fot. Mariusz Forecki

Każda wieś ma swoją opowieść

W dużych miastach, poza byciem „sąsiadami”, z mieszkańcami okolicy nic nas nie łączy. W mniejszych miejscowościach ludzie wchodzą ze sobą w bliższe relacje, przyjaźnią się lub za sobą nie przepadają. Mimo wszystko coś ich łączy – mówią Paweł Bajerlein i Kinga Popiela, twórcy Wędrownego Zakładu Kultury.

SEBASTIAN GABRYEL: Jaka jest główna idea Wędrownego Zakładu Kultury?

PAWEŁ BAJERLEIN: Od początku realizacji tego projektu najważniejsze jest dla nas dotarcie z ofertą kulturalną na obszary wiejskie. Często są to wsie położone na obrzeżach województwa, daleko od dużych centrów kultury. Mamy świadomość, że wyjazd do miasta na jakieś wydarzenie wiąże się z niemałymi kosztami, ale problemem jest także słabe skomunikowanie transportem publicznym. Ideą jest organizacja zajęć dla dzieci, ale też budowanie lokalnej świadomości i tożsamości. Każdy warsztat czy wiejski wieczór jest inny, ponieważ odnosimy się zawsze do lokalności – do tego, co w danej wsi było i jest, do jej tradycji. Dzięki temu każdy nasz wyjazd jest inny i niepowtarzalny.

 

Na jakich przystankach zatrzymywał się już Wędrowny Zakład Kultury?

PB: Wędrowny Zakład Kultury podróżuje po Wielkopolsce od 2015 roku. Początkowo odwiedzaliśmy wsie głównie w okolicach Krotoszyna, by następnie rozszerzyć projekt na cały region. Byliśmy na samej północy, w rejonie Złotowa, ale także we wsi nad Zbiornikiem Jeziorsko, czyli na granicy z województwem łódzkim. Łącznie nasz projekt zawitał już do kilkudziesięciu wsi w całej Wielkopolsce, a w tym roku przybędzie do kolejnych 15.

 

Wieś wsi nierówna?

PB: Na pewno każda odwiedzana przez nas wieś jest inna. I mam na myśli nie tylko jej położenie geograficzne, krajobraz, architekturę.

 

Każda miejscowość ma swoje tradycje, opowieści. I w każdej widzimy otwartość mieszkańców, serdeczność.

Wędrowny Zakład Kultury 2018, Skrzatusz

Jest to niezwykle miłe, gdy przyjeżdżamy z Wędrownym Zakładem Kultury i spotykamy się z ogromną gościnnością. Daje nam to energię do dalszego działania. Przed wyjazdem zawsze przygotowujemy się do wizyty. Poznajemy lokalną historię, miejsca, tradycje. Jesteśmy w kontakcie z sołtysami i przedstawicielami lokalnej społeczności. Podczas warsztatów chodzimy z dziećmi na spacer. Opowiadają nam wówczas o swoim miejscu zamieszkania, co im się w nim podoba. Są naszymi przewodnikami. Zapraszając kapele ludowe na wiejskie wieczory z potańcówkami, również kierujemy się zasadą lokalności – w pierwszej kolejności sprawdzamy tradycje muzyczne danych okolic i tam też szukamy muzykantów.

 

Można powiedzieć, że odwiedzacie wielkopolskie wsie i bierzecie je pod lupę. Co jeszcze przez nią widzicie?

Wędrowny Zakład Kultury 2018, Miłkowice

KINGA POPIELA: Dla mnie najciekawsze jest to, że spotykamy się z ludźmi, których łączy jakaś konkretna wspólnota. W dużych miastach, poza byciem „sąsiadami”, z mieszkańcami okolicy nic nas nie łączy. W mniejszych miejscowościach ten stopień degradacji relacji jest dużo mniejszy, ludzie wchodzą ze sobą w bliższe kontakty, przyjaźnią się lub za sobą nie przepadają. Mimo wszystko coś ich łączy, mają wspólne wspomnienia, miejsca czy historie, które tworzyli. To daje wiele impulsów do rozmów, wywiadów i refleksji. Ciekawie jest być obserwatorem tych małych społeczności i badać wzajemne stosunki konkretnych osób, a czasem spróbować przez chwilę zostać negocjatorem w miejscowych sporach. Wydaje mi się, że to niezwykle istotne, by tę kulturę wspólnoty podtrzymywać. Mam nadzieję, że naszymi przyjazdami chociaż w niewielkim stopniu się do tego przyczyniamy.

