fot. Wojtek Korpusik, na zdjęciu Katarzyna Nowicka

Od folkloru nigdy nie ucieknę!

„Wielkopolska to wciąż nieodkryte bogactwo strojów, muzyki i tańca. To nie tylko Bambrzy i stroje szamotulskie, lecz przede wszystkim ludzie dzielący się swoją pasją i reinterpretacją tradycji” – mówi Katarzyna Nowicka, jedna z tegorocznych stypendystek Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Sebastian Gabryel: Co poczułaś, kiedy dowiedziałaś się, że otrzymałaś stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury?

Katarzyna Nowicka*: Choć może wydawać się to banalne, byłam bardzo zaskoczona, wręcz nie mogłam w to uwierzyć! Pamiętam, że tego dnia mój poranek zaczął się fatalnie.

 

Kiedy na telefonie pojawiła się wiadomość „Gratulacje…”, z początku pomyślałam, że to od jednego z dyskontów spożywczych, który właśnie zawiadamia mnie o jakiejś błahej wygranej.

Po chwili, po doczytaniu wiadomości do końca, pojawiła się duma i niewypowiedziane szczęście, ponieważ moja pasja i prawdziwa miłość do folkloru, które jakiś czas temu przerodziły się w życiową drogę, zostały docenione. Teraz jestem już pewna, że od folkloru nigdy nie ucieknę.

 

Katarzyna Nowicka fot. Przemysław Obarski

SG: W swoim fotograficznym projekcie mierzysz się z szeregiem mitów narosłych wokół folkloru. O jakich mowa przede wszystkim?

KN: Dla etnomuzykologa to temat rzeka, niemniej wydaje mi się, że ówczesna koncepcja folkloru to podział bardzo dualistyczny – albo jesteśmy orędownikami tradycji in crudo i folkloru autentycznego, albo jego stylizacji i nadinterpretacji. Często trudno jest w tym wszystkim znaleźć złoty środek.

 

Wyrosłam w zespole pieśni i tańca.

Praktycznie wychowałam się na wyidealizowanych wzorcach folkloru – pięknych uśmiechach, doczepianych warkoczach, widowiskach. Jednak na swojej drodze spotkałam ludzi, którzy pokazali mi folklor z zupełnie innej strony. Mam w głowie taką piękną historię, kiedy wraz z zespołem pojechaliśmy do jednej ze wsi nieopodal Opoczna, by kupić oryginalne stroje ludowe. Gdy kupowaliśmy jeden z nich, starsza pani ze łzami w oczach opowiedziała mi historię, jak brała w nim ślub. Była szczęśliwa, że przekazuje go osobie, która będzie nosić go z dumą i pamiętać o jej historii.

 

Jest jeszcze jeden mit, który często bezwiednie powielamy – folklor sytuujemy jako coś przeszłego, a nawet zaprzeszłego.

Myślimy o starszych paniach z kół gospodyń wiejskich z wiankami na głowach. Z drugiej strony, myślę, że stajemy się coraz bardziej otwarci na folklor w ujęciu pokoleniowym. To dotyczy zarówno naprawdę małych szkrabów, którym mam przyjemność przekazywać swoją wiedzę i pasję, jak i osób starszych, od których sama czerpię inspirację.

 

SG: No właśnie, nieraz słyszałem opinię, że folklor od lat sam „kręci na siebie bicz”, bo uparcie nie chce dostosować się do współczesności. Jedni się z nią zgodzą, a ja sceptycznie odpowiedziałbym pytaniem – czy takie próby w ogóle podejmować powinien? W końcu często kończyły się na karykaturze…

Katarzyna Nowicka, fot. prywatne archiwum Katarzyny Nowickiej

KN: Myślę, że choć coraz częściej uciekamy do tego, co dalekie i najbardziej znane, to pandemia pokazała nam, że to, co bliskie, wciąż jest przez nas nieodkryte. Folklor ma różne oblicza, jest studnią bez dna. I mówię tu o całym jego bogactwie – przestrzennym, regionalnym, obyczajowym, obrzędowym, strojów, muzyki i tańca. Folklor nie powinien dostosowywać się do współczesności, bo to nie tylko materia przeszłości. On – paradoksalnie – dzieje się również dziś. Co prawda, na co dzień nie nosimy ludowych strojów, choć mi czasem się zdarza, ale ciągle tworzymy go na nowo. Musimy czerpać z tradycji – pamiętać o wzorcach przeszłości i być im wiernym – jednak możemy ją reinterpretować. W tym momencie należy pamiętać, że zawsze trzeba patrzeć głębiej niż tylko przez pryzmat ładnej melodii czy oryginalnego haftu. Najważniejsza staje się więc umiejętność odczytywania pewnych znaków kulturowych i kodów komunikacyjnych. Chęć odnalezienia źródła i pierwotnego przekazu.

