fot. Grzegorz Dembiński

List do chłopca z latarką

Grzegorz Dembiński wydaje właśnie skromną, poetycką książkę o komunikacji, jaka wydarza się między tatą i jego niepełnosprawnym synem. To fabularna, fotograficzna opowieść zbudowana na wspólnym eksplorowaniu wizualnych detali ich otoczenia.

„List do chłopca z latarką” to opowieść zbudowana na wrażeniowych detalach: na poszukiwaniu refleksów światła, eksplorowaniu leśnych ścieżek w czasie wspólnych wypraw, konstruowaniu szałasu z patyków. Szczegóły tych wspólnych działań przyciągają uwagę i angażują świadomość. Zdają relację z próby znajdowania wspólnego języka i wspólnych przeżyć z niepełnosprawnym synem, gdy wymiana doświadczeń nie może się odbywać za pomocą słów i kiedy sens prostych zdarzeń musi być całkiem inny dla obu bohaterów tej opowieści.

 

Fotograficzna publikacja, w jej skromnej i wyciszonej formie, jest daleka od reporterskiego tonu. Bohaterowie stają się w niej aktorami, a niedopowiedziana historia wysuwa się na pierwszy plan. Nie mamy tu więc do czynienia z dokumentalną relacją z życia Jasia i jego taty fotografa, ale z otwartą narracją o niemożności dotarcia do percepcji drugiego, najbliższego nam człowieka.

 

Michał Sita: W twojej opowieści występuje tata – z własnymi, prywatnymi sposobami obserwowania rzeczywistości. Zauważa detale, cienie, elementy świata, o jakich trudno byłoby komuś opowiedzieć, gdyby nie dało się ich pokazać. I jest tu też jego syn Janek. Janek podobnie szuka, bada, obserwuje. Doświadcza tych samych sytuacji. Jak patrzy na nie Janek?

fot. Grzegorz Dembiński

fot. Grzegorz Dembiński

Grzegorz Dembiński: O właśnie. Na to pytanie ci nie odpowiem. Mógłbym cytować, co wiem z książek, ale to wszystko będzie mało znaczące. Mogę na przykład powiedzieć coś takiego: dzieciak z zespołem Downa ma neurologicznie zaburzony kontakt z otoczeniem, jego ogląd świata jest filtrowany przez te zaburzenia – jest inny. Ale czy to coś wyjaśni? Mogę mówić, że zaburzenia rozwojowe w odbiorze świata są indywidualne, albo że mają jakieś wspólne cechy. Mogę też powiedzieć, że każdy dzieciak w ramach swoich ograniczeń doświadcza różnych rzeczy, które go kształtują i przez to inaczej odbiera podobne sytuacje.

 

Takie wyjaśnienia są mętne, są abstrakcyjne. Jakby próbować zamknąć w fizycznym równaniu czyjeś emocje. Mi wiele nie dają.

Widzę po rodzicach dzieci z zespołem Downa, że mierząc się z tym samym pytaniem – jak odbiera świat ich dziecko – przyjmują bardzo różne strategie. Są tacy, którzy szukają nowinek, leków, suplementów, chwytają się każdego doniesienia o przełomie w badaniach nad genetyczną terapią. W ten sposób próbują zrozumieć ten inny, niepojęty sposób widzenia – pomagają im w tym naukowe analizy. My z Edytą tak nie mamy. Staramy się żyć z Jaśkiem w bardziej wrażeniowy sposób – doświadczać. Po to są te wszystkie wyprawy do lasu. One są po prostu dla nas ważniejsze.

 

MS: Rejestrujesz w czasie tych spacerów fragmenty świata, na które możecie spojrzeć razem. Jasio używa do tego latarki, ty aparatu. Jakby szczegóły, na jakie obaj zwracacie uwagę, miały pomóc się spotkać waszej percepcji. Odbieram te zdjęcia jak dokumentację miejsc i sytuacji, w jakich komunikacja mogłaby się zdarzyć.

GD: Mniej to ma z naukowego badania, a więcej z poezji. Szukam kompozycji, detali, małych gestów Jaśka. Jak się zachowa? Jak zagra wtedy światło? O tym procesie opowiada ta książka.

 

Chodzi mi w niej o sytuacje, w jakich powtarza się motyw poszukiwania – czy to jakiegoś refleksu świetlnego na drzewie, czy Janka schowanego w krzakach.

