fot. Mirosław Jurgielewicz, na zdjęciu Szymon Wieczorkiewicz

Jazz stał się elitarny

Myślę, że jazz będzie coraz bardziej sztuką dostępną tylko dla wąskiego grona odbiorców. Nie jest to wina muzyków, artystów, ale społeczeństwa, które nie ma ochoty rozwijać w sobie chęci do zrozumienia czegoś awangardowego – mówi basista i kontrabasista Szymon Wieczorkiewicz, tegoroczny stypendysta Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Sebastian Gabryel: Słynny izraelski kontrabasista Avishai Cohen w jednym z wywiadów powiedział, że jego zdaniem „nie można być dobrym muzykiem, jeśli nie jest się dobrym człowiekiem, najpierw więc trzeba być człowiekiem, a dopiero potem można zostać muzykiem”. Ty również dostrzegasz, że empatia, bezinteresowność i szeroko pojęte dobro mogą przekładać się na muzykę?

 

Szymon Wieczorkiewicz: Uważam, że muzyka jest obrazem naszej duszy, człowieczeństwa, poszanowania zasad moralnych i etycznych. Słowa wyżej wymienionego kontrabasisty w moim odczuciu powinny stać się głównym założeniem każdego artysty, nie tylko muzyka, ale również malarza, rzeźbiarza, tancerza i wielu innych. W dzisiejszych czasach wielu twórców zapomina o tych fundamentalnych zasadach, jakimi są bezinteresowność, empatia, szacunek do drugiego człowieka i każdego stworzenia, jakiemu Bóg dał życie na naszej planecie. To, co osiągamy i osiągnęliśmy, zawdzięczamy naszej ciężkiej pracy i zaangażowaniu w dążenie do osiągnięcia perfekcji w zakresie naszej profesji. Wielu ludzi podziwia nas za kunszt wykonawczy i wiedzę, która przekłada się na doskonale przygotowane koncerty czy też wykłady obrazujące nasz poziom intelektualny.

 

Szymon Wieczorkiewicz, fot. Marcin Oliński

Zatem uważam, że wiedza powinna być przekazywana bezinteresownie z pokolenia na pokolenie. Nie powinna być traktowana przez artystów jako własność, do której nikt nie ma dostępu, gdyż takie podejście ujawnia naszą próżność.

Radość drugiego człowieka, który ode mnie mógł się czegoś nauczyć i jednocześnie spełnić swoje marzenia dotyczące własnego rozwoju artystycznego, są najwspanialszą zapłatą za moją ciężką pracę i wysiłek moich najbliższych w kształtowaniu mojego wizerunku artystycznego. Radość, bezinteresowność i przede wszystkim szczerość w intencjach i działaniu to główne założenia, jakimi kieruję się w życiu. Te zasady przekładają się na fantastyczne myśli kompozytorskie, zacieśnianie bardzo pozytywnych relacji międzyludzkich, jak i radość z wykonywania muzyki, która dodaje siły w życiu. Zależy mi, aby moja muzyka miała moc oddziaływania na drugiego człowieka w sposób pozytywny i była wartościowa pod względem harmonicznym, rytmicznym i w wielu innych aspektach.

 

SG: W tym roku otrzymałeś Stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury. W jego ramach zrealizujesz projekt, którego głównymi bohaterami będą John Patitucci i Alain Caron. Dlaczego postanowiłeś pochylić się nad ich twórczością?

 

SW: Alain Caron i John Patitucci to postacie, które od zawsze inspirowały mnie w mojej indywidualnej ścieżce artystycznej. Ich muzyka, kompozycje, aranżacje czy też sposób improwizacji na gitarze basowej były dla mnie czymś odbiegającym od utartych schematów gry, jaki reprezentują basiści na całym świecie.

 

Caron to mistrz grający na gitarze basowej bezprogowej, a jednocześnie genialny melodyk i wspaniały kompozytor. Jego ulubione style muzyczne, czyli fusion jazz i jazz rock, odbiegają od współczesnej jazzowej myśli kompozytorskiej pod względem zawiłości harmonicznej czy też rytmicznej.

Mogę śmiało stwierdzić, że jego muzyka jest przemyślana w każdym najmniejszym detalu, ukazuje bachowskie zamierzenia kompozycyjne. Nie ma tam mowy o przypadku czy też bałaganie rytmicznym. Jest porządek oraz stoicki spokój podczas improwizacji, opartych na doskonałych melodiach z zastosowaniem wszystkich elementów – od bebopu aż po jazz nowoczesny. Jego kompozycje są kwintesencją awangardy jazzowej.

