fot. Maria Krześlak-Kandziora, na zdj. Phalacrocorax carbo Hyogo

Lekcje przyrody z Geraltem z Rivii

Wyrywam z opowieści Andrzeja Sapkowskiego bulwy i korzonki wątków ptasich i roślinnych. Jest ich dużo, biorę więc symboliczną szczyptę, pływam po wierzchu i bawię się wiedźmińskim światem.

Jeśli nie bawią was magiczne uniwersa, nie szkodzi. Zapominając o fabule, przyjrzyjmy się działaniom aktywistów-druidów, kormoranom i pewnej niezwykłej roślinie, kiełkującej z kart powieści.

Znikający świat

Całe uniwersum wiedźmińskie to ginący świat, a przynajmniej świat podlegający intensywnym zmianom. Gdyby chytrze dopasować profesję Geralta do aktualnych około-ekologicznych postaw, ujrzelibyśmy osobę zabijającą dla pieniędzy przedstawicieli wymierających gatunków.

 

Jest wyjątek – wiedźmin nie morduje smoków, bo ich prawie nie ma, a i resztę stworów pozbawia życia z mieszanymi uczuciami.

Podczas gdy jedne bestie zagrażają człowiekowi (jeśli to w ogóle jest uzasadnienie ich eksterminacji) inne, jak okogłów, są zupełnie nieszkodliwe. Skorupiak podobny do kraba, ma niezwykle czuły słuch, Geralt odgania go trzaskając chochlą w pokrywkę od kociołka. Na pytanie, czy może bezpieczniej byłoby zabić stwora, bo wróci z kolegami, wiedźmin odpowiada gorzko:

 

„Nie sądzę, by na świecie pozostało wielu jego kolegów.”

 

„Potworów” jest coraz mniej, ocaleją te, mieszkające w ludzkiej wyobraźni.

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Druidzi a sprawa oceanów

Jest taki moment w opowieści, kiedy egzotyczna kompania Geralta z Rivii postanawia udać się po pomoc do żyjących wśród drzew druidów. Druidzi to według Jaskra – barda, prześmiewcy i wiernego kompana wiedźmina – „zdziczali pomyleńcy”, którym pierwotna przyroda poprzestawiała w głowach (koronny dowód na wyższość karczmy i łaźni nad życiem w lasach i kąpielami w strumieniach!).

 

„Mają absolutnego hyzia na punkcie tej ich przyrody i jej ochrony. Mało to razy byłem świadkiem, jak zanosili petycje do władz? Nie polować, drzew nie wycinać, gnojówek do rzek nie spuszczać i temu podobne bzdury.” – peroruje bard.

 

Co więcej, „jemiolarze” pielgrzymują do władców z apelem o zaprzestanie przeławiania oceanów. Sugerują używanie sieci o większych okach, by mniejsze ryby pozostawić w wodzie, pozwolić im dorosnąć i uzupełnić populację. Jak reagują królowie? Pytają kiedy to przełowienie może nastąpić, bo jeśli rzeczywiście za dwieście lat, to pomyślą o tym może za sto dziewięćdziesiąt dziewięć. Brzmi znajomo?

Zięba dzwoni na deszcz

Raz zostawmy na boku swary, kim i jaki jest Andrzej Sapkowski. Przyjmijmy, że właśnie założył bure spodnie, maskującą kurtkę, kalosze, zabrał lornetkę i spakował do plecaka termos. Poszedł podsłuchiwać zięby:

 

„W krzakach darły się ptaki. Zbocze parowu porastała gęsta, zbita masa jeżyn i berberysów, wymarzone miejsce do gniazdowania i do żeru, nic tedy dziwnego, że roiło się tam od ptactwa. Zawzięcie trylowały dzwońce, świergotały czeczotki i piegże, co chwila rozbrzmiewało też dźwięczne „pink-pink” zięby. Zięba dzwoni na deszcz, pomyślała Milva, odruchowo spoglądając na niebo”

 

Tak zaczyna się piąta część sagi wiedźmińskiej – „Chrzest ognia”. I to tej części, przypadkowo pochwyconej w kawiarni do podkurka, przyjrzymy się przez chwilę. To tutaj Jaskier opowiada o druidach, pojawia się okogłów i wszystkie przytoczone cytaty. Sama Milva zresztą, to Kania, jak oceniliśmy – kania ruda czyli milvus milvus. Piękny drapieżny ptak o charakterystycznie rozdwojonym ogonie. Szczegół ciekawy – jedna z bohaterek sagi nosi dźwięczne imię Fringilla. Fringilla coelebs to po łacinie zięba.

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Białe drzewa

„Geralt odwrócił głowę. Obserwował zielonookie kormorany suszące skrzydła na konarach obsranego drzewa.”

 

Niezbyt czuły opis kormorany zawdzięczają znanemu faktowi z ich życia – tam gdzie założą kolonię, drzewa najpierw stają się białe, a wkrótce obumierają przytłoczone ilością kwasu moczowego wydalanego przez ptaki.

 

Długie szyje, smocza sylwetka – gdy stoją na drzewach, falochronach i suszą pióra, kormorany przypominają mi, że ptaki to po prostu latające dinozaury.

Tak jak u alek czy krzyżówek pióra stanowią wodoodporny pancerz, tak pióra okrywowe kormoranów namakają, żeby ułatwić ptakom nurkowanie. Po polowaniu czarne postacie rozwieszają pranie skrzydeł i cierpliwie czekają, aż powietrze, słońce i wiatr przywrócą im zdolność lotu.

