Księżycowa zimna noc
Opublikowano:
10 października 2025
Od:
Do:
Początek:
Koniec:
Dwoje bezimiennych ludzi spotyka się przypadkiem na dworcu. Coś ich do siebie przyciąga. Spacerują trochę po przenikniętym zimnem mieście, wreszcie trafiają do mieszkania mężczyzny. Ten początek mógłby zwiastować romans, który rozwijałby się kolejnych scenach wiodąc do nieznanego finału.
W tym przypadku przypuszczenie się nie spełnia. Wydana niedawno przez Wydawnictwo Poznańskie powieść Torborg Nedereaas „Nic nie rośnie w blasku księżyca” nie ma w sobie nic z romansu.
Wydana w Szwecji w 1947 roku debiutancka powieść autorki, dopiero dzisiaj trafia do polskich czytelniczek i czytelników, jednak nie wydaje się, by miała być tylko ciekawostką dla wielbicieli skandynawskiej literatury.
Opowieść kobiety
Inicjujące akcję spotkanie jest tylko pretekstem do opowieści kobiety o łączącym ją z pewnym mężczyzną przez długi czas uczuciu. Inscenizacja i okoliczności tych wyznań dają znać, że nie będzie to historia miłości szczęśliwej.
Rozliczenie z przeszłością potrzebuje dającego anonimowość miasta, uszu przypadkowego człowieka, papierosów i alkoholu, by wyzwolić język i głos ze spętania wstydem, upokorzeniem, konwenansami – dla oczyszczenia, dla wolności, jaką dać może wyrzucenie całego balastu minionego czasu.
Miłość wydaje się uczuciem głęboko osobistym, indywidualnym, niepodległym czynnikom zewnętrznym. Mit Tristana i Izoldy, powielany w niezliczonych wersjach i wariacjach, reprodukuje przekonanie, że miłość owłada osobami i są one bezsilne wobec jej mocy.
Gdy ktokolwiek angażuje do miłości umysł, jest to swego rodzaju profanacja uczucia. Losy takich miłości świadectwem, że nie realizują się one w próżni społecznej. Otoczenie sprzyja kochankom, może też gwałtownie bądź po kawałku relację niszczyć.
Gorycz, porażka i zawód
Miłość tragicznie zakończona może jednocześnie skłaniać do myśli „Było warto. Miłość jest tego warta”. Klęskę minimalizuje poczucie uczestnictwa w czymś wyjątkowym, niepowtarzalnym, pięknym.
Nedereaas stawia jednak sprawę bardzo ostro – opowieść bezimiennej to gorycz, poczucie porażki i zawód. Bo i zamiar pisarki jest zdecydowany – pokazać uczucie w jego rzeczywistym środowisku, w faktycznym kontekście.
Społeczeństwo, jego hierarchie, pozycje, statusy dla Nedreaas nie są czymś zewnętrznym względem uczuć; w pewnych, sprzyjających bądź nie, okolicznościach popychających w tę czy inną stronę losy kochanków. Uczucia są dla niej determinowane sytuacją społeczną i wypadkową sił, z którymi nie ma sposobu wygrać. Można poddać się i uznać ich wyższość bądź ponieść klęskę.
Równia pochyła
„Nic nie wyrośnie w blasku księżyca” jest oskarżeniem systemu w największej mierze upośledzającego kobiety. Nie pozwalającego im na samodzielność, czyniącego podanymi mężczyzn, dającymi je na ich łaskę i niełaskę.
Z naturalistyczną wręcz bezpośredniością i brutalnością opisuje klęskę miłości biedaków – wypalającej się w walce o zapewnienie rodzinie środków do życia, w wyczerpaniu fizyczną pracą, w chorobach trawiących ciało. To rujnuje urodę, oddala narastającą niechęcią, pretensjami, których nie sposób niczym rozbroić, bo wyrastają z samego świata, w którym biedakom przyszło żyć.
Jest to obserwowana przez bohaterkę historia uczucia jej rodziców. Równia pochyła, po której staczają się iluzje młodych serc, by w dojrzałych nie zostało nic ponad gorycz. Nadzieję znajdujących jedynie w staraniach zapewnienia dzieciom innego życia. lepszego.
Opowiadająca koleje swojego losu kobieta takiego właśnie innego życia chce. Widząc ruinę miłości swych rodziców, sama zamierza swoje ścieki wytyczać innymi szlakami. Spotykając własną miłość jest przekonana, że odmienia to wszystko. Szybko się zderza z rzeczywistymi, niepisanymi granicami, spychającymi miłość w rejony sekretnych, nocnych spotkań.
Z tego co istnieje w mroku nic nie wzrośnie. Jej perypetie to katalog uprzedzeń i niemożności dotykających kobiety: ona jest uwodzicielką, tą złą, sprowadzającą na złą drogę szlachetnego mężczyznę; jest nachalna i narzucająca się; jest krnąbrna, nie znająca swojego miejsca; jest pozbawiona uczuć i sprzeniewierza się kobiecej powinności decydując się na aborcję; jest niewierna.
W historii miłości łączącej ją z mężczyzną to ona ponosi wszystkie – materialne i społeczne koszty tego związku.
Nie brak pytań
Powieść Nedereaas mimo upływu czasu od jej powstania oprócz tego, że nie straciła swojej oskarżycielskiej mocy, to prowokuje pytania o aktualność stawianych kwestii. Czy to co miałoby się wydawać stanem rzeczy przeszłym, jest nim w istocie. Na ile wciąż narzucane są kobietom powinności odbierające im sprawczość, kontrolę nad własnym życiem? Na ile one nadal obciążane są ciężarami i kosztami wspólnych z mężczyznami decyzji? Na ile ciało kobiece jest własnością mężczyzn?
Tych pytań nie brak i odpowiedź na nie nie jest budująca – mimo wielu lat sytuacja (chyba) nie zmieniła się bardzo. I dzisiaj można łatwo wyobrazić sobie podobne wyznanie.
Wygłos tej powieści przekracza znaczenie zarysowane ramy. Autorka zadaje się powątpiewać zasadniczo w możliwość uczuć w istniejącym świecie. Z drugiej strony w ramie powieściowej: spotkaniu bezimiennych, pobrzmiewa nadzieja na nieuwarunkowane człowieczeństwo.
Ambiwalencja i niemożliwość rozstrzygnięcia są wpisane w tę powieść. Mężczyzna po kilkunastu dniach od spotkania i wysłuchania spowiedzi kobiety wciąż jej szuka, szuka człowieka. Choć to być może jeszcze jeden wyraz pesymistycznej perspektywy – szuka niemożliwego, szuka beznadziejnie.






