fot. Materiały archiwalne kina Rialto

Już działamy i jest u nas bezpiecznie

Perspektywy są naprawdę mało optymistyczne i o wiele łatwiej było nam przetrwać trzy miesiące całkowitego zamknięcia niż najbliższe miesiące, kiedy będziemy funkcjonować przy pełnych kosztach, a z wpływami dramatycznie niższymi – mówi Piotr Zakens, współprowadzący kino Rialto w Poznaniu.

Sebastian Gabryel: Sale kinowe to miejsca, w których zwykle jest cicho. Czy dziś przede wszystkim dlatego, że świecą pustkami? Jak obecnie wygląda sytuacja w kinie Rialto?

 

Piotr Zakens: W tej chwili sytuacja kina Rialto, jak i właściwie wszystkich kin w Polsce, jest bardzo trudna. Kiedy na początku czerwca okazało się, że możemy już wznowić działalność w dość wymagającym rygorze sanitarnym, część kin postanowiła otworzyć się od razu.

 

Niestety, szybko okazało się, że publiczność nie wróci od razu tłumnie na seanse. Oczywiście przewidywaliśmy to, jednak liczba pokazów, na których nie było nikogo albo zaledwie parę osób, była przerażająca.

fot. materiały prasowe Kino Rialto

My otwarliśmy się dopiero pod koniec czerwca i oczywiście również zmagamy się z tym problemem. Doszło nawet do tego, że obecnie nie wyświetlamy filmów codziennie, ale funkcjonujemy 4–5 dni w tygodniu. Stopniowo widać pewną poprawę, np. na ostatnich pokazach klasyki filmowej („Rzymskie wakacje”, „Śniadanie u Tiffany’ego”) było sporo osób, ale to pojedyncze pokazy. Nadal część seansów nie odbywa się z powodu braku widzów.

 

SG: No właśnie, niedawno jeden z moich kolegów po fachu z ciekawości zadzwonił do kilku poznańskich kin z pytaniem o aktualną frekwencję. Wniosek jest jeden – dopóki widzowie będą zmuszeni siedzieć w maseczce przez cały seans, dopóty sytuacja nie ulegnie poprawie. Ty również tak sądzisz?

 

PZ: Rzeczywiście maseczki wydają się jednym z kluczowych problemów, chociaż to nie jest tak, że jak one znikną, to wszystko wróci do normy. Jest kilka czynników, które wpływają na obecną sytuację. Po pierwsze, brak jest nowego, frekwencyjnego repertuaru.

 

Premierowe filmy, które obecnie są dostępne, nie są w stanie zainteresować szerokiej publiczności, bo – paradoksalnie – są to filmy właśnie studyjne, czyli dla bardziej wymagającego widza. A wydaje się, że po epidemii chcemy trochę lżejszego i bardziej komercyjnego repertuaru – największą popularnością cieszą się teraz filmy familijne.

fot. materiały prasowe Kino Rialto

Po drugie, latem do kin zawsze chodzi mniej osób – kino w naturalny sposób przegrywa z mnóstwem atrakcji na otwartej przestrzeni – a jeśli już, to właśnie na hitowe filmy, których obecnie nie ma i nie wiadomo, kiedy będą. Studia amerykańskie co chwilę przekładają daty premier kluczowych filmów dla branży, takich jak „Tenet” czy „Mulan”. Poza tym, sytuacja epidemiczna w Polsce jest nadal niejasna i spora część, zwłaszcza starszych osób, po prostu boi się przebywać w miejscach, gdzie potencjalnie może być sporo ludzi. To wszystko powoduje, że perspektywy są naprawdę mało optymistyczne i o wiele łatwiej było nam przetrwać trzy miesiące całkowitego zamknięcia niż najbliższe miesiące, kiedy będziemy funkcjonować przy pełnych kosztach, a z wpływami dramatycznie niższymi. Szacujemy, że przy braku nowego „lockdownu” jesienią branża będzie się odbudowywać minimum rok.

 

SG: Część osób zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. Powiedzmy to otwarcie – „domowe” kino wypiera tradycyjne i bez pandemii. Dlatego istnieją – moim zdaniem dość uzasadnione – obawy, że nawet po całkowitym zniesieniu obostrzeń, które przecież kiedyś nastąpi, zainteresowanie kinem nie wróci do poziomu sprzed pandemii z prozaicznego powodu – przez ten czas zdążyliśmy już przyzwyczaić się do oglądania filmów z perspektywy kanapy.

 

fot. materiały prasowe Kino Rialto

PZ: To niewątpliwie jest pewne zagrożenie, ale na razie nie demonizowałbym go. Oczywiście COVID-19 wywołał zmiany w całym społeczeństwie i przyspieszył przemiany w procesach cyfryzacji, pracy zdalnej, korzystania z kultury online i przez to pewnej alienacji ludzi.

