fot. Dawid Tatarkiewicz, widok na wschodnią część Kościoła Bożego Ciała

Kościół Bożego Ciała – podróż przez wieki

Postanowiłem dziś zobaczyć, w przeddzień uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, którą to uroczystość znamy raczej pod nazwą Boże Ciało, czy na trasie procesji poznańskiej natknę się już na jakieś wizualne oznaki zbliżającego się święta.

I tak trafiłem do jednego z najstarszych kościołów w Poznaniu. Jego historia, opowiedziana mi przez przemiłą panią, która stroiła świątynię kwiatami, sprawiła, że postanowiłem napisać ten tekst.

Tropem terkocącego wózka

A wszystko zaczęło się od hałasu powodowanego przez pchany wózek. Wózek niczym z marketu, prowadzony po nierównej, kostropatej nawierzchni drogi. Jakiś dżentelmen pchał go z łoskotem przed terenem kościelnym, ale, ku mojemu zdumieniu, skręcił i prosto przez bramę wjechał nim na przykościelny dziedziniec i dalej – do kościoła. To mnie zaintrygowało. Do świątyni wszedłem więc i ja.

 

W ciemnym i chłodnym wnętrzu chciałem poszukać owego mężczyzny z wózkiem, ale wtedy uwagę moją przykuło co innego.

Właściwie dwa elementy. Świeżo umyta podłoga, jeszcze mokra, oraz wystrój wnętrza kościoła. Wystrój był już – w części dotyczącej flag – ukończony. Nie zdążyłem jeszcze zamknąć buzi ze zdumienia, gdyż zamocowane pod sufitem i opadające ku ziemi długie szarfy – flagi właściwie – robiły niesamowite wrażenie, a już podeszła do mnie pani, która zagaiła rozmowę, rzuciwszy jakieś historyczne hasło. Od niego zaczęła się nasza wędrówka po wnętrzu zacnej budowli.

 

Na początek – apogeum

Ważny punkt tej niespodziewanej peregrynacji przypadł na początek. Pani poleciła mi udać się do kaplicy bocznej, w której centralnym miejscu umieszczony jest obraz Matki Bożej Szkaplerznej:

Obraz Matki Bożej Szkaplerznej, fot. Dawid Tatarkiewicz

Obraz Matki Bożej Szkaplerznej, fot. Dawid Tatarkiewicz

 

„Niech pan sobie odchyli kratę, alarm jest wyłączony”

 

Nim się tam udałem, kątem oka dostrzegłem w nawie bocznej wózek. Podszedłem i zobaczyłem jakby grotę, z relikwiami świętych, w której trwały prace nad wystrojem. Stała przy niej kolejna pani, która, widząc aparat fotograficzny zawieszony na mojej szyi, przybliżyła się i wyszeptała:

 

„Niech pan zobaczy kaplicę!”

 

Wszedłem więc do prezbiterium i poszukałem kaplicy. Wejście do niej zastawione było krzesłami, za nimi dała się zauważyć krata. Przez grodzące drogę krzesła nie wydawało się jednak, by wejście było używane. Zacząłem zastanawiać się, czy to aby na pewno tu i czy jednak przypadkiem alarm nie zachce się w takiej sytuacji załączyć.

Po odsunięciu krzeseł, z duszą na ramieniu dotknąłem kraty. I nic. Pchnąłem ją lekko – też nic. Nie tylko nie włączył się alarm, ale też krata wcale nie poruszyła się. I znowu wątpliwość: czy aby na pewno jest otwarta? A może nie w tą stronę pcham? Spróbowałem raz jeszcze, w przeciwnym kierunku. Również bez efektu. Ani drgnęła. Spróbowałem więc pchnąć mocniej i dopiero to przyniosło spodziewany efekt. Brama ruszyła się o centymetr, może dwa. Wiedziałem już jednak, że rzeczywiście jest otwarta. I że trzeba przyłożyć odpowiednią siłę, by nielekkie skrzydło otworzyło się.

 

Kiedy znalazłem się w środku, mogłem zachwycić się odnowioną kaplicą, która służyła karmelitom trzewiczkowym, pierwotnym gospodarzom, jako miejsce modlitw.

 

W harmonijnym wnętrzu zdałem sobie sprawę, że wszystko tu ma swój ściśle określony wiek, a co za tym idzie, że przedstawiciele wielu już pokoleń ludzi przewijali się przez to miejsce, które budziło w nich i wciąż budzi – w nas – podziw, szacunek i refleksję.

Za chwilę dołączyła do mnie pani, ta sama, która „przechwyciła” mnie zaraz po moim wejściu do kościoła. Nie zdążyłem nic powiedzieć, a już zapaliła oświetlenie, bym miał pełny ogląd sprawy. I kontynuowała opowieść:

 

Wnętrze świątyni, fot. Dawid Tatarkiewicz

Wnętrze świątyni, fot. Dawid Tatarkiewicz

„Historia kościoła sięga końca XIV wieku. Kiedy kult trzech hostii był w szczytowej fazie, przybywało tutaj więcej pielgrzymów niż na Jasną Górę.”