Patitucci z kolei to w moim odczuciu basista, który doskonale przełożył na grunt techniki gry na basie zdobycze dydaktyki fortepianowej. Jego doskonałe opanowanie wielu środków artykulacji, zastosowanie techniki pchnięcia na dźwięk obecnej u pianistów, spowodowały, że jego improwizacje czy też pochody basowe są dla mnie wzorem pod względem precyzji rytmicznej i harmonicznej. Jest to zupełnie inny kompozytor, basista niż wspomniany wcześniej Alain Caron. Jego muzyka to synteza wielu stylów muzycznych, które przy doskonałym zastosowaniu aparatu wykonawczego oraz wiedzy na temat harmonii pozwoliły Patitucciemu stworzyć indywidualny język muzyczny z iście Chopinowską myślą kompozytorską i zdobyczami muzyki okresu romantyzmu.

 

Mam świadomość, że część osób może uznać moje słowa za absurdalne, jednak kiedy dokładnie zagłębimy się w dyskografię tego wielkiego instrumentalisty, mistrza, ukażą się nam doskonałe zwroty rytmiczno-harmoniczne, które swoim kunsztem i budową nawiązują do muzyki mistrzów doby romantyzmu czy też późnego klasycyzmu, jednak z wykorzystaniem nowoczesnej myśli harmonicznej i kompozycyjnej.

Szymon Wieczorkiewicz, archiwum prywatne

Warto dodać, że takich kompozycji w jego twórczości jest kilkadziesiąt, jednak najdoskonalszy aspekt stanowi muzyka lat osiemdziesiątych, którą tworzył wraz z Chickiem Coreą w zespole Electric Band. Oto fuzja mistrzowskiego opanowania aparatu gry oraz genialnej myśli kompozytorskiej.

Z uwagi na to, że jestem wielbicielem stylu fusion, twórczość dwóch wyżej opisanych gigantów wyznacza kierunek doskonalenia mojego warsztatu muzycznego oraz podstawę do rozwijania umiejętności w zakresie aranżacji i kompozycji w powyższym stylu. Obaj basiści mnie inspirują.

 

SG: Podobno w ramach projektu powstaną aranżacje na big band. Kogo postanowiłeś do niego zaprosić?

 

SW: Do udziału w moim projekcie zaprosiłem wybitnych muzyków poznańskiej, krakowskiej, a także warszawskiej sceny muzycznej. Są to moi profesorowie z Akademii Muzycznej w Poznaniu, przyjaciele, jak i koledzy, którzy towarzyszą mi od wielu lat w mojej indywidualnej ścieżce artystycznej. Jest to dla mnie zaszczyt, że w tak trudnych czasach, jakie obecnie mamy, wszyscy odpowiedzieli na mój apel i podjęli się wykonania tej bardzo trudnej muzyki i poświęcenia sporej ilości czasu na przygotowanie materiału, który wymaga wielu godzin spędzonych z instrumentem oraz metronomem. Jestem im wszystkim za to bardzo wdzięczny i wierzę, że ten projekt odniesie dalsze sukcesy i będziemy mogli go zaprezentować w wielu miastach Polski.

 

SG: Jesteś autorem wielu projektów muzycznych, z czego spora część związana jest z muzyką klezmerską. Dlaczego masz do niej aż taką słabość?

 

SW: Ciężko jest mi stwierdzić, czy akurat muzyka klezmerska jest tą, do której mam słabość. Myślę, że lepiej byłoby opisać ją jako doskonałe źródło inspiracji w zakresie improwizacji czy rytmiki. Muzyka ta posiada wyjątkowy, niepowtarzalny charakter. Pociąga mnie jej taneczność, bogata faktura harmoniczna, instrumentacja i zastosowanie skal muzycznych o orientalnym charakterze. Poza tym muzyka klezmerska to połączenie poezji i melodii.

 

Tutaj każdy dźwięk i słowo mają istotne znaczenie, tworząc jednolitą formę i fakturę brzmieniową. Najwspanialsza jednak jest w tej muzyce rytmika.

Kiedy zacząłem wykonywać muzykę klezmerską, jako instrumentalista wykształciłem w sobie swobodę poruszania się w metrum nieparzystym. Dla wielu uczniów szkół muzycznych czy nawet uczelni wyższych stanowi ono duży problem, bo gra się zdecydowanie mniej muzyki napisanej w tym metrum. Z zespołem klezmerskim odwiedziłem wiele miast i instytucji kultury.

 

SG: Koncertowałeś z największymi, choćby z Andreą Bocellim. Jak zapamiętałeś ten wieczór?

