fot. Instytut Pamięci Narodowej

Mgnienia marcowe

Gonili studentów z taką zajadłością, że wpadli nawet na teren uczelni. W Wyższej Szkole Ekonomicznej koledzy wycierali potem napadniętym krew z rozbitych nosów i brwi papierem toaletowym.

13 marca 1968 roku, plac Mickiewicza w Poznaniu. Chaos, krzyki, strach. Milicja i ZOMO brutalnie rozpędzają studentów, protestujących przeciwko pobiciu demonstrujących żaków w Warszawie. Wśród gonionych i bitych jest Władysław Panas, późniejszy profesor KUL.

 

„Tego dnia milicja nas goniła, a tłumy przechodniów stały na chodnikach i patrzyły. Nie wiem, co myśleli ci ludzie”– wspominał po latach.

 

Poznań pamięta brutalne doświadczenie Czerwca 1956. Większość przechodniów woli zachować dystans do studenckiej akcji.

Pałką obrywa też Marek Raczak, student filologii polskiej na UAM, przyparty do ściany Collegium Iuridicum:

 

„Ale to mniej bolało, bardziej upokorzenie pierwszej ucieczki, kiedy staliśmy pod pomnikiem, a wokół stał znacznie większy tłum. Kiedy ruszyło ZOMO z pałami, trzeba było uciekać. Uciekaliśmy w stronę opery, przez park. Wtedy miałem poczucie potwornego upokorzenia, przegranej”.

 

Żacy demonstrują – i zbierają cięgi – bo wcześniej, 8 marca 1968, milicja bije warszawskich studentów, protestujących przeciwko zdjęciu „Dziadów” ze sceny Teatru Narodowego. Poznańscy studenci są solidarni, już 12 marca zbierają się na pl. Mickiewicza. Krzyczą:

 

„Prasa kłamie! Wolność dla prasy!”.

 

Dzień później przychodzą znowu, ale czeka już na nich zbrojne ramię partii.

Komunistyczna władza w swoich mediach nazywa te protesty „nieodpowiedzialnymi wybrykami rozwydrzonej młodzieży”, której nie chce się uczyć. Kreuje pogardliwe określenie: „bananowa młodzież”. Szczuje na nią robotników.

Wbiegli na piętro

13 marca 1968 roku Andrzej Byrt, student na kierunku handel zagraniczny, pełni dyżur na szczycie budynku Wyższej Szkoły Ekonomicznej (dzisiejszego Uniwersytetu Ekonomicznego przy alei Niepodległości, wtedy Marchlewskiego). Z kolegami obserwuje zebranie studentów pod pomnikiem Mickiewicza i aulą uniwersytetu. Widzi atak milicji, ZOMO i tajniaków z pałkami.

 

Andrzej Byrt, fot. Wikipedia

Andrzej Byrt, fot. Wikipedia

„Jak zaczęli rozpędzać tłum studentów, to on się rozpierzchł, ale spora część uciekających wpadła w naszą ulicę – aleję Marchlewskiego. I wtedy Jacek Paliszewski, szef naszej Rady Uczelnianej, zarządził, żeby drzwi uczelni były otwarte, żeby wiara mogła wbiec do środka – opowiada po latach. – Tak też zrobiono. Portierki nie zablokowały drzwi i kiedy uciekający studenci wpadli do środka, zaczęli wiać szerokimi klatkami schodowymi do góry. Za nimi do środka wbiegli milicjanci.”

Słysząc, co się dzieje na schodach, Byrt z koleżankami i kolegami wybiegają ze swojej siedziby. Na wysokości auli widzą trzech funkcjonariuszy w cywilu, bijących pałkami studentów. Przerywają na gwizdek i hasło:

 

„Wycofujemy się!”.

 

Byrt zapamięta ich płaszcze i charakterystyczne, małe kapelusiki.

Kilka osób jest rannych, krew z nosów i rozbitych brwi kapie na podłogę. Studenci organizują więc szybko pomoc. W ubikacjach wycierają poszkodowanym krew papierem toaletowym i opatrunkami z portierni. Ostrożnie wyglądają potem na ulicę: na zewnątrz nie ma już milicji, ofiary ataku mogą więc wrócić do akademików i domów.

Odmowa

Kilka dni wcześniej, 9 marca 1968 roku. Uniwersytet Adama Mickiewicza. Uczelniani sekretarze PZPR nakazują wykładowcom odczytać przed zajęciami stanowisko nawołujące studentów do niedawania posłuchu „syjonistom” z Warszawy. Wielu z nich odczytuje pismo, ale dystansują się od jego treści odpowiednim tonem głosu i mimiką.

 

Grób prof. Wiktora Jassema na Cmentarzu Junikowskim

Grób prof. Wiktora Jassema na Cmentarzu Junikowskim

Tekst stanowiska rozdaje prowadzącym zajęcia Jacek Fisiak, członek egzekutywy komitetu zakładowego PZPR. Sam również je odczytuje. I przekazuje do odczytania docentowi Wiktorowi Jassemowi, kierownikowi Zakładu Fonetyki UAM o żydowskim pochodzeniu. Jassem odmawia. – Dzisiaj to się nazywa syjonizm, a kiedyś nazywało się to antysemityzm! – mówi wzburzonym głosem.