 

Działalność Wędrownego Zakładu Kultury skupiona jest więc nie tylko na miejscach, ale również – a może przede wszystkim – na ludziach. Jakich twórców ludowych spotkaliście na swojej drodze?

PB: Tak, to mieszkańcy są najważniejsi. Nie przyjeżdżamy z gotowym „produktem”, każda wizyta poprzedzona jest rozmowami i badaniami potrzeb lokalnej społeczności. Twórcy ludowi to z kolei bohaterowie drugiego elementu Wędrownego Zakładu Kultury.

 

W ubiegłym roku w projekcie wzięli udział między innymi kowal, śpiewaczka ludowa, słomkarka czy rzeźbiarz. Odwiedzili ich młodzi ludzie pełni pasji i zaciekawieni ludową twórczością. W tym roku naszymi bohaterami są np. hafciarka czy garncarz.

Spotykają się z nimi młodzi artyści. Takie spotkanie to źródło inspiracji, ale także możliwość poznawania i odkrywania sztuki ludowej. To też rozmowy o tradycji, opowieści o życiu twórców i często sztuce, która w danej rodzinie jest od pokoleń.

 

Organizujecie wiejskie wieczory z potańcówką. Ich idea wydaje się prosta – integrować mieszkańców wsi. Wiemy jednak, że można to robić na wiele różnych sposobów… Co jest największą wartością wieczorów Wędrownego Zakładu Kultury?

Wędrowny Zakład Kultury 2018, Skrzatusz

PB: Wiejski wieczór przygotowywany jest wespół z mieszkańcami. My wyszukujemy i zapraszamy kapelę ludową, szykujemy wystawę prac zrobionych przez dzieci podczas warsztatów. Mieszkańcy przygotowują poczęstunek, zazwyczaj każdy z gości przynosi coś ze sobą. Siadamy przy wspólnym stole lub przy ognisku. Staramy się także, by kapela była blisko, by nie było podziału na scenę i widownię. Mamy być blisko siebie, razem. Wracamy także do korzeni – przez kilka lat realizacji projektu wiele osób, szczególnie starszych, mówiło nam: „Dawniej wszyscy się spotykali przy różnych okazjach, była muzyka, tańce…”. Pomyśleliśmy, że może czas to zmienić. Stąd pomysł zaproszenia kapel ludowych.

 

Często takie potańcówki odbyły się ostatni raz w danej wsi 30, 40 lat temu! Taki wieczór to nie tylko integracja mieszkańców, to także okazja do odkrywania lokalnej przeszłości.

Często słyszymy: „U nas to nie było tradycji muzycznych”, a podczas potańcówki ludzie przypominają sobie, że jednak ktoś grywał, śpiewał lub zapisywał pieśni. Raz zdarzyło się, że panie przyniosły ze sobą śpiewniki i zamiast tańców był piękny wieczór przy wspólnym śpiewaniu. Dziś każdy wraca z pracy, zamyka się w swoim domu i niechętnie z niego wychodzi. Dlatego ta wspólnotowość warta jest podkreślania i podtrzymywania. Wierzymy, że dzięki takim sąsiedzkim spotkaniom mieszkańcy na nowo odkrywać będą piękno spędzania czasu razem.

 

Zaciekawiły mnie też kooperatywy spożywcze. Przez żołądek do kultury? [śmiech]

PB: To zupełnie nowy element Wędrownego Zakładu Kultury. Spotkania z rolnikami prowadzą przedstawiciele ruchów na rzecz bezpośredniej współpracy między miastem a wsią. Celem jest tworzenie alternatyw dla obecnego systemu dystrybucji żywności oraz wspieranie produktów pochodzących prosto od rolnika i uprawianych zgodnie z zasadami ekologii. Ruchy te działają jako oddolne inicjatywy, na rzecz dobra wspólnego, zyskując coraz większe zainteresowanie mieszkańców Poznania. Spotkania organizujemy we wsiach, które zgłoszą takie zainteresowanie.