 

To mnie zaskoczyło. Kto by się tego spodziewał? Tylu pielgrzymów, tu, w naszym Poznaniu?! Usłyszałem też interesującą opowieść o mitrze, widocznej na jednym z obrazów. Gdyby nie pomysłowość naszych przodków, zaborcy czy okupanci zapewne nie daliby jej przetrwać do naszych czasów. Z kolei na bocznej ścianie prezentowana jest nieużywana obecnie sukienka Matki Bożej. A ławki? – te, zatopione w rozproszonym świetle, stanowią arcydzieło snycerstwa. Następnie skierowałem wzrok na chór, gdzie lśniące piszczałki prezentowały się znamienicie:

 

„Organy udało się uruchomić naszemu organiście. Każdej soboty sprawowana jest tu msza święta.”

 

To dobra wiadomość, oznaczająca, że kaplicę ma szansę zobaczyć każdy zainteresowany.

Prezbiterium i konfesja

Okazało się jednak szybko, że był to niejedyny istotny punkt podczas mojego niespodziewanego zwiedzania z indywidualnym przewodnikiem. Od strony prezbiterium widoczne są bowiem portrety trumienne i tablice herbowe.

 

Fragment konfesji św. Onufrego, fot. Dawid Tatarkiewicz

Fragment konfesji św. Onufrego, fot. Dawid Tatarkiewicz

Są tu również umieszczone obrazy, przedstawiające Władysława Jagiełłę i naprzeciwko, jego żonę Jadwigę, fundatorów kościoła. Kościoła, który powstał w miejscu znalezienia trzech cudownych Hostii.

Ściślej, miało ono (miejsce ich znalezienia) znajdować się tu, gdzie aktualnie stoi pozostałość po konfesji św. Onufrego – która od razu wpada w oko, gdy tylko znajdziemy się we wnętrzu świątyni. Opis prezbiterium wypada zwieńczyć wspomnieniem obrazu, który umieszczony jest w samym centrum, nad ołtarzem, a który przedstawia Ostatnią Wieczerzę.

Ślady historii

Idąc, tym razem od strony prezbiterium w kierunku chóru, minęliśmy jeszcze kilka ważnych miejsc, na które bez przewodniczki nie zwróciłbym uwagi. To wmurowana w jeden z filarów tabliczka z informacją o stanie wody podczas wielkiej powodzi kwietniowej w XVII wieku. Zakonnicy pływali wówczas po świątyni łodziami.

Z kolei jeden z zabytkowych konfesjonałów ma na szczycie umieszczoną koronę. Na znak tego, że, jak głosi legenda, spowiadał się na tym miejscu król Jan III Sobieski. Mury te przesiąknięte są więc historią i znanymi z niej wielkimi nazwiskami. Mam jednak wrażenie, że mało kto w Poznaniu o tym wie.

 

Konfesjonał z koroną, fot. Dawid Tatarkiewicz

Konfesjonał z koroną, fot. Dawid Tatarkiewicz

Z łatwością zachwycamy się Krakowem – i słusznie! – ale sami też mamy się czym pochwalić.

Na dowód tego, przytoczę jeszcze jedną historię. Upamiętnia ją tablica umieszczona po lewej stronie od wejścia do świątyni. Proszę przeczytać ją uważnie, a okaże się, że przed bitwą w 1410 roku, przybył tu z pielgrzymką, idąc na własnych nogach począwszy od Pobiedzisk, wspomniany już król Władysław Jagiełło. Po kilkudniowym pobycie, wrócił tą samą drogą.

Spoilerowanie

Przytoczonych ciekawostek i smaczków było więcej. Nie będę jednak wszystkiego spoilerować, w znaczeniu: wszystkiego zdradzać, ujawniać (zapożyczenie ze słownika współczesnej młodzieży). Nie sposób zresztą byłoby to uczynić. Każdemu za to życzę, by trafił na takich przewodników, jakich ja miałem przyjemność spotkać. A jeśli się nie uda? Swoistym wstępem może być ten artykuł. Rozwinięcie znajdzie zapewne każdy zainteresowany historią Poznania w stosownych źródłach. Nie trzeba zresztą studiować historii, by odczuć ją na własnej skórze.

 

Widok na wschodnią część świątyni, fot. Dawid Tatarkiewicz

Widok na wschodnią część świątyni, fot. Dawid Tatarkiewicz

Czasem wystarczy podążyć za człowiekiem z terkocącym wózkiem.

Stało się więc dla mnie zrozumiałe, dlaczego to właśnie mszą świętą w tej świątyni – jak zresztą co roku, rozpoczęto celebrowanie uroczystości Bożego Ciała A.D. 2022 w Poznaniu. I to stąd, z ulicy Krakowskiej, ruszyła główna procesja naszego miasta w kierunku poznańskiej katedry. Procesja również przeze mnie fotografowana, ale to już zupełnie inna historia…

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
3
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0