fot. A. Ciereszko, spektakl pt: "Nie czas by spać"

Jestem wymagający. Andrzej Adamczak – 25 lat na scenie tańca

Kiedy w 2009 roku Andrzej Adamczak otrzymał Medal Młodej Sztuki, zadałem mu pytanie, czy jest trudnym partnerem dla choreografów.

A on odpowiedział:

 

„Wiedziałem, że pan o to zapyta. Jestem wymagający. Nie pozwalam sobie wcisnąć czegoś, co nie ma dla mnie znaczenia. Sam od siebie dużo wymagam, wymagam od moich tancerzy i kiedy jestem tancerzem, też wymagam od choreografa”.

 

Nie byłem zdziwiony tą odpowiedzią, bo znam artystę od dziecka, kiedy był uczniem Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu. Podczas benefisu z okazji dwudziestopięciolecia pracy artystycznej udowodnił, że nadal jest wymagający – od siebie i tych, z którymi współpracuje.

Premiera godna jubileuszu

Andrzej Adamczak zafundował swojej publiczności prezent – przygotował premierę, którą zatytułował „Nie czas by spać”. Ten literacki tytuł dałoby się zinterpretować jako głos pokolenia czterdziestolatków, komentarz do tego, co się dzieje za oknem…

 

Prawda jest chyba inna.

To głos artysty dojrzałego, który zna swoją wartość, wie, co osiągnął, ale nie do końca wie, co przed nim. Czytam tę choreografię biograficznie, do czego upoważnia mnie krótkie wideo, będące prologiem spektaklu. Adamczak jest nie tylko twórcą choreografii, ale przede wszystkim jednym z wykonawców. Towarzyszą mu tancerki (Agnieszka Brzezińska i Katarzyna Leszek) oraz tancerz (Szymon Pacholec).

I chociaż fizycznie w niczym nie przypomina Adamczaka, wydaje się być dla niego swego rodzaju lustrem. Nie zamierzam się bawić w psychologa, to tylko luźne skojarzenie. Choreografia na czworo tancerzy to układ precyzyjny, ale nieprzewidywalny. Adamczak oczekuje od swoich scenicznych partnerów uważności zarówno wtedy, kiedy tańczą solo, jak i w układach bardziej skomplikowanych. Każdy ma zaprogramowany ruch, który określa go postaciowo i psychologicznie.

W drugiej części wieczoru obejrzeliśmy „Instynkt”, spektakl Adamczaka z 2020 roku (już bez jego udziału).

 

Instynkt, fot. M. Zakrzewski

Instynkt, fot. M. Zakrzewski

W tej choreografii wszyscy bohaterowie mają własne kierunkowskazy w sobie. To może być umysł, instynkt, intuicja. Każdy musi się przekonać sam o tym, co nim kieruje w życiu.

To opowieść o poszukiwaniu drugiego człowieka, przyjaciela/przyjaciółki, partnera/partnerki, kochanka/kochanki, co w świecie nastawionym na indywidualizm wydaje się prawie niemożliwe. A jednak zdarza się, czasami na krótko, innym razem na dłużej. Mnie najbardziej spodobał się duet męski – Szymona Pacholca i Filipa Hylewicza.

Oba spektakle dzieli rok. Na scenie oglądamy – z jednym wyjątkiem – tych samych tancerzy. Ruch używany przez Adamczaka jest rozpoznawalny dla tych, którzy oglądali jego wcześniejsze choreografie: mocny, precyzyjny i wyrazisty. Choreograf z jednej strony stawia na ruch zamaszysty, otwierający ciało, przypominający plakat; z drugiej strony używa mikroruchów, zwłaszcza dłoni, co może nasuwać skojarzenia z grafiką.

 

Mikroruchy kierują widza ku wnętrzu, każą zobaczyć w tańczącym głębię.

Adamczak interpretuje muzykę: zwykle idzie z nią w parze, czasami tylko zrywa to zespolenie i ruch tancerzy przyspiesza w stosunku do warstwy brzmieniowej, rzadziej spowalnia. Cechą charakterystyczną stylu choreograficznego Adamczaka jest także wyrazistość postaci, będąca pochodną gestu i elegancji sylwetki.

Zaczął od klasyki

Po ukończeniu Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu Adamczak został tancerzem Teatru Wielkiego w rodzinnym mieście, w którym dominował klasyczny repertuar, chociaż wcale nie miał zbyt wiele wspólnego z techniką klasyczną.

