fot. Michał Sita. Wernisaż wystawy „Nie będzie niczego” i premiera zina „Katastrofa”

Katastrofa

„Nie będzie niczego” – o wystawie w poznańskiej Scenie Roboczej i trzecim zinie wydawnictwa Bomba! zatytułowanym „Katastrofa” pisze Michał Sita.

Kuratorowana przez Ninę Budzyńską, Małgorzatę Mycek i Alicję Mielczarek wystawa, połączona z premierą zina i kasety ze ścieżką dźwiękową, jest rzeczową analizą katastrof. Tych politycznych, aborcyjnych, wolnościowych i światopoglądowych, jakich doświadczyliśmy i jakim próbowaliśmy się przeciwstawiać, tych związanych z kryzysem ekologicznym, pandemią, kapitalizmem, społecznymi napięciami i nagonkami na kolejnych wrogów ogółu, katastrof rozgrywających się w sferze lęków i osobistych przeżyć.

 

I byłoby faktycznie czarno i źle, gdyby nie charakter tej hucznej artystycznej akcji, która podważa i na własną modłę przerabia kolejne katastrofy w ich własne karykatury.

W poznańskiej Scenie Roboczej przez kilka dni można więc oglądać nie tylko ilustracje strategii oporu i dokumentację skali zniszczeń wywołanych tą czy inną katastrofą. Wystawa wskazuje też trzeci wątek – zestawia ambiwalentne i pełne wisielczego humoru postawy, jakie wykształcają się, kiedy warunki katastrofy stają się codziennym, naturalnym środowiskiem działania artystów.

 

fot. Michał Sita. Premiera zina „Katastrofa”.

Nina Budzyńska: Nabór materiałów do trzeciego zina wydawnictwa BOMBA! ogłosiłyśmy jesienią. Jedyną katastrofą był wtedy właściwie covid i widmo zaostrzenia przepisów aborcyjnych. Od tego czasu katastrofy następowały jedna po drugiej.

 

W zinie znalazły się ich odbicia – teksty analizujące sytuację polityczną, społeczne napięcia, ale też bardzo osobiste materiały o doświadczeniu zamknięcia, depresji.

Dużo o covidzie, trudno się temu dziwić. Teksty o reagowaniu na katastrofę – jak ten o inicjatywie FeMade – grupie zrzeszającej dziewczyny związane ze środowiskiem techno. Jak zwykle w naszych zinach, poezja. Psychotest. Prosty komiks Czarnego Notesu o aborcji, jaki ma szansę dotrzeć do każdego, bo wybitnie prosto wyjaśnia, o co chodzi w tym problemie. Grafiki. Wszystko drukowane sitodrukiem i na Riso. I nasze pierwsze wydawnictwo muzyczne. Kupiłyśmy 50 używanych kaset, wszystkie miały już coś na sobie nagrane, działanie jest zero-waste. Na jednej stronie muzyka bardziej rozrywkowa, na drugiej bardziej eksperymentalna. Jedna i druga z samego środka tej albo innej katastrofy.

 

Michał Sita: Twój komiks mógłby zapełnić treścią całego zina.

Wygibajtus: Zgadzam się.

 

MS: Jaka to katastrofa?

fot. Michał Sita. Premiera zina „Katastrofa”.

Wygibajtus: Tu jest trochę o wirusie. Kosmici znaleźli go w toalecie i rozpuścili na cały świat. Maseczki trzeba nosić. Później o teorii spiskowej, o tym, że szczepionkami chipuje się ludzi. Kosmita pięścią rozwala Ziemię. I tak dalej, w kółko. A tu kot i ludzik w kozakach. Demolka. Nie da się tego pojąć za bardzo. Komiks jest też w języku, jakiego nikt nie zrozumie.

 

MS: Dlaczego katastrofa?

Wygibajtus: Bo jest. Dużo ludzi zgarnia, wszyscy w niej tkwią, dzieje się po prostu. I dzięki temu można na nią spojrzeć w sposób odklejony od rzeczywistości – katastrofa jest tak ogólna, że daje się interpretować i dobrze, i źle. Po każdej katastrofie rodzi się coś nowego.

Głową w ścianę

MS: Dlaczego katastrofa?

Aneta Sieniawska: Dziewczyny rzuciły taki temat wystawy i zina, rezonujący ze wszystkim wokół. Wielu ludzi przetwarza motywy katastrofalne. A skąd one się biorą? Chyba z tego, że żyjemy w takim właśnie czasie.

 

MS: Jaka jest twoja katastrofa?

Aneta Sieniawska: Moje prace nazywam komiksem. Są tam postacie i teksty, a do tego figurka. Stoją w rogu sali. I mam z nimi taki problem, że wcale nie wydają mi się katastrofalne, chociaż wielu ludzi pisze albo mówi mi o nich – to strasznie creepy rzeczy. Mam do nich sentyment – do tych moich brzydkich potworów, do zwierzątek opowiadających dziwne historie.

