fot. Paweł Kasicki

Morderstwo w pałacu

Moja poprzednia rzecz opowiadała – w formie popularnej – o początkach poznańskiego uniwersytetu. Garść faktów, trochę sensacji i szczypta romansu – tym kluczem kierował się Departament Kultury, który zwrócił się do mnie z propozycją napisania powieści, której akcja rozgrywa się w Winnej Górze – z Jakubem Wojtaszczykiem rozmawia pisarka Joanna Jodełka.

Jakub Wojtaszczyk: Proszę nas wprowadzić w klimat „Winnej Góry”.

Joanna Jodełka: Winna Góra to pałac niedaleko Środy Wielkopolskiej. Dobra te Napoleon podarował Janowi Henrykowi Dąbrowskiemu…

 

JW: Co panią zainteresowało w tym miejscu, że postanowiła obrać je jako miejsce akcji?

JJ: Bardzo lubię pisać książki historyczne lub z konkretną historią w tle. Kiedy ktoś się do mnie zgłosi z propozycją stworzenia takiej powieści, to jestem otwarta. Moja poprzednia rzecz, czyli „Rektorski czek”, opowiadała – w formie popularnej – o początkach poznańskiego uniwersytetu. Garść faktów, trochę sensacji i szczypta romansu – tym kluczem kierował się Departament Kultury UMWW, który zwrócił się do mnie z prośbą o napisanie „Winnej Góry”.

 

JW: Właścicielem pałacu jest Samorząd Województwa Wielkopolskiego, prawda?

Joanna Jodełka, fot. Paweł Kasicki

Joanna Jodełka, fot. Paweł Kasicki

JJ: Tak. Wykupiono go z rąk osób prywatnych. Departament Kultury chce rozpropagować wartość historyczną obiektu i zaznajomić z nią Wielkopolan.

 

JW: I tutaj pojawia się pani…

JJ:  Tak. Na chwilę przed kwarantanną udałam się do pałacu, aby go zwiedzić i porozmawiać z osobami, które się nim teraz opiekują.

 

Nie miałam pojęcia o dziejach Winnej Góry ani o związkach Henryka Dąbrowskiego z naszym województwem.

Zaznajomienie z historią było dla mnie istotne, ponieważ nie wiedziałam, czy znajdę w niej pomysł na literackie rozwinięcie. W samej koncepcji pomogła wspomniana kwarantanna…

 

JW: Akcja dzieje się w jej trakcie.

JJ: Tak. Dzięki niej miałam pretekst, aby umieścić różne postaci w jednym miejscu. Moi bohaterowie przybywają do Winnej Góry z różnych powodów i każdy ma coś innego do powiedzenia na temat historii tego miejsca. Ktoś ginie, wszyscy są podejrzani, czyli tak jak u Agathy Christie.

 

JW: Pałac istnieje naprawdę. Jednak powieści rządzą się swoimi prawami. Jak łączy pani fikcję z prawdą historyczną?

JJ: To na pewno nie jest naginanie faktów. W przypadku „Rektorskiego czeku” wprowadziłam pamiętnik służącego, który stoi z boku i obserwuje. Dzięki temu jest w stanie opowiadać o losach i początkach poznańskiego uniwersytetu.

 

Użyłam fikcyjnej postaci, która może przedstawić postacie realne.

 

JW: Jak jest w przypadku „Winnej Góry”?

Joanna Jodełka, fot. Paweł Kasicki

Joanna Jodełka, fot. Paweł Kasicki

JJ: Trochę inaczej. Każdy z bohaterów, który się tam pojawia, inaczej patrzy na ten obiekt, ma inny cel. Na przykład jest winiarz, któremu miejsce kojarzy się, jak sama nazwa wskazuje, z terenem, gdzie uprawiano winorośl, jak na naszych Winogradach czy Winiarach. Z tej perspektywy opowiada o Winnej Górze. Winnice rzeczywiście tam istniały. Wzmianka o nich pojawia się już w aktach z XIII wieku.

 

JW: Kto jeszcze zjawia się w pałacu?

JJ: Pojawia się historyk, który jest zachwycony Napoleonem. Opowiada o generale Dąbrowskim w świetle jego kontaktów z Francuzem i okoliczności związanych z przekazaniem dóbr. Jest też kolumbijski potomek Dąbrowskiego Marco Rafael de Brigard. Co prawda w mojej powieści jest to fikcyjny bohater, ale inspirowany prawdą historyczną.

 

Wnuczka generała wyszła za mąż za Jeana de Brigarda i wyjechali do Kolumbii. Mieli syna Juana Bautistę de Brigarda y Dombrowski. W Kolumbii ród ten bardzo się rozrósł.

Znanych jest kilku ministrów i biskupów o tym nazwisku. Nie mogło więc zabraknąć jednego de Brigarda w kryminale dziejącym się w Winnej Górze. Można opowiadać o losach tego miejsca oczami różnych ludzi i w różnych kontekstach. Powieść kryminalna ma to do siebie, że pozwala przekazać wiedzę w bardzo atrakcyjnej dla czytelnika formie.

