fot. Archiwum redakcji

Podtrzymujemy więź z widzami

"Granie w sieci to oczywiście substytut, w którym ważniejsze od jakości bywa po prostu podtrzymanie więzi z widzami. Teatr żywi się przecież od wieków energią bezpośredniego spotkania, a o nie trudno w kontakcie ze szklanym ekranem." Z Piotrem Kruszczyńskim, dyrektorem Teatru Nowego w Poznaniu, rozmawia Magdalena Rewerenda

Magdalena Rewerenda: Epidemia koronawirusa zmusiła wiele gałęzi kultury do gwałtownego hamowania. Żyjące współobecnością aktorów i widzów teatry, przez konieczność odwołania spektakli, stały się przestrzeniami widmowymi. Co się dzieje w teatrze, gdy pozornie nic się nie dzieje? Kto jest najbardziej zajęty, gdy wszyscy przymusowo zwolniliśmy tempo?

Piotr Kruszczyński: Dyrektor (śmiech). A mówiąc serio: pracuje cała administracja, choć często jest to praca zdalna, wykonywana z domów. Przyznam, że wskutek tego zawodowe zajęcia rozciągają się w czasie niemiłosiernie, właściwie wciąż jesteśmy online. Mnóstwo pracy ma dział promocji, który zajmuje się naszą stałą obecnością w mediach internetowych. Pracownicy techniczni dokonują napraw i przeglądów, na które zwykle brak czasu. Najmniej pracy ma niestety zespół aktorski oraz inspicjenci. Mówię to z olbrzymim żalem, bo ich byt jest w ogromnej mierze uzależniony od grania spektakli.

 

MR: Wiąże się to ze specyficznym łączonym modelem finansowania instytucji kultury – jak to wygląda w przypadku Teatru Nowego i w jaki sposób wpływa na jego funkcjonowanie w obecnej sytuacji?

PK: Organizatorem Teatru Nowego jest Samorząd Województwa Wielkopolskiego, co oznacza, że to właśnie on w głównej mierze finansuje nasze działania, przyznając dotację roczną. Jednak sporą część budżetu Teatru Nowego stanowią przychody własne, przede wszystkim ze sprzedaży biletów.

 

Piotr Kruszczyński, fot. Jakub Wittchen

Piotr Kruszczyński, fot. Jakub Wittchen

Należymy do nielicznego grona teatrów publicznych, które grając – zarabiają i z przychodów własnych finansują całą swoją statutową, merytoryczną działalność. Dzięki wysokiej frekwencji, dzięki temu, że widzowie nas cenią, nasze przedstawienia są po prostu rentowne.

Czas epidemii jest zatem dla nas wyjątkowo dotkliwy, bo z każdym tygodniem bez spektakli odnotowujemy ogromne straty. Nasz organizator ma tego świadomość, z dużym zrozumieniem podszedł na przykład do kwestii częściowych rekompensat dla aktorek, aktorów i inspicjentów za odwołane spektakle. A to przecież kolejne niemałe obciążenie dla budżetu teatru.

 

MR: Zamknięcie teatrów ma nie tylko konsekwencje finansowe, ale przede wszystkim artystyczne i organizacyjne. Jak się toczą losy odwołanych premier planowanych na ten sezon?

PK: Mamy nadzieję, że powrócimy do normalnego funkcjonowania najpóźniej na początku nowego sezonu, w pierwszy weekend września. Wszyscy z utęsknieniem czekamy również na moment wznowienia prób do dwóch premier, które miały odbyć się w marcu i kwietniu. Liczę na to, że z zachowaniem wszelkich środków ostrożności powrót aktorów do pracy będzie możliwy już w maju. Wtedy moglibyśmy do końca czerwca przygotować perfekcyjnie obie odłożone w czasie realizacje.

 

MR: A póki co, jak wiele instytucji, utrzymujecie kontakt z publicznością dzięki prezentacjom spektakli w internecie.

PK: Granie w sieci to oczywiście substytut, w którym ważniejsze od jakości bywa po prostu podtrzymanie więzi z widzami. Teatr żywi się przecież od wieków energią bezpośredniego spotkania, a o nie trudno w kontakcie ze szklanym ekranem. Mamy teraz wysyp internetowych wyświetleń archiwalnych rejestracji przedstawień. Są one różnej jakości technicznej. Czasem mało widać, mało słychać, ale za to można w domu nadrobić wieloletnie zaległości.

 

MR: Na przykład „Ambonę ludu”, która jest propozycją Teatru Nowego na majówkę.

PK: Tak, staramy się w każdy piątek proponować internetowym widzom coś z naszego teatralnego archiwum. Wybieram te realizacje, w których obraz montowany był z kilku kamer, a dźwięk został dobrze zarejestrowany. Po „Kanapce z człowiekiem”, cyklu „Jeżyce Story”, „Firmie”, „Domu lalki” i „Porno. Kiedy władza decyduje, kim jesteś” teraz kolej na „Ambonę ludu” Wojciecha Kuczoka w mojej reżyserii. Będzie można zaplanować sobie oglądanie naszego spektaklu już w piątek, 1 maja o godzinie 19.00. Powinien być dostępny do końca weekendu.

 

MR: A czy da się zachować w jakiś sposób bezpośredniość teatru w Internecie?

PK: W sieci najcenniejsze są transmisje na żywo. One zachowują przynajmniej wyjątkowość teatralnego „tu i teraz”, dają poczucie istnienia we wspólnocie przeżywającej w tej samej chwili podobne emocje.

