fot. Mariusz Forecki

O nas dla nas

Dla miejscowych ich język nie jest gwarą, to „ci inni” gadają gwarą, ci z sąsiedniej wsi. „My mówimy normalnym językiem” – twierdzą. Wszyscy tak myślimy.

BARBARA KOWALEWSKA: Czym zajmują się dialektolodzy?

JERZY SIEROCIUK: Odpowiem nieco przewrotnie. Dialektolog nie pyta rozmówcy, skąd pochodzi, bo słysząc w jego mowie regionalne cechy gwarowe, potrafi wskazać, skąd człowiek jest. Analiza języka może nam wiele o człowieku powiedzieć. Ważny jest słuch fonematyczny, a właściwość ta przydaje się chociażby w… kryminalistyce. Na podstawie nagrań głosu wprawdzie nie można nikogo skazać, ale można rozpoznać cechy języka i pomóc w śledztwie.

Kiedyś tu, w Poznaniu zwrócił się do mojego kolegi oficer ówczesnej milicji z prośbą o pomoc. Mieli tylko listy poszukiwanego z żądaniem okupu; wydawało się, że napisał to człowiek niewykształcony, bo były pełne błędów. Ale po analizie języka tych listów kolega wykazał, że tylko ktoś dobrze wykształcony mógł zrobić takie błędy, zresztą celowe, żeby zmylić śledczych. Dzięki tej analizie – nawet tekstu pisanego – dosyć dokładnie ustalono charakterystykę przestępcy i schwytano go.

 

O, to jesteśmy w powieści sensacyjnej.

To tylko skutek uboczny. Badamy gwary, bo to część niematerialnego dziedzictwa, zgodnie z konwencją UNESCO o ochronie dóbr kultury niematerialnej. Niestety, człowiek jest z natury materialistą i, gdy wygrzebie stary garnek na polu, to już prawie w regionie zakłada się muzeum, ale jak babcia mówi „mietła”, „kocieł”, to się babcię zamyka w „kómórce” (też wymowa gwarowa), bo to jednak wstyd. Ludzie nie rozumieją, że to cecha językowa, która ma ponad 1000 lat. Prawidła rozwoju polszczyzny dokumentują też formy „kóń”, „dóm” – wyśmiewane jako gwarowe. Mało kto wie, że w gwarach zachowało się wiele cech z historii języka polskiego, ale też języka prasłowiańskiego.

 

Wyjaśnijmy terminy „gwara” i „dialekt”.

Najkrócej – gwara to język mówiony, przekazywany ustnie z pokolenia na pokolenie. Ale to też nie jest takie proste. Dla miejscowych ich język nie jest gwarą, to „ci inni” gadają gwarą, ci z sąsiedniej wsi. „My mówimy normalnym językiem” – twierdzą. Wszyscy tak myślimy. Gdy przyjechałem do Poznania (pochodzę z Lubelszczyzny), wyłapywałem u kolegów gwarowe elementy. Odpowiadali: „Co się czepiasz? Przecież wszyscy tak mówią”. Nie mieli świadomości, co w ich języku pochodzi z gwary.

Język literacki, w odróżnieniu od gwary, ma skodyfikowaną gramatykę i spisane reguły. Kto ich nie przestrzega, robi błąd. W kontekście gwarowym nie ma błędów, bo to jest żywy język. Poza tym gwara to mowa niewielkiej grupy. Przy dużych wsiach można nawet zauważyć różnice na jej dwóch krańcach. Weźmy wielkopolską „hyćkę”: oznacza owoce czarnego bzu, ale gdzie indziej też krzak, a nawet potrawę – groch z kapustą.

