fot. ze zbiorów Spichlerza Polskiego Rocka w Jarocinie

Krótka historia jarocińskich festiwali

W klubiku na zapleczu kawiarni „Młodzieżowa” pod adresem Rynek 4 w Jarocinie rozpoczęła się wciąż odkrywana i niespisana historia Wielkopolskich Rytmów Młodych...

Taki klubik, chyba "Olimp"...

Zaczęło się na zapleczu kawiarni „Młodzieżowa” w kamienicy pod adresem Rynek 4 w Jarocinie. Tam powstał klub, a raczej klubik. Być może już wtedy nazywał się „Olimp”.

 

Stworzyła go grupa młodych ludzi z Jackiem Chudzikiem na czele. Później przenieśli się do budynku bursy przy ul. T. Kościuszki. Tam 50 lat temu, od 12 do 14 czerwca 1970 roku odbywały się I Wielkopolskie Rytmy Młodych.

„Gdyby nie oni, to festiwal w Jarocinie nigdy by nie powstał” - przyznaje Walter Chełstowski, nazywany „Ojcem Festiwalu w Jarocinie”.  

 

Jarocin w tamtym czasie wyglądał tak: 2 kościoły, 3 knajpy, jedna, może dwie kawiarnie, o - i bar mleczny. Z Jurkiem Stykowskim, po śniadanku, wychodzimy z hotelu „Polonia” wprost na rynek. Przedpołudniowa pora - ciepło - wrzesień. Na rogu przy „Polonii”, na takich barierkach, buja się jakichś dwóch oklapniętych gości. Fryzjer przed zakładem siedzi, czyta gazetkę. Na postoju taksówek stoi jakaś „Warszawa”. W kiosku kupiliśmy gazetkę. Pani z panią tu, pani z panią tam, oparci o rowery pan z panem - gwarzą. Wszyscy się oglądają za nami. Cisza-sza. Spokój. Słychać jak przelatują muchy. Zegar na wieży robi: bom! Spokój. Takim ujrzeliśmy Jarocin. Zaczęliśmy poznawać ludzi.

 

Jarocin, Rynek 4. To w tej kamienicy od połowy lat 60. XX wieku działała kawiarnia Młodzieżowa, w której powstał klub Olimp

Jarocin, Rynek 4. To w tej kamienicy od połowy lat 60. XX wieku działała kawiarnia Młodzieżowa, w której powstał klub Olimp

Tak zapamiętał Jarocin połowy lat 60. XX wieku Jacek Chudzik. Jego wspomnienia zanotował dziesięć lat temu Hieronim Ścigacz i zamieścił w „Gazecie Jarocińskiej”. Jacek Chudzik zmarł w 2013 roku.

 

Jacek nie był współtwórcą Rytmów, jak się go czasem przedstawiało. Jacek był twórcą Wielkopolskich Rytmów Młodych. To był ojciec Rytmów - mówi Zbigniew Schaedel, gitarzysta jarocińskiego zespołu Kwiaty, który w 1970 roku, podczas pierwszej edycji Rytmów zdobył drugą nagrodę, srebrnego „Kameleona”.

 

Jacek Chudzik przyjechał do Jarocina chyba w 1965 roku. Wspólnie z Jerzym Stykowskim został sprowadzony z Bydgoszczy, aby grać w drużynie koszykarskiej „Victorii” Jarocin.

 

Po jakimś czasie, chyba w 1967 roku, powstaje nowa kawiarnia, przy rynku, a w niej zawiązuje się klub młodzieżowy. „Powstaje klub, przyjdź, będzie potrzeba malowania plakatów i różnych takich - powiedział ktoś. Chyba Wojtek Czelepiński - młody człowiek po studiach z przydziałem pracy w Jarocinie. Poszedłem. Trochę śmialiśmy się z salki klubowej cztery na cztery metry, ale na bezrybiu i rak ryba, mówi przysłowie, więc zabraliśmy się do roboty. Po dwóch, czy trzech miesiącach kierownik klubu Mietek Kurzawa wyprowadził się z Jarocina i ja przejąłem „kierownictwo”. Bo miałem dużo czasu. Dlaczego opowiadam taki szczegół? Dlatego, że wszystko, co później nastąpiło w tej salce i trwa do dzisiaj, wtedy się zaczęło. Gdyby tego początku nie było, tego Wojtka czy Mietka, zapewne nie byłoby klubu „Olimp” i festiwalu w Jarocinie. Pewnie nie byłoby Chudzika - animatora kultury - mówił Jacek Chudzik w wywiadzie zamieszczonym w tomie I książki „Grunt to bunt. Rozmowy o Jarocinie” Grzegorza K. Witkowskiego. 