 

Wędrowny Zakład Kultury myśli również o najmłodszych, zachęcając ich do wzięcia udziału w warsztatach. W ich ramach zapraszacie dzieci nie tylko do spotkania ze sztuką, ale również z „legendami”. Co warto o nich powiedzieć?

KP: Warsztaty są silnie związane z miejscem, do którego jedziemy.

 

Nie chcemy przywozić dzieciakom „sztuki z wielkiego miasta”, a raczej udowodnić im, że wszystko czego potrzebują, by robić rzeczy „wielkie” i „ważne”, jest już wokół nich, tylko muszą nauczyć się z tego czerpać.

Wędrowny Zakład Kultury 2018, Wielki Buczek

Korzystamy z miejscowych historii, architektury, natury czy innych czynników lokalnych. Chcemy tym samym podkreślić indywidualność oraz budować poczucie dumy wynikające z faktu, że wspaniałe rzeczy mogą dziać się wokół własnego domu czy szkoły. A czasem naprawdę niewiele potrzeba, wystarczy spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy czy chociażby znaleźć odpowiednie narzędzia twórcze. Bywają warsztaty, kiedy to nasz przyjazd, a tym samym wprowadzenie nowego czynnika do otoczenia i zaproponowanie ciekawego problemu do rozwiązania wystarczy, by ruszyła machina dziecięcej kreatywności. To niesamowicie fajne uczucie. Dzięki temu warsztaty są interesujące zarówno dla dzieci, bo mają do czynienia z edukacją artystyczną zupełnie inną niż ta podawana w szkole, jak i dla nas, bo każdy wyjazd jest zupełnie inny i przysparza nam to wiele radości.

 

Wędrowny Zakład Kultury 2018, Skrzatusz

PB: Warsztaty artystyczne to poszukiwanie różnych metod tworzenia. Sięgamy po abstrakcje, uruchamiamy z dziećmi niczym nieograniczoną wyobraźnię. Korzystamy nie tylko z materiałów gotowych, jak pędzle, farby, folie, gąbki, lecz także najmłodsi sami tworzą narzędzia swojej pracy. Wykorzystują do tego liście, kamienie, szyszki i wszystko, co tylko uznają za potrzebne. Powstają wówczas wyjątkowe dzieła, grafiki, linoryty. Warsztat legend również zawiera w sobie dużo tworzenia. Dzieci zapoznają się z lokalną opowieścią, a następnie planują na jej bazie mały spektakl. Dzielą się rolami, przygotowują stroje, a po warsztacie prezentują swoje przedstawienie mieszkańcom wsi.

 

Wyobraźmy sobie sytuację, w której dzieci w całej Polsce zostają pozbawione dostępu do jakiejkolwiek kultury. Jakie to miałoby skutki dla ich rozwoju?

KP: Na to pytanie jestem w stanie odpowiedzieć tylko i wyłącznie intuicyjnie, nie jestem pedagogiem czy socjologiem, by rozkładać tego typu zjawiska na czynniki pierwsze, a jedynie artystką, która wierzy, że sztuka i uprawianie jej ma sens. Kultura i sztuka rozwijają młodego (ale i nie tylko!) człowieka pod wieloma kątami. W najoczywistszym zakresie będzie to kreatywność, wyobraźnia, umiejętności motoryczne, samodzielność czy estetyka. Ale w szerszym spojrzeniu warto nadmienić empatię, odpowiedzialność, szacunek, refleksję nad codziennością czy wszelkie kwestie światopoglądowe. Tych aspektów jest naprawdę wiele i można mnożyć je w nieskończoność. Jednak jako najistotniejszą wartość wymieniałabym tutaj otwartość na innego człowieka i chęć wysłuchania tego, co ma do powiedzenia, niezależnie od formy tej wypowiedzi.

 

Kultura czy sztuka są polem do podejmowania dialogu między jednostkami czy społecznościami, często na zupełnie innych warunkach i zasadach, niż to się odbywa w życiu codziennym.

Ograniczenie tego kontaktu jest w pewien sposób zamknięciem kanału informacyjnego, co może tym samym prowadzić do pewnego upośledzenia komunikacyjnego.

