fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Piłsudskiego nad Wielkopolanami zachwyty

Wbrew temu, co często można dziś usłyszeć w Poznaniu, Józef Piłsudski nad wyraz cenił wielkopolskiego żołnierza i jego poświęcenie, czemu wielokrotnie dawał wyraz na polu bitwy i po zwycięskiej wojnie z bolszewikami.

Truizmem jest stwierdzenie, że wojsko wielkopolskie odegrało kluczową rolę w zwycięstwie polskiej armii pod Warszawą w sierpniu 1920 roku. Szczególnie zasłużyli się żołnierze 14. Dywizji Piechoty pod dowództwem gen. Daniela Konarzewskiego. Była to sformowana w trakcie powstania wielkopolskiego 1. Dywizja Strzelców Wielkopolskich, przemianowana w styczniu 1920 roku na 14. DP.

 

To właśnie ta dywizja wzmocniła 4. Armię, która zadała decydujący cios siłom sowieckim pod Warszawą.

Zanim znad Wieprza ruszyła kontrofensywa, napór Armii Czerwonej na Warszawę zahamowali również Wielkopolanie – żołnierze z 15. Dywizji Piechoty Wielkopolskiej. Mimo zaciekłych ataków Sowietów utrzymali oni linię obrony.

Wierzył w ludzi, martwił się o konie

Piłsudski potrafił docenić to poświęcenie. Nie przypadkiem właśnie Wielkopolan odwiedził 15 sierpnia 1920 roku. Przyjechał wtedy na pozycje zajmowane przez 14. Dywizję Piechoty, która miała nacierać na Garwolin, wybijając lukę we froncie czerwonoarmistów i niszcząc tzw. Grupę Mozyrską, lewe skrzydło sowieckiej 16. Armii, która atakowała stolicę Polski.

 

„(Naczelnik) wyglądał bardzo źle. Bardzo mizerny na twarzy, cera żółta. Wąsy obwisłe. Oczy tylko głębokie, ciemne, błyszczące, jarzyły się spod krzaczastych brwi” – wspominał kapitan Czesław Szystowski.

 

Żołnierze 14. Dywizji, którzy w ciągu ostatnich trzech miesięcy przebyli w trudnych bojowych warunkach kilkaset kilometrów spod Bobrujska (dzisiejsza Białoruś) do Dęblina, wreszcie zdołali zewrzeć szeregi: wypoczęli, odespali, wyleczyli się z dezynterii, w końcu – najedli się i dostali nowe mundury. A także naprawili broń.

 

Józef Piłsudski, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Nic dziwnego, że Piłsudski zobaczył w ich oczach gotowość i determinację. W uznaniu ich dotychczasowych zasług odznaczył Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari ośmiu oficerów, ośmiu podoficerów i sześciu szeregowych.

Żegnając się z jednostką, która następnego dnia miała się rozprawić z bolszewikami, martwił się już nie o ludzi, a o konie – żeby nie padły na bezdrożach Mazowsza.– Konie wytrzymają – zapewnił go gen. Konarzewski.

Oszałamiający sukces

Natarcie 14. Dywizji Piechoty, które ruszyło 16 sierpnia 1920 roku nad ranem, okazało się oszałamiającym sukcesem. Dość powiedzieć, że nacierając w kierunku na Garwolin, Wielkopolanie rozbili bolszewików ze 171. Brygady Strzelców i wyszli na tyły armii sowieckiej. Szybko zdobyli Garwolin, a w nim – 300 wozów i sześć karabinów maszynowych oraz około 600 jeńców. Sukces był tym bardziej oszałamiający, że osiągnięty przy minimalnych stratach własnych – ledwie dwóch poległych żołnierzach i kilku rannych.

Równie dobrze sprawił się tego dnia 15. Pułk Ułanów Poznańskich, dowodzony przez płk. Władysława Andersa, który wchodził w skład 14. DP. Szarża pod Maciejowicami przełamała sowieckie linie obrony.

