fot. Bartosz Ługowski

Pieśni, które chcą się bawić

Kobiety na wsi nigdy nie miały łatwo. Z jednej strony bardzo liczyły się z opinią publiczną, a z drugiej strony żałowały decyzji, działań, do których w zasadzie były przymuszone. Pieśni o tej tematyce, bardzo często również muzycznie, są bardzo interesujące – mówi Malwina Paszek, jedna z tegorocznych stypendystek Marszałka Województwa Wielkopolskiego.

Sebastian Gabryel: Dla mnie, zwolennika muzycznego eklektyzmu, twoja nadchodząca płyta zapowiada się interesująco nie tylko dlatego, że będzie to album na lirę korbową i głos, ale również ze względu na fakt, że jej głównym tematem będą tradycyjne, polskie pieśni. Warto jednak dodać, że z różnych regionów – nie tylko naszego, ale choćby Kujaw czy Lubelszczyzny. Dlaczego zdecydowałaś się na taki miszmasz?

Malwina Paszek*: To celowe działanie. Długo myślałam, czy skupiać się na konkretnym regionie, np. wyłącznie na Wielkopolsce, czy może włączać też pieśni białoruskie i ukraińskie, od których cała przygoda ze śpiewem tradycyjnym się zaczęła.

 

Finalnie zdecydowałam się na zestawienie pieśni wyłącznie polskich, bez pieśni wschodnich, na zasadzie motywu przewodniego, a nie kryterium regionalnego.

Nie widzę w tym żadnej sprzeczności, bałaganu, a obszary moich poszukiwań i fascynacji i zainteresowań. W polskich pieśniach podoba mi się możliwość ich „wariantowania”, bawienia się, pozwalania sobie, folgowania w aranżowaniu, bez konieczności sztywnego trzymania się wzoru. To pieśni same pokazują, czy chcą się bawić, czy nie. Naprawdę!

 

SG: Parafrazując, co region, to obyczaj – również muzyczny. Z jakimi zaskoczeniami wiązała się praca nad tym repertuarem? I jak przebiegały same poszukiwania?

MP: Poszukiwania trwały długo. Zaczęłam od samego tematu, to on zdeterminował tematykę pieśni, ich teksty i związane z nimi obrzędy. Po przekopaniu wielu książek, nagrań i własnych zbiorów z badań terenowych, rozpoczęłam wycieczki do poznańskich bibliotek, dziennie potrafiłam przejrzeć kilkaset pieśni. Szło bardzo szybko, bo wiedziałam, czego konkretnie szukam. Dwie pieśni, które znajdą się na płycie pochodzą ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Wągrowcu, z którym od kilku lat pracuję. Bardzo cenię to miejsce i ludzi je tworzących.

 

Malwina Paszek fot. Bartosz Ługowski

Pałuki to świetny region. Miałam szczęście, że trafiłam na kilka śpiewaczek, które miały dobry gust i sznyt.

Wiedziałam, że jeśli jedna, druga czy trzecia pieśń jest obiecująca, to można iść w ciemno. Tak trafiłam na pieśni śpiewane przez panią Rozalię Łukaszewicz.

 

SG: Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że album będzie mieć charakter konceptualny, bowiem wspólnym tematem wykonywanych pieśni są historie kobiece. Co mogłabyś o nich powiedzieć?

 

MP: Szukając pieśni, ciągle trafiałam na takie, które opowiadały o różnych doświadczeniach dziewcząt, kobiet, o obrzędach i zwyczajach, w których brały udział. Czasem śpiewane przez nie same, czasem w ich imieniu, a czasem w formie dialogu lub nawet przestrogi. Kobiety w kulturze ludowej, kobiety na wsi, nigdy nie miały łatwo. Z jednej strony bardzo liczyły się z opinią publiczną, a z drugiej strony żałowały decyzji, działań, do których w zasadzie były przymuszone. Pieśni o tej tematyce, bardzo często również muzycznie, są bardzo interesujące. Mają ciekawe skale, rytmikę, dużo w nich ekspresji. Można je bardzo różnie aranżować.

 

SG: Nie chcę wchodzić w polityczne rejony, ale mam takie przeczucie, że jednym z impulsów do powstania tego albumu mogło być to, co od jesieni dzieje się w kontekście Strajku Kobiet. Jaka myśl, przesłanie będzie towarzyszyć tej płycie?

 

MP: To nie było celowe działanie, jednak czuję, że walka o prawa kobiet jest obecna i w pieśniach, i w tym, co się dzieje teraz. Pieśni dają głos, można w artystyczny, subtelny sposób powiedzieć, co się myśli, bez używania mocnych słów czy ekspresji. W pieśniach i opowieściach odkrywam jakąś siłę tych dziewczyn, które bardzo bały się zmiany, czyli zamążpójścia. Wyobrażam sobie ich przerażenie. Obrzędy przejścia, jak wesele, zawsze były trudne.

