fot. Unsplash

Kiedy skłamałeś lasce, że idziesz spać i przypa dkiem włączysz Messengera

Moja córka jako dziecko roczne i odrobinę większe miała znakomity pomysł na reagowanie na stresujące sytuacje: zasypiała.

Ponieważ była sustypełnieniem marzeń, moją mówiącą po koreańsku Panną Jednorożek i aniołem z nieba, pierwsze dwa lata jej życia spędziłam, karmiąc ją choćby na pozór żądania, nosząc na rękach, aż dostawała morskiej choroby, i sypiąc jej płatki polnych kwiatów do łóżeczka. Nie mieliśmy więc okazji się zorientować, że Rozalia opracowała powyższą metodę do czasu, aż zostawiliśmy ją z drugą, mniej znaną babcią, a sami wyszliśmy na miasto dosłownie na dwie godziny. Rozalia zasnęła moment po naszym wyjściu i obudziła się, dopiero słysząc nasze głosy.

Kiedy sytuacja powtórzyła się po raz kolejny i kolejny, druga babcia poczuła się zraniona, a my zmieszani – ładnie o przesypianiu kłopotów śpiewał kiedyś zespół Hey, ale przy tsunami już się to niekoniecznie sprawdzi. Ani jak przyjdzie komornik czy żona kochanka. Zwłaszcza tej ostatniej nie powiemy przecież jak Flubbershy do próbującej ją wyciągnąć z łóżka Random Bash w „Kucach z Bronksu”: „Nie mogę, mam spanko”.  Choć z drugiej strony pamiętam scenę, kiedy Clarke Gable wyciąga Vivian Leigh z łóżka, rzuca jej czerwoną sukienkę i każe wyjść na spotkanie Melanii w „Przeminęło z wiatrem”. „Nie mogę, mam spanko”, próbuje powiedzieć Scarlett, ale Rhett ma swój program wychowawczy, a także liczy na bekę kosztem wiarołomnej żony.

 

Spanie nie jest tak bezpieczne, jak się wydaje i powiedzenie, że kto śpi, nie grzeszy, polecałabym uwadze Pogromców Przysłów.

Mniej więcej dziesięć lat temu moja córka obudziła się z płaczem, wyrwała się z moich automatycznie zaciskających się wokół niej w takiej sytuacji ramion i pobiegła do swojego ojca, szlochając, że mama zostawiła ją samą na środku jeziora. Na nic zdały się próby wyprowadzenia jej z rozpaczy, w której się pogrążała, za pomocą logicznych argumentów, ona po prostu potrzebowała być zostawiona przez matkę na środku jeziora i moim wówczas obowiązkiem było to zrozumieć i uszanować, ale skupiłam się na poczuciu winy, któremu potem dawałam wyraz w mojej twórczości, a także opłacając Rozalii jazdy konne, które są strasznie drogie.

Dziesięć lat później moja córka znowu obudziła się z płaczem ze snu, w którym tym razem szalał huragan. Porywał tylko dorosłych.

– Nie byłam w stanie cię uratować – mówi moja córka. –Próbowałam, ale nie dałam rady – mówi moja córka.

– Spoko, córko – powiedziałam – jesteśmy kwita.

Śpiąc, można porządnie narozrabiać, jeden mój kolega nauczył się tak sterować swoimi snami, że siłą woli wywołuje w nich obraz pewnej krytyczki literackiej, która mu nie odpowiada na maile, a on robi co chce z tym obrazem. Nie wierzę, że to pozostaje zupełnie bez wpływu na samą krytyczkę, przynajmniej kiedy czytam jej recenzje, widzę, że jest jakaś pomieszana.   

Ale niespanie wtedy, gdy się powiedziało, że się idzie spać, jest jeszcze bardziej ryzykowne niż spanie samo w sobie czy trwanie na jawie, zwłaszcza kiedy pozostaje się w relacjach uczuciowych z osobami, które żyją w tej samej strefie czasowej (jak w innej, to zawsze można coś naściemniać). Najgorzej jest oczywiście, kiedy przypadkiem włączysz Messengera i cztery różne osoby zapytają cię, czy nie śpisz. Jeśli są to osoby, które mnie lepiej znają i jest już po dwudziestej drugiej, pytanie brzmi: „Dlaczego jeszcze nie śpisz?”. Mogłoby się wydawać, że jest to jedno proste pytanie plus ewentualnie jego bardziej troskliwy wariant, ale w istocie są to cztery pytania, które wymagają czterech różnych odpowiedzi.

Kiedy skłamałeś lasce, że idziesz spać i przypadkiem włączysz Messengera

mem

Gdy akurat wszystkie osoby, które przyłapały mnie na włączeniu Messengera, są mi jakoś bliskie, pojawia się konieczność udzielenia czterech odpowiedzi, które z natury rzeczy – a naturę tej pięknej okoliczności stanowi osoba pytającego, aktualna dynamika naszej relacji, cel, jaki podejrzewam, że ma ona w zadaniu tego pytania i ocena, jak dalece pomocna mogę być w zrealizowaniu tego celu – mogą oznaczać spore obciążenie dla zasypiającego mózgu.

W praktyce oznacza to, że mniej więcej w tym samym czasie te cztery osoby otrzymają na to samo pytanie następujące odpowiedzi: „Nie śpię, bo piszę wiersze i prozę poetycką”, „Nie śpię, ale już się kładę, paa”, „Nie śpię, bo trzymam kredens, ha, ha, ha”, „Nie śpię, bo myślę o tobie”.

Jeśli dobrze pójdzie, każdy otrzyma, co miał otrzymać. Najgorzej, gdy wymęczony mózg się pomyli i osobie, która miała dostać to z kredensem, wyśle się „nie śpię, bo myślę o tobie”. Małżeństwa się rozpadają od takich pomyłek, rodziny, klany, a także dynastie, a na ich miejsce powstają nowe, wcale nie wiadomo, czy lepsze. Wydaje się więc, że godzina bez niebieskiego światła przed snem jest zabiegiem nie tyle z zakresu higieny snu, co kordonem bezpieczeństwa, którym należy otoczyć nasze status quo, jeśli choć trochę nam na nim zależy. Kanadyjscy naukowcy twierdzą, że sen jest wówczas bardziej wydajny, ożywczy i przyjemniej się w nim bezcześci krytyczki.

JUSTYNA BARGIELSKA – ur. 7 lipca 1977 r., poetka i prozaiczka. Autorka tomów poetyckich i książek prozatorskich. Jej prozatorskim debiutem były „Obsoletki” (Wydawnictwo Czarne, 2010), za które otrzymała nominację do Paszportów „Polityki”. „Małe lisy” (2013), drugi tom prozatorski został nominowany do Nagrody Literackiej Nike. W 2016 r. nakładem Wydawnictwa Wolno ukazał się picture book „Obie”, poświęcony macierzyństwu i byciu dzieckiem, do którego Bargielska stworzyła prozatorski tekst, a Iwona Chmielewska obrazy. Ostatnio opublikowała zbiór opowiadań dla dzieci „Siedem przygód Rozalii Grozy” (2017). Mieszka w Warszawie.

CZYTAJ TAKŻE: Legalizacja forsycji

CZYTAJ TAKŻE: Dlaczego mam problemy z zaufaniem?

CZYTAJ TAKŻE: Ile razy jeszcze zranisz mnie, mówiąc, że nie umiem prosto kroić chleba