fot. ze strony Stary Kalisz

Podzwonne ponowoczesności

Czy się z tym godzimy, czy nie, wzrasta świadomość tzw. postmodernizmu polskiego przełomu XX i XXI wieku. Nad Wisłą mnogo przykładów krzykliwych gmaszysk z szeroką paletą barw i kształtów, które wciąż większości kojarzą się raczej pejoratywnie, lub w najlepszym razie – obojętnie.

Sądzę jednak, że architekturę powinno się oceniać, biorąc pod uwagę nie tylko opinię publiczną. Warto zwrócić uwagę też na to, co te budowle reprezentują swoją formą, ile jest w nich udawania, a ile prawdy.

 

Jaki jest polski postmodernizm czasów disco polo? Troszkę jak różowe armatury łazienkowe.

Ciekawy, nawet ładny zapewne dla niektórych, ale pasuje do bardzo określonych przestrzeni. Jest trudny. A jego konserwacja – to już zupełnie dziewicza nauka.

„Postmodernizm jest prawie w porządku”

Po lekturze książki o tytule jak powyżej, nasuwa mi się pytanie, czy będziemy tęsknili za tymi obiektami, gdy ich zabraknie – choćby tak, jak za ostatnim polskim transatlantykiem Batorym? Czy architektura, której nazwa sugerować ma wykształcenie czegoś ponad nowoczesność, stanie się kiedyś zabytkowa. I w końcu, czy trafi ona do kanonu historii sztuki?

 

okładka książki Łukasza Stanka, pt. "Postmodernizm jest prawie w porządku, fot. materiały promocyjne wydawcy Fundacji Nowej Kultury Bęc Zmiana

okładka książki Łukasza Stanka, pt. “Postmodernizm jest prawie w porządku, fot. materiały promocyjne wydawcy Fundacji Nowej Kultury Bęc Zmiana

Na te trzy pytania zdaje mi się znam odpowiedź, ale tylko w przypadku ostatniego, odpowiedź brzmi „tak”.

Historia sztuki to dorobek ludzkości. Im więcej w tych dziełach przedrostka „-naj”, tym więcej o danym obiekcie słów zarówno uznania jak i negacji. Postmodernizm jeszcze długo nie pozbędzie się w swoim nazwijmy to – dorobku – epitetów nie koniecznie pochwalnych. Ale na szczęście (jego), to zapewni mu trwałą obecność w dziejach tego, co człowiek stworzył.

Postmodernizm to nie tylko określenie z dziedziny architektury. Podobnie jak modernizm, kojarzy on ze sobą wiele aspektów życia. Jako styl architektoniczny odwołuje się do archetypu i reminiscencji. Innymi słowy – czerpie wzorce z historii i przetwarza je do woli. Architekci postmodernistyczni zgodnie twierdzą, że przeszłość jest niewyczerpanym źródłem, z którego można pobierać rozmaite motywy i żonglować nimi dowolnie w sylwetkach projektowanych gmachów.

 

Nie bazując na wzorcach, narażamy się na krytykę.

Ta zasada w architekturze znalazła zastosowanie parokrotnie, jak choćby przed ponad stu laty, kiedy otaczała nas sztuka secesji, uznana po 1945 roku za szczyt kiczu i złego smaku, fanaberię ekscentryków bez źródeł w kanonie.

Studiując architekturę Kalisza wzniesioną po 1989 roku i wsłuchując się w opinię mieszkańców na jej temat, zastanawia, co nie pozwala większości z nas myśleć o romskich pałacach z Majkowa, hali handlowej „Pod Zegarem”, toalecie publicznej na kaliskich plantach, czy o budce z kebabem przy Rogatce jako o czymś wartościowym?

 

Łódź - monumentalna kamienica Bernarda Gluksmana, fot. ze strony Polska Niezwykła

Łódź – monumentalna kamienica Bernarda Gluksmana, fot. ze strony Polska Niezwykła

Budynki te przecież przypominają nam ikony światowej architektury: perskie rezydencje, bizantyjskie kościoły, greckie świątynie w typie Partenonu.

Wspomniana na wstępie książka wskazuje na jedną rzecz, której brakuje postmodernizmowi, by mógł być stylem porządnym. Osobiście nazywam to prawdą architektoniczną. Jeżeli dodamy do tego techniczne uwarunkowania budowlane młodej kapitalistycznej Polski (np. wykorzystywanie materiałów budowlanych o niskiej wartości i często przypadkowej formie), to rezultat może być tylko przykry.

Tak więc prawie robi wielką różnicę rozwijając tytuł książki ze wstępu.