 

SG: Na swojej stronie internetowej podkreślasz, że kobiece historie zaklęte w tych pieśniach ukazują „siłę, moc i determinację, a także – z drugiej strony – słabości wynikające z pozycji społecznej, nierówności i układu tradycyjnych ról rodzinnych”. Oboje pochodzimy z małych miejscowości i – tak podejrzewam – ten szeroko rozumiany patriarchat mogliśmy obserwować z nieco większego bliska niż przedstawiciele naszego pokolenia, którzy dorastali w aglomeracjach. Myślisz o tym podobnie?

 

Malwina Paszek fot. Bartosz Ługowski

MP: To dość ciężki i trudny temat. Z jednej strony, są całe tony zbiorów pieśni, w których bohaterki srogo cierpią, czy to ze smutku, czy z rozłąki, czy z powodu przymuszania do ślubu.

 

Ciekawe jest to, że znaleźć można tylko pieśni, które opowiadają o tym, jak dziewczęta chcą pilnie wziąć ślub, a zaraz potem jak bardzo tego żałują!

Pieśni są wręcz naszpikowane symbolami. Trzeba się mocno w nie wgryźć, by zrozumieć ich prawdziwy sens, bo często treść wcale nie jest o tym, co nam się wydaje. Z drugiej strony, jest również trochę pieśni o prawdziwej miłości, wierzeniach ludowych albo pieśni-przestrogi z humorem. Wybierając pieśni, chciałam uniknąć patosu i nadmiernej powagi.

 

SG: Wracając do instrumentów – właściwie co takiego jest w lirze korbowej, jej historii i brzmieniu, że gra na niej jest twoją największą pasją? Jesteś multiinstrumentalistką, podkreślasz, że „instrumentów cały czas przybywa”, a jednak w twoim instrumentarium ona wciąż stoi na honorowym miejscu.

 

MP: Uwielbiam instrumenty. Niestety, nie umiem się opanować i nie kupować kolejnych. Lira to zdecydowanie mój najukochańszy instrument. Musiałam wybrać ten jeden główny, skupić się na nim i rozwijać technikę. Gram od dziecka, a instrumenty pojawiały się na różnych etapach edukacji i przy okazji rozmaitych zainteresowań.

 

Lira mnie zachwyca. Kiedy na niej gram, to czuję, jakbym nie była na scenie sama, ale grała w duecie. Dobrze się dogadujemy, szczególnie jak kupuję jej nowe struny (śmiech).

Ten instrument jest niezwykle inspirujący, posiada szerokie brzmienie, jest samowystarczalny. Ma w sobie różne kolory. Lubię eksperymentować z brzmieniem, szukać nowych sposobów artykulacji, wychodzić poza schematy, klasykę. Historycznie lira jest bardzo kojarzona ze śpiewem. Nie jestem fanką pieśni dziadowskich, ale tą płytą celowo nawiązuję do formy pieśni solowej właśnie z lirą. Nie skupiam się na samej pieśni, staram się rozwijać stronę muzyczną, raczej komponować utwory z wykorzystaniem pieśni niż na odwrót.

 

SG: Płyta ma ukazać się w formie fizycznej (500 szt.) i cyfrowej. Czy będzie można zapoznać się z nią na popularnych serwisach streamingowych, takich jak Spotify czy Tidal? I chyba najważniejsze pytanie – kiedy premiera? (śmiech)

 

MP: Oczywiście! Premiera jesienią. Celuję w październik albo listopad.

 

*Malwina Paszek – multiinstrumentalistka i śpiewaczka. Wykonuje pieśni tradycyjne z Ukrainy, Białorusi, wschodniej Polski oraz z jej rodzimej Wielkopolski. Komponuje muzykę dla teatru lalek, słuchowisk, filmów niemych i animacji. Jej pasją jest lira korbowa, wykonuje muzykę najnowszą, tradycyjną i barokową. Współpracuje z kompozytorami muzyki współczesnej. Występowała na festiwalach muzyki folkowej i klasycznej (Nowa Tradycja, Kody, Malta, Bliscy Nieznajomi, Fama, Rozstaje, Ethno Port, Poznańska Wiosna Muzyczna, TrillMe, Mikołajki Folkowe). Laureatka konkursu „Artysto, pokaż się” (2015, III miejsce), Mikołajki Folkowe (2018, III miejsce). W 2019 roku otrzymała Medal Młodej Sztuki. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2020), Miasta Poznania (2020) i Marszałka Województwa Wielkopolskiego (2021).