fot. NASA; 20 lipca 1969 r., Edwin E. Aldrin Jr pozuje do zdjęcia z amerykańską flagą na powierzchni Księżyca.

Księżyc w trójwymiarze

Zdjęcia do książki „Mission Moon 3-D” przygotowane zostały z okazji 50. rocznicy lądowania na Księżycu. Pojedyncze, płaskie kadry uzupełniono cyfrowo o trzeci wymiar. Jak to odwołanie do ponad 150-letniej techniki stereoskopii, prezentowane w Fotoplastykonie Poznańskim, broni się we współczesnym kontekście?

Wstęp do albumu zaprasza niczym cyrkowy bileter:

 

„Jak to możliwe, że możemy zobaczyć księżycową misję w trójwymiarowych obrazach? Jak to się stało, skoro astronauci nie wzięli ze sobą w podróż aparatów rejestrujących stereoskopowe widoki? Dlaczego dopiero teraz to przestrzenne doświadczenie okazało się realne, skoro zdjęcia z księżycowej ekspedycji krążą po świecie już od 50 lat? Odpowiedzi są liczne, odpowiedzi są różne!”

Wyobrażam sobie Briana Maya, gitarzystę The Queen, wielkiego entuzjastę fotografii trójwymiarowej i właściciela jednej z największych na świecie kolekcji zdjęć stereoskopowych, spędzającego wieczory przed monitorem, pieczołowicie klejącego w Photoshopie fragmenty zdjęć z archiwów NASA. Przesuwa flagę wbitą w księżycowy pył, maluje brakujące fragmenty tła, stara się dodać cienie rzucane przez kosmiczne skafandry na powierzchnię Księżyca w wiarygodny sposób. Pojedyncze kadry rozmnaża cyfrowo tak, by powstały dwa minimalnie różniące się punktami widzenia zdjęcia, składające się w trójwymiarową scenerię.

Oprócz manipulacji pojedynczymi fotografiami, w publicznie dostępnych archiwach NASA próbuje odnaleźć w miarę podobne ujęcia zrobione przez astronautów jedno po drugim i skleić je w trójwymiarowy obraz. Odnajduje też zbliżenia powierzchni Księżyca wykonane specjalnie do tego skonstruowanym sprzętem, rejestrującym przestrzenne obrazy maleńkich fragmentów skał, grudek pyłu, próbek geologicznych. Mrówcza praca hobbysty zafascynowanego kosmosem, przekuwająca płaskie zdjęcia z lotów księżycowych w iluzję trójwymiaru.

PODBOJE I ZWYCIĘSTWA

Tony błyszczącego sprzętu, stacje dokujące unoszące się bezwładnie w przestrzeni, widok Ziemi przez okno statku kosmicznego, uśmiechnięci astronauci wychodzący z kapsuły dryfującej po powierzchni oceanu. Sceny z ikonicznych dla historii eksploracji kosmosu momentów w nowej odsłonie trójwymiaru.

1 sierpnia 1971 r., astronauta James Irwin obok amerykańskiej flagi. Zdjęcie stereoskopowe pochodzi z albumu „Mission Moon 3-D” wydanego przez London Stereoscopic Company, materiały prasowe CIM

Ten gest zmiany płaskich fotografii dokumentujących podbój Księżyca w przestrzenne iluzje  ma ambicje stać się współczesnym podsumowaniem i domknięciem XIX-wiecznej fotografii odkrywców, zdobywców, kolonizatorów – wybierających się w śmiałe wyprawy przez dziewicze ziemie. Księżyc w 3D konkuruje z wcześniejszymi o co najmniej stulecie relacjami z podboju Arktyki, z wypraw w głąb pustyni Arabii, z podboju Australii – używając tego samego języka wizualnego.

Oglądamy pompatyczną, pełną uśmiechów i błyszczącego sprzętu historię zwycięstwa człowieka nad bezmiarem kosmosu. Patos zdobywców, udekorowany starannie przemyślanymi wypowiedziami Jurija Gagarina i Neila Armstronga, zachęcającymi do życia w pokoju.

CZEGO NIE WIDAĆ W TRÓJWYMIARZE

Im dłużej trwa spacer po powierzchni Księżyca, tym bardziej trójwymiarowy charakter pokazu zaczyna być istotny. Dlaczego historię wyścigu mocarstw o pierwszeństwo w podboju kosmosu oglądamy w fotoplastykonie? Dlaczego w trójwymiarze? Dlaczego fotograficzna dokumentacja lotów na Księżyc posłużyła do stworzenia tej przestrzennej interpretacji?