 

Wnętrze kawiarni Młodzieżowa w Jarocinie pod adresem Rynek 4 w roku 1970. Tutaj powstał klub Olimp

Wnętrze kawiarni Młodzieżowa w Jarocinie pod adresem Rynek 4 w roku 1970. Tutaj powstał klub Olimp

 

Tu zawiązał się klub „Olimp” i w tej kawiarni działał do czasu otrzymania na swoją działalność przedsionków sali bursy”- skomentował kilka dni temu w mediach społecznościowych zdjęcie kamienicy Rynek 4 Andrzej Waroczyk, który na przełomie lat 60. i 70. współpracował z Jackiem Chudzikiem w „Olimpie.

 

Kawiarnia znajdowała się tam, gdzie do niedawna funkcjonował sklep „Żabka”, a obok nadal jest kwiaciarnia. Kawiarnia nazywała się „Młodzieżowa”. Salka klubowa była niewielkich rozmiarów, cztery na cztery metry na zapleczu obecnej kwiaciarni.

Goście i dziewczęta z "Meksyku"

Do klubu zaczęto zapraszać gości. Jednym z nich był Sławomir Pietras, późniejszy dyrektor m. in. Teatru Wielkiego Opery w Poznaniu. Przyjeżdżał z cyklem wykładów „Wielcy muzycy w anegdocie”. To on powiedział jarociniakom, że w naszym mieście przy ulicy Wrocławskiej 7 w 1915 roku urodziła się Elizabeth Scharzkopf - światowej sławy śpiewaczka operowa. Pietras opowiadał o muzyce poważnej i uczył jej słuchać. Jak wspominał Jacek Chudzik, „najwdzięczniejszymi bywalczyniami klubiku były dziewczyny z Państwowego Ośrodka Kształcenia Bibliotekarzy”, zwanego już wtedy „Meksykiem”.

Na kolejne wydarzenia przychodziło coraz więcej osób, także mieszkańcy Jarocina. W klubie odbywały się też wieczory poezji.

 

Wreszcie do naszego klubu trafił też nauczyciel wychowania fizycznego, poeta Andrzej Liebich, przedstawiając swoje wiersze. Od tego był już mały kroczek do wieczorów żywej gazety jarocińskiej, „wydawanej” raz w miesiącu, a zastępującej obecne drukowane. Poważnej i kpiącej, bawiącej i uczącej. Ostro przyprawianej jak wielkopolski biały ser ze śmietaną i szczypiorkiem, czyli „G.Z.I.K.A.”, co znaczyło Gazeta Zupełnie Inna Koniecznie Aktualna.

 

Program kabaretowy, bo tak najczęściej określana była G.Z.I.K.A., kończył się żywą krzyżówką. Jej autorem był Feliks Pietrzak - sekretarz klubu „Victoria”, który sprowadził Jacka Chudzika i Jerzego Stykowskiego do Jarocina, aby grali w koszykówkę.

 

W salce kawiarni „Młodzieżowa” nie mogli się pomieścić wszyscy chętni do obejrzenia wydarzeń klubowych.

Otwarcie klubu Olimp w budynku szkolnej bursy przy ul. T. Kościuszki 16 w Jarocinie. Pierwszy po prawej kierownik klubu i twórca Wielkopolskich Rytmów Młodych Jacek Chudzik

Otwarcie klubu Olimp w budynku szkolnej bursy przy ul. T. Kościuszki 16 w Jarocinie. Pierwszy po prawej kierownik klubu i twórca Wielkopolskich Rytmów Młodych Jacek Chudzik

Wtedy za kulturę w mieście odpowiadał Marian Szurygajło, pełniący funkcję zastępcy inspektora szkolnego. W późniejszych latach był przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej. „Nasz dobry duch” - tak zawsze nazywał Mariana Szurygajło Jacek Chudzik.