W tę stronę opowieść miała się kierować – w stronę rzeczywistości ukrytej tak samo dla mnie jako ojca niepełnosprawnego dziecka, jak i dla niego jako chłopaka, dla którego ta rzeczywistość skrywa się jeszcze głębiej.

 

fot. Grzegorz Dembiński

fot. Grzegorz Dembiński

MS: Nie stawiasz sobie nierealnego zadania wejścia w jego głowę. Nie starasz się powiedzieć o wewnętrznym świecie konkretnego, drugiego człowieka.

GD: Nie. Tu pojawia się po prostu czas, jaki spędzamy razem.

 

MS: I w tym wspólnym czasie przewija się hipnotyczna fascynacja detalami otoczenia. Skąd się wzięła?

GD: Ty zwróciłeś uwagę na kontekst – na sceny, w których Janka nie ma, a pojawia się jego otoczenie, w nich szukasz znaczenia. Dla mnie światła i cienie są w tej fotograficznej, fabularnej konstrukcji ważne. O nich myślałem jako elementach wiodących. W tym co ukryte, w cieniu szukałem sensu.

 

A Jasio fascynuje się detalami. Patyki, listki, kuleczki wydłubywane z bloku kolorowej plasteliny.

Fotografowałem go od zawsze i ten wątek działania na drobnych przedmiotach przewijał się w zdjęciach od lat. Wolałem uniknąć mówienia tego wprost, ale bardzo bym chciał, żeby dało się czytać tę książkę poza kontekstem niepełnosprawności. Jak zostawimy na boku całe biograficzne tło, finalnie widzisz tam chłopca i jego otoczenie. Światła, cienie, gesty. Przedstawiony, wizualny świat, który rzeczywiście się zdarzył, ale który jednocześnie w tej książkowej formie jest już tylko fabularną fikcją. Można ją czytać po swojemu.

 

To, że zdjęcia nie są pozowanymi teatralnymi scenami, tylko realnymi sytuacjami, nadaje wiarygodności historii. Ale ta historia jest przecież ostatecznie – fabularna. To, jak konstruujesz opowieść i to, czym jest życie codzienne, to dwie różne sprawy. Zależało mi, żeby je od siebie oddzielić. Kiedy zatopisz się w tej fikcji, jaką proponuję, zaczniesz ją czytać jak powieść niezależną od prawdziwego autora, chłopaka i treści listu taty do syna. Zostajesz sam z bohaterami i mnóstwem pytań.

 

MS: Zostajesz z pytaniami o osobiste sposoby doświadczania świata i o to, czy da się je do siebie zbliżyć.

GD: Jasne. Właśnie z nimi. To fatum, z jakim się mierzymy, niezależnie od biograficznych detali tej czy innej historii. Moja książka to nie jest zawiła zagadka z mnóstwem zakrętów. Od początku zależało mi na tym, żeby przekaz był prosty.

fot. Grzegorz Dembiński

fot. Grzegorz Dembiński

Ale jest też tak, że gdy coś takiego wyjaśnisz w rozmowie, nadal warto sprawdzić, jak ta historia się rozgrywa w obrazie, w konkretnych detalach, jak łączy bohaterów. Nasza rozmowa to nie spoiler filmu. Gdy weźmiesz do ręki książkę – w zdjęciach znajdziesz konkretne, emocjonalne detale. One nie są już tak jednoznaczne.

 

Grzegorz Dembiński – fotograf i dziennikarz z Poznania. Od 2004 roku publikował w wielu polskich tytułach prasowych. Współtwórca i redaktor wydawanego w latach 2006–2010 elektronicznego magazynu fotografii dokumentalnej „5klatek”. W latach 2007–2009 wykładowca fotodokumentu w Akademii Fotografii. Od 2007 roku fotoreporter, fotoedytor i szef działu foto „Głosu Wielkopolskiego”. Autor książek „Make Love Not War” poświęconej uczestnikom Przystanku Woodstock i znajdującej się właśnie w produkcji osobistej historii o relacji z synem Jankiem „List do chłopca z latarką”.

 

Dzięki zbiórce, mającej na celu pokrycie kosztów druku, ten wizualny „List do chłopca z latarką” ma szansę nabrać fizycznych kształtów. Publikację można wesprzeć poprzez portal zrzutka.pl/list. Wpłacając odpowiednią kwotę, jednocześnie rezerwujemy egzemplarz książki.