fot. Iza Tomasiewicz

Kiedyś ta wojna się skończy

„To opowieść pełna ciepła i wrażliwości. Nie epatuje grozą czy brutalnością, choć i ona tam jest. Pani Danuta mówi o stracie, tęsknocie, ale też nadziei i miłości. Autentyczność tej opowieści po prostu mnie urzekła" – mówi rysownik Paweł Piechnik o swoim dwutomowym komiksie „Sybir – moja historia. Na podstawie relacji Danuty Pietrzak”.

Sebastian Gabryel: Czego symbolem jest dla ciebie Sybir?

Paweł Piechnik*: Dla mnie Sybir to pomnik Golgota Wschodu na moim rodzinnym osiedlu Wichrowe Wzgórze w Poznaniu.

 

To opowieść pana Krzysztofa Makulskiego z warszawskiej Pragi, do której stworzyłem krótką historię komiksową „Twarz ze Wschodniego”, w której również pojawia się Sybirak.

Z panem Krzysztofem mam kontakt do dziś. To również związki Sybiraków rozsiane po całej Polsce. To gablotki z pamiątkami w kościołach, salkach gmin, domach kultury, wciśniętymi, zakurzonymi, zapomnianymi, to tu, to tam… To wreszcie Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, które – głęboko w to wierzę – w jednym, specjalnie przeznaczonym do tego kompleksie budynków godnie upamiętni to, co jedynie w strzępach zostało zachowane przez prywatnych ocalonych, od czasów terroru II wojny światowej, za co odpowiedzialne były sowieckie władze.

 

Janusz Pietrzak, fot. Paweł Piechnik

SG: W 1940 roku nastoletnia Danuta Pietrzak wraz z rodziną zostaje zesłana do Kazachstanu. Co dzieje się dalej?

PP: Cóż… Dalej toczy się walka o asymilację do zaistniałych warunków. Nie chcę zdradzać szczegółów tej historii, mogę jedynie powiedzieć, że w tym samym czasie wywieziony zostaje jej chłopak Gienek wraz z mamą i bratem. Losy Danuty i Gienka przypominają sinusoidę – zbliżają się do siebie i oddalają. To historia ich relacji z wojną w tle.

 

SG: Ta dramatyczna historia niczym w soczewce zdaje się skupiać wszystko, z czym musiał mierzyć się każdy Polak zesłany na wschód. Co w twojej ocenie przede wszystkim, prócz dojmującego, tak niemożliwego do wyobrażenia strachu, było nieodłącznym elementem ich rzeczywistości?

PP: Sybiracy byli wywożeni w różne miejsca. Nie tylko na Syberię w pojęciu geograficznym, która głównie znajduje się na obszarze dzisiejszej centralnej Rosji, ale jeszcze głębiej – na daleki wschód, aż po Morze Ochockie czy Beringa, czyli Kraj Kamczacki.

 

. Polaków wywożono również do innych krajów – tak jak panią Danutę do Kazachstanu, w okolice Pawłodaru leżącego w jego północno-wschodniej części. Zsyłki z Polski na wschód w czasie II wojny światowej różniły się między sobą.

Sybir. Moja historia. Na podstawie relacji Danuty Pietrzak, fot. Iza Tomasiewicz

Niektórzy pracowali w gułagach, czyli obozach koncentracyjnych nazywanych łagrami, w których byli zmuszani do katorżniczej pracy. Przeżywalność była tam bardzo niska. Zesłańcy pracowali również w sowchozach lub kołchozach, mieszkając u ludzi z danego terenu, jak pani Danuta, gdzie też było trudno, ale nie aż tak dramatycznie jak w łagrach. Jednak nie tylko miejsce, ale i czas odgrywał tu rolę. Pani Danuta została wywieziona 13 marca 1940 roku. Aż do ataku Niemiec na ZSRR 22 czerwca 1941 roku Polacy byli traktowani bardzo źle. Później, po podpisaniu Układu Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 roku, stosunki dyplomatyczne między Polską a ZSRR zostały przywrócone – wcześniej zostały zerwane, dokładnie 17 września 1939 roku, wskutek ataku sowietów na Polskę – co zaowocowało pewną odwilżą i poprawą w traktowaniu Polaków na ziemiach wschodnich. Przynajmniej w relacji pani Danuty tak to wybrzmiewa.

 

Broń Boże nie wartościuję tu niczyjej krzywdy, ale to bardzo ważne, żeby te fakty znać, by próbować lepiej zrozumieć szereg różnych, skomplikowanych czynników, które miały wpływ na poszczególne losy Sybiraków.

Nie wiem, co dokładnie przeżywała pani Danuta. To tajemnica zapisana w sercu każdego z nas – co w danym momencie przeżywałem lub przeżywam i jak to później oddziałuje na moje i moich bliskich życie. Tworząc komiksy „Sybir – moja historia” na podstawie relacji pani Danuty Pietrzak, pracowałem na jej rękopisie, który zostawiła swoim wnuczkom. Jeden z nich, po jej śmierci, przekazał rękopis do Muzeum Pamięci Sybiru, i tak dotarł on do mnie, wraz z wieloma innymi relacjami. Wybrałem właśnie ten rękopis, bo zapisany był z myślą o przekazaniu pamięci ludziom, a nie instytucji. To aż z niego bije. To opowieść pełna ciepła i wrażliwości. Nie epatuje grozą czy brutalnością, choć i ona tam jest. Pani Danuta mówi o stracie, tęsknocie, ale też nadziei i miłości. Autentyczność tej opowieści po prostu mnie urzekła. A odpowiadając na twoje pytanie bardziej konkretnie, to myślę, że nieodłącznym elementem rzeczywistości pani Danuty była jej wiara w to, że ktoś na nią czeka, że kiedyś ta wojna się skończy i będzie mogła wrócić do Polski. Ciekawe jest też, że kiedy staje się to dla niej realne, to powojenna Polska nie jest już tym samym, przedwojennym wspomnieniem.

 

SG: Danuta Pietrzak mierzy się z mrokiem i trudem pracy w kołchozie, jednak nieobce są jej również problemy, z jakimi zmaga się chyba każda nastolatka, bez względu na czas i miejsce, w jakim dorasta. Na ile pokolenie dzisiejszych nastolatków, dorastających w całkowicie innym, pełnym wolności świecie może się z nią utożsamić?

Sybir. Moja historia. Na podstawie relacji Danuty Pietrzak, fot. Iza Tomasiewicz

PP: To pytanie do nastolatków, ja od dawna już nim nie jestem (śmiech). A tak na poważnie, to myślę, że każdy czas ma swój trud i swoje wyzwania. Kiedyś pani Danuta Brzosko-Mędryk, była więźniarka obozu koncentracyjnego na Majdanku, powiedziała mi, że jej obozowa koleżanka wiele lat po tym tragicznym doświadczeniu stwierdziła – i powiedziała to do mikrofonu – że jest wdzięczna za to, co się jej przytrafiło, bo dzięki temu poznała kobiety, które są dla niej przyjaciółkami na całe życie.

 

Trudne doświadczenia zawsze obnażają prawdziwą kondycję człowieka w tym określonym momencie czasu.

Czasem zastanawiam się, czy zachowałbym się jak trzeba w trudnej chwili, i wiem, że na to zawsze składa się praca nad własnym charakterem przez całe życie. A co do wolności w Polsce…Może z pozoru jest, w końcu nikt nikogo pod broń nie prowadzi, choć za granicą u naszych sąsiadów, na Ukrainie, już tak. Ogólnie na świecie wyczuwa się spore napięcie. Niezależnie od zewnętrznych warunków, wydaje mi się, że w całym tym zamęcie ważniejsze jest pytanie – czy ja osobiście jestem wolny? Czy zdaję sobie sprawę ze swoich zniewoleń? A jeżeli tak – czy i jak walczę o tę wewnętrzną wolność? Te pytania staram się zadawać sobie codziennie i na nie odpowiadać. Czy dzisiejsza młodzież jest tego świadoma? Ja nie byłem.

 

Myślę, że to bardzo osobista droga dojrzewania do pewnego rodzaju samoświadomości. Moje mówienie o tym, właśnie do młodzieży, jest dla mnie swego rodzaju misją.

Janusz Pietrzak, fot. Paweł Piechnik

A tak schodząc na ziemię – choć uważam, że i to wszystko bardzo jest z tym „schodzeniem” związane – to w komiksowej relacji pani Danuty znajdziemy odniesienia do uniwersalnych wartości. Takich, które nikomu nie są obce. To smutek, radość, miłość, tęsknota, wierność, wiara. Dlatego myślę, że każdy czytelnik, niezależnie od wieku, może się z tym utożsamić. Warto dodać, że w tej opowieści są też elementy zaczerpnięte z mangi czy anime, japońskiej sztuki opowiadania obrazem, które wprowadziłem celowo, by ożywić język narracji w komiksie, bo nie ukrywam, że i te elementy również są mi bliskie.

 

SG: Jak już mówiłeś, „Sybir – moja historia” powstała na podstawie wspomnień, które do Muzeum Pamięci Sybiru, będącego wydawcą komiksu, przekazała ci rodzina pani Danuty. Czy miałeś okazję spotkać się z jej krewnymi?

