fot. archiwum Karoliny Kotowskiej

Poznań pełen outsiderów

Poznaniacy chyba nabrali odwagi. Z mojej perspektywy wygląda to, jakby stopniowo otwierały się możliwości, żeby żyć po swojemu. Coraz bardziej wolno być dziwakiem – mówi Karolina Kotowska, ilustratorka i projektantka graficzna.

KUBA WOJTASZCZYK: Poznań jest miastem outsiderów?

KAROLINA KOTOWSKA*: Gdy przyjechałam tu na studia w 2011 roku, miałam wrażenie, że Poznań jest miastem ludzi jednakowych, sztywnych, nudnych i zapracowanych, aspirujących do bycia albo jakimiś stereotypowymi ludźmi pracy, kariery i rozwoju na kapitalistyczną neoliberalną modłę, albo berlińczykami (wszyscy wtedy mówili, że jedna uliczka bez drzew – Taczaka – jest jak Kreuzberg). Pamiętam, że nie mogłam się nadziwić, jak wszyscy tutaj hołdują zasadom – nawet w środku nocy na pustej ulicy zataczający się imprezowicze zawsze czekali na zielone światło na przejściu! Najśmieszniejszym dowcipem, jaki wtedy znałam, był taki: „dlaczego w Poznaniu nie było ruchu oporu? – bo nie było wolno”. Wydawało mi się na początku, że to miasto zupełnie nie nadaje się dla indywidualistów, że outsiderzy nie mają szansy się tu odnaleźć. Może dlatego zaczęłam ich tak wypatrywać i okazało się, że jednak trochę ich tu jest.

 

A może Poznań jest outsiderem na tle innych polskich miast?

Poznań nie wpisuje się w szereg już chociażby przez to, że jest bardzo dużym miastem, więc cokolwiek się o nim powie, to na pewno po części będzie to prawda. Odkąd prezydentem jest Jacek Jaśkowiak, Poznań stał się znacznie bardziej odważny, a bycie outsiderem wymaga przecież odwagi. Mnie to bardzo cieszy, że festiwal Malta przetrwał perturbacje i odbył się znowu, że był Marsz Równości, że Łańcuchy Światła gromadziły takie tłumy. Poznaniacy też chyba nabrali odwagi i z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby stopniowo otwierały się możliwości, żeby żyć po swojemu. Coraz bardziej wolno być dziwakiem. Uf.

 

Swojego czasu stworzyłaś cykl plakatów „Znani z Poznania”, w którym sportretowałaś m.in. małżeństwo państwa Kalinowskich – starszą panią grającą na flecie, ostrzyciela noży i nożyczek z Rynku Jeżyckiego, osoby bezpośrednio niekojarzące się ze stolicą Wielkopolski. Skąd pomysł akurat na taki projekt?

Zaczęło się od zadania szkolnego w pracowni Olgi Milczyńskiej w School of Form, co zsynchronizowało się z zaproszeniem Witolda Skrzypczaka z firmy Enkredibo, który poprosił mnie o pokazanie swoich prac w przestrzeniach reklamowych na linii Pestki, i na dodatek zgrało się z rozmowami, jakie akurat prowadziłam ze znajomymi z Poznania. Okazało się, że wszyscy moi znajomi, rodowici poznaniacy bardzo uważnie obserwują i wyłapują takich indywidualistów na ulicach, chyba przez kontrast właśnie. Bardzo dużo o bohaterach serii „Znani z Poznania” opowiedział mi Michał Niemczyk.

Ostrzyciel noży i nożyczek. Plakat Karoliny Kotowskiej z serii „Znani z Poznania”

 

O ostrzycielu noży, o państwu Kalinowskich, flecistce, sprzedawcy kurczaków z różna pod Kupcem i innych rozmawialiśmy jak o celebrytach. Oni naprawdę byli znani i krążyły o nich różne plotki, a legendy narastały.            

Pod plakatami zamieściłaś adnotację mówiącą, że jeżeli ktoś ma wspomnienia dotyczące bohaterek i bohaterów twoich prac, może do ciebie napisać i się nimi podzielić. Udało się?

Dostałam ponad sto maili. Uważam, że to bardzo dużo! Wszystkie z czułością i uwagą opisywały osoby z mojej serii albo dotyczyły innych. Momentami było wzruszająco. To też chyba świadczy o tym, że ludzie się sobie przyglądają, są uważni i wrażliwi, że miejskim celebrytą może być ostrzyciel noży, a poznaniacy wcale nie są sztywniakami, tylko może takich udają. Ludzie generalnie raczej udają sztywniaków, niż są nimi naprawdę – trzymam się tej tezy.

 

Jaka opowieść najbardziej utkwiła ci w pamięci?

Jeden pan napisał o kimś tak: „Wygląda na bezdomnego i nieco szalonego, ale z jego twarzy bije niesamowita szlachetność. Niesamowicie przypomina Vincenta van Gogha – i tak też na niego w myślach mówię” No, wspaniałe!

Osoby, które zilustrowałaś, są dobrze znane poznaniankom i poznaniakom. Myślisz, że należą do kolorytu miasta?

Nie wiem, sama się nad tym zastanawiam. Możliwe, że kiedy przyjechałam do Poznania, stanowili kontrast wobec tłumu jednakowych, niewyróżniających się niczym mieszkańców miasta. To oczywiście było moje subiektywne wrażenie. Wynikało wtedy z lekkiego przestrachu i powierzchowności obserwacji, wyrażało dystans, jaki zachowywałam. A teraz?

 

Poznań jest pełen indywidualistów, to przestrzeń dla różnych ludzi. Paleta miejskich barw rozszerza się, wychodzi poza skalę szarości.

Karolina Kotowska

A może ci kontrastowi poznaniacy są pieśnią przeszłości?

Oby przyszłości!

 

Poznań się zmienia. Nie tylko politycznie, ale też wizualnie. Wiele dzielnic, jak np. Jeżyce, przechodzi gentryfikację. Kogo teraz można przenieść na plakaty? Osoby zaangażowane w protesty przeciw władzy, lokalne feministki, działaczki i działaczy kultury, a może – ponownie – pozornie szarych mieszkańców?

O, to jest doskonały pomysł! Trzeba by zrobić serię plakatów o lokalnych bohaterach, odważnych mieszkankach i mieszkańcach, którzy żyją po swojemu i torują drogę innym. Zwłaszcza w takich wymagających czasach, kiedy trzeba dodawać sobie odwagi nawzajem…

 

KAROLINA KOTOWSKA – ur. w 1986 r. Absolwentka Wydziału Grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie oraz School of Form w Poznaniu. Studiowała grafikę na ASP również w Łodzi i Krakowie. Zajmuje się projektowaniem graficznym, głównie plakatów i książek oraz ilustracją. Freelancerka pracująca przy projektach kulturalnych, edukacyjnych i społecznych. Aktywistka na miarę swoich możliwości (członkini grupy Chlebem i Solą, współautorka uchodźcy.info, organizatorka International Student Poster Competition Refugees in Europe). Od października 2017 mama Stefci. Nominowana w konkursie IBBY „Książka roku” (za oprawę graficzną „Cholera i inne choroby”), laureatka Międzynarodowego Biennale Grafiki Dzieci i Młodzieży w Toruniu; międzynarodowego konkursu Adobe; ogólnopolskiego konkursu Muzeum Plakatu w Wilanowie; ogólnopolskiego konkursu „Książka dobrze zaprojektowana” w Katowicach i Konkursu Fotografii Teatralnej organizowanego przez Teatr Nowy w Warszawie.