fot. Materiały prasowe

Muzyka bezcenna w Wielkopolsce #71

„Muzyka bezcenna w Wielkopolsce” to rekomendacje albumów z naszego regionu, których autorzy umożliwiają ich bezpłatne pobranie. W tym odcinku Bezsen, Xe0 i Zły Pan.

BEZSEN
Pora już zasnąć
wydanie własne, 2023

Bezsen, ale na pewno nie bezsens. W tych sennych brzmieniach shoegaze, przypominających orby, sens tkwi z całą pewnością. I jakiś szczególny rodzaj niedzisiejszej wartości.

Jak napisał twórca projektu Patryk Weiss, jest on całkowicie solowy i zupełnie nieokrzesany – to stuprocentowe, sypialniane DIY, w którym postanowił ponarzekać na otaczającą go rzeczywistość. Robi to jednak w taki sposób, że chciałoby się raczej powiedzieć, że to nie malkontenctwo, ale po prostu krytyczne, wyrażone poetycko refleksje, w których najważniejszą rolę odgrywają uczucia – zwłaszcza te najtrudniejsze do jednoznacznego określenia, tkwiące w sercu, gdzieś między jawą a snem.

 

Hałas zrodzony z przesterów to istotnie spora część „Pora już zasnąć”, ale w większości przypadków tłumiony jest on ambientowym pogłosem, syntezatorami retro i gitarowymi melodiami. Dają znak, że ktoś tu chyba często słucha My Bloody Valentine i Joy Division, a już na pewno polskiej nowej fali lat osiemdziesiątych.

I choć słychać, jak mocno jest w nią Patryk zasłuchany, to słychać też, jak uparcie koncentruje się na przekazaniu nam czegoś tylko od siebie – tu inspiracja to nie zrzyna, ale punkt wyjścia do pokazania muzyką swojego kawałka świata, w którym luz i chill („Bezsen”) mieszają się z paranoją („Koniec świata”). Podobno po 72 godzinach bez snu trudno jest zachować pełną świadomość. Im dłużej nie śpimy, tym bardziej narażamy się na ryzyko halucynacji i omamów.

Nieprzespane noce u całkiem zdrowych osób mogą wywoływać psychotyczne i przypominające schizofrenię objawy. Ale w tym przypadku warto jest zaryzykować – zapaść w ten Bezsen i bezwolnie dać się ponieść uczuciom, jakie tworzy. A potem przyjdzie „Pora już zasnąć”.

 

XE0
Bounce vol. II
wydanie własne, 2023

Świat niezależnej muzyki elektronicznej jest jak czarna dziura – kiedy raz wchłonie, to już z niej nie wracasz. Jak w gęstym labiryncie, tkwią w niej niezliczone odgałęzienia stylów, które prowadzą nas przez różnorodne, czasem bardzo osobliwe doznania dźwiękowe. W tej podróży natrafić można na glitch i IDM, stanowiące wyjątkowe punkty orientacyjne. Niby są podobne, a jednak zasadniczo różne. W oba celuje tajemniczy producent z naszego regionu podpisujący się jako Xe0.

 

Jego glitch jest właśnie jak ten niespodziewany zakręt w labiryncie, który zatrzymuje nasze kroki i każe skupić uwagę na niedoskonałościach. A w świadomej manipulacji błędami dźwiękowymi twórca dwóch płyt z serii „Bounce” niemal zbliża się do perfekcji, a przy okazji do totalnego redukcjonizmu. To chaos przypadkowych skoków zgrzytów i pęknięć – dźwięki rozbijają się na mniejsze i jeszcze mniejsze elementy, by potem znów złączyć się w coś zupełnie nowego, tworząc organiczną, nieprzewidywalną i skrajnie minimalistyczną symfonię.

I tu do głosu dochodzi IDM – (dys)harmonijne połączenie zaawansowanych syntez dźwiękowych i subtelnych melodii, przypominające pracę zegarmistrza, a tworzące paradoks – bo bałagan nagle zyskuje na precyzji. „Bounce vol. II” to czyste łamanie konwencji, oszczędne w środkach, a jednak, przy naszej dobrej woli (i braku mizofonii!), oferujące prawdziwe bogactwo doznań.

 

„Jeśli naprawdę kontrolujesz milisekundę, nie możesz bezpośrednio dostrzec zmiany, ale jeśli przyjrzysz się uważnie, zmieni się cała kompozycja. Próbuję więc dodać losowość i lubię widzieć przeciwwagę” – tłumaczył w jednym z wywiadów jeden z mistrzów sceny glitch, Ryoji Ikeda. Ale nie musimy sięgać po jego płyty – jak widać, mamy takie i na naszym podwórku.

 

ZŁY PAN
Faces Of Dehumanization
wydanie własne, 2024

Zły Pan, a jednak dobre rzeczy daje. Choć na pewno nie dla wszystkich ta pełnokrwista kiełbasa, to amatorzy muzycznych dehumanizacji z pewnością będą nasyceni.

 

„Faces Of Dehumanization”, śmiercionośny i gorący jeszcze towar poznańskiej hordy, to grindcore pierwszorzędny, za którego sprawą łatwo dać się ponieść perwersyjnej fantazji.

Udać się w mroczne i dzikie miejsce gdzieś w swoim umyśle – jak mówią sami autorzy – być może „pełne naturalnego zła”. Z debiutanckim materiałem zespołu swą ciemną stronę odkryć jest banalnie łatwo, bo to trzy wściekłe petardy wypełnione brudem i całym szeregiem bezeceństw.

 

„Ukryte przesłanie zawarte w dźwiękach i lirykach, uświadomi każdemu oblicze zwyrodniałej natury psychopatów” – piszą w zapowiedzi płyty Źli Panowie, trochę na poważnie, a trochę na żarty, jak to w grindcorze, bo przecież wzorem radosnej twórczości choćby takich gigantów gatunku jak Cannibal Corpse, Severe Torture czy Malevolent Creation tu niczego nie można do końca traktować poważnie…

 

„Rzucił czar na małe parafie i miasta. / Agresja pączkuje, wnętrzności umysłu / Niczym wołowe flaki, na ogniu gotuje / Zjadane źdźbło ze złogów, dno! / Smacznego mamo, smacznego tato” – śpiewa krystalicznym głosem (yyy, zaraz, zaraz…) wokalista Lenor w „Gwałcie papieskim”, tak, że z jednej strony włosy stają dęba, a z drugiej mamy ochotę się uśmiechnąć i po prostu trochę się w tym ich piekiełku pobawić.

 

A jest czym, również jeśli chodzi o muzę, solidnie łupniętą przez Jarka, Piwa i Hajliga, znanych choćby z takich kapel jak Final Six, Anthem, Bękart czy Empty Playground. Rozrywka na miarę „Martwicy mózgu” Petera Jacksona – wyborna ohyda!

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0