fot. Marta Baszewska (fotoedycja)

Ostatni żart Tymfa

W XVII wieku był znanym i cenionym mincerzem. W trudnych wojennych czasach – za panowania Jana Kazimierza – Niemiec z Meklemburgii nieraz ratował budżet Rzeczypospolitej przed katastrofą. Degradując wartość bitego pieniądza, grubo jednak przesadził. Przypłacił to karierą.

„Dobry żart tymfa wart” – mawiano już w XVII wieku w Wielkopolsce, przywołując postać wywodzącego się z Niemiec mincerza. Chodziło o popularną wówczas monetę, która znajdowała się w obiegu za sprawą Andrzeja Tymfa (Tympe, Timpf, Tympf – tak wówczas zapisywano), pochodzącego z Dolnej Saksonii.

Tymf przyszedł na świat prawdopodobnie w Rostocku (data urodzin nie jest znana), tam też wyuczył się sztuki mincerskiej od swojego ojca, Samuela. Potem zdobywał doświadczenie jako mincmistrz w mennicy w Lüneburgu, a następnie w Stade.

Do Polski wezwał go (i zapewne zarekomendował na dworze króla Jana Kazimierza) podskarbi koronny Bogusław Leszczyński. Z polecenia Leszczyńskiego osiadł najpierw w 1650 roku w przygranicznej Wschowie. Uruchomił tam nieczynną od 1610 roku mennicę, po czym wznowił działalność drugiej fabryki pieniądza – w Poznaniu (ta mennica nie biła pieniędzy od 1627 roku) i przeniósł się do tego miasta w 1651 roku.

TYMF W KRÓLEWSKIM PLANIE

Przybycie Andrzeja Tymfa do Wielkopolski zbiegło się z przeprowadzaną w Rzeczpospolitej reformą menniczą. 16 maja 1650 roku Sejm przyjął nową ordynację w tej sprawie. Ponieważ Polska była wówczas zasypywana przez drobne monety obcego pochodzenia, a traciła stare, wartościowe bilony, należało jak najszybciej uruchomić bicie własnej, drobnej monety, za to wysokiej próby – wyłapując z rynku małowartościowe, często i fałszywe drobne monety z zagranicy.

W myśl ordynacji sejmowej przekucie każdej grzywny czystego srebra miało dać 20 i 1/3 grosza dochodu, co miało pokryć koszty fabryczne. Wówczas w obiegu po raz pierwszy pojawiły się miedziane szelągi wartości 4 groszy.

Wielkopolskie mennice we Wschowie i Poznaniu – administrowane przez Tymfa – miały w tym wydatnie pomóc. W obu bił on duże ilości monet srebrnych i złotych oraz drobnych szelągów. Dla odróżnienia wyrobów z obu fabryk na monetach wschowskich, znaczonych literami MW (moneta wschoviensis) wybijał popiersie królewskie w laurze, a na poznańskich (znaczonych własnymi inicjałami AT) – popiersie króla w koronie. 

NAGRODA ZA WIERNOŚĆ

Mennica, źródło: cieszyn.pl

Rychło okazało się, że dzierżawa obu mennic nie przynosi mu jednak spodziewanych zysków. Kiedy na dworze wielkiego elektora pruskiego w Królewcu zmarł tamtejszy mincmistrz, Tymf podjął starania o nowy angaż. Lepszy w tej rywalizacji okazał się jednak Krzysztof Melchior z Królewca. Wobec tego zaradny Tymf zaczął się zastanawiać, jak poprawić warunki dzierżawy mennic w Poznaniu i Wschowie.

Za sprawą starań jego i mistrza Krzysztofa Guttmana z Bydgoszczy (dzierżawcy tamtejszej mennicy) w 1654 roku Sejm przyjął nową uchwałę, anulującą postanowienia poprzedniej. Jej zapisy oznaczały zgodę na bicie w Polsce masowej monety o niższej wartości (zawartości) srebra.

Nowa uchwała nic jednak Tymfowi nie dała, bo rok później nastąpił potop szwedzki, który zmusił mincerza do zamknięcia jeszcze w 1655 roku mennicy we Wschowie. Najazd Szwedów ograniczył też aktywność mennicy państwowej w Poznaniu, aczkolwiek w latach 1655–1657 – a więc w trakcie okupacji szwedzkiej i brandenburskiej – biła ona nadal orty (monety srebrne, wprowadzone do obiegu przez Gdańsk, o wartości 10–18 groszy).

 

I choć szlachta wielkopolska uznała za króla szwedzkiego najeźdźcę Karola Gustawa, w mennicy poznańskiej ciągle bito monety pod stemplem Jana Kazimierza. Tymf był bowiem wierny swojemu dobroczyńcy – a może liczył też na to, że niebawem karta się odwróci.

Król Jan Kazimierz, mimo ukrycia się na Śląsku cesarskim, potrzebował pieniędzy na cele wojenne. Nagradzając wierność Tymfa, sprowadził go więc do Opola (był właścicielem księstw opolskiego i raciborskiego pod swoim zmarłym bracie). Tam nakazał mu ukończyć budowę i wyposażyć mennicę w Opolu. W 1657 roku Tymf zaczął tam bić nowe śląskie monety pod stemplem polskim i pod znakami mincmistrza poznańskiego.

ZNOWU W GÓRĘ, CZYLI POTENTAT

Tymf Jana II Kazimierza Wazy z 1663 r., awers

Mincerz zostawił obowiązki w Opolu swojemu bratu, a sam wrócił do uwolnionego z okupacji Poznania i w latach 1658–1659 znacząco zwiększył działalność tutejszej mennicy. Wyprawiał się też wielokrotnie do Wschowy, zamierzając ponownie uruchomić fabrykę pieniędzy. Starania te – wzmocnione kontraktem z Zygmuntem Bekierem z Bojanowa, który miał zakupić zapas kruszcu – spaliły jednak na panewce, bo całe zebrane przez wspólnika złoto i srebro obłożył aresztem konkurent na rynku – Tytus Liwiusz Boratini, właściciel mennicy krakowskiej.