W technice klasycznej młody artysta zatańczył tylko pas de deux z II aktu „Giselle”. „III Symfonia” Góreckiego w choreografii Marka Różyckiego to układ demiklasyczny, podobnie jak „Ognisty ptak” w choreografii Andrzeja Glegolskiego, „Lieder” Barbary Gołaskiej, „Harnasie” w choreografii Emila Wesołowskiego, czy nawet stylizowany „Grek Zorba” w choreografii Lorki Massine’a. Ponadto w Teatrze Wielkim w Poznaniu dał się poznać jako świetny Faun w „Popołudniu Fauna”, czy Maur w „Szeherezadzie”.

Instynkt, fot. M. Zakrzewski

Instynkt, fot. M. Zakrzewski

 

Tańczył także wstawki w operach. Wydawało się z perspektywy widowni, że jest artystą spełnionym.

Mnie się najbardziej podobał jako Faun, jako jeden z protagonistów w „III Symfonii” Góreckiego i jako Harnaś w inscenizacji Emila Wesołowskiego.

W roku 2000 Adamczak zniknął z poznańskiej sceny. Z grupą tancerek i tancerzy pojechali za Mikołajem (Pawłem) Mikołajczykiem do Szczecina, gdzie chcieli stworzyć nowy teatr tańca. W strukturze Opery na Zamku przygotowali spektakl zatytułowany „Żegnaj Polsko”.

 

Kilka miesięcy później Adamczak był z powrotem w Poznaniu, ale w zespole Polskiego Teatru Tańca. 

Pracował w nim 15 lat i był gwiazdą – obojętnie, czy pojawiał się spektaklach debiutantów, czy wybitnych choreografów. Korzystał z wszystkich stylów i technik tańca, których sam doświadczył na scenie. Był, a właściwie nadal jest, znakomitym tancerzem współczesnym.

Tworzę na scenie konkretne postaci

Jako choreograf Andrzej Adamczak zadebiutował w 1999 roku. W wieczorze zatytułowanym „Chopin tańczony nocą” przygotował choreografię do „Scherzo cis-moll op. 39 nr 3”. I stała się rzecz niesamowita, dwoje recenzentów zwróciło uwagę na debiutantów:

 

„[…] skłonna jestem przyjąć za dobrą monetę próby młodych choreografów, którzy usiłują się zmierzyć z muzyką Chopina na własną miarę. Propozycje Aliny Szutarskiej i Andrzeja Adamczaka nie są świeże i odkrywcze, ale jest w nich choć odrobina kreacji, choć cień wyobraźni, choć trochę miłości.” (Ewa Obrębowska-Piasecka)

 

„[…] «Preludia op. 28 nr 2,3,4», choreograficznie przetworzone przez Alinę Szutarską nie wychodzą poza granice baletowej wprawki. Znacznie ciekawsze jest «Scherzo cis-moll op. 39 nr 3» w choreografii debiutanta (w tej roli oczywiście) – Andrzeja Adamczaka. Szutarska i Adamczak próbują oddać emocje płynące z muzyki, uczą się jednak dopiero opowiadać językiem tańca. Adamczakowi udało się powiedzieć coś więcej, bo w roli głównej obsadził siebie. Miał więc ułatwione zadanie, opowiadał o sobie i własnych przeżyciach związanych z muzyką”. (Stefan Drajewski)

Instynkt, fot. M. Zakrzewski

Instynkt, fot. M. Zakrzewski

 

Dostrzegliśmy z Ewą Obrębowską-Piasecką talent, który rozkwitł w Polskim Teatrze Tańca.

W ciągu 15 lat Andrzej Adamczak stworzył następujące spektakle: „Szparagijem” (2002), „Ja-jo” (2002), „Wchodzę III” (2004), „Scan” (2006), „Trzy siostry – wyobrażenie” (2008), „Chopin Fresh Fruits” (2009), „Volta” (2013), „Need me” (2014), „Touch me” (2016) i wspólnie z Ewą Wycichowską i Pauliną Wycichowską „Spotkania w dwóch niespełnionych aktach” (2011).

