fot. Materiały organizatora

Między baśnią a Czechowem

Mocną stroną kina rosyjskiego jest ukazywanie rzeczywistości w sposób niedosłowny. Twórcy filmów 13. festiwalu Sputnik nad Polską sięgają po mity, baśnie i bogatą symbolikę, pozwalającą zobaczyć coś więcej niż tylko pierwszy plan opowieści.

Bohaterów „Portu”, scen. i reż. Aleksandra Strelanaja (Rosja 2018), poznajemy w zwrotnym momencie ich życia. Dwaj młodzi chłopcy, Andriej i Romycz, przybywają z głębokiej Rosji, by pracować jako dokerzy w portowym mieście, marzą jednak o wyrwaniu się z miejsca, w którym usadziła ich biografia. Kira i jej ojciec muszą stawić czoła samobójczej śmierci matki i kalectwu Kiry. Tina, cygańska dziewczyna, marząc o lepszym życiu, wplątuje się w zależność od środowiska gangsterskiego. Ich losy przecinają się w porcie.

 

Konstrukcja scenariusza przypomina trochę baśń: splatają się tu mityczne przeczucia z realnością, dobro i zło walczą o prymat, a to, co ma zabić, staje się nieoczekiwanie przyczyną cudu uzdrowienia i finalnego zwycięstwa nadziei.

Uwiodło mnie w „Porcie” dojrzałe i jednocześnie kreatywne użycie środków filmowych do budowania historii. Świat portowy ginie w mroku, mgłach i dymie, jest niewyraźny, jak niewyraźna jest przyszłość chłopców. Niepewność tożsamościowych wyborów oddana jest w rozchybotanym obrazie, gubieniu ostrości, fragmentarycznym kadrowaniu. Szaleństwo ekscentrycznego Romycza podkreślają niespokojna kamera i pojawiające się w kadrze wirujące przedmioty. Jego nadaktywność staje się siłą napędową zmian, ale w końcu prowadzi do kryzysu. Ostoją moralności jest ojciec Kiry, który z uporem walczy o sprawność córki nawet wbrew lekarzom. Zderzenie świata nielegalnych chwytów i profesjonalnego sportowego boksu pozwala w końcu Andriejowi powiązać wybór z nadaniem sensu swojemu życiu poprzez miłość i opiekę nad niepełnosprawną Kirą, która imponuje mu siłą ducha.

 

Fabuła pełna jest subtelnych metafor. Rozstrojeniu pianina, na którym grała przed wypadkiem Kira, towarzyszy stwierdzenie o rozstrojeniu człowieka. Stroiciel, który jako epizodyczna, niema postać, pojawia się na początku i na końcu filmu, zamyka symboliczną klamrą czas dezintegracji bohaterów – dochodzi do nowego dostrojenia: ludzi i zdarzeń, realności i cudów.

Braterstwo, plakat, materiały Organizatora

Braterstwo, plakat, materiały Organizatora


POEZJA WOJNY

 

W rosyjskiej kinematografii, podobnie jak w literaturze czy piosence, wciąż aktualny jest temat wojny. Mieszkańcy kraju, który właściwie nieustannie prowadzi jakieś działania zbrojne, żyją w cieniu walk i kształtowani są przez traumy wojenne na równi z innymi aspektami życia. Na obecnym festiwalu mieliśmy trzy obrazy, które w różny sposób dotykają tego tematu.

Mówienie o wojnie i jej konsekwencjach dla psychiki człowieka jest w Rosji wciąż tematem politycznym.

Obraz „Braterstwo”, reż. Paweł Łungin (Rosja 2019) – historia jednego z oddziałów walczących w Afganistanie – został ostro skrytykowany w Dumie rosyjskiej przez Igora Morozowa, powołującego się na opinie weteranów i zarzucającego reżyserowi przekłamywanie zdarzeń. Z tego powodu premiera filmu została przeniesiona z Dnia Zwycięstwa (9 maja) na późniejszy termin. Łungin bronił swojego filmu, twierdząc, że oparł go na faktach i konsultacji z oficerem wojsk w Afganistanie, Nikołajem Kowalowem. Chciał pokazać „bezmyślność i okrucieństwo każdej wojny”. Ta relatywność – pokazywanie dobra i zła po obu stronach konfliktu – nie została politycznie zaakceptowana w kontekście wciąż obowiązującej w kraju narracji bohaterskiej.