Makijaż miasta

Szóste i siódme dziesięciolecie XX w., wpisały w panoramę Kalisza olbrzymie blokowiska, jak choćby to z osiedla XXV-lecia PRL czy z Dobrzeca. Były to klasyczne przykłady idei LeCorbusiera. Te „maszynki do mieszkania”, budowane były szybko w odpowiedzi na głód mieszkaniowy, z uznaniem konieczności posiadania: dużej ilości słońca w lokalu, łazienki, czy miejskiego ogrzewania.

 

Budynki te jednak bardzo nieładnie się postarzały.

Wielka płyta dopiero od niedawna w ośrodkach miejskich z wysoką kulturą krajobrazu miejskiego, przechodzi lifting. Ten proces rewitalizacji „mrówkowców” i im podobnych, jest czymś, czego tak naprawdę sami się dopiero uczymy, zaglądając oczywiście ciekawskim okiem za Odrę.

Szybko to, czym obdarowała Kalisz Fabryka Domów, stało się szare i smutne. W końcu lat 80., kiedy PRL był w stanie agonii, depresja architektoniczna osiągnęła poziom krytyczny. Nie należy się więc dziwić zjawisku, jakie zaobserwowaliśmy po roku 1989. Mowa o boomie budowlanym odgradzającym czasy PRL grubą i kolorową kreską.

 

Postmodernistyczna Hala Pod Zegarem, fot. ze strony Kalisz czasem malowany

Postmodernistyczna Hala Pod Zegarem, fot. ze strony Kalisz czasem malowany

Kolorowym precedensem stał się w Kaliszu dom handlowy „Pod Zegarem”.

Do połowy lat 90. znajdował się w tym miejscu plac targowy, z czasem zadaszony i opanowany przez szczury. Sytuacja sanitarna tego miejsca była główną przyczyną, dla której zdecydowano się zbudować tutaj halę handlową z prawdziwego kapitalistycznego zdarzenia. A miało to miejsce w roku 1998.

Nie trzeba specjalistycznej wiedzy z historii sztuki, by skojarzyć to, co tutaj powstało, z typowymi rozwiązaniami mieszczańskiej architektury kamienicznej z przełomu XIX i XX wieku. Sylweta przybytku handlu do złudzenia przypomina setki podobnych domów z kopułami w narożnikach działek z Piotrkowskiej w Łodzi, Matejki w Poznaniu, czy Podwale we Wrocławiu.

 

Uwadze przechodniów mijających kaliską halę „Pod Zegarem” nie powinien ujść gzyms koronujący budynek – rozbudowany tak jak nakazywał akademicki dekalog architektury historyzującej sprzed 100 i więcej lat.

Jest tu imitacja boniowania (tworzenia żłobień na zewnętrznych ścianach budynków), są kolumny w formie uciętych rurek i szeroka paleta kolorów. A więc od ogółu, do szczegółu niczym w burżuazyjnym pałacu. A jednak, przy w wyglądzie hali przy ulicy Górnośląskiej możemy przeczytać credo polskiego postmodernizmu lat 90-tych – infantylne naśladownictwo.

 

 

Szalet publiczny na kaliskich plantach, fot. Mapy Google

Szalet publiczny na kaliskich plantach, fot. Mapy Google

Drugim przykładem wartym studium jest pawilon handlowy wraz publiczną toaletą na kaliskich plantach. „Mniejszy okrąglak”, jak czasem nazywają go kaliszanie, powstał już w wieku XXI, a dokładnie w roku 2001.

Do Cloaci Maksima, czyli „Ścieku Głównego” ze starożytnego Rzymu, upodobnił się on z racji swojej funkcji. Sylwetą naśladuje inny wybitny budynek świata antycznego – świątynię Westy. Projektant ubikacji tuż za pomnikiem Adama Asnyka wyraźnie nawiązał do tej historycznej formy świątyni – monopteru. Mamy tutaj kopułę i kolumny –  jednak w formie dalekiej od swoich wzorców ze świata antyku. Kopuła jest płaska, zaś kolumny w porządku żadnym –wykonane z kawałka rury.

 

Alternatywne kolory tynków i okładzina z klinkieru tylko dopełniają stylistycznej osobliwości.

Wozy kolorowe, o których śpiewała Maryla Rodowicz, stanęły na dobre po 1989 roku. Można odnieść wrażenie, że właściciele romskich pałacyków tylko na jakiś czas zacumowali swoje gotowe do dalszej drogi tabory. Zachowane w Kaliszu, podobnie jak w innych miastach, często zbudowane są „na dziko”, bez pozwoleń czy asysty architektów. Pod przesytem i ogromnym chaosem z zewnątrz, gdzie barwy biją się z formą, znajduje się najczęściej zbrojony beton lub też wielka płyta, z której budowano największe osiedla.

 

Orient w wydaniu współczesnym. Willa przy ulicy Polnej w Kaliszu, fot. ze strony Stary Kalisz

Orient w wydaniu współczesnym. Willa przy ulicy Polnej w Kaliszu, fot. ze strony Stary Kalisz

Dowodem na to, że w romskim DNA zapisana została pamięć o pochodzeniu – perskich świątyniach, jest obiekt stojący przy ulicy Polnej.