PP: Tak. Spotkałem się z bratem pani Danuty (komiksowa Danusia), panem Czarkiem (komiksowy Czarek), bratem Eugeniusza (chłopak pani Danuty, komiksowy Gienek) i panem Januszem (komiksowy Januszek), który zmarł wiosną tego roku. Nie doczekał premiery nawet pierwszego tomu komiksu, co jeszcze bardziej uświadomiło mi, jak ulotna może być pamięć i jak ważne jest jej zachowanie dla podkreślenia tożsamości członków rodziny, czy nawet narodu – kiedy myślę o Sybirakach. Choć projekt komiksowy został już zakończony, w planach mam spotkać się też z wnuczką pani Danuty.

 

SG: Jak dużym wyzwaniem była dla ciebie praca nad tym komiksem – nie tylko jako dla rysownika, ale przede wszystkim człowieka? Jaki ślad pozostawiła w tobie ta historia?

PP: Człowiek i rysownik to we mnie spójna, żywa i nierozerwalna tkanka. To mnie określa jako człowieka, tak wyrażam sporą część swojego człowieczeństwa, choć oczywiście to nie cały mój obraz.

 

Przeżywam coś i rysując pragnę się tym dzielić jako człowiek.

Sybir. Moja historia. Na podstawie relacji Danuty Pietrzak, fot. Iza Tomasiewicz

Choć oczywiście masz rację, jako człowiek staram się też wykraczać poza to rysownicze określenie. Jak wspomniałem na początku naszej rozmowy, temat Sybiru i Sybiraków we mnie rezonuje, a relacja pani Danuty była tak plastyczna, że od razu układała się w obrazy. Z prozaicznych wyzwań, to takim było dla mnie stworzenie w rok aż dwóch komiksowych albumów. Stąd moje nawiązanie współpracy z Leną Maćków i Kamilem Mickiewiczem, którzy pomagali mi przy tworzeniu tuszu i koloru w albumie. Chciałbym również bardzo podziękować Pawłowi Kaliszowi, pracownikowi muzeum, za jego ogromne zaangażowanie i wsparcie. Nie mogę też nie wspomnieć o mojej siostrze Agnieszce Piechnik, która koordynowała cały projekt od strony logistycznej i czuwała, by wszelkie terminy były realizowane na czas i kooperacja między współpracownikami oraz Muzeum Pamięci Sybiru przebiegała bez zarzutu, co zostało osiągnięte i za to jestem jej bardzo wdzięczny. Oprócz wyżej wymienionych, w ten projekt zaangażowanych było jeszcze więcej osób, nawet nie sposób ich wszystkich wymienić, ale ja o nich wszystkich pamiętam i szczerze im za wszystko dziękuję!

 

Praca nad tym projektem to – na pewno – próba zajrzenia w czyjś konkretny los.

Historia pani Danuty jak pajęczyna łączy się z historią jej bliskich. Dotykając tej pajęczyny, w jakiś sposób i ja się z nią stykam, sklejam…Takim silnym spoiwem było niespodziewane odkrycie, że pan Janusz, po wieloletnim pobycie za granicą, wrócił do rodzinnego domu. Domu, w którym wychował się jego brat, komiksowy Gienek, chłopak Danusi. To niespodziewane spotkanie z tym pokornym i ciepłym człowiekiem, a później po paru miesiącach jego śmierć, pozostawiły we mnie wyraźny ślad. Kiedy rozmawialiśmy, pytałem go o panią Danutę i pana Eugeniusza, a on pokazywał zdjęcia i opowiadał. O sobie nie wspominał. Kiedy spytałem go o jego losy, zdziwiony zapytał, czy przypadkiem się nie przesłyszał. Pewnie zaprzeczyłem, a on z wrodzoną skromnością zaczął opowiadać swoją historię – jak został tancerzem baletowym, o zagranicznej tułaczce, ale już nie tej sybirackiej, lecz związanej z życiem artystycznym. Każdy człowiek to oddzielna historia, oddzielny wszechświat, i to mnie fascynuje. Fascynuje mnie człowiek, jego niepowtarzalność, jego opowieść, odkrywanie jego wszechświata, jego piękna, i możliwość wydobycia tego piękna na zewnątrz oraz podzielenia się tym doświadczeniem z innymi.

 

*Paweł Piechnik – rysownik i autor komiksów. Ukończył studia na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej, studiował również na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Od 2005 roku zajmuje się zawodowo komiksem, ilustracją, współtworzy też filmy animowane („Hero and the Message”, „Jeszcze dzień życia”), filmy do gier komputerowych („Wiedźmin 3”, „Division 2”, „For Honor 2”) oraz maluje murale. Laureat wielu konkursów. W 2012 roku zdobył Grand Prix za pracę „Link” w 23. Międzynarodowym konkursie na krótką formę komiksową na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Jest scenarzystą i rysownikiem takich albumów komiksowych jak „Chleb wolnościowy” (2019) czy „Sybir – moja historia” (2020, 2021). Prowadzi prelekcje oraz warsztaty komiksowe dla młodzieży i dorosłych.