Wielka poezja, plakat, materiały Organizatora

Wielka poezja, plakat, materiały Organizatora

Twórcy filmowi szukają więc innych sposobów mówienia o skutkach wojny, jak w obrazie „Wielka poezja”, reż. Aleksandr Łungin (Rosja 2019). Film syna Pawła Łungina ukazuje traumatyczną przeszłość nie wprost. Dwaj weterani wojenni pokazani są jako ochroniarze prywatnej firmy, eskortujący transport pieniędzy. Któregoś dnia zdarza się napad na bank. Reakcje obu przyjaciół są różne: jeden przerażony zdarzeniem ukrywa się, drugi zachowuje się bohatersko, odzyskuje pieniądze i otrzymuje symboliczną nagrodę od banku. Obaj próbują zanegować psychiczne spustoszenie, jakie poczyniła w nich wojna, jeden chce wyjść z biedy poprzez zakłady stawiane w walkach kogutów, drugi ostrożnie wchodzi w relację z samotną kobietą i jej dzieckiem. Obaj chodzą na warsztaty poetyckie do lokalnego domu kultury i piszą wiersze. Przez te wiersze mówią bardziej do samych siebie.

 

Szybko orientujemy się, że fakt, czy jest to „wielka poezja”, nie ma większego znaczenia dla losu straumatyzowanych weteranów, zostawionych samym sobie w rzeczywistości bez perspektyw.

Symboliczną scenerią jest wielkie blokowisko i miejsce szemranych interesów – sąsiadujące z nim wysypisko śmieci. Jedyna rozrywka – walki kogutów na dachu jednego z bloków – to smutna metafora sytuacji byłych żołnierzy. Obaj są jak owe koguty. Ktoś może na nich postawić, ktoś na tym zarobi, ktoś straci, ale cel ich istnienia jest jeden – by wystawić ich do walki. Ta niedosłowność tematu wojennego czyni „Wielką poezję” filmem dojmującym.

 

Siostrzyczka, plakat, materiały Organizatora

Siostrzyczka, plakat, materiały Organizatora

O RZECZACH PIERWSZYCH


Tematu wojny dotyka również „Siostrzyczka”, reż. Aleksandr Galibin (Rosja 2019). Mamy rok 1944. Oksana, ukraińska dziewczynka, uratowana zostaje przez baszkirskiego żołnierza z domu, przez który przetoczyli się Niemcy, zabijając resztę rodziny. Dziecko przetrwa w rodzinie baszkirskiej, stając się przyszywaną siostrą dla sześcioletniego chłopca.

 

Historia jest prosta: to widziane oczyma chłopca dzieciństwo u kresu wojny. Aktorzy grający Yamila i Oksanę są przekonujący, bo niesłychanie naturalni, być może dzięki doświadczeniu reżysera, który przez wiele lat był aktorem teatralnym i filmowym.

Historia ujmuje jeszcze czymś innym – to opowieść o rzeczach pierwszych: trosce ludzi o siebie nawzajem w trudnej wojennej sytuacji, szacunku dla innego, wspólnotowości życia, prostocie, wynikającej z ubóstwa, ale też z życia w bliskim kontakcie z przyrodą. Być może jest to opowieść nieco wyidealizowana, ale uzasadnia ją tęsknota za tym, co utraciliśmy w czasach pokoju wraz z dobrobytem. „Siostrzyczka” pełna jest też humoru: chłopcy tygodniami zbierają do worka cukier i suchary i pewnego dnia uciekają z domu „na wojnę” z przejeżdżającym transportem, żeby „zabić faszystów”. To Oksana jest tą, która mówi Yamilowi, żeby nie jechał, bo wojna jest straszna i nie ma tam czego szukać. To oczywiste nawiązanie do idei, że „wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, jak pisała białoruska noblistka Swietłana Aleksijewicz.