 

Daniel Konarzewski, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Daniel Konarzewski, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wszystko to osobiście oglądał Naczelny Wódz Józef Piłsudski. Pierwszego dnia ofensywy przebywał bowiem w sztabie 14. wielkopolskiej dywizji, będąc świadkiem sukcesów Wielkopolan. Oznaczały one zniszczenie z powierzchni całego lewego skrzydła 16. Armii sowieckiej (tzw. Grupy Mozyrskiej), co warunkowało całkowity sukces w bitwie o Warszawę.

Batalia szybko stała się pogromem wroga. Już 17 sierpnia 1920 roku oddziały Konarzewskiego toczyły zacięte walki z jednostkami bolszewickimi, usiłującymi wydostać się z okrążenia pod polską stolicą. Tego dnia straty Wielkopolan były już znacznie większe: w naszych pułkach zginęło lub zostało rannych 120 żołnierzy. Wielkopolanie zakończyli go znowu zwycięstwem: opanowali Mińsk Mazowiecki. Uciekający Rosjanie musieli się salwować przekroczeniem granicy Prus Wschodnich. Z kolei dowodzona przez gen. Władysława Junga 15. Dywizja Piechoty Wielkopolskiej zadała bolszewikom ciężkie straty pod Prosienicą, a następnie rozbiła sowiecką 11. Dywizję Strzelców i zdobyła Łomżę, komplikując odwrót bolszewickiej 15. Armii na wschód.

Wspominał ich z sentymentem

Jeszcze w trakcie walk reprezentujący Naczelnego Wodza gen. Leonard Skierski udekorował w Zambrowie gen. Konarzewskiego Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari V klasy. 28 sierpnia 1920 roku w Jeziorkach pod Łomżą krzyże Virtuti Militari za męstwo i postawę otrzymali pierwsi ułani 15. Pułku Ułanów Poznańskich. 6 grudnia 1920 na polach pod Zelwą Józef Piłsudski udekorował sztandary wszystkich pułków piechoty 14. DP i trąbkę honorową 14. pułku artylerii polowej Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari.

 

Odznaczenie sztandaru 15. pulku ułanów poznańskich, fotografia pochodzi z książki Bartosza Kruszyńskiego “Poznaniacy w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1921”

„(…) Muszę jako sędzia sprawiedliwy dojść do wniosku, że poza Dywizją 1. Legionową, przede wszystkim jedynie 14. Dywizja Wielkopolska była zawsze tą jednostką wojskową, na którą zawsze mogłem liczyć bez wahania, powierzając jej najtrudniejsze zadania i wiedząc nieodwołalnie, że każdy rozkaz spełni” – przemówił Piłsudski, wychwalając pod niebiosa dowództwo i zasługi gen. Konarzewskiego.  

 

Piłsudski miał słabość i szacunek do żołnierzy dobrze wykonujących jego rozkazy. Zasługi Wielkopolan w wojnie bolszewickiej zapadły mu mocno w pamięć. Dawał temu wyraz nie raz i nie dwa, chwaląc karność i bitność oddziałów wielkopolskich.

22 kwietnia 1921 roku przybył do Poznania specjalnie po to, by osobiście udekorować Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari sztandar 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Do podniosłej uroczystości doszło po mszy polowej na Błoniach Grunwaldzkich. Naczelny Wódz odznaczył nie tylko sztandar jednostki, ale również wielu ułanów.

Wieczorem podczas uroczystego bankietu, zorganizowanego w Bazarze na cześć Naczelnego Wodza, Piłsudski nie krył zachwytu dla postawy poznańskich ułanów w całej wojnie z bolszewikami.

 

„Tam, gdzie byliście, byliście doskonali, i historia lwią część zwycięstw wam przypisać musi” – przemówił do Wielkopolan – “W tej dziedzinie jesteście najlepszym pułkiem, jaki znam, mówię wam to szczerze i otwarcie”.

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, autor powieści o zasługach Wielkopolan na polach bitew w latach 1918–1920, takich jak „Cwaniaki” czy „Na całego”.