fot. Klaudyna Schubert

Ocalić Friemanna od zapomnienia

„Dla mnie Witold Friemann to postać niezwykła. Mimo wszelkich przeciwności losu, tułaczki, niemożności bycia w miejscu, w którym chce się być, odnajdywał siłę, by komponować tak piękne utwory” – mówi wybitna poznańska klarnecistka Barbara Borowicz.

SEBASTIAN GABRYEL: Miesiąc temu ukazał się twój nowy album „Witold Friemann – Works for Clarinet & Piano”, nagrany z Markiem Szlezerem. Nie mieliście obaw mierzyć się z twórczością tego wielkiego, a jednocześnie wciąż nieodkrytego kompozytora?

BARBARA BOROWICZ: Obaw? Absolutnie nie! Czułam ogromną ekscytację z faktu, że mogę zagrać utwory, które od lat czekają na swojego pierwszego interpretatora. Z niecierpliwością wyczekiwałam każdego dnia próby z Markiem, by usłyszeć, jak brzmi ta muzyka grana na dwóch instrumentach. Ćwicząc sama, miałam w uszach jedynie partię klarnetu. Nie miałam wątpliwości, że muzyka klarnetu i fortepianu będzie świetna. Po prostu czułam to!

 

Dorobek Friemanna to około 1300 utworów solowych, kameralnych i orkiestrowych. Jak pokazała to również wasza płyta, to kompozycje, które mają różnoraki potencjał – wykonawczy, wydawniczy. Dlatego zastanawiam się, dlaczego dzieła mistrza z Konina w ogóle trzeba przypominać. Waszym zdaniem za taki stan rzeczy odpowiadają pewne „wydarzenia historyczne i wybory życiowe kompozytora”. O czym mowa?

Witold Friemann był człowiekiem bardzo dobrze wykształconym, co wpływa na wartość jego dzieł. Studiował kompozycję i instrumentację pod kierunkiem doskonałych polskich kompozytorów: Zygmunta Noskowskiego i Romana Statkowskiego, a także grę na fortepianie u Aleksandra Michałowskiego. Następnie dokształcał się u niemieckiego kompozytora Maxa Regera i pianisty Josefa Pembaura w Lipsku.

 

Gdyby nie wybuch I wojny światowej, który przerwał jego działalność koncertową, być może mówilibyśmy dzisiaj o nim „najlepszy polski pianista”.

Pamiętam, że gdy pierwszy raz rozmawiałam z wnuczką kompozytora, panią Haliną Blezień-Białobrzeską, od razu podkreśliła, że Friemann był znakomitym pianistą i jego partie fortepianu nie należą do najłatwiejszych. Nie bez powodu wybrałam więc do współpracy Marka Szlezera.

Barbara Borowicz, Witold Friemann

Barbara Borowicz, fot. Klaudyna Schubert

Dla mnie Witold Friemann to postać niezwykła. Mimo wszelkich przeciwności losu, tułaczki, niemożności bycia w miejscu, w którym chce się być, odnajdywał siłę, by komponować tak piękne utwory. Z pewnością jego wydarzenia życiowe spowodowały, że oprócz głębi emocjonalności, romantycznego patosu w jego utworach wyraźnie słychać inspirację muzyką polską, charakterystycznymi rytmami i formami muzycznymi – to wszystko tworzy indywidualny styl kompozytora.

Friemann przelewał swoje myśli, uczucia i emocje na papier i to wystarczyło, by czuł satysfakcję. Nie zależało mu na sławie, nie zabiegał o wykonywanie swoich utworów – być może dlatego do dzisiaj pozostaje kompozytorem zapomnianym…

 

Odpowiadałaś za selekcję kompozycji, które finalnie znalazły się na płycie. To musiało być szczególnie trudu wyzwanie. Jakim kluczem kierowałaś się przy doborze utworów?

Szczerze mówiąc, gdyby wszystkie dzieła klarnetowe Friemanna zmieściły się na jednej płycie, to z pewnością wszystkie bym je nagrała [śmiech], bo są świetne, ale to nie było możliwe. W polskiej literaturze klarnetowej XX wieku dominują miniatury instrumentalne, dlatego też przede wszystkim zależało mi na nagraniu kompletu sonat i większych cyklów utworów, gdyż w moim odczuciu dzieła te znacznie wzbogaciły repertuar na klarnet i fortepian. Zależało mi na pokazaniu kunsztu kompozytorskiego Friemanna oraz podkreśleniu jego fascynacji polską muzyką narodową, którą wyraźnie słychać w wybranych kompozycjach.

Barbara Borowicz, Witold Friemann

Barbara Borowicz (klarnet) i Marek Szlezer (fortepian), album „Witold Friemann – Works for Clarinet & Piano”, DUX 2019

 

Co najbardziej fascynuje cię w twórczości tego kompozytora? Na czym polega jego wyjątkowość?

Może – mam nadzieję – utwory brzmią łatwo i przyjemnie dla słuchacza, ale zastosowane przez Friemanna zwroty melodyczne, rozwiązania funkcyjne, harmonia, nie są banalne, nie są oczywiste.

