fot. J. Subczyńska

Nie możesz zagrać źle

„To nie znajomość nut jest najważniejsza, ale spotkanie z drugim człowiekiem w procesie muzykowania” – o prototypie gry nie tylko dla osób niewidzących mówi muzyk i kompozytor Patryk Piłasiewicz, koordynator projektu „Struktury”.

 

 

Barbara Kowalewska: Jak zrodziła się w tobie motywacja do pracy na rzecz osób niewidzących?

Patryk Piłasiewicz: Grałem w filharmonii 20 lat i gdzieś w połowie tego okresu poczułem rodzaj wypalenia. Pomyślałem, że spotykamy się od piątku do piątku i co z tego wynika? Zacząłem rozważać zajęcie się czymś, co da ludziom jakiś pożytek.

 

fot. J. Subczyńska

fot. J. Subczyńska

Wówczas mój kolega Maciej Kociński zaproponował mi wyjazd do Owińsk, do szkoły dla dzieci niewidomych. Udaliśmy się tam ze studentami, z koncertem. Jechałem z nastawieniem, że jadę do świata z deficytem, żeby im coś dać, bo mam więcej niż oni. Tymczasem zderzyłem się z czymś innym. Zostałem tak obdarowany, że nie zapomnę tego do końca życia.

Jeden z wychowanków ośrodka, Jacek,  podszedł, objął kontrabas i powiedział:

 

„Teraz widzę muzykę”.

 

Kiedy stamtąd wracałem, musiałem się kilka razy zatrzymać, tak silne towarzyszyły mi emocje. Dlatego nigdy nie pomyślę, że to, co robię, nie ma sensu. Oni oddali mi muzykę z powrotem. To ludzie, którzy wkładają w muzykę serce i wnoszą otwartość i pragnienie, żeby ten świat był po prostu dobry.

 

BK: Jesteś pomysłodawcą i koordynatorem projektu. Kto jeszcze bierze w nim udział?

PP: Beata Jerzakowska-Kibenko zajęła się audiodeskrypcją, Magda Elegańczyk została  koordynatorką ze strony Owińsk, organizując spotkania testowe z osobami słabowidzącymi i niewidomymi. Kacper Grzanka zajął się stroną techniczną – drukiem 3D i projektowaniem hardware, a Andrzej Konieczny i Ola Konsta  opracowali koncepcję graficzną i przeprowadzili wstępne testy w swoim gronie.

 

BK: Projekt zrealizowaliście przy wsparciu Fundacji Akademii Muzycznej. W jakim celu powstała?

PP: Fundacja wspiera projekty muzyczne niezwiązane z oficjalnym programem edukacji. Przydziela granty, ale też wspiera inicjatywy studenckie  poprzez przyznawanie nagród. Dostaliśmy również dofinansowanie w ramach programu Kultura Dostępna.

 

BK: Z czego składa się prototyp tej muzycznej gry planszowej i na co pozwala?  

PP: To zestaw plastikowych kwadratowych elementów, na których są reliefy – wypukłe lub wklęsłe symbole. W nich są zaszyfrowane muzyczne wskazówki. W wersji podstawowej mamy 32 płytki, po 8 dla każdego z 4 graczy, zestaw rozszerzony obejmuje 4 zestawy podstawowe.

 

fot. J. Subczyńska

fot. J. Subczyńska

Oprócz tego są też karty zadań mające uatrakcyjnić grę, przeznaczone dla dyrygenta, które można, ale nie trzeba używać. Na karcie mamy np. polecenie, by dyrygent wyznaczył, kto teraz ma zagrać, albo by któryś z uczestników pauzował czy zagrał dwukrotnie jakąś sekwencję itp. Instrukcję, która początkowo była szczegółowa, ostatecznie skróciliśmy do podstawowych założeń.

Zakładamy, że gracze za każdym razem mogą tworzyć też swoją własną instrukcję.

 

BK: Partnerem projektu jest Specjalistyczny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Owińskach. Jak realizuje się to partnerstwo?

PP: Nauczyciele i uczniowie ośrodka współpracują z nami jako testerzy gry, ukierunkowując naszą pracę. To, jak osoba słabowidząca albo niewidząca wizualizuje sobie przestrzeń –  kierunki, odległości, wielkości, proporcje, kształty, faktury –  i to, jak to później werbalizuje, jest kluczowe do tego, jak my to ujmujemy np. w elementach graficznych, które potem znajdą się na komponentach gry. Co więcej, ta współpraca uświadamia nam odrębność i autonomię poznawczą każdego człowieka. Przy tym odbiorcy jest to przesunięte do ekstremum, bo owe odrębności wynikają z deficytów zmysłowych, ale uświadamiamy sobie, jak wiele nam umyka w procesie patrzenia, bo jesteśmy przyzwyczajeni do hojności, którą daje nam wzrok. Paradoksalnie nie mamy takiej uważności jak oni.