Pytany o to, jak pracuje nad nowym spektaklem, Andrzej Adamczak powiedział:

 

„[…]…«Szparagijem» zaczęło się od jednego konkretnego pomysłu, który obrastał w kolejne. Dopiero później szukałem muzyki. Z kolei «Scan» od dawna we mnie dojrzewał, ale bezskutecznie szukałem muzyki, która w pełni odzwierciedlałaby mój pomysł. Dlatego postanowiłem, że musi ona powstać pod moim wpływem, na zamówienie, podobnie jak w moim najnowszym spektaklu «Trzy siostry – Wyobrażenie». […] Nie lubię choreografii, które polegają na następujących po sobie układach i nie wywołują u widza refleksji. Ważne, aby się na tej scenie «zatrzymać» – myślę tutaj o świadomości – zadać sobie pytanie, po co na niej jestem, po co wykonuję taki a nie inny ruch. Tworzę na scenie konkretne postaci, które budują spektakl. Staram się precyzyjne określić każdej z nich cele i zadania. Nie lubię na scenie tła, drugiego planu. Chcę, aby moi bohaterowie byli bardzo konkretni. […] Próbuję robić spektakle, które korespondują z życiem. Aktorzy tancerze są prawdziwi. Widz musi im wierzyć. Nienawidzę oszustwa. Nie pozwala mi na to moja odpowiedzialność. Większość moich przedstawień dotyka takich tematów jak miłość, samotność, kontakt z drugim człowiekiem. To jest moje, co nie znaczy wcale, że jestem samotny, że nie kocham, że nie potrafię nawiązać relacji z drugim człowiekiem”.

 

Wypowiedzi te pochodzą sprzed wielu lat, ale moim zdaniem – patrząc na kolejne spektakle Adamczaka – są nadal aktualne.

 

Nie czas by spać, fot. M. Zakrzewski

Nie czas by spać, fot. M. Zakrzewski

Nie należę do krytyków, którzy od pierwszego przedstawienia w Polskim Teatrze Tańca zachwycili się Adamczakiem – choreografem.

Przełomem był „Scan”. W teatrze lubię oglądać historie, a ta – o nieoczywistym trójkącie była niezwykle interesująca. Potem przyszły „Trzy siostry – wyobrażenie”. I to był Czechow, jakiego lubię; lekko zawieszony ponad ziemią, poza czasem, bez gierek, bez zbędnych „pomysełków”, zaktualizowany przez kostiumy bohaterów, ale nadal Czechow. Czysty ruch, minimalistyczny, szalenie ograniczony w czasie i przestrzeni (pojawianie się mężczyzn na scenie wręcz symboliczne), związany silnie z rekwizytem, na co zwróciła Lilia Łada:

 

„Walizki są elementem obecnym przez cały spektakl – bardzo ważnym elementem. Żadna z sióstr nie odchodzi od swojej zbyt daleko, chroniąc zazdrośnie w środku swoje skarby i nadzieje na lepszą przyszłość”.

 

„Chopin Fresh Fruits” podzielił publiczność: jednym spektakl się podobał, innym – w tym mnie – nie. Choreograf wspólnie ze scenografem Mariuszem Szmytkowskim chcieli zaszokować. I to się im udało. Tylko do dziś nie wiem, po co to było.

Trzy spektakle

Kolejne trzy spektakle uważam za ważne i cenne w dorobku choreografa.

W „Volcie” Adamczak nie opowiada żadnej konkretnej historii. Lepi narrację ze strzępów sytuacji podpatrzonych w codziennym życiu. Bohaterowie łączą się w pary, w małe grupki. Jedni są otwarci, inni nie są skorzy do zawierania nowych znajomości, są wręcz zamknięci, a nawet odpychający. 

Łukasz Rudziński dostrzegł w nim także dowcip i podkreślił, że:

Nie czas, by spać, fot. A. Ciereszko

Nie czas, by spać, fot. A. Ciereszko

 

„[…] jego uroda zamyka się w ciekawej kompozycji tanecznej, pięknie wysportowanych sylwetkach tancerek i tancerzy oraz grze świateł”.

 

Dodałbym jeszcze, że Andrzej Adamczak zaproponował bardzo wyrazisty język ruchu: mocny, chwilami wręcz siłowy. Ale nie brakuje też scen lirycznych, wtedy ruch nabiera cech miękkości, staje się bardziej subtelny i wyrafinowany. Widać, że choreograf wsłuchał się w muzykę Iwo Borkowicza.