 

Szymon Wieczorkiewicz, fot. Mariusz Kram

SW: Jest w życiu każdego muzyka czy artysty kilka koncertów czy też wydarzeń artystycznych, które pozostają w pamięci na całe życie. Właśnie takim wydarzeniem był dla mnie koncert z okazji stulecia powstania Uniwersytetu Poznańskiego z Andreą Bocellim. W moim przypadku okazje do zagrania takich koncertów nie pojawiają się nazbyt często. Obrałem inną drogę rozwoju, która wiedzie przez świat muzyki jazzowej i rozrywkowej, a nie tylko i wyłącznie klasycznej. Koncert z Bocellim był magiczny pod wieloma względami. Przede wszystkim dzieła, jakie wykonywałem, to najpiękniejsze arie z oper i operetek, które po prostu kocham. Do tego pojawiły się również utwory specjalnie napisane dla Bocelliego, z jego autorskich albumów – to również wspaniałe aranżacje i kompozycje. Poza tym gra w orkiestrze z olbrzymią obsadą, z towarzyszeniem prawie 150-osobowego chóru, dawały moc, która dosłownie napędza instrumentalistę podczas gry swoim monumentalnym brzmieniem i fakturą harmoniczną. Do tego ogromna publiczność – 200 tysięcy osób. Cały stadion poznański wypełniony po brzegi i siła ludzkich rąk podczas braw. To coś wspaniałego. Trzeba jednak dodać, że przygotowania do koncertu to bardzo ciężki, wyczerpujący fizycznie, jak i psychicznie czas.

 

Wielogodzinne próby, setki powtórzeń niejednego fragmentu czy utworu powodowały, że z każdą minutą w późnych godzinach nocnych koncentracja spadała i ciężko było utrzymać formę wykonawczą na wysokim poziomie.

Jednak efekt końcowy – najpierw w postaci prób z samym artystą oraz gośćmi zaproszonymi przez niego do współpracy, a potem koncertu – był bardzo zadowalający i uświadomił mi po raz kolejny, że warto w życiu robić to, co się kocha i z czego czerpie się radość i siłę na każdy dzień. Dostałem szansę na występ z kimś, kto stanowi autorytet w świecie muzycznym, którego głos, interpretacja fraz muzycznych oraz dynamiki stanowiły i stanowią dla mnie wzór do naśladowania. Nie każdy może wpisać sobie w CV koncert z taką gwiazdą, a ja taką szansę otrzymałem.

 

SG: Porozmawiajmy o fascynacjach. Jakie płyty zajmują szczególne miejsce na twojej półce?

 

SW: Z uwagi na moją fascynację fusion jazzem oraz jazz rockiem oczywiście czołowe miejsce zajmuje dyskografia Alaina Carona i Johna Patitucciego, ale również Chicka Corei. W tym ostatnim przypadku najbardziej pożądane krążki to rzecz jasna płyty składu Electric Band oraz Acoustic Band. Prócz tych trzech wymienionych artystów posiadam bardzo obszerne zbiory dyskografii takich zespołów jak Weather Report, na czele z liderem zespołu Joe Zawinulem oraz genialnym basistą Jaco Pastoriusem, a w późniejszym czasie Victorem Baileyem. Następnie Herbie Hancock i jego genialne płyty z lat 60. i 70. czy też krążki Dave’a Weckla, fenomenalnego perkusisty i kompozytora, który czynnie koncertuje właśnie z Coreą i Patituccim. Ciężko byłoby wymienić wszystkie płyty, którymi się inspiruję.

 

SG: Chciałem zapytać cię o modę, jaka trwa od kilku lat, a która zdaniem wielu osób zupełnie zabija dynamikę – jedną z cech, dzięki której możemy naprawdę odczuwać muzykę. Obecnie trend jest taki, by nagrany utwór był tak głośny, jak tylko się da. Ciebie również to irytuje? (śmiech)

 

Szymon Wieczorkiewicz fot. Mirosław Jurgielewicz

SW: Przyznam szczerze, że współczesne trendy muzyczne w większości są niezgodne z moją ideologią i pojmowaniem sztuki. Większość dzisiejszej muzyki nastawiona jest na komercję, monumentalizm związany z zastosowaniem nowoczesnych brzmień czy też – jak wspomniałeś – wielkiego nasilenia dźwięku, ale i gry świateł oraz ruchu scenicznego w teledyskach czy też koncertach na żywo. Wszystkie te aspekty mają za zadanie odciągnąć zmysły słuchacza od warstwy harmonicznej i melodycznej, a gra świateł jest alternatywą na zatuszowanie wielu niedociągnięć kompozycyjnych i aranżacyjnych dzieła, nie wspominając już o tekście utworu i jego przesłaniu.