Fragment albumu „Mission Moon 3-D”, fot. Michał Sita

„Misja na Księżyc” to kolejna wystawa w Poznańskim Fotoplastykonie po ostatniej ekspozycji zdjęć z I wojny światowej, wprowadzająca w charakterystyczny, trójwymiarowy świat wybranej historycznej epoki. Te same zachwyty i te same zdziwienia; bezproblematyczne, rozrywkowe, rocznicowe sceny zaskakujące złudzeniem przestrzeni, mającym sprawić, że poczujemy, jakbyśmy tam byli. Poczujemy, że możemy obejrzeć historię zwycięstwa nad bezmiarem kosmosu albo zyskać trójwymiarowy wgląd w moment poprzedzający odzyskanie przez Polskę niepodległości. Pośrednictwo stereofotografii ma tutaj swoje konsekwencje. W rozmowie z Moniką Piotrowską dotyczącej poprzedniej wystawy, „Przebłyski wolności”, kurator wyjaśniał:

 

„Większość oryginalnych [pierwszowojennych] zdjęć miała z tyłu przybite stemple ze zgodą urzędów cenzorskich, np. niemieckich. Nie było więc wśród nich żadnych zdjęć brutalnych. Natomiast kilka niemieckich pokazuje propagandowo porządek i ład na ulicach Łowicza, jaki rzekomo pojawił się wraz z wojskiem niemieckim właśnie. Gdy zaś Niemcy fotografowali tereny po przejściu wojsk rosyjskich, to zawsze są to obrazy zniszczeń, pożogi. Ale obowiązywała też cenzura obyczajowa w zdjęciach ofiar – nie było rozerwanych ciał, a najczęściej sceny z trupami inscenizowali żywi”.

Cytat z rozmowy Moniki Piotrowskiej z Marcelem Skierskim, Miejski Informator Multimedialny Poznania, 18.04.2019 r..

Dalej wywiad rozwiewa pozostałe wątpliwości: chociaż płaska fotografia z tego samego okresu bywała mniej jednoznaczna, stereofotografii się to nie zdarzało – wiernie służyła swoim panom.

Jedno ze zdjęć, które posłużyły do stworzenia trójwymiarowych kolaży: 20 lipca 1969 r., zbliżenie odcisku buta astronauty w pyle księżycowym. Fot. NASA

Stereofotografia jest w szczególny sposób skrzywiona – wyrosła z czasów kolonialnych, gdy refleksja nad manipulacją, nieuczciwym, propagandowym, subiektywnym obrazem rzeczywistości prezentowanym przez fotografię, miała dopiero nadejść. Stereofotografia zyskała wielką popularność w latach 50. XIX wieku, która trwała do lat 30. XX – stanowiła podstawowy sposób oglądu rubieży cywilizacji swojej epoki. Kolonialne imperia używały tej właśnie techniki, by mieszkańcom Paryża czy Londynu pokazać, nad kim sprawują władzę po drugiej stronie globu. Używali jej zwycięzcy, by opowiedzieć o wygranych bitwach. Była podstawowym elementem wyposażenia odkrywców, była romantycznym językiem podróży przez Orient.

I na koniec, co najistotniejsze – zachowując niezachwianą wiarę we własny obiektywizm, była narzędziem służącym inwentaryzacji posiadłości – przedstawiała podbite ludy, portretując ich typowych przedstawicieli, tworzyła katalog świata w oparciu o twarde przeświadczenie własnej wyższości.

 

Stereofotografia stała się wizualnym językiem bezwzględnego panowania. Nad światem, ludźmi i przestrzenią.

Fragment albumu „Mission Moon 3-D” obok Fotoplastykonu Poznańskiego, CIM, fot. Michał Sita

Dlatego podejście do stereofotograficznych materiałów prezentujące je wprost, bez wskazania na problematyczny obraz rzeczywistości, jakiego ten rodzaj fotografii jest ikoną, jest równie wątpliwe. Zastępuje próby krytycznego oglądu historii, proponując w ich miejsce prosty chwyt. Podążając za identyczną logiką jak ta stosowana w kolorowaniu czarno-białych zdjęć z epok nieprzystających do dzisiejszej – zastępuje refleksję – efektem.

W ten sposób fotoplastykon nie tylko swoją przedwojenną formą, ale duchem treści prezentowanych za okularami – czy to I wojna światowa, czy księżyc Briana Maya – konsekwentnie, wprost odwołuje się do czasów, gdy stereofotografia była nośnikiem wizji świata mającej utwierdzić publiczność w jej przekonaniu o własnych cnotach. Stwarza populistyczną fikcję. Fotografia stereoskopowa nierozerwalnie związana z tym kolonialnym, aroganckim, wygodnym, bezrefleksyjnym skrzywieniem, jest w takiej formie jedynie rozrywką.