Za docenta tekst czyta więc Fisiak. Godzinę później o odmowie Jassema wie już komitet uczelniany PZPR. Następnego dnia musi on stanąć przed działaczami uczelnianej PZPR. Bronią go tylko Benon Miśkiewicz i Stefan Kozacki. Komitet decyduje o zawieszeniu docenta w zajęciach. Później zostaje zwolniony z pracy na UAM. Mimo antysemickiej nagonki nie wyjeżdża z Polski, pracę znajdzie w Polskiej Akademii Nauk.

 

Szykany

Kiedy w Wyższej Szkole Ekonomicznej odbywa się wiec z udziałem około 800 studentów, którzy przyjmują rezolucję będącą wyrazem solidarności ze studentami Warszawy, władze uczelni podejmują decyzję o zawieszeniu inicjatorów tej akcji w prawach studentów.

14 marca 1968 r. na łamach „Gazety Poznańskiej”, organu PZPR, ukazuje się artykuł o wydarzeniach w Poznaniu.

 

„Przeciw prowokowaniu awantur ulicznych”– głosi jego tytuł.

 

O zorganizowanie manifestacji oskarża piątkę „mącicieli”: Marka Kośmidra, Stefana Olszewskiego, Natalię Kowalczyk, Marię Karską i asystenta Włodzimierza Wierziłowa. W zakładach pracy Poznania i Wielkopolski organizowane są wiece poparcia dla władz PRL i potępiające „wichrzycieli”.

Jednocześnie ruszają represje, dotyczą w sumie 220 osób. W protestach w Poznaniu uczestniczy aktywnie 1500–2000 studentów, władze zatrzymują więc pokaźny odsetek osób zaangażowanych. Udaje im się szybko spacyfikować ten proces.

 

Studentów zwożą do koszar na Taborowej, do punktu filtracyjnego. Wielu z nich po przesłuchaniach zwalniają. Ale już od 13 marca działają kolegia karno-administracyjne, które w trybie pilnym karzą studentów niewspółmiernie wysoko w stosunku do ich czynów – kary to kilka miesięcy aresztu i wysokie grzywny.

Do pracy przystępują też komisje dyscyplinarne na poszczególnych uczelniach – poza AWF-em. SB przekazuje władzom UAM listy 65 studentów aktywnych w demonstracjach. Połowa z nich zostaje zwolniona z odpowiedzialności, ale siedmiu zostaje relegowanych z uczelni. Z Akademii Rolniczej wydalają czterech studentów, ale gdy sprawa przycicha, trzech studentów może obronić prace magisterskie, a czwartego przywracają w prawach studenta. Z Wyższej Szkoły Ekonomicznej wyrzucają trzech studentów.

 

Cela i drewniaki

14 marca 1968 roku Władysław Panas, przygnębiony rozbitą studencką demonstracją, przychodzi w wojskowym mundurze na zajęcia przysposobienia wojskowego. Do sali wpadają pracownicy Służby Bezpieczeństwa. Aresztują go, bo był współautorem rezolucji popierającej protest studentów z Warszawy. Trafia do więzienia w Śremie, do celi numer… 68. Ubierają go w zgrzebną koszulę i drewniane buty.

 

Staje przed komisją dyscyplinarną UAM. Uznany za winnego udziału w „nielegalnym zbiegowisku”, zostaje wyrzucony z uczelni. Ma iść w kamasze, ale jeden z lekarzy wybrania go od służby wojskowej. Władek wyjeżdża z Poznania, studia kończy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tak jak inni późniejsi profesorowie: Jerzy Kopania i Kazimierz Trzęsicki.

 

Nie popuszczać cugli podżegaczom”

10 kwietnia 1968 r. W kraju panuje już spokój, protesty żaków spacyfikowane. „Gazeta Poznańska” publikuje w ramce list Arkadego Fiedlera do redakcji – na ćwierć kolumny.

Sławny pisarz i obieżyświat tłumaczy czytelnikom:

 

Arkady Fiedler, fot. Wikipedia

Arkady Fiedler, fot. Wikipedia

„Dla uczciwego Polaka i rzetelnego patrioty nie może ulegać wątpliwości zupełna słuszność tego, co powiedział I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka. Przekonany jestem, że miliony Polaków słuchało jego trafnych słów w radio i w telewizji i czytało je w gazetach zarówno z wielkim zrozumieniem, jak i z serdecznym przyjęciem. Władysław Gomułka przemawiał Polakom do serca i do rozumu. Chodziło o przygwożdżenie warcholstwa tych wichrzycieli, którzy okazali się wrogami nie tylko Polski Ludowej, lecz i Polski w ogóle i Polaków”.

 

Fiedler przypomina, że raz już Polska upadła za swoje „warcholstwo” – w czasach Rzeczpospolitej szlacheckiej.

 

„Dziś tym bardziej nie stać nas na to, by cugle popuszczać podżegaczom” – podsumowuje pisarz.

 

I chwali Gomułkę:

 

„Odważne wyjawianie prawdy także o własnych minusach i o sprawach wstydliwych budzi zawsze zaufanie u ludzi dobrej woli, a wrogom wytrąca demagogiczną broń z ręki. Dlatego mamy prawo patrzeć z ufnością w naszą przyszłość i żywić niezachwianą wiarę w tych, którzy kierują naszym życiem politycznym i społecznym zgodnie z wypowiedzią I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki”.

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor m.in. biografii „Fiedler. Głód świata” i powieści „Coraz ciemniej w Wartheland”.

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
2
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0