 

Muzyka to dla mnie synteza dynamiki od piano do forte, która przez takie zróżnicowanie dynamiczne generuje u słuchacza pewne emocje. Można do nich zaliczyć smutek, radość, żal, cierpienie i wiele innych, jakie człowiek odczuwa podczas słuchania muzyki, a które zabija współczesna myśl techniki nagraniowej.

Współcześni twórcy powinni czerpać wzorce chociażby z muzyki doby baroku, romantyzmu, klasycyzmu i wielu innych okresów, w których była ona syntezą wielu aspektów życia człowieka, zarówno tych psychologicznych, jak i fizycznych. Oczywiście nie można wszystkich twórców wrzucić do jednego worka, ponieważ jest bardzo szerokie grono artystów, dla których wcześniej wymienione przeze mnie aspekty stanowią podstawę do tworzenia muzyki, nagrywania jej, jak i wykonywania podczas koncertów.

 

SG: Rok temu muzyk Jan Młynarski słusznie zauważył, że kiedyś jazz był muzyką użytkową, jednak z czasem zaczął stawać się coraz bardziej elitarny. To zaczyna się zmieniać? Dla wielu Polaków to gatunek, do którego zawsze podchodzi się z obawą…

 

SW: Powiedzmy sobie szczerze, dzisiejsza kultura muzyczna odnotowała znaczący spadek jakości. Przewaga muzyki disco polo oraz takiej, która po prostu jest łatwa do przyswojenia dla słuchacza, zalewa rynek muzyczny. Przykre jest też to, że promuje ją się w telewizji i rozgłośniach radiowych. Jazz jako styl muzyczny był muzyką taneczną. Tak było już w czasach ery swingu i doskonałych big bandów lat 30. XX wieku. Późniejszy rozwój i powstanie takich stylów, jak bebop, hard bop, czy fusion jazz, jazz rock i wiele innych, spowodowały, że jazz stał się muzyką do słuchania. Nie jest to muzyka prosta, ale czy umysł ludzki musi za każdym razem mieć do zgryzienia małe ziarenko? Uważam, że jako istoty myślące, o nieograniczonej możliwości rozwoju umysłowego, którego ram nie jest w stanie ocenić współczesna medycyna, powinniśmy dążyć do wysilenia naszego mózgu i zrozumienia trudnej harmonii, rytmiki i frazowania, jaką prezentuje współczesny jazz.

 

Człowiek powinien dążyć do samorozwoju i nie przyjmować tylko tego, co jest łatwe i proste. Jazz – niestety – stał się w czasach obecnych muzyką elitarną.

Posiada liczne grono odbiorców, jednak przez część społeczeństwa jest omijany szerokim łukiem. Niektórzy uważają, że język jazzmanów jest trudny, niezrozumiały i czasami absurdalny. Jest to krzywdzące dla nas – artystów, ponieważ umniejsza się wiedzę i umiejętności, jakie posiadają muzycy, kompozytorzy i aranżerzy. Myślę, że jazz w kolejnych latach będzie coraz bardziej sztuką dostępną tylko dla wąskiego grona. Nie jest to wina muzyków, artystów, ale społeczeństwa, które nie ma ochoty rozwijać swojej wiedzy, umiejętności oraz chęci do zrozumienia czegoś awangardowego, trudnego i wymagającego dłuższego przemyślenia.

 

 

Szymon Wieczorkiewicz – absolwent Akademii Muzycznej w Poznaniu na kierunkach: kontrabas klasyczny, kontrabas jazzowy, gitara basowa jazzowa, obecnie student kompozycji i aranżacji w zakresie muzyki jazzowej. Laureat m.in. I nagrody dla najlepszego instrumentalisty XXIV Ogólnopolskiego Big Band Festiwalu w Nowym Tomyślu i Prezydenta Miasta Konina za wybitne osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej. Nauczyciel w PSM I i II stopnia w Koninie oraz muzyk Teatru Nowego im. T. Łomnickiego w Poznaniu. Autor różnorodnych projektów muzycznych, do których zaliczyć można chociażby popularyzację muzyki klezmerskiej, która była prezentowana w wielu polskich miastach. Koncertował z Andreą Bocellim, Andreą Toffanellim, Krzysztofem Cugowskim, Urszulą Dudziak, Kayah i wieloma innymi gwiazdami polskiej sceny muzycznej. W ramach programu stypendialnego zaprezentuje twórczość dwóch gitarzystów basowych: Johna Patitucciego i Alaina Carona (aranżacja ich utworów na big band, koncert).