 

JW: W „Winnej Górze” pojawia się też znany obraz…

JJ: Tak, ze ślubu Dąbrowskiego z Barbarą Chłapowską. Wątek tego małżeństwa wydał mi się bardzo interesujący. Chłapowska była młodą i atrakcyjną kobietą, kiedy wychodziła za pięćdziesięcioletniego wojskowego. Nie musiała tego robić, tym bardziej że stanowiła bardzo dobrą partię w Wielkopolsce. Urzekło mnie to, ponieważ generał był trochę niechlujny i niezbyt atrakcyjny, lekko otyły, co widać na portretach. Podobno szurał szablą po ziemi i zawsze miał niedopięty, za ciasny mundur. Jednak kobiety go uwielbiały. W jakiś sposób umiał je oczarować. Rozkochał w sobie Barbarę Chłapowską, bo do końca życia była mu oddana. Najpierw jemu, a później jego pamięci. W „Winnej Górze” Barbara pojawia się w związku ze wspomnianym obrazem oraz biżuterią, a mianowicie z jej brylantową agrafą. Ta ozdoba, składająca się z dużego diamentu i dwustu mniejszych dookoła niego, jest historycznym klejnotem. Barbara Chłapowska otrzymała go z okazji ślubu od możnych rodów Poznania. W powieści ktoś poszukuje tych brylantów, a poszukiwania takie nie mogą się dobrze skończyć… Ktoś kogoś zamordował i wszyscy są podejrzani.

 

Joanna Jodełka, fot. Paweł Kasicki

Joanna Jodełka, fot. Paweł Kasicki

JW: Główną bohaterką jest Halszka. Proszę o niej opowiedzieć i zdradzić, skąd to fantastyczne imię.

JJ: Nie mam zdolności do wymyślania nazw, więc używam tych zasłyszanych, które mi się po prostu spodobały. W „Rektorskim czeku” pojawia się Olcha. Jest to imię starszej pani, która mi się tak przedstawiła. Zresztą również zajmowała się książkami. Ostatnio do mnie zadzwoniła, by powiedzieć, że nabyła „Rektorski czek” i jest uradowana, iż jej imię się w nim pojawiło.

 

Z kolei Halszka to imię mojej koleżanki. Postać pojawia się w „Winnej Górze” jako obserwatorka całej sytuacji. Jest administratorem budynku.

Wszystko się dzieje aktualnie, w czasie pandemii, mamy więc do czynienia z dużym zamieszaniem. Halszka po prostu musi pozostać w pałacu i obserwować zjawiające się indywidua.

 

JW: Nie obawia się pani, że jest za wcześnie, by pisać o kwarantannie?

JJ: Nie, ponieważ w opowieści traktuję ją trochę z przymrużeniem oka. Kwarantanna stanowi jedynie pretekst do wprowadzenia zamieszania.

 

JW: Halszka pracuje w Urzędzie Marszałkowskim. Czy inspirowała się pani realnymi postaciami stamtąd?

Joanna Jodełka, fot. Paweł Kasicki

Joanna Jodełka, fot. Paweł Kasicki

JJ: Nie, absolutnie nie [śmiech]. Chciałam w ten sposób podkreślić, że nowym właścicielem pałacu jest samorząd. Góra to piękne miejsce, które zostało utrzymane w bardzo dobrym stanie. Ma służyć wydarzeniom kulturalnym. Wiem, że teraz trwają różne konkursy. Zatem jego rola będzie kształtować się w najbliższym czasie.

 

JW: Wspomniała pani o inspiracjach książkami Agathy Christie. Kim dla pisarki kryminałów jest ta autorka?

JJ: Jest królową! Nieprzerwanie mnie fascynuje. Często wracam do serii z Herculesem Poirot i Panną Marple. Przynajmniej raz w roku czytam „I nie było już nikogo”, bo to majstersztyk. Doskonała lektura i jednocześnie dla mnie wzór niedościgniony.

 

Umiejętność zawiązywania akcji, budowanie intrygi i rozpisywanie tych różnorodnych bohaterów i ich zachowań są absolutnie aktualne. To moja inspiracja od zawsze. Gdzież mi jednak do tego ideału!

 

JW: Pałac wydaje się stworzony do tego, aby zamknąć tam grupę ludzi i kogoś zamordować…

JJ: Dokładnie! Zastanawiałam się, czy podołam tej historii. Chociaż bardzo lubię takie powiązania między bohaterami i między wątkami. Wymyślanie ich sprawia mi wielką przyjemność.

 

JW: Czym różni się pisanie powieści w odcinkach od zwartej formuły?

JJ: To największe wyzwanie! Tutaj pojawiły się moje największe obawy. Dużo więcej czasu zajęło mi samo przygotowanie do pracy, bo wiem, że później nie będzie miejsca na błąd. Wszystko musi się spinać. Nie należę do osób, które piszą partiami czy najpierw tworzą zakończenie. Układam wszystko po kolei, ale w przypadku książki zawszę mogę się cofnąć i coś zmienić. Teraz nie będę mogła tego zrobić, ponieważ odcinki zostaną już opublikowane na portalu kulturaupodstaw.pl. Dlatego też w domu powiesiłam sześć tablic korkowych, na których rozpisałam wszystkie wątki i to, do czego mają one prowadzić. Przy „Winnej Górze” czuję większą odpowiedzialność i stres, bo nic już gumką nie wymażę. 

 

Joanna Jodełka – ukończyła Wydział Historii Sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i związała się z miastem. Prowadziła hotel, restaurację i sklep z kosmetykami. Debiutowała powieścią kryminalną „Polichromia”, za którą otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru. Jest autorką m.in. „Grzechotki”, „Kamyka”, „Kryminalistki” i „Wariatki”.