 

W jego twórczości fascynuje mnie połączenie pierwiastka romantycznego z elementami charakterystycznymi dla muzyki polskiej. Tego właśnie szukałam w repertuarze polskiej muzyki klarnetowej!

W rękach trzymałam rękopisy kompozytora, niektórych nikt przede mną nie dotykał, nie wszystkie utwory klarnetowe miały wyodrębniony głos klarnetu, była tylko partytura bez przetransponowanej partii klarnetu, co świadczy o tym, że nikt wcześniej nie grał tych dzieł. Impulsem do nagrania płyty było otrzymanie stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury. Czy to nie niesamowite, że właśnie dziś możemy ich słuchać?

 

Jakim współpracownikiem jest Marek Szlezer? Wasza muzyczna przygoda znajdzie kontynuację?

Jak już wspomniałam wcześniej, Marek to znakomity pianista. Interpretując wspólnie muzykę Friemanna, staraliśmy się jak najwierniej oddać intencje kompozytora, piękno muzyki i naszych instrumentów. W chwili obecnej skupiamy się głównie na promocji płyty i postaci Witolda Friemanna, więc z pewnością nasza muzyczna przygoda będzie kontynuowana.

Barbara Borowicz, Witold Friemann

Barbara Borowicz, fot. Bartosz Ormanty

 

Możesz pochwalić się koncertami na pięciu kontynentach, grałaś choćby w Sydney Opera House i Royal Concertgebouw. Zawsze ciekawi mnie, co czuje muzyk, kiedy stoi na scenie w takich miejscach i cała publiczność koncentruje się tylko na nim.

Pamiętam dzień, kiedy stanęłam przed gmachem Sydney Opera House… Sam budynek z zewnątrz wywarł na mnie ogromne wrażenie, a w środku zachwyciła mnie akustyka. Należy dodać, że zarówno Sydney Opera House, jak i Royal Concertgebouw w Amsterdamie, to cenione miejsca z tradycją, w których czuje się ducha wielkich mistrzów, być może dlatego też wywołują emocje. Szczególnie dumna jestem z faktu, że w obu salach zabrzmiała muzyka klarnetowa polskich kompozytorów.

 

Jesteś znaną propagatorką muzyki polskiej. Na jakich zapomnianych kompozytorach z Polski – oprócz Witolda Friemanna – powinniśmy się skupić?

W polskiej literaturze jest jeszcze mnóstwo do odkrycia. Chciałabym, żebyśmy doceniali naszych polskich twórców i ich dzieła, bo niestety często jest tak, jak w znanym przysłowiu – „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Jestem w trakcie realizacji krótkich filmów o polskich kompozytorach, których ideą jest przybliżenie twórczości postaci mniej znanych, a wartościowych. Razem z pianistką Anną Miernik, współtwórczynią projektu, nazwałyśmy go „Polskie Muzyczki”. 

 

Nie mogę nie zapytać o „Harlekina”. Jakie miejsce w twojej działalności zajmuje ten projekt?

Szczególne! „Harlekin” Karlheinza Stockhausena to utwór wyjątkowy, gdzie poza dźwiękami w partyturze znajdują się uwagi dotyczące gry aktorskiej i ruchu scenicznego. Utwór stawia przed klarnecistą ogromne wymagania, nie tylko ze względu na trudną partię instrumentalną, ale też na konieczność gry na instrumencie w ruchu i różnych pozycjach, czy to stojąc na jednej nodze, czy skacząc, niemal przez 50 minut. Oczywiście wszystko trzeba zagrać z pamięci. Ja chyba po prostu lubię wyzwania [śmiech].

Barbara Borowicz, Witold Friemann

Barbara Borowicz, fot. Klaudyna Schubert

 

Urodziłaś się w Poznaniu, jednak obecnie mieszkasz w Krakowie. Nie żal ci było wyjeżdżać? [śmiech]

Do Krakowa wyjechałam na studia muzyczne, moje losy tak się potoczyły, że znalazłam tutaj swoje miejsce, ale jestem poznanianką i zawsze nią będę. Nawet w Krakowie jem pyry z gzikiem [śmiech].


BARBARA BOROWICZ – klarnecistka, urodziła się w 1988 roku w Poznaniu. Jako solistka i kameralistka występowała na pięciu kontynentach, m.in. w Australii, Nowej Zelandii, Republice Południowej Afryki, Austrii, Armenii, Włoszech, Hiszpanii, Gruzji i na Węgrzech. Grała w prestiżowych salach koncertowych, takich jak Sydney Opera House czy Royal Concertgebouw.

Jest laureatką wielu nagród na międzynarodowych konkursach muzycznych, m.in. w Polsce, Luksemburgu, Grecji, Słowenii, Włoszech, Serbii, Litwie i na Ukrainie. Szczególne miejsce w jej repertuarze zajmuje muzyka polska, którą promuje w kraju i za granicą, dokonując także licznych prawykonań utworów kompozytorów polskich.