 

Nikt nam nie nakazywał, nie narzucał niczego, nawet robienia jakichś akademii ku czci... Może mieliśmy szczęście, do ludzi również. Może trafiliśmy na właściwe miejsce w czasie. Chciało nam się... Ja mam dwadzieścia lat, ty masz dwadzieścia lat, przed nami siódme niebo...” - zanotował słowa Jacka Chudzika Hieronim Ścigacz.

 

Byliśmy mocni mentalnie, motywacje rozbujane, a do tego młodzi. Niektórzy pukali się znacząco po czole, ale my już widzieliśmy nasz klub ogromnym i nie było takiej siły, która mogłaby nas zatrzymać - mówił dalej Chudzik w wywiadzie zamieszczonym w książce „Grunt to bunt", a Hieronimowi Ścigaczowi

 

Chudzik tak relacjonował spotkania z inspektorem do spraw kultury:

 

Ludzie, dajcie wy mi spokój z tym waszym klubem - oganiał się od nas, bo tygodnia nie było, żebym z jakąś listą życzeń miejskiej rady nie nawiedzał. Raz Marian mówi: Chcecie mieć więcej miejsca - dostaniecie, ale musicie wziąć wszystko. No i dostajemy salę, potocznie bursę, bo przy internacie była.

Za pierwszym wejściem były schody na górę, następnie salka przejściowa z kasą, dalej sala z barkiem...

Bursa znajdowała się przy ulicy Kościuszki, a właściwie to przy Alejach T. Kościuszki, bo tabliczka z taką nazwą do dziś znajduje się przy drzwiach, którymi od 1970 roku wchodziło się do „Olimpu”. Dziś jest to wejście na klatkę schodową prowadzącą do mieszkań znajdujących się w budynku, w którym funkcjonują także Społeczne Ognisko Muzyczne, Biblioteka Pedagogiczna i gdzie jest biuro Związku Nauczycielstwa Polskiego. Tam, gdzie dziś znajdują się toalety JOK-u, szatnia i hol, tam powstawał klub „Olimp”, albo - przyjmując pogląd Andrzeja Waroczyka - przenosił się z rynku. Podobnie zapamiętał to Włodzimierz Jankowski - basista zespołu Kwiaty.

 

Było pierwsze wejście, gdzie były schody na górę, później salka przejściowa, w której była kasa i dalej salka z barkiem. Kiedy nam pozwolono przenieść „Olimp” z kawiarni na rynku, to tam robiliśmy klub. Dlaczego mówię robiliśmy? Bo rzeczywiście klub robiła młodzież. Dziś mówi się wiele o wolontariacie, a ja do teraz widzę, jak tam ludzie klęczeli. Nie dlatego, bo się modlili. Szkłem z potłuczonych butelek drapali farbę z desek parkietu schodzonego od czasów przedwojennych, aby na nowo pomalować podłogę. Zaprojektowałem takie lampy wiszące na łańcuszkach. Wszyscy pracujący przy urządzaniu klubu robili to na lewo, w warsztatach, w których uczyli się zawodu. Cała dotacja, jaką dostaliśmy, chyba 200 zł, starczyła na zakup kotary, którą przysłoniliśmy wejście na salę główną.

 

Klub Olimp. I tak stała się rzecz fantastyczna - młodzi chcieli rozrywki i zupełnie poważnie zaczęli ją serwować innym. Wieczory poezji, gazeta, spotkanie z wielkimi tego świata, teatr poezji.

Klub Olimp. I tak stała się rzecz fantastyczna - młodzi chcieli rozrywki i zupełnie poważnie zaczęli ją serwować innym. Wieczory poezji, gazeta, spotkanie z wielkimi tego świata, teatr poezji.

Wtedy Włodzimierz Jankowski, jako młody konstruktor w Jarocińskiej Fabryce Obrabiarek zarabiał 1042 zł.

 

Sala główna to pomieszczenie, które dziś jest salą widowiskową JOK-u. Wtedy na obu bocznych ścianach znajdowały się jeszcze duże okna zasłaniane, kiedy organizowano koncerty.