 

Podejrzewam, że gdzie tylko się pojawicie, tam jesteście mile widziani. Nie od dziś mówi się, że w najmniejszych miejscowościach najbardziej brakuje kultury… Jak wielki jest ten deficyt?

KP: Brakuje przede wszystkim wykształconych animatorów i pedagogów, którzy umieliby przedstawić sztukę w interesujący sposób, zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Którzy przede wszystkim udowodniliby, że sztuki wcale nie trzeba za wszelką cenę rozumieć, że nie musi być ona hermetyczna i czytelna tylko dla wąskiego grona ludzi. Że może być zabawą, rozmową z odbiorcą, czymś poszerzającym horyzont i otwierającym na nowe doświadczenia. A nawet jeśli usilnie dążymy do objaśniania sztuki – to żeby te wyjaśnienia były sensowne i zrozumiałe dla wszystkich, niezależnie od wykształcenia czy pochodzenia. I jest to ogromny problem. Wydaje mi się, że nie tylko w tych najmniejszych jednostkach. Zajęcia rozwojowe w MDK-ach czy innych ośrodkach kultury tworzone są głównie z myślą o najmłodszych, interesujące zajęcia dla dorosłego odbiorcy są rarytasem. I bardzo mało osób z nich korzysta. Ale trudno jest przerwać to samonapędzające się koło. Staramy się projektować nasze działania w taki sposób, żeby każdy mógł się w nich odnaleźć, być aktywną jednostką, której obecność jest znacząca. Może stąd nasza popularność?

 

Gdzie zamierzacie wybrać się w najbliższej przyszłości? Podobno podróże uzależniają… [śmiech]

PB: To prawda! Jeśli można użyć takiego sformułowania, to Wędrowny Zakład Kultury nas uzależnił. Jesteśmy szczęśliwi, że możemy realizować ten projekt, dlatego że sprawia nam on ogromną frajdę. I co najważniejsze – jest pozytywnie odbierany przez mieszkańców wsi, które odwiedzamy. A czy może być coś lepszego niż praca, która sprawia przyjemność? Na pytanie, dokąd zamierzamy wybrać się w najbliższej przyszłości, mogę odpowiedzieć tylko: na wieś! Chcemy kontynuować i rozwijać ten projekt. I mogę zdradzić, że mamy już kilka zapytań i zaproszeń na przyszły rok. Bardzo nas to cieszy, bo oznacza to, że jesteśmy potrzebni i robimy coś, co ludziom sprawia radość. I o to nam chodzi!

 

PAWEŁ BAJERLEIN – kulturoznawca, animator kultury, prezes Stowarzyszenia Krotochwile, współtwórca Simchat Chajim Festival. Absolwent Szkoły Liderów organizowanej przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności. Współpracował z różnymi instytucjami kultury, m.in. Krotoszyńską Biblioteką Publiczną oraz Biblioteką Publiczną Miasta i Gminy Jarocin. Brał udział w projektach Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”: Młodzi Menedżerowie Kultury w Bibliotekach oraz Seniorzy w Akcji! Był także członkiem ogólnopolskiej bibliotecznej sieci LABIB.

KINGA POPIELA – artystka, doktorantka na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Laureatka 27. Przeglądu Malarstwa Młodych PROMOCJE w Legnicy oraz Festiwalu Art &Fashion Forum 2014. Wyróżniona w 37. edycji Konkursu im. Marii Dokowicz, Kaliskim Biennale Sztuki „A-Kumulacje” w 2017 roku. Finalistka konkursów: VIII Przegląd Młodej Sztuki „Świeża Krew” we Wrocławiu, „Nowy Obraz/Nowe Spojrzenie” Nagroda Artystyczna UAP (2018) oraz Grand Prix Fundacji im. Franciszki Eibisch (2016). Od wielu lat prowadzi zajęcia oraz warsztaty artystyczne dla dzieci i młodzieży.

CZYTAJ TAKŻE: Wielkopolska brzmi dumnie! „Muzyka bezcenna” w naszym regionie
CZYTAJ TAKŻE: Razem dla folkloru: Wojewódzki Przegląd Folklorystyczny w Szreniawie
CZYTAJ TAKŻE: Do folkloru trzeba mieć serce. Rozmowa z Zuzanną Kowalewską