fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #30

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku: Eseshu, Hyphae i Switchface.

ESESHU
Path Of Pain
wydanie własne, 2020

 

 

Ból niejedno ma imię. I hip hop też – to pierwsza refleksja, jaka nasuwa się po sprawdzeniu najnowszego albumu pilskiego producenta Eseshu. Choć w katalogu serwisu Bandcamp znajduje się kilkadziesiąt (!) krótszych i dłuższych płyt autorstwa Sebastiana Szymańskiego, to właśnie ostatnia z nich, zatytułowana „Path Of Pain” wydaje się być szczególnie warta naszej uwagi.

 

W wielkopolskim podziemiu instrumentalnego hip hopu chłopak nie od dziś znany jest z dość nawiedzonych i zawsze alternatywnych beatów, które przywołują jednoznaczne skojarzenia ze stylem, do jakiego przyzwyczaił nas Bones.

Gdyby pseudonim Elma Kennedy’ego O’Connora komuś niewiele mówił, to pewien undergroundowy, amerykański raper, który jednak za sprawą całkowicie nonkonformistycznego, by nie powiedzieć lekceważącego podejścia do branży muzycznej oraz – co trzeba przyznać – nieprzeciętnej ręki do mieszania hip hopu z emo rockiem, zdobył popularność wykraczającą daleko poza rodzime Michigan.

Z Eseshu jest podobnie – choć jeszcze wie o nim niewielu, to przy odrobinie szczęścia, mając na uwadze również obecne trendy w hip hopie, zgodnie z którymi wrażenie amatorskości i nihilistyczna nonszalancja są OK, z czasem może wypłynąć na wierzch polskiej sceny beatmakerów.

W świecie brzydkich toporności, jakie wlewają się nam do uszu na jego „Drodze bólu” nie odnajdzie się każdy, jednak z pewnością znajdą się tacy, dla których wchodzenie na nią będzie masochistyczną, ale jednak przyjemnością.

 

HYPHAE
EP 2
wydanie własne, 2020

 

 

Otwierając grubą i mądrą książkę „Anatomia roślin” Edmunda Malinowskiego z połowy lat sześćdziesiątych, możemy natknąć się na informację, że strzępka (łac. hyphae) to nitkowaty element, z którego zbudowana jest grzybnia, będąca niczym innym niż ciałem grzyba. Jak łatwo można się domyślić, mowa o maciupeńkich, niewidocznych gołym okiem strukturach – jak głosi podręcznik, najczęściej mających długość niewiele ponad trzydzieści tysięcznych milimetra. Jaki to ma związek z najnowszym mini-albumem poznańskiego projektu Hyphae, oprócz jego nazwy?

 

Cóż, stojący za nim artysta również zmusza nas do sięgnięcia po lupę – pod grubymi, ciężkimi jak głaz warstwami minorowej muzyki dark ambient i drone ukrył wiele niespodzianek, do których dotrzeć możemy jedynie przy użyciu dobrej jakości zamkniętych słuchawek, co robić najlepiej nocą, w porze najbardziej sprzyjającej odbiorowi tego rodzaju elektroniki.

Utwory Hyphae to twory na wskroś minimalistyczne. To długie, powtarzalne, pogrzebowe pasaże, jakby prymitywne burdony, stałe, niezmienne w swej strukturze, zimne jak stal dwudźwięki.

Po co nam to? Cóż, coraz bardziej odzwyczajamy się od muzyki pozbawionej melodii… Trudność odczuwamy już przy braku zwrotki i refrenu, dlatego dla wielu słuchaczy oswajanie się z taką – nomen omen – „Adaptacją” może być katorgą.

Tytuł tego utworu jest zresztą reprezentacyjny dla całej płyty, którą najlepiej podsumowuje cytat z Mathiasa Grassowa, pioniera sceny ambient/drone :

 

„To dźwięki, które dotarły do mnie raczej na poziomie podświadomości i ciężko jest którykolwiek z nich świadomie zapamiętać”. Jeśli chcecie wiedzieć, jakie to uczucie wejść do czyjejś głowy, to płyta dla was.

 

SWITCHFACE
Unnecessary
wydanie własne, 2020

 

 

Jak dotąd jeszcze nie zdarzyło się, by ten sam artysta czy zespół pojawił się na łamach „Muzyki bezcennej” więcej niż jeden raz.

 

Jednak Switchface – młody-zdolny, producent zakręcony jak Blixa Bargeld za najlepszych czasów Einstürzende Neubauten – z całą pewnością na to zasługuje.

Może i Tomasz „Nook” Rospendowski nigdy nie będzie wirtuozem electro-industrialu na miarę Front Line Assembly, The Synthetic Dream Foundation czy Feindflug. Może i jego dark electro wciąż jest o te kilka stopni niżej od uznanych formacji w stylu Psyclon Nine, Suicide Commando czy :Wumpscut:. Ale trzeba przyznać, że od czasu udanej, choć wyraźnie nierównej płyty „Spinal Transplant Procedure” z 2018 roku poczynił ogromny postęp.

Już nie ma mowy o „kwadratowych riffach, pretensjonalnych, atakujących wokalach i ogólnej otoczki niskobudżetowej >>muzyki przeszłości<<”. Na „Unnecessary” zaskakuje wyczuciem – jego wizja szeroko pojętej muzyki industrialnej nabrała nie tylko jeszcze większego charakteru, ale przede wszystkim stała się dojrzalsza, treściwsza i znacznie mniej ciekawostkowa niż wcześniej.

Połamane beaty, pełne melancholii melodie, taneczność i aura zdehumanizowania – to wszystko zostało, jednak teraz brzmi pełniej i bardziej wielowymiarowo, czego najlepszym przykładem jest już otwierający, niemal przebojowy „Speaking In Numbers” czy następujący po nim, przypominający nieco kawałki Kavinsky’ego „Cobwebs”. „Noise to meet you” – taką parafrazą wita się z nami Switchface na swoim Facebooku.

Zaproście go do swoich znajomych!