Jerzy Sierociuk, Pracownia Dialektologiczna UAM

Jerzy Sierociuk, fot. Mariusz Forecki

Z kolei dialekt to zespół gwar tworzący grupę o określonych, wspólnych cechach językowych. W Polsce do niedawna było pięć dialektów – teraz mamy cztery, bo kaszubski ustawą sejmową został uznany za język regionalny. Gwary wielkopolskie nie mają cech mazurzenia i charakteryzują się inną niż w dialekcie mazowieckim fonetyką międzywyrazową – udźwięcznianie przed niektórymi głoskami, głównie samogłoskami. Na Mazowszu jest „brat matki”, a w Wielkopolsce: „brad matki”. Za Wisłą przyznają: „Śmierć i żona od Boga przeznaczona”, a po poznańsku to zabrzmi: „Śmierdzi żona od Boga przeznaczona”. Bo mamy tu właśnie udźwięcznienie przed „i”. Ludzie stąd nie są świadomi, że tak mówią.

 

Czy gwary pomagają zrozumieć historię języka?

Najpierw nie było języka pisanego, tylko właśnie gwary – języki mówione, które legły u podstaw języka literackiego, tyle że pewne cechy języka literackiego zmieniły się. Niektóre archaiczne formy pozostały jeszcze żywe właśnie w gwarach. Niektórzy uważają, że gwary zanikają pod wpływem mediów. Ale to nie tak.

Czasem podczas badań terenowych ze studentami rozmówczyni mówi: „jeszcze tylko ten odcinek serialu obejrzę”. Po pewnym czasie proszę rozmówczynię, żeby opowiedziała nam, co widziała. I okazuje się, że nigdy nie używa tego samego, „filmowego” języka. Mówi „po swojemu”. Ludzie nie przejmują w całości języka z telewizji, on się po prostu zmienia wraz z odchodzącymi pokoleniami. Dlatego trzeba odnotowywać słowa, nawet jeśli są to pojedyncze przypadki użycia. Gwara to wypadkowa mowy pojedynczych osób (tzw. idiolektów), bo nawet w jednej rodzinie mogą być różnice językowe.

 

W takim razie, na ile gwary są dzisiaj żywe?

To złożony problem. Niektórzy przyjmują, że gwary giną, ale to by zakładało, że były niezmienne. A przecież jeśli są przekazywane drogą ustną, to język musi być dostosowywany do codzienności. Jeśli życie na wsi się zmieniło, bo mamy elektryczność, samochody, to ci ludzie muszą inaczej wyrażać się na co dzień. Rolnik dzisiaj już nie mówi „naklepać kosę”, bo są już kombajny, a i on sam już nawet nie wie, jak tę kosę należałoby klepać.

Jerzy Sierociuk, Pracownia Dialektologiczna UAM

Wielkopolskie Słowniki Regionalne, Pracownia Dialektologiczna UAM, fot. Mariusz Forecki

 

Czy to znaczy, że pojawiają się nowe zjawiska w badaniach gwar?

Oczywiście, że tak. Podam przykład: istnieje przekonanie, że formy „glinianny”, „wełnianny” istnieją tylko w Wielkopolsce, a okazuje się, że są też w gwarach białoruskich oraz w dużym kompleksie gwar w okolicach Petersburga. Powstaje pytanie – jak to interpretować? To są tzw. archaizmy peryferyjne, czyli bardzo stare formy zachowane na peryferiach językowych. Wielkopolska może mieć dużo elementów starosłowiańskich.

 

Ludzie migrowali, szczególnie po II wojnie światowej, mamy tu sporo przesiedleńców ze Wschodu. Czy te gwary się mieszały?

To zależy gdzie. Ziemie zachodnie i północne to tak zwane nowe dialekty mieszane. Kiedy przesiedleńcy zjechali się z różnych stron, prowadzono badania nad rzekomą integracją językową, zakładając, że wygra język literacki. Okazało się, że ludzie dogadują się inaczej. Rozumieją inne gwary, ale mówią w swojej. Informatorzy mówią: wiem, że dla nich „wymborek” to wiadro, a po naszemu to „kubełko”. Jeśli nawet gwary się przenikają, to nie tak szybko, jakby się wydawało.

