fot. Mateusz Gołembka, Leszczyńska Fabryka Octu

Pewnego razu w Lesznie

Kocham swoje miasto. Wchodząc przez bramę na podwórko, już tęsknię za jego ulicami. Zasypiając, nie mogę się doczekać, kiedy wyjrzę rano za okno. Tylko teoretycznie to każdego dnia te same ulice, przecież nic dwa razy się nie zdarza.

Inaczej pada światło, mijam innych przechodniów, inne są ich nastroje, dostrzegam inne szczegóły w miejskiej przestrzeni. Spacer po mieście nie musi, a wręcz nie powinien być jednorazową przygodą, po której zostaje miłe wspomnienie.

Miasto kryje tak wiele tajemnic i niespodzianek, że warto odkrywać je na nowo, patrząc nie tylko przed siebie, ale i powyżej pierwszego piętra oraz pod nogi. Z miasta można wiele odczytać z różnych okresów jego historii. Ja się ciągle uczę Leszna i bardzo często uczą mnie go inni.


Leszno staje się Lissą


W wyniku rozmów między mocarstwami rozbiorowymi – Prusami, Austrią i Rosją, ziemia leszczyńska trafiła w roku 1793 w granice pierwszego z wymienionych państw. Największe miasto regionu, Leszno liczyło wówczas 6820 mieszkańców oraz 709 budynków mieszkalnych.

 

Miasto dalej się rozwijało i nie ma nic dziwnego w tym, że do dziś możemy dostrzec ślady niemieckiej historii, których w okresie powojennym często chciano się pozbyć.

 

Można doszukać się wielu przyczyn takiego postępowania, ale czy należy je usprawiedliwiać? Historia dowodzi, że czasem pomyłka pozwala na zachowanie reliktów przeszłości. Przykładem może być antyczny pomnik konny Marka Aureliusza w Rzymie. W średniowieczu, kiedy niszczono pogańskie pomniki, postać Marka Aureliusza uznano za Konstantyna I Wielkiego i właśnie dlatego ocalał.


Lissa patrzy (nie) tylko spod tynków


W przestrzeni publicznej Leszna możemy dostrzec na elewacji niemieckie szyldy między innymi przy ulicy Przemysłowej i Karola Marcinkowskiego. Obok szyldów, w mieście można trafić także na inne elementy poniemieckiej małej architektury.

 

Pokrywa włazu kanalizacyjnego ze zbiorów Muzeum MPWiK, fot. M. Gołembka

Pokrywa włazu kanalizacyjnego ze zbiorów Muzeum MPWiK, fot. M. Gołembka

Pokrywa włazu kanalizacyjnego, zamek na furtce, błogosławieństwo w kamienicy, czy wrzutnia na listy od ponad stu lat wpisują się w tkankę miasta.

Przez te sto lat wydarzyło się bardzo wiele: dwie wojny światowe, zmiany społeczne i polityczne, rewolucja multimedialna. A wspomniane elementy dalej trwają.

Warto na chwilę zatrzymać się przy pokrywie włazu kanalizacyjnego. Wszystko wskazuje na to, że przetrwał w nienaruszonym stanie. Dziesiątki, a może i setki mieszkańców przechodzą obok niego każdego dnia, przyzwyczajeni do jego obecności, ale nieświadomi jego wieku. Myślę, że jest w nim coś unikalnego, co każe zatrzymać wzrok na dłużej. A może i spróbować usłyszeć, jak płynie historia miasta?

Z kolei, podczas modernizacji jednej z ulic w centrum Leszna, natrafiono na inną, „klawiszującą” pokrywę włazu. Ze względów bezpieczeństwa podjęto decyzję o wymianie. Okazało się, że na wewnętrznej stronie widnieje napis „Lissa 1912”. To okres, kiedy rozpoczęto w mieście budowę systemu kanalizacyjnego. Pokrywa trafiła do muzeum Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji.

 

Która z nich ma więcej szczęścia? Ta, która stała się muzealnym eksponatem, czy ta dalej spełniająca swoją pierwotną funkcję?

 

W innej części Leszna na terenie kolejowym znajduje się ławka. Spod warstwy farby najprawdopodobniej przebija się napis: „Hier spricht die Deutsche”, nawiązujący do zakazu posługiwania się językiem polskim podczas okupacji. Przypomina o trudnej historii. Prawdopodobnie, gdyby ławka znajdowała się w miejscu publicznie dostępnym, nie przetrwałaby do dziś. Tylko czy to nie byłoby zacieranie śladów bolesnej przeszłości? Obecnie prowadzone są działania, aby deska z napisem trafiła do zbiorów Muzeum Okręgowego w Lesznie.


Miasto tolerancji


W publikacjach dotyczących historii Leszna bardzo często powtarza się tezę o mieście tolerancji. Oczywiście nie oznacza to, że nie dochodziło do incydentów. Przy ulicy Narutowicza elewacja jednej z kamienic wyróżnia się nieotynkowaną, ceglaną fasadą. Będąc na jej wysokości najlepiej cofnąć się kilka kroków, aby objąć wzrokiem cały budynek.

