fot. A. Hoffmann

Piękno ukryte, piękno odkryte

Filharmonia Poznańska zainaugurowała 75. sezon artystyczny. Orkiestrę poprowadził nowy dyrektor muzyczny, a zarazem dyrygent szef – Łukasz Borowicz, który jest od lat mocno związany z Poznaniem i lubiany przez publiczność. Na spotkanie z melomanami Borowicz w nowej roli wybrał dwa dzieła: Koncert skrzypcowy „Pamięci Anioła” Albana Berga i V Symfonię F-dur op. 76 Antonína Dvořáka.

Po pierwsze: Alban Berg

Jak na dzieło dodekafoniczne przystało, koncert skrzypcowy Berga wystawił słuchaczy na próbę. Ci, którzy podjęli wyzwanie, czuli z pewnością satysfakcję, kiedy wybrzmiały ostatnie dźwięki tego niezwykłego dzieła. Muzyka dodekafoniczna nie gryzie. Duża w tym zasługa dyrygenta, który zwrócił uwagę publiczności na pewne elementy dzieła, które nieprzygotowanym miały ułatwić odbiór. Nie bez znaczenia dla zrozumienia tego utworu jest kontekst, który towarzyszył procesowi tworzenia i ostatecznie zadecydował o jego kształcie. Kompozytor otrzymawszy zamówienie na napisanie koncertu skrzypcowego, porzucił pisanie opery „Lulu”. W trakcie komponowania zmarła Manon Gropius, córka Almy Gropius (wdowy po Mahlerze). Ta śmierć sprawiła, że Berg włączył do tworzonego właśnie koncertu fragmenty chorału Jana Sebastiana Bacha i cytaty z ludowej piosenki z Karyntii, gdzie wychowywała się Alma. W efekcie powstało dwuczęściowe dzieło, w którym współczesność dialoguje z przeszłością i arkadią dzieciństwa.

 

fot. A. Hoffmann

fot. A. Hoffmann

Zdaję sobie sprawę, że inspiracje pozamuzyczne robią wrażenie. Dopełnia je fakt, że to ostatnie dzieło kompozytora. Przedwczesna śmierć nie pozwoliła mu dokończyć wspomnianej już opery. Ale uroda „Pamięci Anioła” zawarta jest przede wszystkim w muzyce, a nie historyczno-literackiej otoczce.

Kiedy Berg dialoguje z Bachem, rodzi się nieoczywiste piękno, które sprawia, że śmierć przestaje być smutna, że może być wybawieniem, a nawet zbawieniem. Berg, aby podzielić się swoimi bardzo osobistymi przeżyciami, użył rozbudowanej orkiestry i zmusił skrzypka solistę do nierównej „walki”. Występujący przed poznańską publicznością Thomas Zehetmair nie musiał „walczyć”, z rozbrajająca szczerością interpretując zmieniające się nastroje, sięgnął po dialog. Czasami pięknym brzmieniem skrzypiec wysuwał się na plan pierwszy, innym razem wtapiał w orkiestrę.

 

Po drugie: Antonín Dvořák

V Symfonia Antonína Dvořáka dość rzadko pojawia się na estradach koncertowych i nie bardzo wiem dlaczego. To dzieło, w którym piękno jest od początku odkryte dla słuchacza.

 

fot. A. Hoffmann

fot. A. Hoffmann

Można zamknąć oczy i poddać się zwiewnym i tanecznym melodiom, za pomocą których orkiestra Filharmonii Poznańskiej podczas koncertu inaugurującego nowy sezon przeniosła nas w czasy C.K. monarchii, które pamiętamy już tylko z literatury, filmów i muzyki.

Po trzecie: światowa premiera fonograficzna

 

Przed i po koncercie inaugurującym nowy sezon filharmoniczny w Poznaniu melomani mieli okazję kupić najnowsza płytę orkiestry Filharmonii Poznańskiej z muzyką Stefana Bolesława Poradowskiego.

 

Płyta Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Łukasza Borowicza z utworami Stefana Bolesława Poradowskiego

Płyta Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Łukasza Borowicza z utworami Stefana Bolesława Poradowskiego

Ponad rok temu byłem świadkiem, kiedy Łukasz Borowicz odwiedził melomana i antykwariusza Wiesława Sygneta, by przejrzeć pamiątki, dokumenty i partytury pochodzące z archiwum Witolda Krzemieńskiego, dyrygenta, profesora Wyższej szkoły Muzycznej (obecnie Akademii Muzycznej) i dyrektora Filharmonii Poznańskiej.

Dyrygent odkrył fotokopię III Symfonii Stefana Bolesława Poradowskiego. Minęło kilkanaście miesięcy i przed premierą nowej płyty Filharmonii Poznańskiej w radiowej Dwójce opowiadał: „Okazało się, że Polskie Wydawnictwo Muzyczne ma materiał orkiestrowy, natomiast ta partytura pojawiła się z otchłani przeszłości. Połączyliśmy siły z wydawnictwem i w tej chwili materiał tej Symfonii jest gotowy do grania”.

Łukasz Borowicz potrafi jak nikt inny opowiadać o utworach zapomnianych, wartych odkrycia. Do takich należy niewątpliwie III Symfonia op. 29 Poradowskiego. Na płycie znalazły się jeszcze dwa inne dzieła: Koncert skrzypcowy op. 70 i Koncert kontrabasowy op. 26.

 

fot. A. Hoffmann

fot. A. Hoffmann

Ten ostatni jest grany przez kontrabasistów całego świata. Na nagraniu Filharmonii Poznańskiej solistą jest Piotr Czerwiński. W Koncercie skrzypcowym solo gra Marcin Suszycki.

Obaj panowie są koncertmistrzami orkiestry Filharmonii Poznańskiej. Zdaniem Łukasza Borowicza przywracanie pamięci kompozytorów poznańskich jest bardzo ważną sprawą, ponieważ wnieśli oni wielki wkład w polską symfonikę i w polskie życie muzyczne.