Przy rozbudowie budynku w celu stworzenia Jarocińskiego Ośrodka Kultury w połowie lat 70. okna zamurowano.    

 

Sala, o której mowa, mieściła pięćset osób, posiadała scenę, za nią garderoby i proscenium przed. Do tego duży hol i trzy mniejsze pomieszczenia. Wszystko w stanie, delikatnie mówiąc opłakanym z wszechobecną wilgocią na ścianach. (…) Brak konkretnej kasy zastąpiliśmy odwróceniem procesu remontowego i odbudowy. Po ustaleniu przeznaczeń poszczególnych pomieszczeń, projektowanie odbywało się w trakcie prac i zależne było od uzyskiwanych materiałów - wspomina Jacek Chudzik w książce „Grunt to bunt”.

 

Wreszcie na zakończenie prac, na ścianie nad wejściem, wymalowaliśmy wielki napis „Olimp - Pro Publico Bono” i uroczyście, w otoczeniu władz oczywiście, otworzyłem klub „Olimp”. I tak stała się rzecz fantastyczna  - młodzi chcieli rozrywki i zupełnie poważnie zaczęli ją serwować innym. Wieczory poezji, gazeta, spotkanie z wielkimi tego świata, teatr poezji, fan klub „Kameleon”, wystawy fotograficzne i happeningi, to tylko niektóre formy działalności. Pojawiły się różne zespoły, aż wreszcie klubowym zespołem została formacja Kwiaty. Klub był otwarty dla wszystkich, działał kolorowy telewizor, a w środy i soboty były tańce. Na sobotnie tańce zjeżdżała się Wielkopolska. (…) Z wolna zaczęliśmy brać udział w przeglądach artystycznych i festiwalach, w różnych dziedzinach, po całej Polsce - zyskiwaliśmy doświadczenie. (…) Największym echem odbiła się nasza tygodniowa wizyta w klubie studenckim „Cicibór” w Poznaniu. (…) „Olimp” powoli stawał się znanym klubem, nie tylko w Wielkopolsce. Wreszcie”.    

No, trzeba zorganizować znany festiwal...

Jarociński zespół Kwiaty - zdobywca drugiej nagrody I WRM z działaczami klubu Olimp i organizatorami Rytmów

Jarociński zespół Kwiaty - zdobywca drugiej nagrody I WRM z działaczami klubu Olimp i organizatorami Rytmów

Prezentowanie tego, co powstawało w „Olimpie” w różnych miejscach w Polsce nie wystarczało. Muzycy zespołu Kwiaty byli także świadomi tego, że w Jarocinie i w okolicy już są bardzo znani i doceniani. Grali własne utwory, ale także Jimi’ego Hendrixa i Deep Purple. Teksty pisał perkusista Zbigniew Jankowski, ale też wspomniany już nauczyciel-poeta Andrzej Liebich. Wykorzystywali również wiersze znanych polskich poetów. Zbigniew Schaedel opowiada, że koncerty rozpoczynali utworem „Kwiaty na śniegu”: „Nasza miłość jest jak kwiaty na śniegu, taka zimna, jak zimny jest biegun…”. Mieli też utwór na specjalne okazje, „Spotkanie z van Goghiem”. 

 

Siedzieliśmy w restauracji „Hawana”. Oczywiście obecny był też Jacek Chudzik. Wszyscy zamówiliśmy tatara i coś jeszcze. Nagle do „Hawany” wpadł Andrzej Liebich. Podał mi kartkę, a może raczej papierową serwetkę z tekstem piosenki. Po kilku dniach miałem już muzykę do „Spotkania z van Goghiem”.

