fot. Krystian Daszkowski, asystentka Magdalena Stawińska, na zdjęciu Mariolka Rebell

Nie namawiałam do morderstwa  

Kiedyś pod drzwiami mieszkania znalazłam kartkę z napisem „Zginiesz jak to zwierzę” i obok nogę świni całą we krwi. Od tego czasu zaczęłam nosić ze sobą gaz pieprzowy i co chwila odwracałem się, sprawdzając, czy ktoś mnie nie śledzi – opowiada drag performerka Mariolkaa Rebell.

Jakub Wojtaszczyk: Kto cię wyciągnął na scenę?

Mariolkaa Rebell: Moja drag matka, Christina Corpse! Wcześniej byłam znana z organizowania dragowych imprez w Punto Punto Club w Poznaniu. Wyszukiwałam osoby performujące i bookowałam występy. Jednak sama bałam się wyjść na scenę. Od początku śledziłam na Instagramie piękną lokalną Christinę. W tym czasie plotkowano, że nie lubi polskich pedałów i nie chce dla nich występować. A ja bardzo chciałam, by pojawiła się u nas. Dlatego, mimo plotek, napisałam do niej, a ona bardzo szybko… zgodziła się. Jej show było zajebiste, zresztą jak każde. Po występie długo rozmawiałyśmy w palarni.

 

Zbliżało się Halloween, a Christina Corpse jest ikoną tego święta.

Zaproponowałam jej kolejny booking. Zgodziła się na niego, ale pod jednym warunkiem – musiałbym z nią wyjść na scenę. Przeraziłam się, bo byłem przekonany, że nie umiem występować.

 

JW: Jednak dałeś się przekonać…

Mariolka Rebell fot. Krystian Daszkowski, asystentka Magdalena Stawińska

MR: Christina zaprosiła mnie do siebie na wino i przedstawiła plan na całe show. Spodobał mi się, bo nie było tam lip syncu, a to zawsze wydawało mi się najtrudniejsze [śmiech]. Występowaliśmy do takiego mrocznego śmiechu klauna, jak z horroru. Wcieliłam się w klauna z filmu „To”. Christina pomalowała moją twarz na biało, nałożyła dużą rudą perukę. Miałam na sobie strój „pajacyka” w paski i tiulową spódnicę. Kiedy pojawiłam się w Punto, wszyscy byli bardzo zdziwieni. Nie byli pewni, czy to na pewno jestem ja. Już na scenie, gdy usłyszałam muzykę i poczułam energię publiczności, występ poszedł z górki. Od tego show minęły już dwa lata.

 

JW: Wcześniej nie miałaś potrzeby występu?

MR: Miałam z tyłu głowy, że jeżeli chcę być pełnoprawną drag queen, to muszę mieć za sobą debiut sceniczny. Do tej pory wychodziłam w dragu do klubów, na imprezy. Pierwszy raz w 2018 roku, na Queer Night w ramach Pride Weeku organizowanego przez Grupę Stonewall.

 

Chciałam się przebrać i zobaczyć, jak ludzie na mnie zareagują na ulicy.

Byłem mega zaszokowany, gdy odzew był pozytywny, nie czułem, że jestem w niebezpieczeństwie. Jestem po kursach animacji dziecięcej, więc dla mnie wcielanie się w inną postać jest czymś naturalnym. Nie sądziłem, że ta silna wewnętrzna potrzeba znalezienia alter ego zostanie ze mną na tak długo.

 

JW: To znaczy, że Mariolkaa Rebell jest kimś innym niż Marek?

MR: Kiedyś tak było. Jednak od czasu, kiedy moi znajomi i przyjaciele zaczęli mówić do mnie właśnie per Mariolka, zrozumiałem, że nie ma już tego rozdzielenia. W pracy też jestem już tylko Mariolką, a mojej mamie, tej prawdziwej, zdarza się mnie tak nazywać [śmiech]. Marek pojawia się już tylko w sytuacjach urzędowych.

 

JW: Skąd taki pseudonim?

MR: Wziął się tak naprawdę z – za przeproszeniem – dupy. Mariolką nazwała mnie moja drag koleżanka Candy na jednej z imprez. Postanowiłem wykorzystać to imię podczas pierwszego wyjścia w dragu. Dodałem tylko podwójne „A”, bo moja postać jest anonimową alkoholiczką. Z kolei Rebell pochodzi od aktorki Rebel Wilson, która wciela się w Grubą Amy w filmie „Pitch Perfect”. Ma tam totalnie zlew na to, czy ktoś ją wyzwie od grubej, czy nie. A jak Mariolkaa zaczynała, to była troszeczkę tęższa.