DIAGNOZY NIEOCZYWISTE


Temat choroby, podjęty w filmach „Van Goghi”, scen. i reż. Siergiej Liwniew (Rosja 2018) i „Człowiek, który wszystkich zaskoczył”, scen. i reż. Natasza Mierkułowa i Aleksiej Czupow (Francja, Rosja, Estonia 2018), stał się pretekstem do rozważań złożonej natury. „Van Goghi” opowiadają historię spotkania narcystycznego ojca, dyrygenta (świetnie zagrana rola Daniela Olbrychskiego) i Marka (nagrodzony przez Rosyjską Akademię Sztuki Filmowej Aleksiej Sieriebriakow), jego niechcianego syna, w chwili gdy u seniora pojawiają się objawy choroby degeneracyjnej mózgu.

 

 

Na tle powtarzających się dźwięków „Lacrimosy” z „Requiem” Mozarta oglądamy konfrontację obu mężczyzn – pełną bólu, rozdrapywania starych ran i wzajemnych, trudnych do spełnienia oczekiwań. Wśród szeregu kłamstw, jakimi częstował go ojciec, Mark odkrywa najbardziej bolesne: to, że igła, którą podobno wbiła mu w czaszkę matka, chcąc się go pozbyć, jest dziełem ojca.

Człowiek, który wszystkich zaskoczył, plakat, materiały Organizatora

Czlowiek, który wszystkich zaskoczył, plakat, materiały Organizatora

Twórcy filmu powstrzymują się jednak od ocen, tak jak może się to stać w obliczu śmierci: ostatnie chwile zmieniają perspektywę i uczą pokory. Owo wnikliwe studium wybuchowej mieszanki miłości i nienawiści, niezaspokojonej potrzeby bliskości i wzajemnego żalu zostało przedstawione wiarygodnie dzięki dojrzałej, jednocześnie skupionej i ekspresyjnej grze głównych aktorów. Tytuł filmu może odnosić się zarówno do obu szalonych osobowości, jak i finału, w którym Mark, po śmierci ojca, rezygnuje z życia artysty i poświęca się pracy z seniorami, prowadząc z nimi warsztaty rzeźby.

Jeszcze bardziej subtelną i wielopłaszczyznową grę psychologiczną podjęli autorzy drugiego z wymienionych filmów, „Człowiek, który wszystkich zaskoczył”. Igor, leśny strażnik, mąż i ojciec, dowiaduje się pewnego dnia, że ma nowotwór bez szans na przeżycie. Początkowo ukrywa chorobę przed rodziną, jednak żona szybko odkrywa prawdę i próbuje na wszelkie sposoby go wyleczyć, nawet wbrew jego woli. Kiedy nic nie pomaga, miejscowa znachorka opowiada mu baśń o kaczorze Żambie, który udając jedną z kaczek, ukrywa się w stadzie samic i przechytrza w ten sposób śmierć, która po niego przyszła. Pod wpływem owej baśni Igor dokonuje podobnego zabiegu: przebiera się za kobietę.

 

I tu widz zostaje wystawiony na próbę, bo wysiłki oszukania śmierci odbywają się w podwójnym świecie: nie wiemy już, czy choroba symbolizuje homoseksualizm, napiętnowany w małej wsi Igora, czy też jest to gra, by „nie dać się rozpoznać”.

 

Warstwa baśniowa i realna przenikają się wzajemnie: bohater, stopniowo pokazując się w kobiecej odsłonie, doświadcza najpierw niezdrowej ciekawości sąsiadów, potem odrzucenia i przemocy z ich strony, wreszcie zostaje wygnany i zamieszkuje w leśnej chałupie.