 

SG: Kiedy dwa lata temu rozmawiałem z Pawłem Zawadzkim, współtwórcą Kuźni Tradycji przy Zespole Folklorystycznym „Wielkopolanie”, powiedział, że jego zdaniem szalenie ważne jest, „by odbiorca był świadomy tego, czym jest folklor – kiedy kończy się autentyzm, a kiedy zaczyna jego swobodna adaptacja dla celów estradowych”. Jak to widzisz ze swojej perspektywy?

KN: Dlatego tak ważna wydaje się być edukacja już od najmłodszych pokoleń. Dzięki studiom na Akademii Muzycznej jeszcze bardziej zrozumiałam, jak mylne spojrzenie na folklor mają osoby choćby profesjonalnie związane z muzyką. Kiedy na jedne z zajęć mieliśmy przygotować konspekt lekcji o tańcach narodowych, jednej ze studentek za wzór posłużyły tańce w wykonaniu jednego z najbardziej znanych polskich zespołów pieśni i tańca. Nie mówię, że to źle, ale musimy pokazać folklor również od tej drugiej, równie pięknej strony.

 

Uświadamiać, że kiedyś na wsi, w chacie, bez końca wirowało się w rytmie oberków wygrywanych przez kapele ludowe. I to właśnie w tym transie chciano się zatracać.

Nie było szansy na podnoszenie, bo by kobita głową o sufit uderzyła! I ta, wydawać by się mogło, prosta muzyka, towarzyszyła tym ludziom na co dzień. Od zwykłej codzienności po lawirowanie między światem sacrum a profanum.

 

Katarzyna Nowicka, fot. Dominika Toboła

Musimy też mieć świadomość, że najlepsi skrzypkowie grywali oberki w takich skalach muzycznych i w tak różnorodnym metrum, że współcześni muzycy nie zawsze nawet są w stanie przyswoić i zaadaptować ten rodzaj gry i sposób myślenia o muzyce.

Podałam tu przykład muzyczny, ale można to przenieść również na grunt tańca czy strojów ludowych. Choć w swojej szafie mam sporą kolekcję strojów, to mam też coraz większą świadomość tego, że kiedyś ten jeden, wypieszczony, pięknie wyhaftowany strój był nie tylko odświętnym kostiumem, lecz również symbolicznym znakiem przynależności – regionalnej, majątkowej czy cywilnej. Jeżeli my, instruktorzy, nie będziemy potrafili pokazać, jak właściwie czerpać z tradycji, to ta granica pomiędzy „autentyzmem” a „swobodną adaptacją dla celów estradowych” będzie dla nas bardzo nikła, a może nawet niezauważalna. 

 

SG: W „Raporcie o stanie tradycyjnej kultury muzycznej” pod redakcją Weroniki Grozdew-Kołacińskiej, wydanym w 2004 roku przez warszawski Instytut Muzyki i Tańca, czytamy, że sytuacja folkloru pogorszyła się „w dobie kryzysu politycznego i gospodarczego lat osiemdziesiątych”. Kryzysy minęły, a problemy folkloru pozostały. Czy twoim zdaniem to po części smutny skutek zaniechania choćby w kwestii, nazwijmy to, „odgórnej” popularyzacji folkloru?

KN: Według mnie sytuacja folkloru pogorszyła się tuż po wojnie, kiedy zaczął mieć wymiar socrealistyczny, będąc niejako odpowiedzią na tamten trudny czas. Jednak wraz z pojawieniem się takich osób jak choćby Andrzej Bieńkowski, zaczynaliśmy odkrywać mistrzów tradycji. Powstało mnóstwo festiwali, takich jak warszawskie Wszystkie Mazurki Świata. Tam widać międzypokoleniowość i to, że tradycja jest niesłabnącym źródłem inspiracji również dla kolejnych generacji. Oprócz tego, tak jak wspomniałam wcześniej, by popularyzacja folkloru była skuteczna, to trzeba pokazać ferwor jego barw. To jak z kiecką łowicką – jest piękna sama w sobie, zachwyca każdą nicią, haftem i cekinem, ale cały swój „wachlarz” otwiera przed nami, dopiero kiedy wiruje w zamaszystości transu tańca.

 

SG: Sama folklor postrzegasz przede wszystkim jako „zjawisko”. Co dzieje się w jego środku?

KN: Choć entuzjastów polskiego folkloru ciągle przybywa, to niestety, odchodzą od nas ci, którzy tradycję mieli po prostu w krwi. Choć do folkloru mam ogromną pasję i jestem wykształcona w jego zakresie, to wiem, że wyrosłam na wzorcach miejskich i folklor był moim odkryciem, a nie codziennością.

 

Katarzyna Nowicka, fot. Wojtek Korpusik

W samym środku zjawiska folkloru, wśród etnomuzykologów, etnologów, choreografów, instruktorów, jak i mistrzów tradycji czy wykonawców, kłębi się mnóstwo dyskursów o to, w jaki sposób powinno się interpretować folklor współcześnie.