 

JW: Christina Corpse nauczyła cię makijażu?

MR: Nie! Co mi moje kochane koleżanki w dragu zawsze wypominają, to to, że jestem drag queen, która  sama się nie maluje. Nie ukrywam tego, bo takich jak ja jest na świecie więcej. Make-up Mariolki jest zasługą mojej znajomej Ilonki, która robi świetną robotę.

 

JW: Czy po debiucie postać Mariolki Rebell uległa zmianie?

MR: Od tego czasu totalnie zmienił się mój styl. Z czasem, jak poznawałem kolejne drag osoby, coś dopełniałem, dodawałem, uczyłem się nowych stylizacji.

 

Mariolka Rebell fot. Krystian Daszkowski, asystentka Magdalena Stawińska

Na przykład na początku zakładałem wiele par rajstop, by stworzyć bardziej kobiece nogi. Teraz wybieram podarte kabaretki.

Podobnie z tuckingiem, czyli ukrywaniem swojego członka. Kiedyś się podklejałem, co nie było zbyt komfortowe. Dzisiaj zakładam kilka par majtek wyszczuplających i osiągam ten sam efekt. Dawniej byłem starą ciocią Mariolką z imienin, w sukience, peruce i biżuterii. Teraz jestem „ritch bitch”, która wychodzi bez peruki.

 

JW: Spora zmiana!

MR: Tak, znowu dzięki Christinie Corpse! W garderobie Punto, podczas jednej z edycji imprezy „Twój Drag Brzmi Znajomo”, założyłem wielkie kolczyki w stylu lat 90. i na moją, wtedy łysą, głowę miałem włożyć perukę. Wtedy podeszła do mnie matka i mówi: „Nie zakładaj, wyglądasz zajebiście”. Skoro ona tak powiedziała, to nie mogłem się jej sprzeciwić. 

 

JW: Na moment wróćmy do 2018 roku, czyli czasu twojego debiutu. Jak wtedy ma się społeczność LGBT+ w Poznaniu?

MR: To czas ciągłym zmian, które zapoczątkowała Grupa Stonewall. Powstawało wtedy bardzo wiele różnych inicjatyw, eventów, spotkań i to trwa do teraz. Mniej więcej w tym samym czasie otworzyło się wspomniane Punto, w którym zacząłem pracę jako event manager. Klub skupił się na dragowej scenie, a przez to Poznań stał się stolicą polskiego dragu. W Punto było bezpiecznie i swobodnie. Osoby w dragu miały tam swój dom, w którym były mile widziane. Tutaj nie traktowano ich jak dziwaków, przebierańców, tylko jak gwiazdy. Jeżeli ktoś do nich podchodził, to nie po to, by zaatakować, tylko by zrobić zdjęcie i porozmawiać. Dlatego osób w dragu zaczęło pojawiać się coraz więcej.

 

JW: Piątkowe i sobotnie imprezy w Punto dedykowane były właśnie drag performerom_kom…

MR: Tak. Sam zaprosiłem m.in. Kim Lee, Black Divę, Ka Katharsis, Betty Q, Filodendron Monsterę. Powstał też event Diva Night, podczas którego wystąpiłam z Christiną i jej mężem, berlińską drag queen, Antiną Christ. Cyklicznie prowadziłam też „Bingo”, które cieszyło się sporą popularnością. Jednak właścicielowi Punto marzyła się taka impreza, na którą ludzie będą bili się o wejściówki. Wtedy napisałem do Twojej Starej z pytaniem, czy chciałaby coś u nas zrobić.

 

Mariolka Rebell fot. Krystian Daszkowski, asystentka Magdalena Stawińska

Tak narodziła się wspominana impreza „Twój Drag Brzmi Znajomo”, która premierę miała w styczniu 2019 roku.

Tematem przewodnim były piosenki Lady Gagi. Ilość widzów przeszła nasze oczekiwania! Stara wybierała performerów. Natomiast ja przygotowywałam całe miejsce, scenę, garderoby, zajmowałam się wynagrodzeniami dla drag queens.