W trójwymiarowej postaci, I wojna światowa pozbawiona jest więc trupów i brutalności, jej jedyną funkcją jest stanowić wizualne, trójwymiarowe tło dla rocznicy odzyskania polskiej niepodległości. „Misja na Księżyc” przekazuje równie prostą wiadomość o zwycięstwie, podnoszącą na duchu przypowieść o pokonywaniu granic. Zimnowojenną rywalizację mocarstw ubiera w piórka pojedynku komiksowych bohaterów odkrywających kosmos.

KROK W NIEZNANE

Zdawałoby się, że trójwymiarowy efekt jest charakterystyczną estetyką dla pompatycznych relacji z podbojów nowych ziem, wizualnym językiem podporządkowania miejsc i ludzi, dawno zdyskredytowanym, moralnie wątpliwym. W trójwymiarze snują się opowieści o egzotycznych terenach, których nie rozumiemy i nie bardzo staramy się je zrozumieć, wystarczy, by dało się je obejrzeć. Bagaż znaczeń, jaki dźwiga stereofotografia, sprawia, że niełatwo ją uwspółcześnić. Charakterystyczny wizualny XIX-wieczny język traktuje to ,co przed obiektywem, jak trofeum, sprowadzając portretowanych ludzi do kategorii okazów, mami publiczność cyrkową sztuczką.

Fragment albumu „Mission Moon 3-D”, fot. Michał Sita

Mimo to ten sam poznański fotoplastykon używany był w mniej oczywisty sposób. Mielizny związane ze stereoskopową fotografią bywały wykorzystywane twórczo.

 

W ramach wystawy „Polki, Patriotki, Rebeliantki” fotoplastykon posłużył Galerii Miejskiej Arsenał do prezentacji zdjęć dokumentalnych Mateusza Budzisza, Barbary Sinicy i Radosława Sto, relacjonujących przebieg czarnych protestów z 2016 roku.

Prosty gest podobny do tego, który proponuje Brian May; do płaskich zdjęć dokumentalnych rejestrujących aktualne wydarzenia cyfrowo dodano trzeci wymiar. W fotoplastykonie znalazła się więc relacja z manifestacji przeciwko próbom podporządkowania i kontroli, dokumentacja oporu przeciw zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych. Emancypacyjny przekaz czarnych protestów został wzmocniony odwołaniem do kolonialnej estetyki stereofotografii – jasno określiło to podział na panujących i podporządkowanych. Stanowiło komentarz do anachronicznej arogancji władzy.

Warto też skonfrontować trójwymiarowy obraz Księżyca z inną, równie trójwymiarową, fotograficzną depeszą z Indii. W rozmowie publikowanej przez Kulturę u Podstaw te same kłopotliwe założenia stojące za stereoskopowymi obrazami epoki kolonialnej rozpracowuje Maciej Jeziorek. Jego książka o Indiach i zawarte w niej współczesne odwołanie do techniki trójwymiarowej, jest diametralnie różne od prezentowanego aktualnie w fotoplastykonie.

Zdarza się więc, że trójwymiarowe fotografie zabierają nas w mniej oczywiste podróże niż ta na Księżyc, a cytaty z historycznego języka wizualnego ery podbojów i zwycięstw mogą w krytyczny sposób komentować współczesność i poddawać w wątpliwość prawo do bezwzględnego panowania nad terenem czy ludźmi. Jednak częściej to bagaż zwyczajowych znaczeń przeważa, materiały prezentowane w fotoplastykonie sprowadzają przekaz do formalnego banału, bezrefleksyjnie ilustrując kolejne epoki ładnymi kadrami, od 180 lat istnienia fotografii, używającymi tych samych chwytów i tej samej logiki.

 

„Misja na Księżyc”
zdjęcia z albumu „Mission Moon 3-D”, David J. Eicher, Brian May, London Stereoscopic Company 2018
wystawa stereofotografii w Fotoplastykonie Poznańskim
Centrum Informacji Kulturalnej ul. Franciszka Ratajczaka 44, Poznań
1 czerwca–31 sierpnia 2019
kurator: Marcel Skierski

ZOBACZ TAKŻE: „Message” Macieja Jeziorka

CZYTAJ TAKŻE: Rozjeżdżając księżycowy pył

CZYTAJ TAKŻE: Zwierzęta Cybiny w Bramie Poznania