 

W wywiadzie w książce „Grunt to bunt” Zbigniew Schaedel zdradza:

 

Chcieliśmy sprowokować inne zespoły do rywalizacji z Kwiatami”.  Restauracja „Hawana” okazała się być ważnym miejscem nie tylko dla zespołu Kwiaty, ale również dla wydarzenia, które chodziło po głowie muzyków i Jacka Chudzika. „Siedzieliśmy przy piwie w „Hawanie” i snuliśmy plany. „Nie, no coś trzeba zrobić, bo wszędzie jeździmy i dużo już osiągnęliśmy. Trzeba zrobić coś naprawdę spektakularnego! A może byśmy zrobili festiwal?” Na to ktoś inny odpowiedział: „No dobra, zrobimy festiwal muzyczny, ale niedaleko w Kościanie już taki jest. No i co? No i to będzie powtórka z rozrywki…” Odpowiedź: „Musimy więc zorganizować taki, który będzie po prostu znany - znany od początku" - to znów wspomnienia Jacka Chudzika z książki „Grunt to bunt”.

 

Występy z programem artystycznym „Olimpu” w Wielkopolsce spowodowały, że ekipa Jacka Chudzika poznała wiele osób i nawiązała sporo kontaktów. Tak rozpoczęli współpracę z Krzysztofem Wodniczakiem, który pisał o muzyce w „Gazecie Poznańskiej”. On znał się z innymi dziennikarzami muzycznymi, m. in. Jackiem Żuralskim z Radia Poznań.

W jednym  wywiadów Jacek Chudzik stwierdził, że to od radiowej audycji Żuralskiego wzięła się nazwa „Wielkopolskie Rytmy Młodych”. Kilka lat temu zapytałem o to Jacka Żuralskiego.  Zaprzeczył.

 

W owym czasie - obok innych zajęć - prowadziłem na antenie Polskiego Radia w Poznaniu audycje muzyczną dla młodzieży „Grająca Szafa”. Program nasz miał liczne grono słuchaczy, codziennie otrzymywaliśmy setki listów domagających się ulubionej piosenki. Pierwsze audycje były nadawane raz w tygodniu, później nadawaliśmy powtórki, którym towarzyszył protest kuratorium, gdyż uczniowie urywali się z lekcji i pędzili do domów, aby nas posłuchać.

 

Pierwsza edycja Wielkopolskich Rytmów Młodych odbyła się od 12 do 14 czerwca 1970 roku

Pierwsza edycja Wielkopolskich Rytmów Młodych odbyła się od 12 do 14 czerwca 1970 roku

Także w archiwach Radia Poznań nie można znaleźć śladu po audycji „Wielkopolskie Rytmy Młodych”. Niestety, nie można też znaleźć żadnych nagrań z Wielkopolskich Rytmów Młodych w Jarocinie, bo prawdopodobnie nikt ich nie dokonywał.

 

I Wielkopolskie Rytmy Młodych odbywały się w dniach 12-14 czerwca 1970 roku. To wydarzenie otworzyło zupełnie nowy rozdział w działalności klubu „Olimp”, ale i w historii Jarocina.

W roku 2013 Walter Chełstowski, nazywany „Ojcem Festiwalu w Jarocinie” powiedział:

 

Muszę się przyznać do pewnej arogancji. Nie rozumiałem przez lata, dlaczego my mówiliśmy festiwal, a mieszkańcy Jarocina mówili Rytmy, Rytmy, Rytmy… Jakie Rytmy? Dopiero kiedy poczytałem o historii Rytmów, poznałem nazwiska wykonawców, to pojąłem, że tak naprawdę my byliśmy kontynuatorami Wielkopolskich Rytmów Młodych. Teraz chcę im po prostu podziękować, bo gdyby nie oni, to festiwal w Jarocinie nigdy by nie powstał.

 

Słowa te znalazły się w filmie „Idź pod prąd” w reżyserii Leszka Gnoińskiego i Wojciecha Słoty, wyprodukowanym na zlecenie Spichlerza Polskiego Rocka w Jarocinie.

 

Tak oto w klubiku na zapleczu kawiarni „Młodzieżowa” pod adresem Rynek 4 w Jarocinie rozpoczęła się wciąż odkrywana i niespisana historia Wielkopolskich Rytmów Młodych. Mnóstwo osób, mnóstwo wersji zdarzeń sprzed półwiecza.

Jeśli wśród czytelników są osoby, które działały w klubie “Olimp”, organizowały Wielkopolskie Rytmy Młodych lub na nich występowały, prosimy o kontakt na adres: redakcja@kulturaupodstaw.pl.