 

JW: Też współprowadziłaś samo show…

MR: Jak Stara zaczynała za dużo gadać i nie mogła „dobić do brzegu” swoimi monologami, to wychodziłam i rozpoczynałam występy [śmiech].

 

JW: Na scenie wbijałaś jej szpilę!

MR: Ta wredność była odgrywana. Ludzie kochają, kiedy dochodzi do rywalizacji między drag queens. Na pierwszym „TDBZ” nie mieliśmy ze Starą żadnego scenariusza, po prostu poszłyśmy na żywioł.

 

JW: Znałyście się wcześniej?

MR: Widziałam show Starej na jednym z Queer Night. Osobiście poznałam ją dopiero na jej solowym występie w Punto. Zawsze po show oddawałam mikrofon performerom i prosiłam, by powiedzieli parę słów o sobie. Osoby w dragu mnie za to nienawidziły [śmiech]. Niektóre mówiły tylko: „Siema!”. A Stara, jak dostała mikrofon, to nie mogła przestać lać wody. Zrozumiałam, że jako wodzirejka czuje się świetnie. Mnie zresztą konferansjerka wychodzi znacznie lepiej niż występowanie.

 

JW: Lubisz organizować imprezy, ale twoja kariera sceniczna rozwijała się na równi.

MR: Pewnie, jak już organizowałam, to zawsze chciałam też siebie wcisnąć.

 

W taki sposób widziałam szansę na rozwój mojego dragu. „TDBZ” był do tego dobrą okazją.

Co miesiąc, w piątek organizowaliśmy ten event. Tematy były różne: „Walentynki”, „Dzień Kobiet”, „Polskie divy i dziwy”. Coraz częściej zgłaszało się wiele młodych performerek, bo przed częścią główną, podczas której występowały zaproszone osoby, brały udział w „Lip Sync Battle”; mogły spróbować swoich sił w scenicznej walce między sobą. Zwycięzców wybierały oklaski publiczności. Przygotowane były nagrody.

 

JW: Punto zostało zamknięte. Z tego, co rozumiem, dobiła go pandemia. Ale klub już wcześniej zaczął mieć złą prasę. Wyszło na jaw, że właściciel nie płaci swoim pracownikom_czkom. Gwoli ścisłości: ty nie miałeś z tym nic wspólnego, prawda?

Mariolka Rebell fot. Krystian Daszkowski, asystentka Magdalena Stawińska

MR: W Internecie pojawiły się oskarżenia, że osoby występujące nie dostawały wynagrodzenia, co jest kłamstwem. To ja byłem odpowiedzialny za wypłaty. Zawsze miałem gotową pulę pieniędzy dla konkretnego performera. Raz była taka sytuacja, że nie uzbieraliśmy wystarczającej ilości pieniędzy, bo za mało osób przyszło na show. Wtedy umówiliśmy się, że do tego i tego dnia wynagrodzenie zostanie wyrównane. Jednak jeżeli chodzi o sprawy właściciela z pracownikami, to nie chcę wchodzić na te tematy. Sam zakończyłem współpracę z Punto.

 

JW: Wspomniałaś, że rozwój twojego dragu odbywał się przez występy. Masz swoje ulubione?

MR: Bardzo lubię mój debiut sceniczny. Ale też numer do zmiksowanego „Więziennego tanga” z musicalu „Chicago” z piosenką „Winna” Agnieszki Chylińskiej. Wychodziłam w pomarańczowym kombinezonie więziennym z tabliczką z napisem: Mariolkaa Rebell i ciągiem cyfr, jak przy zdjęciach po aresztowaniu. Występ rozpoczynałem od „Więziennego tanga”. Kiedy wchodziła „Winna”, zrzuciłem kombinezon. Pod spodem miałem pasiak-kieckę. Byłem też łysa.

 

JW: Jaka idea stała za tym numerem?

MR: Jest nawiązaniem do mojego występu na gali Mr. Gay Poland 2019, po którym otrzymałam bardzo duży hejt i którego konsekwencje ciągną się za mną do dzisiaj.

 

JW: Chciałabyś opowiedzieć o tym wydarzeniu?