 

Z drugiej strony, koniec kina wieszczyło powstanie telewizji, VHS, DVD, BR, a jednak, po chwilowym załamaniu, okazało się że wciąż chcemy spotykać się z ludźmi w kinie.

Bo wyjście do kina to nie tylko obejrzenie filmu, ale sposób relaksacji i spędzania wolnego czasu, często właśnie wspólnie z innymi ludźmi, i to nawet wtedy, gdy ich nie znamy. Mam nadzieję, że jeszcze nie jesteśmy na etapie, kiedy założymy wirtualny hełm i nie będziemy wychodzić z domu.

 

SG: Z początkiem lipca w Polsce zaczęła obowiązywać nowa opłata audiowizualna, zgodnie z którą Netflix i inne duże platformy streamingowe będą przekazywać 1,5 proc. przychodów z opłat od użytkowników lub reklam na rzecz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Twoim zdaniem to słuszna decyzja?

 

fot. materiały archiwalne Kino Rialto

fot. materiały archiwalne Kino Rialto

PZ: Tak. To spora część rynku, coraz bardziej dynamicznie rozwijająca się, która do tej pory nie partycypowała w kosztach funkcjonowania branży, na którą wszyscy solidarnie się składamy, płacąc dodatkowy podatek na rzecz PISF-u. Środki, jakie zostaną pozyskane, trafią do wspólnej puli, z której, mamy nadzieję, kina studyjne też skorzystają – albo bezpośrednio, w postaci np. finansowania remontów czy działalności Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych, albo pośrednio, przez lepsze finansowanie polskich filmów.

 

SG: Niedawno ruszyła ogólnopolska akcja pod tytułem „Powrót do kin studyjnych”, organizowana przez Stowarzyszenie Kin Studyjnych. Na czym polega ten projekt, którego jesteście częścią?

 

fot. materiały prasowe Kino Rialto

fot. materiały prasowe Kino Rialto

PZ: „Powrót do kin studyjnych” to kampania promocyjna zachęcająca widzów do odwiedzenia kin. Postanowiliśmy ją zrealizować dzięki wydzieleniu środków z dotacji PISF-u, ponieważ kina tradycyjne otwarły się jako pierwsze już na początku czerwca, sieci multipleksów dopiero teraz są czynne, i nie chcieliśmy czekać na ogólnopolską kampanię, która będzie organizowana w sierpniu przez kina wielosalowe. W naszą kampanię udało się nam zaangażować znanych polskich artystów, takich jak Marta Frej, Andrzej Pągowski czy Andrzej Milewski, którzy stworzyli dla nas dowcipne i dające do myślenia grafiki, a dzięki poznańskiej firmie produkcyjnej GuzikOwcy stworzyliśmy film reklamowy, będący pastiszem „Dnia świra”, z niewykorzystaną w tym filmie muzyką, użyczoną nam przez Jerzego Satanowskiego.

 

Celem akcji jest oczywiście poinformowanie wszystkich, że już działamy i że jest u nas bezpiecznie. Akcję koordynuję z ramienia Stowarzyszenia Kin Studyjnych i na razie wygląda, że poszliśmy dobrym tropem. Mamy bardzo pozytywny feedback ze strony widzów, liczymy, że będzie miała ona również wymierny efekt w postaci coraz większej frekwencji w kinach w całej Polsce.

 

SG: Co na najbliższe tygodnie planuje kino Rialto dla swoich widzów?

 

fot. materiały archwialne Kino Rialto

fot. materiały archwialne Kino Rialto

PZ: To trudne pytanie. Na razie działamy na bieżąco, trudno ustalać konkretny repertuar, skoro kalendarz premier ciągle ulega zmianie. Na razie na pewno pojawiać się u nas będą znane i lubiane tytuły, tzw. kino kultowe. Powoli wracamy do cykli filmowych, w sierpniu będzie więcej bajek. Czekamy na ustabilizowanie sytuacji i powoli planujemy filmy na jesień. Przez najbliższy miesiąc czy dwa po prostu musimy przetrwać i oprzeć się na daleko posuniętej kreatywności – tak, aby ten czas był jak najbardziej atrakcyjny.

 

Kino Rialto – kino studyjne w Poznaniu, działające nieprzerwanie od ponad 75 lat. Należy do prestiżowego programu unijnego Europa Cinemas i Sieci Kin Studyjnych. Dewizą kina jest hasło: „Kino-Art-House-Jeżyce”, które rozumiane jest jako potrzeba pokazywania dobrych filmów i organizowania imprez związanych z szeroko rozumianą kulturą, przy jednoczesnym podkreśleniu lokalności związanej z dzielnicą Poznania – Jeżycami.