 

BK: Jakie odkrycia albo problemy pojawiły się w trakcie testowania prototypu gry?

PP: Nie zabralibyśmy się za to jako zespół, gdybyśmy nie ufali sobie nawzajem i nie wierzyli, że to, co się wydarzy, będzie dobre. Wiedzieliśmy, że zderzymy się z różnymi rzeczami, ale nie wiedzieliśmy z czym. Miałem jednak do tego takie podejście „freejazzowe” – byłem otwarty na to, co się pojawi. Przygotowywaliśmy ten projekt dla osób niewidzących, a okazało się, że może mieć sens dla wszystkich.

 

fot. J. Subczyńska

fot. J. Subczyńska

Jednym z problemów, jakie się pojawiły, okazało się bycie wśród innych ludzi w czasie improwizowania. Zdarzało się wielokrotnie, że ludzie widzący nie mogli podołać presji oceny, to byli głównie profesjonalni muzycy. Kiedy dostawali do zinterpretowania muzycznego symbol graficzny, nie byli w stanie pozwolić sobie na swobodę. To było dla mnie zaskakujące.

BK: Presja, by być profesjonalnym, sprawia, że boimy się kompromitacji?

PP: Tak, testy gry pokazały, że jesteśmy wytworami systemu edukacyjnego, który funkcjonuje na zasadzie „zarządzania wstydem”. Jesteśmy przyzwyczajeni do wykonywania poleceń, a towarzyszy temu negacja tego, kim jesteśmy w danym momencie. Cały czas wymaga się od nas, żebyśmy byli kimś lepszym, niż jesteśmy. Ta gra pokazała mi to bardzo wyraźnie. Dlatego uważam, że może się przydać nie tylko w pracy rewalidacyjnej. Możemy dążyć do radości przez użycie prostych narzędzi muzycznych, tutaj nie ma możliwości popełnienia błędu. Nie możesz zagrać źle. Pod obarczeniami kulturowymi jest w nas zdolność do czerpania radości ze spontanicznej twórczości. Jestem przekonany, że ta gra może pomóc w pozbyciu się wstydu.

 

BK: W jaki sposób?

PP: Nie musimy mieć instrumentów, ale nawet przedmioty codziennego użytku: kubki, papierki, klucze. Możemy też generować muzykę, klaszcząc, tupiąc, gwiżdżąc, wydając różne dźwięki. Kiedy to wymieniam, może się to wydać płaskie, ale w rzeczywistości powstaje coś niesamowitego. Nie przypominam sobie sesji testowej bez  huraganu śmiechu w jakimś momencie. A gdy pojawia się śmiech, wstyd znika. Gdy się bawimy, słyszymy siebie samych. Tworzymy zaskakujące rytmy i harmonie. Pojawia się uczucie odnajdywania siebie nawzajem z innymi ludźmi w akcie tworzenia muzyki. Nasze osobne „wyspy” mogą się spotkać. Wymykamy się definicjom, które z założenia są przemocowe. Jeśli grając, uważasz, że to, co widzisz na klocku, to „śnieg”, to grasz śnieg, dlaczego tak nie miałoby być?

 

fot. J. Subczyńska

fot. J. Subczyńska

W swoich poszukiwaniach inspiruję się środowiskiem pozamuzycznym. Alva Noto, (współpracownik i przyjaciel japońskiego kompozytora Ryuichiego Sakamoto), w wywiadzie, którego kiedyś udzielił, powiedział, że nigdy nie nazwałby siebie muzykiem, bo nie zna nut, nie ma wykształcenia muzycznego. Ale przecież znane nam pismo nutowe jest tylko konwencją, przyjętym powszechnie sposobem zapisu. A możemy się też posługiwać innym „alfabetem” – barwami, częstotliwościami dźwięków, różnicami temperatury itd.

To nie znajomość nut jest najważniejsza, ale spotkanie z drugim człowiekiem w procesie muzykowania.

 

BK: Ze względu na grupę docelową „Struktury” są grą dotykową. Co uruchamia w naszym umyśle dotyk?

PP: Architekt Juhani Pallasmaa napisał piękną książkę „Myśląca dłoń”. To on wymyślił tanie i  łatwe w produkcji, a jednocześnie dobre jakościowo domy dla trędowatych w Afryce. On kupił mnie jednym zdaniem, gdy opowiadał o częściach domu – że

 

„klamka to uścisk dłoni domu”.