Często stajemy gdzieś na granicy terminologicznej pomiędzy folklorem a folkloryzmem. I choć dla wielu badaczy to właśnie folkloryzm wydaje się mieć charakter pejoratywny, ponieważ utrudnia istnienie tradycji w jej wersji in crudo, to dla mnie umiejętność odczytania znaczeń różnorodności i wielości wpływów pozwala folklorowi nie tylko istnieć współcześnie na wielu polach artystycznej eksploatacji, ale też reinterpretować go w odniesieniu do naszej codzienności, nie ograniczając go tylko do przeszłości.

 

SG: Zjawiska kulturowe tworzą ludzie. Obecnie jesteś instruktorką w dwóch zespołach pieśni i tańca. Co warto o nich powiedzieć – nie tyle w kontekście ich historii, ile przede wszystkim energii, jaką wzajemnie od siebie w nich czerpiecie?

KN: Mam to szczęście, że pracuję w dwóch, w zasadzie zupełnie odmiennych zespołach. Pierwszy to ten, w którym się wychowałam [Zespół Pieśni i Tańca „Płomienie” – przyp. red.]. Wiążą mnie z nim wspomnienia z dzieciństwa oraz mnóstwo wspaniałych chwil na warsztatach, wyjazdach, festiwalach. To tam spotkałam swoich największych przyjaciół, z którymi w tym roku będę bawić się na swoim weselu.

 

W tym zespole przekazuję najmłodszym swoją radość z tańca. I choć jestem w nim tylko instruktorem tańca ludowego, to staram się pokazać im świat folkloru nie jedynie przez pryzmat kroków, ale również historii.

Katarzyna Nowicka, fot. Wojtek Korpusik

Przy wprowadzaniu kolejnych elementów wyjaśniam im pewne aspekty, które kiedyś, dla tańczących w wiejskiej izbie, były czymś oczywistym. Z kolei w Zespole Pieśni i Tańca „Siekieracy” jestem nie tylko instruktorem tańca ludowego, ale też kierownikiem artystycznym formacji. Nasza grupa jest zdecydowanie mniejsza, lecz dzięki temu możemy lepiej się poznać, tworzyć wspólnotę i wzajemnie się inspirować. Oni uczą mnie szacunku do tradycji, do siebie i innych, a ja staram się wypełniać nasze zajęcia pasją, energią i uśmiechem. Choć z początku bardzo obawialiśmy się tej pokoleniowej różnicy, to teraz widzimy, że jest ona nie tyle naszą przeszkodą, ile pomostem łączącym dwa, wydawać by się mogło, odmienne światy.

 

SG: Na jakim etapie swojego projektu znajdujesz się obecnie i jak zamierzasz go prezentować?

KN: Aktualnie wybieram ostatnich kandydatów, którzy nie tylko zaprezentują się przed obiektywem, ale opowiedzą o swoich przeżyciach i przywołają swoje związane z folklorem wspomnienia. Niedługo zaczynamy też zdjęcia z osobami, które do projektu zostały już zaangażowane. Jego zwieńczeniem będzie wystawa fotograficzna, która wypełni Poznań międzypokoleniową radością zrodzoną ze wspólnej pasji, choć odmiennych mikroregionów Wielkopolski. W zasadzie moim założeniem było pokazanie pewnego rodzaju dyskursu pomiędzy wspólną pasją różnych pokoleń a odmiennością charakterologiczną i regionalną. Bo warto pamiętać, że Wielkopolska to wciąż nieodkryte bogactwo strojów, muzyki i tańca. To nie tylko Bambrzy i stroje szamotulskie, lecz przede wszystkim ludzie dzielący się swoją pasją i reinterpretacją tradycji.

 

*Katarzyna Nowicka – Kujawianka, która zdecydowała się na studia w Wielkopolsce. Jest już absolwentką poznańskiej etnologii (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza) i publicystyki muzycznej (Akademia Muzyczna im. Ignacego Jana Paderewskiego), ale kończy jeszcze studia z zakresu teorii muzyki (AM). Swoją taneczną pasję realizuje poprzez uczestnictwo w krakowskiej edycji Kursu na Instruktora Tańca Ludowego. Zafascynowana polskim folklorem, związana jest z Zespołem Pieśni i Tańca „Płomienie” oraz Zespołem Pieśni i Tańca „Siekieracy”. Publikuje artykuły z zakresu muzyki, tańca i etnologii na łamach portalu kultura.poznan.pl, miesięcznika „IKS” oraz portalów dudziarze.pl i jazzpress.pl. Zajmuje się również fotografią. Przed jej obiektywem najczęściej pojawiają się pasjonaci folkloru, fotografowani w swoim naturalnym środowisku.