MR: Miałam zaplanowany totalnie inny występ, ale w tym czasie abp Marek Jędraszewski wyzywał społeczność LGBT+ od „tęczowej zarazy”, którą należy pokonać. Bolało mnie to i chciałam wyrazić mój wkurw. Galę Mr. Gay Poland zapowiedziano na sobotę, a ja w piątek, pod wpływem impulsu, stworzyłam nowy numer. Chciałam pokazać, że nie jesteśmy zarazą, jesteśmy ludźmi! Na scenie wyszłam cała na biało. Zaczynałam lip synkiem do „Białej armii” Bajmu.

 

W kluczowym momencie wyciągnęłam zdjęcie Grupy Stonewall. To ona była moją tytułową armią, która pomoże nam przezwyciężyć homofobię. Kiedy wchodziła kolejna piosenka Beaty Kozidrak, „Lola, Lola”, zerwałam z siebie sukienkę.

Mariolka Rebell fot. Krystian Daszkowski, asystentka Magdalena Stawińska

Wtedy w numerze było słychać również słowa Jędraszewskiego: „Nie ma już czerwonej zarazy, ale jest tęczowa zaraza”. Uderzyłam się w serce, gdzie miałam ukryty woreczek ze sztuczną krwią, która wybuchła i rozlała się na mnie. Miało to pokazać, że słowa arcybiskupa mnie ranią. Wniosłam też na scenę gumową seks-lalkę z przyklejoną jego twarzą. Wbrew niektórym doniesieniom nie było żadnych seks dance’ów czy innych ekscesów. Trzymałam lalkę w ręku. Po tym, jak ponownie było słychać słowa o „tęczowej zarazie”, wbiłam w tył głowy lalki nożyczki, by wypuścić powietrze. Miało to pokazać, że za swoje słowa Jędraszewski poniesie konsekwencje, a jego kadencja dobiegnie końca. Następnie odrzuciłam lalkę i dalej występowałam. Jednak najprawdopodobniej wśród publiczności byli PiS-owcy z TVP, którzy uchwycili moment, gdy trzymam lalkę, a moja sukienka cała jest we krwi. Posądzono mnie o namawianie do nienawiści, morderstwa i o obrazę uczuć religijnych. Sprawa trafiła do prokuratury, a mnie zalała fala hejtu.

 

JW: Twój występ skojarzył mi się z show Katyi, jednej z uczestniczek 7. sezonu „RuPauls Drag Race”, które zostało zarejestrowane w filmie „The Queens”. Podczas niego wyrywa głowę kukle Donalda Trumpa. Ten numer, tak jak i twój, można odczytywać jako manifest skierowany przeciw homofobii, a nie nawoływanie do morderstwa. W Stanach potraktowano to jako wolność artystyczną, u nas wręcz przeciwnie…

MR: Tak, to zupełne absurd! Najbardziej bolał mnie hejt od społeczności LGBT+, która zamiast mnie bronić i chronić, jeszcze mocniej wbijała mi nóż w plecy. Pisano do mnie, jaka jestem beznadziejna, że działam na krzywdę innych nieheteroosób, chciano udowodnić, jaka jestem bezwartościowa, mówiono, że nie powinnam występować, bo się do tego nie nadaję. Z czasem, kiedy tłumaczyłam tym, którzy chcieli słuchać, o czym tak naprawdę był ten występ, zmieniali zdanie. Ale w mojej pamięci ten ból jest ciągle żywy.

 

JW: Twoja „Biała armia”, czyli Grupa Stonewall, kategorycznie odcięła się od tego występu…

MR: Tak, ale musieli to zrobić…

 

JW: Co masz na myśli?

MR: Dostałem wiadomość od jednej osoby ze Stonewall, która napisała, że Grupa oficjalnie musi potępić moje show, bo inaczej ludzie ich zjedzą. Jednak mam pamiętać, że zawsze mogę na nich liczyć, jeżeli będę potrzebować pomocy. I po czasie faktycznie udzielili mi wsparcia.

 

Gdy już wszyscy zapomnieli o występie z lalką, tuż przed ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi, dostałam wezwanie do prokuratury.

