fot. materiały promocyjne Wydawnictwa Miejskiego Posnania

JEst ŻYCiE: Jeżyce to stan umysłu

Przez trzy lata Paweł Kwiatkowski, Ewelina Koterska, Maria Kwiatkowska i Karolina Domańska dokumentowali świat dawnych Jeżyc i spisywali najnowsze dzieje. Byli tam, gdzie „JEst ŻYCiE” – w poznańskiej dzielnicy, w której wszystko może się zdarzyć, a która dla wielu jest prawdziwym centrum wszechświata.

Jakiś czas temu na budynku przy ulicy Wąskiej na poznańskich Jeżycach pojawiła się flaga z napisem „Jeżyce to stan umysłu”. To czysta prawda. Choć nie zwiedziłem świata wzdłuż i wszerz, to kiedy ktoś żartuje, że „Jeżyce to centrum wszechświata”, ja – równie żartobliwie – jestem w stanie się z tym zgodzić. Chyba faktycznie coś w tym jest, że to dzielnica jedyna w swoim rodzaju. Mieszkam tu od kilku lat, i choć Poznań znam już jak własną kieszeń, to żaden z jego zakątków nie chwycił mnie za serce tak mocno jak właśnie jeżycki fyrtel.

„Takie rzeczy tylko na Jeżycach!” – to kolejne popularne powiedzenie, którego sens zrozumiałem już po kilku miesiącach od wprowadzenia się do jednej z kamienic na ulicy Poznańskiej. Nie zapomnę, jak pewnego majowego wieczoru zauważyłem kogoś absolutnie przedziwnego, rodem z kultowego serialu „Czy boisz się ciemności?”. Postać miała na sobie długi czarny płaszcz, ciężkie, wojskowe buty i wielki, elegancki kapelusz, spod którego na wątłe ramiona spływały pasma długich, srebrnych włosów. Zjawa pchała przed sobą wózek po brzegi wyładowany grubymi książkami, zupełnie nic nie robiąc sobie z przejeżdżających tuż obok samochodów. Stałem na chodniku, obserwując z daleka tę dość niepokojącą scenę, kiedy nagle tajemniczy człowiek zatrzymał się raptownie na jezdni i powoli obejrzał się przez ramię. Choć nie udało mi się dostrzec jego twarzy, ledwie majaczącej spod szerokiego ronda, dreszcze przebiegały mi po całym ciele. Na Jeżycach wszystko może się zdarzyć…

TO BRONX, INACZEJ JEŻYCE

 

Jeszcze w latach 90. ta dzielnica nie miała dobrej prasy. Rozróby i bójki były na niej podobno standardem, na co wpływ miały podłe imprezownie i sklepy monopolowe czynne całą dobę.

Paweł Kwiatkowski, Ewelina Koterska, Maria Kwiatkowska, Karolina Domańska, „JEst ŻYCiE”, Wydawnictwa Miejskie Posnania, Poznań 2018

W sieci można natrafić na wiele historii starszych mieszkańców Jeżyc, wspominających liczne włamania do mieszkań i kradzieże samochodów tych, którzy „nie pasowali”. Jedną z miejskich legend są też dawne „ustawki” z innymi dzielnicami, po których „penerzy” z Jeżyc rzekomo zawsze wracali z tarczą. „Odrapane kamienice, zarzygane bramy, okradzione samochody nie wychodzą z mody, bo to Bronx, to Bronx, inaczej Jeżyce! Jesteś cwaniakiem? Spróbuj znaleźć tu dziewicę…” – tak w 2002 roku rymował słynny, wychowany na Jeżycach raper Peja. I choć ta dzielnica nigdy nie miała aż tak złej sławy jak warszawska Praga czy wrocławski „Trójkąt Bermudzki”, to właśnie tutaj – dokładnie 21 lipca 1997 roku – od strzału z glocka zginął Andriej Isajew ps. „Malowany”, najważniejszy boss wschodnich grup przestępczych.

Dziś takie obrazki to już przeszłość. Teraz mówi się, że Jeżyce to „miejsce przyjazne rodzinie”, zaś tamtejszy rynek to taki „mały Paryż”, w którym sklepiki prowadzone z pokolenia na pokolenie, wyglądające jakby zatrzymał się w nich czas, sąsiadują z modnymi i pomysłowymi „spotami”, w których aż chce się usiąść i napić kawy.

JEŻYCE LUDŹMI SILNE

 

To prawda, że współczesnym Jeżycom niczego nie brakuje. Nie trzeba się z nich ruszać, by załatwić wszystkie najpotrzebniejsze sprawy. Odnajdą się na nich zarówno zwykli Kowalscy, jak i szaleni artyści, romantycy i imprezowicze, hipsterzy i seniorzy. Na Jeżycach nikt ich nie wysiedla, nie usuwa w cień.