Można nawet zadać pytanie, co ma gwara Wielkopolski do Słowiańszczyzny? Była u nas studentka z Archangielska, która badała zagadnienie zakazów i nakazów związanych z ciążą i pogrzebem. Okazało się, że jest dużo wspólnych, archaicznych elementów, podobne zachowania potwierdzają też materiały z Ukrainy. Możliwe więc, że to, co zachowało się w kulturze tak odległych od siebie terenów, może pochodzić z okresu prasłowiańskiego.

 

To poszerza perspektywę.

Tak. Uważam, że zajmowanie się jakimś wąskim obszarem gwarowym to strata czasu. Grzebiemy w jednej piaskownicy, a nie wiemy, jaki u sąsiada jest piasek. Tymczasem kontakty między Słowianami pozwalają na porównania, poszerzają spojrzenie.

Jerzy Sierociuk, Pracownia Dialektologiczna UAM

Wielkopolskie Słowniki Regionalne, Pracownia Dialektologiczna UAM, fot. Mariusz Forecki

W Poznaniu zainicjowaliśmy cykl międzynarodowych konferencji koncentrujących się na wypracowaniu adekwatnej metodologii badań. Byłem inicjatorem utworzenia Komisji Dialektologicznej przy Międzynarodowym Komitecie Slawistów; wydajemy internetowy rocznik poświęcony dialektologii słowiańskiej „Gwary dziś”. Respektujemy zasadę, że każdy język słowiański jest ważny. Zależy nam bardzo na kontaktach ze środowiskiem slawistycznym. Tymczasem ministerstwo daje najwięcej punktów za publikacje po angielsku i z cytowanymi autorami anglojęzycznymi. Tylko kto z tych anglojęzycznych autorów zajmuje się gwarami słowiańskimi i rozumie je?

Próbujemy uzgadniać wspólną metodologię z badaczami w różnych krajach. To pozwala porównywać materiały i określić, jak była zorganizowana kultura nie tylko danego regionu, ale też dużych obszarów Słowiańszczyzny, jakie były zasięgi zjawisk i jak gwary się zmieniają. W Bułgarii koledzy podjęli pracę nad słownikiem gwarowym, proszą o konsultacje. Chcą porównywać sposób prezentowania materiału stosowany przez nas i w ośrodku leksykograficznym z Petersburga. To daje szerszą perspektywę i pozwala unikać błędów.

Pytamy o język, ale też o zagadnienia etnograficzne. Mówimy o językowo-kulturowej wspólnocie wsi. Dlatego oprócz notowania słów gwarowych fotografujemy wychodzące z użycia przedmioty.

 

Jaka jest historia dialektologii poznańskiej?

Dialektologia istniała na UAM od samego początku, przed wojną kierował nią docent Adam Tomaszewski. Nagrań zaczęto dokonywać tuż po wojnie, początkowo przy Instytucie Zachodnim. Dokumentowano głównie gwary pogranicza polsko-niemieckiego oraz badano zmiany fonetyczne w polszczyźnie. Do mniej więcej 1990 roku zebrano około 520 godzin nagrań, a dziś mamy ich ponad 3 tys., wszystkie zdigitalizowane.

Jerzy Sierociuk, Pracownia Dialektologiczna UAM

Jerzy Sierociuk, fot. Mariusz Forecki

W 1974 roku powstał Zakład Dialektologii Polskiej. Profesor Sobierajski i profesor Burszta (etnograf) wspólnie opracowali kwestionariusz do badania języka i kultury wielkopolskiej; tak powstał jedenastotomowy „Atlas języka i kultury ludowej Wielkopolski” – jedyny taki na terenie Słowiańszczyzny. Pod koniec ubiegłego wieku istniało ryzyko, że dialektologia poznańska przestanie istnieć. Odpowiedziałem na propozycję ówczesnego rektora i objąłem ówczesny Zakład Dialektologii Polskiej, późniejszą pracownię. Teraz jesteśmy zespołem trzyosobowym, mam dwoje doktorów, którzy są w trakcie habilitacji. Będzie więc komu przekazać pracownię.

Jak wygląda dziś zainteresowanie gwarami w regionie?