Kolejna propozycja Adamczaka – „Need me” kojarzy mi się z esejem na temat dwoistości człowieka. Ma on w sobie cechy żeńskie i męskie. Kontekst tylko decyduje, które z nich zwyciężają. Adamczak ułożył duet, w którym tańczy z Katarzyną Rzetelską niezwykle sugestywnie. Choreografia jest gęsta, utkana z drobnych obserwacji życia codziennego mężczyzn i kobiet. Trzeba ją śledzić bardzo uważnie, by dostrzec niuanse różnicujące ruch człowieka ze względu na płeć.

 

Duet Rzetelska – Adamczak targają emocje. I one najbardziej działają na widza.

Ostatni spektakl Adamczaka zrealizowany pod szyldem Polskiego Teatru Tańca nosi tytuł „Touch me”. Choreograf podejmuje w nim próbę wieloaspektowego spojrzenia na doświadczenie dotyku, bada różne rodzaje dotyku i nasze na nie reakcje. Szuka odpowiedzi na pytania: Czy jesteśmy gotowi na dotyk? Jaka jest nasza na niego wytrzymałość? Żongluje konwencjami i technikami tańca, ale jak zawsze z żelazną precyzją i konsekwencją.

Agnieszka Dul zwróciła uwagę, na momenty:

Nie czas by spać, fot. M. Zakrzewski

Nie czas by spać, fot. M. Zakrzewski

 

„[…] gdy w całkiem usztywnionym ciele zachodzą wyraźne drgawki tylko w jednej części. […]

 

Najciekawsze wydają się fragmenty, gdy ciało któregoś z tancerzy traktowane jest jak obiekt, poddające się działaniom pozostałej dwójki. Dotyk wówczas staje się neutralny, bada, eksperymentuje. Przypomina to zabawę pochłaniającą dzieci, które dopiero poznają możliwości stawów, mięśni.

 

Sceny te fascynują, być może nawet uruchamiając w widzu pragnienie podobnych eksploracji i wyjścia poza oczywistość ciała, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

Fragmenty te przeplatają się z choreografiami, w których dotyk służy budowaniu relacji interpersonalnych. Ostatnie trzy choreografie wzajemnie się dopełniają i oświetlają. Nie są tryptykiem, ale ogniwami tworzącymi łańcuch obserwacji dotyczących współczesnego człowieka.

Nowy rozdział

W 2016 roku Iwona Pasińska, nowa dyrektorka Polskiego Teatru tańca rozstała się z grupą tancerzy – solistów: Andrzejem Adamczakiem, Kariną Adamczak-Kasprzak, Agnieszką Fertałą, Agatą Ambrozińską-Rachutą.

Adamczak cztery lata milczał jako tancerz i choreograf, realizował się w roli pedagoga. W 2020 roku skupił wokół siebie studentów i przygotował „Instynkt”.

Nie czas, by spać, fot. M. Zakrzewski

Nie czas, by spać, fot. M. Zakrzewski

 

W 2021 roku powstał świetny benefisowy spektakl „Nie czas by spać”.

Myślę, że po takiej deklaracji jego wierna publiczność czeka na kolejne choreografie.

 

W tekście wykorzystane zostały następujące artykuły:

„Andrzej Adamczak – jestem wymagający”, „Głos Wielkopolski” 10 lutego 2009
S. Drajewski, „Jak bombonierka”, „Głos Wielkopolski” 2000, nr 102.
E. Obrębowska-Piasecka, „Nie można kochać na rozkaz”, „Gazeta Wielkopolska” 1999, nr 247.
S. Drajewski, „Chopin tańczony nocą”, „Głos Wielkopolski” 1999, nr 244.
L. Łada, „Gdyby Czechow myślał obrazami”, www.tutej.pl, 13 października 2008.
S. Drajewski, „«Volta» w Polskim Teatrze Tańca – ważny głos w dyskusji o kondycji człowieka”, „Głos Wielkopolski” 9 grudnia 2013.
Ł. Rudziński, „Francja podbiła Gdański Festiwal Tańca”, trójmiasto.pl, 16 czerwca 2015.
S. Drajewski, „Teatr Tańca może być również zabawny”, „Głos Wielkopolski” 2014, nr 99.
A. Dul, „Taneczne Konfrontacje”, kulturapoznan.pl