 

I choć to jedna z największych dzielnic Poznania, to mieszka się w niej „po sąsiedzku”, zewsząd czuć swojskość i atmosferę wspólnoty. Przykładów odruchów serca nie trzeba daleko szukać.

To prawda, że współczesnym Jeżycom niczego nie brakuje. Nie trzeba się z nich ruszać, by załatwić wszystkie najpotrzebniejsze sprawy

Obecnie cała dzielnica żyje historią pana Zenona, 81-latka, który sprzedawał swoją kolekcję książek na Rynku Jeżyckim, by uzbierać pieniądze na leki. Po kilku dniach zaczęły ustawiać się do niego długie kolejki… Nie jest więc przypadkiem, że „Inicjatywna i Nieformalna Grupa Jeżycka” skupia na Facebooku już ponad 28 tysięcy prawdziwych i mentalnych „Jeżyków”, zostawiając daleko w tyle internetowe społeczności innych dzielnic. Z wyjątkowości Jeżyc zdają sobie sprawę również Paweł Kwiatkowski, Ewelina Koterska, Maria Kwiatkowska i Karolina Domańska – autorzy niedawno wydanego albumu-książki pt. „JEst ŻYCiE”, którzy w 2015 roku ruszyli z aparatami na jeżyckie ulice. Dokumentowali „świat dawnych Jeżyc, który bezpowrotnie odchodzi” i spisywali „ich najnowsze dzieje, odrodzenie i zmiany”, które, jak dobitnie podkreślają, nadają tej dzielnicy rangę miejsca szczególnego.

Z ŻYCIA DZIELNI

Album składa się z kilkudziesięciu jeżyckich historii i ich bohaterów. Część z nich wzrusza, a część śmieszy do łez. „W każdej knajpce, sklepie, warsztacie, zakładzie czy instytucji poznawaliśmy ludzi, bez których całe przedsięwzięcie nie miałoby sensu […] Lista ciekawych adresów i osób, których portrety chcieliśmy zgromadzić, wydłużała się w nieskończoność” – czytamy we wstępie „JEst ŻYCiE”, po którym już na kolejnej stronie pojawiają się opowieści, wobec których nie tylko lokalnym patriotom trudno być obojętnym.

 

Dziesiątkom fotografii, przedstawiających współczesne „życie dzielni”, w naturalny i niewystudiowany sposób towarzyszą treściwe, reportażowe teksty, z których wyłania się obraz nie tylko symbiotycznej, zgrywającej się ze sobą społeczności, ale przede wszystkim stanowiących o jej sile jednostek.

Album składa się z kilkudziesięciu jeżyckich historii i ich bohaterów

Ludzi barwnych, czasem z ciężkim bagażem doświadczeń, raz częstujących zabawnymi anegdotami, innym razem zapadających w pamięć słowami refleksji. By nikomu nie odbierać przyjemności z lektury, z trudem powstrzymam się od przytaczania konkretnych sylwetek. Podkreślę jedynie, że autorzy albumu pojawili się niemal w każdej jeżyckiej miejscówce, która od lat – lub dopiero od niedawna – jest elementem krajobrazu dzielnicy. Fotografowie zajrzeli do Teatru Nowego, Kina Rialto i Jeżyckiego Centrum Kultury. Do zakładów z tradycjami – krawieckich, fryzjerskich, stolarskich, grawerskich. Do nowych i modnych miejsc, takich jak Yeżyce Kuchnia i Kombinat, do tamtejszej szkoły, biblioteki, kościoła, a nawet na komisariat. Do cukierni hotelu Mercure i pobliskiego Domu Studenckiego „Jowita”. Byli wszędzie tam, gdzie „JEst ŻYCiE”.

Przeglądając ten niemal 300-stronicowy – i co warto podkreślić – pięknie wydany album, w głowie pojawia się myśl, że każda dzielnica powinna doczekać się takiej publikacji. Pouczającej, prezentującej historię miasta w przystępny sposób, a na dodatek cieszącej oko i zapewniającej sporo rozrywki. Jeśli kochacie ludzi, śmiało sięgajcie po „JEst ŻYCiE”, bez względu na to, czy mieszkacie na Jeżycach, Wildzie, czy Starym Mieście. W końcu – bez względu na odległość – i tak wszyscy jesteśmy sąsiadami!

 

CZYTAJ TAKŻE: Do folkloru trzeba mieć serce. Rozmowa z Zuzanną Kowalewską
CZYTAJ TAKŻE: Piotr Śliwiński: Wiersze wywracają grilla
CZYTAJ TAKŻE: Czytajmy książki świadomie: Festiwal Fabuły 2018