 

Porno, fot. Bartłomiej Jan Sowa

Porno, fot. Bartłomiej Jan Sowa

Zainicjowaliśmy w Nowym granie live jako pierwsi w Polsce, już nazajutrz po zamknięciu teatrów dla publiczności.

Nasz „Stan podgorączkowy” z piosenkami Agnieszki Osieckiej obejrzało ponad 20 tysięcy widzów. Przyznam, że realizując transmisję i czytając jednocześnie internetowe wpisy na czacie, wielu z nas miało łzy wzruszenia w oczach. Pozytywny oddźwięk tego wydarzenia przerósł nasze oczekiwania.

 

MR: Myśli Pan, że taki odbiór przedstawienia miał związek z kontekstem jego prezentacji?

PK: Niektóre utwory Agnieszki Osieckiej wykonywane w tym spektaklu zabrzmiały 12 marca, w obliczu pierwszych nakazów izolacji, niezwykle dojmująco. Kiedy Daniel Moszczyński śpiewał „Co to za czas?”, „Życie nie stawia pytań” czy – wraz z naszymi aktorkami – „Niech żyje bal”, trudno było odciąć się od ewidentnych skojarzeń z przemożnym pragnieniem życia mimo wszystko.

 

MR: Czy formuła takich pokazów powróci do Nowego?

PK: Bardzo pragniemy w maju i czerwcu wrócić do grania internetowego na żywo. Czekamy na choćby częściowe złagodzenie przez rząd obostrzeń dotyczących warunków pracy w grupie. Ale jesteśmy też gotowi przereżyserować spektakle tak, by zachować między aktorami półtorametrowe odległości.

 

Nasze plany już za chwilę zostaną zweryfikowane przez wyniki naboru wniosków o ministerialne dofinansowanie działań w sieci. Trudno dziś przewidzieć sposób podziału tego niezbyt okazałego kołacza, a przecież walczy o niego chyba cała teatralna Polska.

My chcielibyśmy uszczknąć choć kawałek na trzy nowe transmisje. Mamy ambicje i możliwości realizowania na żywo własnego teatru telewizji, mamy już szczegółowo zaplanowane realizacje i świetnego partnera technologicznego. Niestety straty, które ponieśliśmy, nie grając, kompletnie uniemożliwiają nam tworzenie nowych wydarzeń z własnych środków.

Nie ukrywam, że sporą część kosztów ewentualnych transmisji chciałbym przeznaczyć na honoraria aktorskie, by w ten sposób wesprzeć zespół artystyczny będący w finansowej zapaści.

 

MR: Czego zatem możemy spodziewać się w kolejnych odsłonach prezentacji online?

PK: Niemiłościwie nam panującą pandemię traktuję jak ostateczne ostrzeżenie dla ludzkości, swoiste ultimatum wysłane nam przez matkę naturę. Nie jestem w tym na szczęście odosobniony.

 

Piotr Kruszczyński, fot. Mariusz Forecki

Piotr Kruszczyński, fot. Mariusz Forecki

Mam nadzieję, że świat bezwzględnej ekonomii i – nie chcę używać bardziej radykalnego epitetu – polityki ograniczy swoją rabunkową ekspansję, a my sami będziemy w stanie nauczyć się skromniejszego, prostszego życia.

Już pobieramy pierwsze bolesne nauki, oby skuteczne. W Nowym mamy od niedawna w repertuarze spektakl, który jest przejmującą diagnozą zbliżającej się zagłady. To „Dziewczynka z za/Przyszłość boli tylko raz” Mariusza Zaniewskiego. Zdradzę, że czynimy starania, by właśnie to przedstawienie pokazać w kolejnej naszej transmisji na żywo. Jestem przekonany, że w obliczu zmieniającego się świata wybrzmi szczególnie mocno. Mam też nadzieję, że nawet jeśli nie otrzymamy ministerialnych pieniędzy, to ten akurat spektakl uda się zrealizować ze zbiórki crowdfundingowej na portalu PolakPotrafi. Dobroczynność naszych widzów jest wspaniała, pomału zbliżamy się do potrzebnej sumy.

 

MR: Rzeczywiście, epidemia już zweryfikowała nasze myślenie o świecie i naszym w nim funkcjonowaniu. Zmusiła nas do radykalnej i natychmiastowej zmiany naszych przyzwyczajeń i zachowań, ale także sprawiła, że realne okazało się to, co wcześniej wydawało się niemożliwe do zrealizowania. Czy myśli Pan, że obecna sytuacja, nawet w optymistycznym scenariuszu szybkiego powrotu do normalności, wpłynie jakoś na uczestnictwo w kulturze i czy ewentualna rewolucja dotknie także teatr?

PK: Historia dowodzi, że kultura odgrywa arcyważną rolę we wspieraniu społeczeństwa w trudnych czasach, na dziejowych zakrętach. Wierzę, że sprostamy i tym razem, nawet gdy przyjdzie nam grać na ulicach, placach czy w prywatnych mieszkaniach. Tak już przecież bywało. Internet jest dla teatru niewdzięcznym medium, w którym w dodatku musi zmagać się z konkurencją w postaci czystej rozrywki. Z rozmów z naszymi aktorkami i aktorami wiem, że głód grania jest w nich ogromny i z każdym dniem narasta. Mam więc nadzieję, że sieć będzie nam życzliwym gospodarzem, ale z przyjemnością pożegnamy ją, jak najszybciej wracając na scenę.