 

Dużo miejsca poświęcił w swojej książce temu, jak nasz mózg się rozwija się dzięki temu, że mamy dłonie. Dłoń dotyka w sposób „rozumiejący”. Dłoń rozumie i potrafi wyrazić emocje. Istotą „Struktur” jest jej dotykowość, a to jest to, co nas łączy, a o czym często  zapominamy jako ludzie widzący. Reliefy na klockach muszą być tak zrobione, by zarówno osoba niewidząca, jak i ktoś o mniej wrażliwym zmyśle dotyku mógł je „odczytać” dłońmi.  Wychodzimy od wyobraźni i pracujemy nad tym, co sobie wyobrażamy, w taki sposób, żeby  jak najbardziej kreatywnie przełożyć obrazy na dźwięk. W tej grze nie chodzi o rozwijanie żadnych umiejętności, ale o uruchamianie tego, co w nas jest w danej chwili.

 

fot. J. Subczyńska

fot. J. Subczyńska

Przytoczę tu jeszcze poetę, którego poznałem dzięki mojej mamie, Seamusa Justina Heaneya. Pisał o „muzyce tego, co się dzieje”. Chciałbym usłyszeć muzykę tego, co się dzieje. Nie uczyć się czegoś nowego, ale dostrzegać muzykę w tym, co nas otacza. Jeśli idę przez miasto i nie myślę o tym, co muszę zrobić, ale słucham jego dźwięków, to układają się one w muzykę. Mamy grę, dzięki której możemy stać się znowu dziećmi i wrócić do zabawy. A zabawa, obok pracy, jest podobno czymś fundamentalnym dla rozwoju istoty ludzkiej.

I kolejna ważna rzecz: jak powiedział kiedyś Hogwood, muzyka nie jest sama w sobie etyczna, jest naczyniem, w którym umieszczamy swoje dusze, swoje emocje. Nie jest ważne, czego słuchasz, ale co to w tobie uruchamia. W filmie „Ostateczne rozwiązanie” mamy taką scenę, w której obecni słuchają muzyki Schuberta i wzruszają się przy niej, jednocześnie wymyślając i przygotowując metodycznie plan zagłady Żydów. Co z tego, że słuchali tej muzyki?

 

BK: Co dalej? Nadal sprawdzacie prototyp gry? Grupa docelowa nie jest zamknięta?

PP: Nie myślimy o komercjalizacji tego produktu. Chcielibyśmy utworzyć portal do wymiany tych dóbr dźwiękowych, które powstaną, żeby jak najwięcej osób miało do nich dostęp. Chcemy też pozyskiwać środki na to, żeby rozwijać ten nurt edukacji. Chcielibyśmy przetestować nasz pomysł, wypożyczając grę osobom przede wszystkim niewidzącym. Jest jeszcze wiele kwestii do rozwiązania, bo deficyt wzroku wiąże się też z innymi problemami, jak towarzyszące im czasem niepełnosprawności psychiczne. Planujemy więc opracować jeszcze inne warianty gry. Wzruszyło mnie, kiedy mój kolega powiedział, że wymyślił najlżejszy możliwy materiał, z którego klocki są wykonane. Kiedy zapytałem, dlaczego, odpowiedział:

 

„Gdybyśmy to kiedyś wysyłali do Afryki”.

 

 

Patryk Piłasiewicz – kontrabasista, dyrygent, kompozytor. Doktor habilitowany (dyrygentura) i adiunkt w Katedrze Jazzu Akademii Muzycznej w Poznaniu.  Od 2001 roku prowadzi Big Band Akademii Muzycznej w Poznaniu oraz realizuje własne inicjatywy artystyczne z pogranicza sztuk muzycznych i wizualnych. Bierze udział w konferencjach naukowo-artystycznych, prowadząc wykłady dotyczące związków muzyki z innymi dziedzinami twórczości (architektura, fotografia, film). Założyciel i prezes Stowarzyszenia Miłośników Twórczości Krzysztofa Komedy „Astigmatic”. Zdobył 1. Miejsce w Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim im. Krzysztofa Komedy (1997) oraz szereg nagród i wyróżnień na konkursach i festiwalach bigbandowych (Nowy Tomyśl, Bydgoszcz). Pomysłodawca i dyrygent projektu Skalpel Big Band. Od 2012 roku realizuje projekt upamiętniający udział Polaków w złamaniu szyfrów Enigmy. Artysta rezydent CK Zamek (2018).

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
2
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0