To był okres pandemiczny, miałem złamaną rękę i byłem bez pracy, przez co ledwo znalazłem pieniądze na bilet. Jednak pojechałem do Warszawy, bo inaczej zawieziono by mnie tam siłą. Kiedy wychodziłam z moją panią prawnik z zeznań, pod prokuraturą czekały na mnie media. Ledwo zamknęłyśmy drzwi, a w internecie już pojawiły się informacje, że jestem oskarżona, że postawiono mi zarzuty, co nie było prawdą! Totalnie wymęczony psychicznie pojechałem do garderoby świętej pamięci Kim Lee [jedna z ikon polskiego dragu, zmarł na COVID-19 w 2020 roku – przyp. K.W.], u której zawsze mogłem się wyżalić. Tym razem też się wygadałem, co mi trochę pomogło. Po powrocie do Poznania napisała do mnie Grupa Stonewall z propozycją darmowej porady psychologicznej, gdybym tylko jej potrzebował.

 

Mariolka Rebell fot. Krystian Daszkowski, asystentka Magdalena Stawińska

JW: Oprócz Kim Lee stanęła za tobą Jej Perfekcyjność [polska działaczka na rzecz społeczności LGBT+, performerka, wykładowczyni]. Napisała, że chciałaś pokazać swoją złość i bezsilność, a nie, że namawiałaś do ataku na kogoś.

MR: Oczywiście. Na szczęście wsparły mnie też moja matka, Christina Corpse, drag performerki Ka Katharsis i Filodendron Monstera. Reszta drag queens się odcięła. Zrozumiałam, że pisały do mnie tylko wtedy, kiedy potrzebowały bookingów w Punto. Wiesz, najgorsze było to, że podczas show widownia wiwatowała, a po nim mi gratulowano. Ale jak już napisała o mnie TVP, stałam się najgorsza. Natomiast za granicą mówiono o mnie, że odważnie sprzeciwiłam się Kościołowi. Dostałam nawet propozycje występów, które nie odbyły się przez pandemię.

 

JW: Od czasu gali Mr. Gay Poland 2019 minął już ponad rok. Twój występ przylgnął do ciebie jak łatka.  Co się od tego czasu zmieniło? Społeczność LGBT+ jest tobie na nowo przychylna?

MR: Nie do końca. Bezpowrotnie straciłam możliwość występu w niektórych klubach. Cały czas pamiętam hejt, który dostawałam w mailach, na Facebooku, Instagramie, a nawet telefonicznie. Pisano do mnie: „Cioto zapierdolona, już wiemy o tobie wszystko”, „Pedalsko-faszystowski kurwiszonie”, „Polska chrześcijańska wolna od zboczeń”, „Jebać was pedały wszystkich was trzeba powyrzynać jak świnie” [pisownia oryginalna] Kiedyś pod drzwiami mieszkania znalazłam kartkę z napisem „Zginiesz jak to zwierzę” i obok nogę świni całą we krwi.

 

Od tego czasu zaczęłam nosić ze sobą gaz pieprzowy i co chwila odwracałem się, sprawdzając, czy ktoś mnie nie śledzi.

Dlatego pewnego dnia zawiesiłam moje konta w social mediach i wyjechałem z Poznania. Tylko nieliczne osoby wiedziały, gdzie jestem. To były bardzo ciężkie chwile, ale też szkoła życia. Mam teraz twardą dupę.

 

JW: Dlaczego nie zgłosiłaś hejtu na policję?

MR: Hejt i groźby zostały zgłoszone na policję, ale nic w tym kierunku nie zrobiono.

 

JW: Po czasie jednak wróciłaś.

MR: Pomogła mi Filodendron Monstera, którą odwiedziłem we Wrocławiu. Powiedziałam, że nie mogę się poddać. Wzięła mój telefon i przywróciła moje konta w social mediach. Rozmawiałem też z Kim Lee. Namawiała mnie do powrotu, bo stwierdziła, że przecież Mariolkaa Rebell ma oddanych fanów, którzy ją kochają i to dla nich powinnam występować. Byłam przekonana, że ludzie nie będą chcieli mnie oglądać. Jednak postanowiłam przekonać się na własne oczy. W Punto zorganizowano „Bingo”, na którym się pojawiłam, ale wstydziłam się pokazać innym i zostałam na zapleczu. Wtedy właściciel klubu wyszedł do ludzi i zapytał, czy chcą, abym poprowadziła imprezę. Publiczność zaczęła wiwatować. Ponownie poczułam energię, którą pamiętałam z pierwszego występu z Christiną Corpse. Zdecydowanie wyszłam na scenę i tak już na niej zostałam.

 

Mariolkaa Rebell – drag perfromerka. Można ją spotkać w poznańskim klubie HaH, gdzie organizuje i prowadzi różne imprezy.