 

Nad drzwiami widoczny jest napis: „Sachsa Fundacja”.

To ślad po dobroczynnej fundacji zajmującej się między innymi organizowaniem stypendiów dla uczniów wyznania mojżeszowego. Pod oknami znajduje się napis w języku polskim: „Żydy”. Kiedy napis pojawił się na elewacji? W sierpniu 1920 r. miały miejsce w Lesznie wystąpienia antyżydowskie, a komisaryczny burmistrz w odezwie do obywateli Leszna pisał:

 

„Rzeczpospolita i miasto za szkody zapłacić muszą, więc niechaj nikt nie pozwoli się podburzać osobnikom, którzy świadomie czy nieświadomie wysługują się agentom bolszewickim”.

 

Całkiem możliwe, że nastąpiło to właśnie wtedy. Z kolei w latach 1937 – 1938 wydawano w Lesznie gazetę: „Osa. Dwutygodnik poświęcony walce z żydostwem”, która bezpardonowo atakowała wyznawców judaizmu. Być może to któryś z redaktorów gazety jest autorem napisu? Mógł powstać także podczas nocy kryształowej. Prawdopodobnie nie uda się rozwikłać tej zagadki.


Historia gospodarcza


Na elewacjach pozostały także ślady po działających dawniej przedsiębiorstwach, co dowodzi, że muralowe reklamy nie są współczesnym pomysłem.

 

Przy ulicy Towarowej znajduje się coraz mniej czytelny napis: „Leszczyńska Hurtownia Surowców Rudolf Łaska telefon 152”.

Rudolf Łaska był szanowanym obywatelem miasta i dobrym pracodawcą. Pracownicy mieli do dyspozycji łaźnie, pralnię i stołówkę. Można też nazwać go prekursorem integracji pracowników i budowania w nich zaangażowania. Łaska organizował kulturalne wyjazdy pracownikom, na przykład do opery w Poznaniu, wyprzedzając tym samym popularne w PRL-u grzybobrania, czy jeszcze późniejsze wyjazdy integracyjne.

 

Napis Leszczyńskiej Fabryki Octu na projekcie, Archiwum Państwowe w Lesznie, reprodukcja M. Gołembka

Napis Leszczyńskiej Fabryki Octu na projekcie, Archiwum Państwowe w Lesznie, reprodukcja M. Gołembka

I choć Łaska nie patronuje żadnej z ulic w Lesznie, to wielu mieszkańców określa grunty dawnego zakładu mianem „U Łachola”.

Do dziś zachowała się charakterystyczna posadzka ułożona w jodełkę, prowadząca do zakładu oraz dom mieszkalny przy ulicy Królowej Jadwigi, który Łaska wybudował dla swoich pracowników.

Innym przedsiębiorcą działającym w międzywojennym Lesznie był Józef Górecki. Trudno dziś odczytać nazwisko właściciela z elewacji. Z dawnego szyldu „Józef Górecki Leszczyńska Fabryka Octu” najlepiej widoczny jest wyraz „Fabryka”. W przeciwieństwie do „Łachola” Górecki został upamiętniony i jego imię nosi jedna z ulic w dzielnicy Zatorze.


Szyldy i mozaiki powojenne


Leszczyńskie „Społem” powstało w 1945 roku, tuż po wojnie. Z czasem stało się jednym z największych pracodawców, zatrudniając blisko 1500 osób. „Społem” prowadziło sklepy spożywcze, przemysłowe, hurtownie czy placówki gastronomiczne. Obecną jego działalnością jest prowadzenie piekarni oraz kilku sklepów, w tym jednego zlokalizowanego przy ulicy Jagiellońskiej. W obiekcie mieszczą się także biura.

 

Mozaika z napisem Społem oraz SDH poleca konfekcje galanterię i obuwie, fot. M. Gołembka

Mozaika z napisem Społem oraz SDH poleca konfekcje galanterię i obuwie, fot. M. Gołembka

Na elewacji budynku od ulicy Zwycięstwa znajduje się interesująca mozaika. Spod napisu „Społem” przebija się reklamowy slogan: „SDH poleca konfekcję, galanterię oraz obuwie”.

Z kolei przy ulicy Królowej Jadwigi zachował się szyld warsztatu samochodowego. Nie udało mi się ustalić, kiedy dokładnie powstał. Z pewnością działał jeszcze pod koniec ubiegłego wieku. W Książce Telefonicznej z 1998 r. znajdujemy zapis: „Artykuły Techniczne i Akcesoria Samochodowe, Królowej Jadwigi 10, Tel. 5299416”. Szyld nie został zaktualizowany i znajduje się na nim trzycyfrowy numer.


Co dalej?


Podróżowanie po swojej miejscowości może być pretekstem do tego, żeby zobaczyć, żeby wybaczyć, żeby zrozumieć. Podróżowanie po swojej miejscowości to również nauka otwartości. Z naszym umysłem jest podobnie, jak ze spadochronem. Najwięcej pociechy przynosi nam, kiedy się go otworzy. Ja jutro znów wybieram się na spacer po Lesznie. Nie mogę się doczekać.