Tymf nie zraził się niepowodzeniem. Zrezygnował z prowadzenia mennicy poznańskiej i – dzięki świetnym relacjom z podskarbim Janem Kazimierzem Krasińskim – 5 lipca 1659 roku otrzymał nominację na generalnego wardajna (kontrolera) wszystkich mennic koronnych. Tym samym został… przełożonym swojego rywala, Boratiniego.

Osiem lat, w ciągu których Tymf pełnił tę bardzo odpowiedzialną funkcję, pozwoliło mu zebrać pokaźny majątek, pochodzący w dużej mierze z podarków, dzięki którym kontrolowani przez niego pracownicy mennic mogli liczyć na lepsze opinie. Już wtedy pojawiły się pierwsze skargi (nie od razu nierozpatrywane przez przełożonych) na nieuczciwość czy pazerność Tymfa.

 

W 1661 roku podskarbi nie przedłużył dzierżawy mennicy krakowskiej Boratiniemu i obsadził w niej Tymfa. Tym samym Tymf skupił w swoich dłoniach dwie fabryki: w Opolu i Krakowie.

Rok później na rozkaz podskarbiego przejął mennice poznańską, a wkrótce w jego zarząd (za pośrednictwem brata Tomasza) przeszła też mennica w Bydgoszczy. Za swoje zasługi dla korony otrzymał też starostwo piaseczyńskie pod Warszawą.

Dowodem dotarcia Tymfa na szczyt ruchu menniczego w Rzeczpospolitej była umowa z 5 maja 1662 roku, oddająca dzierżawę wszystkich mennic koronnych w ręce Andrzeja Tymfa. Tym samym Tymf stał się potentatem finansowym w Polsce pod rządami króla Jana Kazimierza.

NIEUDANY NUMER ZE ZŁOTÓWKAMI

Sterana licznymi wojnami Rzeczpospolita potrzebowała szybko świeżej gotówki na armię – i zapłacenie długów wobec zaciężnych żołnierzy. Tymf zaproponował więc: „srebrną monetę w niższej cenie bić, a wyższej wydawać”. Pomysł naturalnie spodobał się królowi – i Tymf został upoważniony do bicia na masową skalę złotówek o obniżonej wartości.

Tymf Jana II Kazimierza Wazy z 1663 r., rewers

Złotówki Tymfa, które w latach 1663–1666 wypuścił on łącznie na sumę ponad 6 milionów (dochód skarbu państwa to 2,7 miliona zł), choć nominalnie miały wartość 30 groszy, w rzeczywistości warte były najwyżej 10–15 groszy za sztukę (tyle miały w sobie srebra).

Monety nosiły charakterystyczny napis „Dat praetium servata salus potiorque metallo est” („Zbawienie ojczyzny daje tu cenę i lepsze jest od metalu”), jednak odbiorcy nie podzielali tej patriotycznej argumentacji i nie chcieli ich używać. W Rzeczpospolitej powszechnie odbierano je jako blaszki bez wartości.

Skutek nowej reformy był zatrważający: z rynku zniknęły dobre gatunki monet, a pozostały na nim tylko złotówki i miedziane szelągi, a więc pieniądze mniej wartościowe. Te nowe doprowadziły do szeregu bankructw, wzrostu cen i zahamowania kredytów – zamarł handel z zagranicą, a bogate miasta pruskie zakazały obiegu tych monet.

CIĘŻKIE OSKARŻENIA I UCIECZKA

Mennica, źródło: cieszyn.pl

To właśnie te złotówki – powód kłopotów mincerza – nazwane zostały tymfami. Według niektórych tymfy Jana Kazimierza dlatego zaczęły kojarzyć się Polakom z dobrym żartem, bo bito je w pośpiechu, niedbale, a więc także z błędami. I to one spowodowały falę oburzenia i narzekań na człowieka bijącego monety w Polsce.

Kumulacja niezadowolenia nastąpiła na Sejmie, który rozpoczął obrady 7 marca 1667 roku. Posłowie zaatakowali na nim Tymfa, zarzucając mu (a także Boratiniemu) pogorszenie jakości polskiego pieniądza, a samemu Tymfowi sprzeniewierzenie na szkodę skarbu państwa kwoty niemal 4 milionów złotych.

 

Tymf rzeczywiście musiał mieć coś na sumieniu, skoro nie stawił się – jak nakazał mu Sejm – przed specjalnie powołanym trybunałem. Zamiast tego uciekł za granicę, a jego mennice przejął Boratini. Zaniechano wtedy wybijania tymfów i złotówek.

Ostatnia operacja finansowa Tymfa zszargała mu opinię i zmusiła do wyjazdu z Polski na zawsze. Wiadomo, że zbiegł do Stolp (Słupska). Co się z nim stało później i gdzie zmarł – nie wiadomo. Tak oto, w całkowitej niesławie, skończył pierwszy finansowy potentat szlacheckiej Rzeczpospolitej, który karierę rozpoczął od dwóch wielkopolskich mennic w Poznaniu i Wschowie.

PIOTR BOJARSKI – pisarz i publicysta, autor powieści „Szmery”, „Cwaniaki”, „Pokuszenie” i „Biegacz”.

CZYTAJ TAKŻE: To nie był anty-Katyń

CZYTAJ TAKŻE: Przed Czerwcem był Maj. Protest studentów w 1946 r.

CZYTAJ TAKŻE: Generał z Poznania w okopach Unii