Twórcy filmu zaskakują widza co chwila, prowadząc opowieść w taki sposób, że głos ma tylko otoczenie, a Igor, od momentu przebrania się, nie wydaje z siebie ani jednego słowa aż do końca filmu. To inni decydują o tym, co się z nim dzieje, on jednak z uporem pozostaje w kobiecym przebraniu. Ów upór, mimo okrucieństwa, jakiego doświadcza Igor, pozwala na równie baśniowe zakończenie filmu: przy ponownym badaniu okazuje się, że nowotwór samoistnie znikł. Widz może interpretować różne elementy filmowego dyskursu na temat homoseksualizmu również w perspektywie uniwersalistycznej. Film nie pozostawia obojętnym wobec wykluczenia i przemocy adresowanej do Tego Innego, kimkolwiek by był.

JAK WYJECHAĆ RAZEM Z CZECHOWEM


Tegoroczny przegląd kina przyniósł też kilka obrazów nawiązujących do klasyki literatury. „Rosyjski bies”, scen. i reż. Grigorij Konstantynopolskij (Rosja 2018), przywoływał „Biesy” Dostojewskiego. Groteskowy, jak u Tarantino, przesycony krwią i naturalistycznymi scenami zbrodni obraz podejmuje krytykę skorumpowanego systemu rosyjskiego biznesu i urzędów. Mimo ciekawych pomysłów wizyjnych nie wydaje się jednak wnosić czegoś szczególnie nowego w warstwie znaczeniowej.

 

Drugi z filmów, „Niedziela”, reż. Swietłana Proskurina (Rosja 2019), nawiązuje do „Idioty” Dostojewskiego w wersji współczesnej. Bohater, urzędnik, uwikłany w skomplikowane relacje, otrzymuje pewnego dnia kartkę z tekstem: „Wkrótce umrzesz”. Film nie przekonał mnie z powodu niedostatecznego pogłębienia rysunku postaci, chaotycznej narracji i niedopowiedzeń, które raczej wprawiają w konfuzję, niż budują refleksję.

Koniec sezonu, plakat, materiały Organizatora

Koniec sezonu, plakat, materiały Organizatora

 

Za najbardziej udane literackie nawiązanie uważam „Koniec sezonu”, reż. Konstantin Chudiakow (Rosja 2019), odnoszący się w sposób jawny do czechowowskich „Trzech sióstr”. Kryminalny splot zdarzeń prowadzi do zaburzenia równowagi prowincjonalnej społeczności i codzienności trzech kobiet, z których najmłodsza w końcu wyjeżdża do Petersburga. Nawarstwienie symboli, z którymi grają twórcy przy pomocy groteski, prowadzi do refleksji na gruncie myśli feministycznej.

Pewnie nieprzypadkowo, bo autorką scenariusza jest kobieta, Yelena Raiskaia. Koniec sezonu zdaje się dla sióstr końcem pewnej epoki. Dom z czasów Czechowa zostaje wysadzony w powietrze przez ładunek wybuchowy włożony do walizki jednej z sióstr (która miała wyjechać). To ironiczna gra z motywem wyjazdu. W wybuchu ginie jej narzeczony, ale tragedia ukazana jest niejednoznacznie.

 

 

Po śmierci ukochanego Wiera wygląda, jakby wpadła w szaleństwo, ale „w tym szaleństwie jest metoda”.

Rzecz ukazana jest w taki sposób, że wydaje się, jakby dopiero po zerwaniu więzów z władczym mężczyzną i z prowincją (gdzie nawet wyjechać nie można niezauważonym) możliwe było osiągnięcie przez kobietę wolności. Pożar w „czechowowskim domu” z jednej strony wywołuje żal za minionym, z drugiej – siostry zdają się przeczuwać, że „teraz wszystko może się zdarzyć”. W każdym razie nic już nie będzie takie jak przedtem.

 

 

13. Festiwal Filmów Rosyjskich Sputnik nad Polską, Poznań, Kino Pałacowe, 13–19 stycznia 2020, organizator: Fundacja Wspieram