fot. Krystian Daszkowski

Nie chcę zawieść oczekiwań

Aga Pawlikowska, autorka „Nie zwalaj winy na blond”, opowiada między innymi o inspiracjach, które towarzyszyły jej przy pisaniu, o tym, dlaczego najlepiej pisze jej się na telefonie, oraz o ignorowaniu przez dorosłych zdrowia psychicznego młodych.

Jakub Wojtaszczyk: Pamiętasz, kiedy postanowiłaś, że napiszesz powieść?

Aga Pawlikowska: Myślałam o tym już w podstawówce! Sporządziłam listę powieści, które kiedyś napiszę. Było ich ponad dwadzieścia. Chociaż do dziś pomysły przeszły metamorfozę, motywacja do pisania pozostała taka sama. Jest nią możliwość kreowania innej rzeczywistości.

 

Przed rozpoczęciem pisania dużo czytałam. Imponowało mi, że słowa odbite na kartce wywołują tak wiele różnych emocji.

Chciałam sama wejść w rolę osoby, która te emocje może w kimś wywołać i w ten sposób przynieść przyjemność z lektury.

 

JW: W którym momencie zaczęłaś pisać „Nie zwalaj winy na blond”?

Aga Pawłowska, fot. Krystian Daszkowski

AP: Kiedy miałam 15 lat. W pewnym momencie jednak przerwałam. Wróciłam do niej na początku klasy maturalnej. Zaczęłam od początku. Pozostali tylko bohaterowie i motyw zemsty.

 

JW: Czytałem, że powieść pisałaś na telefonie…

AP: Zawsze tak robię, bo po prostu jest to dla mnie wygodniejsze. W taki sposób mogę pisać na przykład w łóżku w nocy, albo w kolejce w sklepie czy czekając na pociąg. Oczywiście mówię o pierwszym drafcie powieści. Z redakcją na telefonie byłoby pewnie trudniej.

 

JW: Na telefonie łatwiej zapisać zaobserwowane sytuacje. Wiele ich było?

AP: Tak, ale tak naprawdę już nie rozróżniam, które podejrzałam, a które wymyśliłam (śmiech). Wniknęły w moją podświadomość. Jednak staram się zapisywać zasłyszane ciekawe rozmowy z ulicy czy z tramwaju. Rodzina również wie, że podsłuchuję. Wielokrotnie zdarzało mi się prosić o powtórzenie jakiegoś tekstu mamy czy brata, bo nie zdążyłam zapisać któregoś zdania.

 

JW: Wspomniałaś o postaciach, które pozostały z pierwszego draftu powieści. Jak je budowałaś?

fot. Krystian Daszkowski

AP: Głównym bohaterem jest 15-letni Set, którego ojciec od kilku lat leży w śpiączce w szpitalu. Bianka, siostra chłopaka, wini go za stan taty i brutalnie upokarza przed znajomymi. Set wraz ze swoim najlepszym przyjacielem Harrym postanawiają się na niej zemścić. To główna oś fabularna. Dodatkowo powieść podzielona jest na fazy żałoby, która obrazuje przemianę głównego bohatera.

 

JW: Życie młodych bohaterów wygląda jak przebywanie w oku cyklonu. Czy jest zgodne z prawdziwym życiem nastolatków i nastolatek?

AP: Emocje są podkręcone. Nie każdy ma szanse z takimi ciężkimi przeżyciami się zmierzyć. Jednak uważam, że dziś bycie nastolatkiem to emocjonalny koktajl Mołotowa, który nie wiadomo kiedy wybuchnie. Z dobrobytem i posiadaniem wiąże się dużo pokus.

 

JW: Jakich?

AP: Na przykład używki, których nadużywanie na drugim planie poruszam w książce. Podobnie elektronika. Wszystkie rzeczy, których zadaniem jest przynieść krótkotrwałą ulgę, a od których  przez powszechny dostęp łatwo można się uzależnić.

 

JW: Czy twoje osoby bohaterskie przed czymś uciekają czy po prostu chcą się rozluźnić?

fot. Krystian Daszkowski

AP: Najczęściej używki pojawiają się przez presję społeczną. W taki sposób łatwiej się rozmawia, na przykład stojąc w kółeczku i paląc.

 

Uzależnienia od telefonu czy seriali są częściej ignorowane społecznie i pozostają poza kontrolą.