 

fot. Michał Sita. Wernisaż wystawy „Nie będzie niczego” i premiera zina „Katastrofa”. Praca Anety Sieniawskiej „Sarna Bambi”.

„Sarna Bambi. Sceny z życia młodej sarny Bamboo, księcia lasu rozpościerającego się dookoła jednego z wielu porzuconych masztów 5G. Pewnego dnia Bamboo zostaje postrzelony strzałą zatrutą eksperymentalną szczepionką przeciwko COVID-77 (…)”.

 

Są takie, jakie są, bo po prostu oddziałuje na nas to, co dookoła. Oglądasz wiadomości albo ich nie oglądasz, nieważne, wiesz, że złe rzeczy się dzieją. Kumuluje się to i wywołuje reakcję. Sklejają się takie zdarzenia w jakąś kupę, a z niej wyłażą takie właśnie obrazy. I chociaż tak to działa, to kiedy spotykasz ludzi stojących za pracami takimi, jak moje, okazuje się, że to nie są na co dzień negatywne osoby. Po prostu ten syf musi znaleźć jakieś ujście. A lepiej żeby szedł w tę stronę, niż mielibyśmy komuś podpalać balkony.

 

Poza tym reagowanie w taki sposób sprawia dużo funu.

Niby przetwarzasz skumulowane w środku, ciężkie zło, a jednocześnie przepracowanie go jest bardzo odświeżające. To widać w pracach na wystawie. Niby jest ciężko, a koniec końców, mielisz to w coś pozytywnego.

 

fot. Michał Sita. Wernisaż wystawy „Nie będzie niczego” i premiera zina „Katastrofa”.

MS: Wystawa w jednym miejscu kumuluje policyjno-kościelne państwo, jakie się nam szykuje, aborcyjne piekło i myśliwych polujących na wszystko, co się rusza. To dno, od jakiego da się już tylko odbić?

Aneta Sieniawska: Odbijamy się od ściany. Faktycznie. Bo można albo tak, albo w nią walnąć głową. Chodzi o fun z życia w tej rzeczywistości. Takie mam wrażenie, patrząc na te prace i znając ludzi za nimi stojących. Energia, jaka mogłaby iść na zamartwianie się, tu, na wystawie, skierowana jest gdzieś indziej. Coś dobrego może z tej sytuacji wyniknąć.

Zresztą, mam takie wrażenie, że gdy żyje się w zamkniętym światku, złożonym z ludzi tworzących własne rzeczy i myślących podobnie – to te zewnętrzne warunki wydają się nierealne. Symulowane. Bo nie znam osobiście nikogo, kto by pałował tęczowych ludzi albo kto by mówił, że można zabijać zwierzątka na futra, bo Pan Bóg powiedział, że można.

 

To jest właśnie nierealne. Jak jakaś kreskówka.

Więc oglądam to, co dzieje się na zewnątrz i korzystam z tej małej wysepki, z której mogę sobie z tych okolicznych wydarzeń robić jaja.

 

MS: Artyści zaproszeni do wystawy dogadują się po prostu w tym podejściu?

Aneta Sieniawska: Jasne. Inaczej się nie da. Chyba że chciałbyś pokazywać jakieś bardzo, bardzo smutne rzeczy, jak w sztuce poprzednich pokoleń, która pesymizm traktowała poważnie. Jest jakiś przesyt takim podejściem. To jakbyś oglądał film sprzed dwudziestu lat – reżyser sobie wtedy wyobrażał, jak będzie wyglądała przyszłość pełna zimnych metalicznych robotów.

Widzisz coś takiego dookoła? Ja widzę, że zamiast robotów mamy plastik i wi-fi. Ludzie w wieku 20+ będą musieli jeszcze trochę czasu w takim świecie spędzić, więc starają się go jakoś oswoić, muszą na niego reagować inaczej.

fot. Michał Sita. Wernisaż wystawy „Nie będzie niczego” i premiera zina „Katastrofa”. Praca Jakuba Koseckiego „Moving point of no-return”.

I taką reakcją jest szafka z przyklejonymi włosami, praca Jakuba Koseckiego. Stałam przed nią z 20 minut i zastanawiałam się, czy jej dotknąć.

 

Bo bardzo chcesz dotknąć, ale się jednocześnie mega brzydzisz. I się boisz, że ci się to przyklei do ręki.

Idziesz sobie więc na wystawę taką, jak ta, i zamiast myśleć, co się dzieje w świecie, myślisz sobie: dotknąć? Nie dotknąć? Przyklei się czy się nie przyklei? Ta szafka to jest sztos. Nie można być obojętnym wobec takiego obrzydlistwa.

Katastrofy

fot. Michał Sita. Wernisaż wystawy „Nie będzie niczego” i premiera zina „Katastrofa”. Praca Małgorzaty Mycek „Reklama aborcji”.

MS: Jaka to katastrofa?