To willa Stary Kalisz, z baniastymi kopułami i oknami zamkniętymi orientalnymi łukami. Ten jak i inne przykłady pochodzą z lat 90-tych, a zastosowane w nich rozwiązania potrafią wprawić w zdumienie. Znajdziemy tutaj rynny biegnące na ukos przez balkon, obłożenie fasady glazurą łazienkową czy komin wyrastający wprost z kopuły. Charakterystyczne są rzeźby o rytualnym i symbolicznym znaczeniu oraz fontanny z amorkami czy gipsowe figurki lwów. Godne uwagi są kopuły, jak i ostrosłupowe szczyty dachów opatrzone napisami z metaloplastyki i datownikami. I choć z doklejoną łatką postmodernistycznej improwizacji, to w tym szaleństwie można znaleźć regułę – jest nią tożsamość kulturowa.

 

Neogotycki gmach Filharmonii Kaliskiej i budynek w jego pobliżu, fot. Mapy Google

Neogotycki gmach Filharmonii Kaliskiej i budynek w jego pobliżu, fot. Mapy Google

W alei byłych dam i dyktatorów Europy, czyli dzisiejszej alei Wolności znajdziemy kolejny jaskrawy przykład filozofii postmodernistycznej wyrażanej w cegle.

W późnych latach 90-tych XX wieku, neogotyckiemu gmachowi użyczonemu Filharmonii Kaliskiej wyrósł konkurencyjny budynek, który czai się przed fasadą przybytku muz po dziś dzień. Pierwotnie był tam sklep, później herbaciarnia, przez pewien czas kwiaciarnia. Dziś świeci pustką i z powodzeniem panować nad nim zaczyna flora.

 

Styl kubistycznego kiosku doskonale tłumaczy swój rodowód.

Sąsiadując z neogotyckim budynkiem z drugiej połowy XIX wieku, czerpie garściami z architektury wieków średnich. Znajdziemy tutaj pseudowimpergi nad oknami – czyli dekoracyjne, trójkątne szczyty, odrobinę jednak za proste i okna z podziałami (kiedyś witrażowymi). Renesans gotyku w ostatniej dekadzie drugiego millenium.

Renesans gotyku w ostatniej dekadzie drugiego millenium

A skoro już mowa o odrodzeniu, to swój felieton podsumuję, dając przykład chyba najbardziej znanej ponowoczesności w Kaliszu z końca XX wieku. W przypadku obudowy przedwojennej trafostacji przy Rogatce, mówimy o pluralizmie w budownictwie postmodernistycznym.

 

Klasycyzm i neoneoklasycyzm po dwóch stronach ulicy Górnośląskiej w Kaliszu, fot. ze zbiorów autora oraz Map Google

Klasycyzm i neoneoklasycyzm po dwóch stronach ulicy Górnośląskiej w Kaliszu, fot. ze zbiorów autora oraz Map Google

Popularny kebab-bar na styku najruchliwszych ulic w Śródmieściu Kalisza, niedawno pomalowany na biało, zbudowany ponad 20 lat temu, paradoksalnie, zdaje się, że miał historyczną przestrzeń dopełniać.

Zwłaszcza zaś bezpośrednie sąsiedztwo jednego z najwartościowszych zabytków miasta – klasycystycznej rogatki miejskiej z 1828 roku wybudowanej według projektu Franciszka Reinsteina. Projektant budynku ze wschodnimi smakołykami najwyraźniej uznawał wartość greckiej świątyni w typie templum in antis, skoro nie zechciał wybudować bardziej okazałej struktury. Ostatecznie, zabieg zbliżenia gabarytowego jak i stylowego, przyniósł osobliwy skutek, także w urbanistyce tego miejsca.

Rogatkę Wrocławskę i kebab budkę dzieli gwarna Górnośląska. Jednak znacznie więcej łączy oba budynki. Portyk – jest. Trójkątny fronton – obecny. Kolumny – i w jednym i drugim przypadku flankują wejścia.

 

Nie można lepiej wytłumaczyć na czym polega architektura postmodernistyczna przełomu XX i XXI wieku.

Nawet jeśli każdy z budynków opisywanych dzisiaj i ich odpowiedniki (archetypy), rzucają taki sam cień, to każdy z nich definiuje detal, materiał, wykonanie i obróbka. Oczywisty kontekst historyczny w przypadku jednego budynku powstałego po 1990 r. nie musi być odszukany w bryle innego.

Ten pluralizm w eklektyźmie postmodernistcznym to dopiero odrabiana przez nas lekcja historii. Przyszłe pokolenia zważą ile warta jest ta ponowoczesność.