W nie można łatwiej uciekać od problemów dnia codziennego. To też sposób na zabijanie czasu, który można byłoby wykorzystać bardziej produktywnie, chociażby rozwijając pasję.

 

JW: Łatwo w tym świcie o hejt?

AP: Ostatnio rozmawiałam o tym z młodszym bratem. Doszliśmy do wniosku, że rzadko hejt zdarza się wprost. Z bullyingiem mogą spotkać się osoby, które są trochę inne od reszty.

 

Zazwyczaj wygląda on jednak inaczej niż w serialach, polega po prostu na wykluczeniu, wyśmiewaniu  i rzucaniu pozornie niewinnych, a jednak raniących tekstów.

Nawet jeżeli jesteś temu przeciwny, trudno będzie ci przeciwstawić się grupie gnębiącej i nie wyżywać się na osobach odstających. Jeżeli kogoś obronisz, z łatwością możesz znaleźć się po drugiej stronie i też doświadczyć bullyingu. Tym bardziej w klasie, która przecież jest mikrokosmosem, gdzie obracają się młodzi ludzie. Lęk przed odrzuceniem jest zbyt silny, aby nie zareagować w taki sposób, jak chce większość.

 

fot. Krystian Daszkowski

JW: Czy Set jest osobą odrzucaną?

AP: Nie we własnym środowisku. Tylko przez znajomych siostry. W swojej klasie sam się alienuje przez lęki społeczne, przez niechęć do rozmowy. Z jednej strony boi się kontaktów z innymi ludźmi, ale z drugiej ich bardzo pragnie.

 

JW: Set i Harry uciekają od rzeczywistości, tworząc filmy i ich scenariusze. Twój główny bohater w taki sposób radzi sobie z traumą. To twój sposób komentowania problemu nieinteresowania się dorosłych zdrowiem psychicznym młodzieży?

AP: W książce rzuca się w oczy brak obecności rodziców. U Seta, jak wspomniałam, ojciec leży w szpitalu. Mama jest wiecznie zapracowana i pewne rzeczy wypiera.

 

Nie widzi bałaganu w mieszkaniu, podobnie jak bałaganu w życiu swojej rodziny – albo udaje, że go nie widzi.

Rodzice Harry’ego także nie sprawują nadzoru nad synem. Przez to młodzi myślą, że mogą sobie pozwolić na więcej. Z drugiej strony mają wrażenie, że są dla dorosłych nieistotni. Starają się radzić sobie z tą sytuacją, wymyślając kolejne filmowe światy. Widać to w scenariuszach, które pojawiają się przed niektórymi rozdziałami. Są one kompilacją wydarzeń z życia głównych bohaterów i wydarzeń znanych z prawdziwych filmów i seriali. W pewnym momencie Set i Harry własne życie zamieniają w fabułę z cliffhangerami. Zanurzają się w fikcji.

 

fot. Krystian Daszkowski

JW: Czerpałaś inspiracje z własnego życia?

AP: Na pewno emocje Seta są podobne do moich, tyle tylko że odpowiednio podkręcone. Z własnego życia również wzięłam wydarzenia ze szkolnego korytarza. Podobnie jak główny bohater, odkąd pamiętam interesuję się filmami i serialami, co skrupulatnie wykorzystałam w „Nie zwalaj winy na blond”.

 

JW: Czy Poznań jest istotny w powieści?

AP: W pierwszej wersji miało być to Los Angeles. W trakcie pisania drugiego draftu uznałam jednak, że lepiej pisać o miejscu, które się zna. Dlatego wiele wydarzeń z książki ulokowałam w znajomych i istotnych dla mnie częściach miasta.

 

JW: Co dalej? Masz jeszcze jakieś powieści na swoim telefonie?

AP: Jasne! Jedną już ukończyłam, ale uznałam, że nie pasuje do moich czytelników. Dlatego piszę dla nich kolejną młodzieżówkę. Postaram się nie zawieść oczekiwań.

 

Aga Pawlikowska – filmo-/serialomaniaczka urodzona w 2002 roku w Poznaniu, nadużywająca słowa „tej” i uzależniona od dobrej herbaty. Od niedawna wielbicielka salsy i szopów praczy, a od dawna: fanka filozofii umiarkowanego wywalenizmu. W wolnym czasie wypiera rzeczywistość i zajmuje się kreowaniem własnej, pisząc powieści na telefonie.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0