Mano di gloria

„- Mandragora – szepnął z podziwem Jaskier, wskazując na piętrząca się w kącie szałasu kupkę bulw przypominających małe buraki cukrowe. – To jest mandragora? Prawdziwa mandragora?”.

 

Małgorzata Gurowska i Monika Rogowska-Stangret stworzyły całą książkę, szkatułkowy katalog poświęcony mandragorze:

 

„Mandragora. klasyfikacje” (Bęc Zmiana). Roślina o ciele-korzeniu przypominającym ludzką figurkę obezwładnia ilością zastosowań i mitów, w jakie obrosła. „Czarowna planta” jest prawdą i fikcją niczym kwiat paproci. Pomaga zajść w ciążę i poronić, wzbudza pożądanie i łagodzi żądze, usypia i pobudza jak narkotyk. „Hipokrates, ojciec medycyny, polecał mandragorę w przypadkach depresji, lęku, skłonności samobójczych – radził wówczas wypicie napoju z mandragory wczesnym rankiem.”

 

Kwiat mandragory, fot. Izabella Kirpluk, Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego

Kwiat mandragory, fot. Izabella Kirpluk, Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego

Jednak, uwaga, przedawkowanie powodowało delirium. Mandragora lekarska należy do rodziny psiankowatych, jest byliną o króciutkiej łodydze, ząbkowanych liściach i niepozornych kwiatach. Jej domem jest rejon śródziemnomorski. W celach zielarskich lub magicznych używano korzenia, liści i owoców – sporych kulistych jagód.

 

Zajmował się nią Harry Potter, pisali o niej Shakespeare i Victor Hugo, pojawia się w Imieniu Róży.

Rozsadza wyobraźnię, podobno krzyczy złowieszczo, gdy próbuje się ją wyrwać. Z korzenia formowano figurki ludzkie, czasem dla sztuki, czasem w celach magicznych. Mówiono, że rośnie pod szubienicami. Gdy nie macie akurat w pobliżu szubienicy, zajrzyjcie w milsze miejsce – mandragora zakwita co roku w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego.

Gdy pytam Anię Albin z OBUW, czy owoce, zgodnie z legendą, cuchną mówi, że wręcz przeciwnie, pachną trochę melonem i ananasem, słodkawo-tropikalnie. Ciekawostka – w Poznaniu mandragorę z „Botanika” ktoś ukradł. W Warszawie też czasem znika, przyznaje Ania, zostają wtedy same liście ukrywające starannie miejsce po wyrwanym korzeniu. Czyżby ktoś nadal wierzył w cudowną moc rośliny?

Ostrożnie

Pitagoras wyczytał, że mandragora świeci w nocy i tym samym zwodzi podróżnych na manowce. W starożytnym Egipcie uznawano ją za afrodyzjak. Nie ma drugiej rośliny o tak różnych, niejednokrotnie sprzecznych znaczeniach i użyciach. I nie ma drugiej takiej, która obdarza swoją legendą inne „planty”.

 

Dlatego jest prawdą i fikcją.

W Ameryce Północnej choćby, rośnie inny rodzaj mandragory, ale według tamtejszych mieszkańców, ma te same właściwości co lekarska i produkuje się z niej „sabatowy poncz lub mistyczny dżem”. Co pewne, mandragora zawiera atropinę. To ta substancja, która rozszerza nam przed badaniem okulistycznym źrenice.

Dziś mandragora jest stosowana w leczeniu homeopatycznym. Bywa, że testowanie jej działania kończy się na intensywnej terapii, jak miało to miejsce w Szwajcarii w dwutysięcznym roku. Pacjentka leczona zastrzykami roztworu z korzenia mandragory doświadczyła wstrząsu anafilaktycznego.

Kwiat mandragory, fot. Izabella Kirpluk, Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego

Kwiat mandragory, fot. Izabella Kirpluk, Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego

Koniec

Geralt z drużyną upili się bimbrem z mandragory. Cóż, w porównaniu z wszystkimi jej możliwymi zastosowaniami, to wydaje się banalne. Choć klimat niesamowitości, towarzyszący roślinie zostaje zachowany: destylatem częstuje ich tajemniczy, pachnący szałwią cyrulik Regis, spożycie następuje na starym elfickim cmentarzu, a podczas degustacji bohaterowie snują niestworzone mandragorowe historie.

 

Mandragora nie rośnie w Polsce, a w naturalnym środowisku zagrożona jest wyginięciem. Jak spekulują Gurowska i Rogowska-Stangret, być może legendarny krzyk wyrywanej mandragory jest lamentem przeciwko nadmiernemu wykorzystywaniu i eksploatacji ziemi przez ludzi. Tak zatoczyliśmy koło.

Znika świat wiedźminów, znika mandragora, znikniemy i my.

 

Biblioteczka

Przy pisaniu tekstu oprócz sagi wiedźmińskiej Andrzeja Sapkowskiego i „Mandragory. klasyfikacji” czytałam przewodnik ornitologiczny Collinsa (Multico) oraz książkę Jacka Karczewskiego „Jej wysokość gęś” (Wydawnictwo Poznańskie). Za zgodę na publikację zdjęć mandragory dziękuję Ani Albin z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego.