieciaki rozpoznawania fake newsów. Uważam, że jest to teraz główne zadanie szkoły i rodziców.

 

Sylwia Jaskulska, prof. UAM dr hab., pedagożka, pracuje na stanowisku profesora w Laboratorium Pedagogiki Szkolnej na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka, współautorka  i współredaktorka kilku książek o szkole (np.  S. Jaskulska, „Ocena zachowania w doświadczeniach gimnazjalistów”, S. Jaskulska, „Rytuał przejścia. Młodzież szkolna na progu edukacyjnym”, M. Dudzikowa, S. Jaskulska (red.), „Twierdza. Szkoła w metaforze militarnej. Co w zamian”?) i kilkudziesięciu innych tekstów. Członkini Uniwersyteckiego Ośrodka Koordynacyjno-Programowego Kształcenia Nauczycieli. Zastępczyni redaktor naczelnej „Rocznika Pedagogicznego”. Honorowa Ambasadorka oddolnej ogólnopolskiej inicjatywy edukacyjnej Rok Relacji w Edukacji. Redaktorka naukowa serwisu oświatowego Ja, Nauczyciel’ka. Pasjonatka dramy edukacyjnej. Mama Szymona i Bartosza. Prowadzi stronę na FB (zobacz) i kanał na YT: Sylwia Jaskulska-Spotkania Edukacyjne (zobacz).

 

Źródła:

Gop A., Jaskulska S.,  „Kształcenie na odległość a rozwój kompetencji cyfrowych uczniów i ich rodziców w świetle wyników badań – w kierunku nowej szkoły”, „Studia Edukacyjne”, 2020, 58.

Jankowiak B., Jaskulska S., „Dobrostan nauczycieli i nauczycielek a ich postawy wobec kształcenia na odległość w czasie pandemii COVID-19”, „Przegląd Pedagogiczny”, 2020, 1.

Jaskulska S., Jankowiak B., „Postawy nauczycielek i nauczycieli wobec kształcenia na odległość w czasie pandemii COVID-19”, „Studia Edukacyjne”, 2020, 57.

Kaczmarek Ł.D., „Pozytywne interwencje psychologiczne. Dobrostan a zachowania intencjonalne”, Zysk i S-ka, Poznań 2016.

Ptaszek G., Stunża G. D., Pyżalski J., Dębski M., Bigaj M., „Edukacja zdalna: co stało się z uczniami, ich rodzicami i nauczycielami?”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2020.

Pyżalski J., Poleszak W., „Psychologiczna sytuacja dzieci i młodzieży w czasie epidemii”, w: J. Pyżalski (red.), „Edukacja w czasach pandemii wirusa COVID-19. Z dystansem o tym, co robimy obecnie jako nauczyciele”, EduAkcja, Warszawa 2020.

Pyżalski J., Poleszak W., „Relacje przede wszystkim – nawet jeśli obecnie jedynie zapośredniczone”, w: J. Pyżalski (red.), „Edukacja w czasach pandemii wirusa COVID-19. Z dystansem o tym, co robimy obecnie jako nauczyciele”, EduAkcja, Warszawa 2020.