Małgorzata Mycek: Nabór do zina ogłosiłyśmy w październiku. Już wtedy żyliśmy w pandemii, powszechny był wewnętrzny niepokój, opresyjne działania w stosunku do społeczności LGBT, a zaraz potem zaczęły się masowe strajki. Chciałyśmy stworzyć platformę dającą możliwość reakcji. Postanowiłyśmy zebrać prace tekstowe i graficzne i wypuścić zina, nośnik dla takich myśli.

 

MS: Zin ani wystawa nie dokumentują po prostu społecznej niezgody na dziejące się wokół niesprawiedliwości, robią coś więcej. Są ironiczne, w każdej z prezentowanych prac toczy się jakaś gra z katastrofą.

Małgorzata Mycek: Prace, jakie znalazły się na wystawie, przerabiają różne odmiany katastrof na swój własny sposób, ze swojej prywatnej perspektywy definiują to, w czym wszyscy tkwimy.

Nie chciałyśmy budować jakiegoś wielkiego zbuntowanego „czegoś”. Jakiegoś wspólnego frontu. Nie chciałyśmy robić demonstracji, ale zebrać różne głosy reagujące na zło, jakie dzieje się wokół. Te reakcje są różne. Praca Patrycji Cichosz i moja poruszają temat aborcji, są zaangażowane, nagłaśniają dziejące się wokół niesprawiedliwości. Ale oprócz politycznych, są tu też osobiste komentarze, których celem nie jest wyzwalanie jakichś tłumnych reakcji. Katastrofy mogą mieć wielki zasięg, ale mogą być czymś o wiele bardziej osobistym.

 

MS: Jaka to katastrofa?

Nina Budzyńska: To różne katastrofy, w jakich funkcjonujemy na co dzień i się do nich przyzwyczailiśmy. To katastrofy, jakie spowszedniały.

 

MS: Opowiesz o kilku z nich?

fot. Michał Sita. Wernisaż wystawy „Nie będzie niczego” i premiera zina „Katastrofa”. Praca Katarzyny Wyszkowskiej „Demon ekologizmu”.

Nina Budzyńska: „Demon Ekologizmu” Katarzyny Wyszkowskiej, zainspirowany słowami arcybiskupa Jędraszewskiego. To on takiego demona nazwał. A Kasia go przedstawiła. Taki jest: węże, jakaś czaszka, tribale, płomienie piekielne i zielona strzałka recyklingowa. Mam nadzieję, że Jędraszewski uznałby ten obraz za szatański.

 

fot. Michał Sita. Wernisaż wystawy „Nie będzie niczego” i premiera zina „Katastrofa”. Praca Kiju – „Domek Dzika”

Inna praca, wideo Kiju – „Domek Dzika”. Przerażający instruktaż, jak zabijać zwierzęta. Tu pistolet, tu kulka.

Tak, jak myśliwi do tego tematu podchodzą. Mając z tym filmem do czynienia, jesteś zamknięty w ciasnej ciemnej przestrzeni i oglądasz wideo wzorowane na szkoleniowym materiale nagranym na starym VHS. Po prostu horror. A jednocześnie świetne przypomnienie tematu myśliwych, który ostatnio umknął gdzieś w całym nawale innych katastrof. A nadal przecież jest aktualny. Poluje się w parkach narodowych, ludzie narzekają, że im dziki psa zaatakowały w centrum Poznania, jakiś nawał bzdur dziejących się wokół.

 

Nie przywiązujemy już do tego tematu wagi, został zepchnięty gdzieś na bok. Kiju go przypomniała.

Jest też poście inspirowana transparentami z ostatnich protestów przeciw zakazowi aborcji. Patrycja Cichosz, „Nie można liczyć na to, że X stanie po naszej stronie”. Co o tym opowiadać? Jak jest, każdy widzi. Udało się ten uliczny język haseł malowanych z szablonu przełożyć na galeryjne działanie. Numer telefonu zapewniający wsparcie aborcyjne, jakim dzieliłyśmy się w czasie demonstracji, powielany w nieskończoność, jest ozdobnym deseniem schnącego na sznurku prześcieradła.

Wystawa „Nie będzie niczego” w poznańskiej Scenie Roboczej przy ul. Grunwaldzkiej 22
czynna jest między 7 i 14 maja.
Zespół kuratorski: Alicja Mielczarek, Nina Budzyńska, Małgorzata Mycek
Organizatorzy: Scena Robocza, Galeria Luka, Wydawnictwo BOMBA!

Osoby biorące udział w wystawie: Aneta Sieniawska/Lux Mundi, Alicja Mielczarek, Ala Urwał, Kiju Hempkiewicz, Kozlow, Nina Budzyńska, Małgorzata Mycek, Patrycja Cichosz, Olma, Katarzyna Wyszkowska, Nikodem Biegowski, Jakub Kosecki, Olga Truszkowska, Anastasiia Kovalenko, Zuzanna Wiewiórka

Nakład zina „Katastrofa”, towarzyszącego wystawie, wyczerpał się w czasie wernisażu. Dodruk i dystrybucja planowane są na 14 maja przy okazji zamknięcia ekspozycji.