Mój zespół we współpracy ze środowiskami lokalnymi przygotowuje opracowania leksykograficzne słownictwa różnych regionów – Wielkopolskie Słowniki Regionalne. Kiedy pokazujemy je w terenie, ludzie mówią: „my też takie chcemy”. Starsi odchodzą i razem z nimi pewna kultura i warstwa językowa. Mówią: „Panie, jak my pomrymy, to tego nie będzie”. Powstają lokalnie, według zasady: „o nas dla nas”. Gdyby zrobić słownik gwar z całej Wielkopolski, to nikt nie chciałby tego czytać.

Coraz częściej też odbywają się w terenie konkursy dla dzieci i młodzieży, to dialog pokoleń. W Bukówcu Górnym koło Leszna, gdzie prowadzimy badania, coraz więcej młodzieży chce brać udział w tych konkursach. Jest pełna sala, przyjeżdżają ludzie z zewnątrz, chcą posłuchać. Jurorzy nie mają łatwo, bo wszyscy słyszą, czy ktoś dobrze powiedział, czy nie. Kiedyś było tak, że w ogłoszeniach parafialnych ksiądz zapowiadał: „za tydzień jest od piętnastej gwara, obowiązkowa, bo to jest nasze”.

 

Jak dzisiaj prowadzi się badania terenowe?

Mówię studentom, żeby rozmawiali z babciami. Potem są zdziwieni, że „o takich rzeczach mi mówiła!”. Młodzi przekonują się, ile starsi mają do powiedzenia. Do swoiście realizowanego dialogu pokoleń zapraszamy szkoły; w dialektologii brakuje bowiem „rąk do pracy”, do zbierania materiału w terenie. Na szczęście odpowiednio przygotowany przez nas kwestionariusz i dyktafon pozwalają dziś włączyć się w to różnym osobom. Mając nagranie, my, dialektolodzy, możemy potem weryfikować informacje językowe.

Jerzy Sierociuk, Pracownia Dialektologiczna UAM

Wielkopolskie Słowniki Regionalne, Pracownia Dialektologiczna UAM, fot. Mariusz Forecki

Trzeba uważnie notować każde słowo. Z wyrazami gwarowymi jest jak z ludźmi, jedne wyrazy mają szczęście i ktoś je zapisze, a inne nie. Studentka trafiła kiedyś na nazwę grzyba: „podróżniczek”, ale nie zapisała tego, bo „przecież wszyscy tak mówią”. To złudzenie. Może tutaj tak mówią, ale nie wszędzie. Jedni zbierają „kanie”, inni „sowy”, a to ten sam grzyb.

Nagrania są cenne, ale mamy teraz problem prawny z upublicznianiem dokumentacji. Nie możemy też zabiegać o granty na ten cel, bo one zakładają właśnie upublicznianie.

Dlaczego nadal nagrywacie?

To materiał do badań dla kolejnych pokoleń. Jeśli nikt tego dziś nie zrobi, za pięćdziesiąt lat nie będzie czego badać. Poza tym nie można traktować tak samo materiału zbieranego kilkadziesiąt lat temu i dzisiaj. Dlatego przy każdym notowanym wyrazie podajemy datę zapisu, żeby obserwować proces zmiany gwar w czasie.

Wszystkim zainteresowanym polecamy internetowy przewodnik po dialektach polskich i zapraszamy do współpracy przy badaniach terenowych: dialektologia.uw.edu.pl

 

Tekst ukazał się 26 października w dodatku Kultury u Podstaw do „Głosu Wielkopolskiego”, który można pobrać w zakładce naczytnik.

 

JERZY SIEROCIUK – profesor, językoznawca, kierownik Pracowni Dialektologicznej UAM w Poznaniu. Jego zainteresowania naukowe to polska dialektologia i folklorystyka na tle słowiańskim oraz specyfika gwar wielkopolskich. Organizator międzynarodowych konferencji i serii wydawniczej „Gwary dziś” oraz redaktor naczelny internetowego rocznika slawistycznego o tym samym tytule. Członek Komisji Słowotwórczej oraz Komisji Dialektologicznej przy Międzynarodowym Komitecie Slawistów.