fot. Michał Kruszona, opuszczona parcela w Charcicach

Poniatówki – lokalne dziedzictwo

„Dostatnio wykonany dom z drewna jest lepszy od licho wykonanego domu murowanego […]. Skoro nas nie stać na dostatnio wykonane domy murowane, to powinniśmy się trzymać drzewa” – to słowa ministra rolnictwa Juliusza Poniatowskiego, wygłoszone w polskim parlamencie pod koniec lat 30. ubiegłego wieku w odpowiedzi na krytykę drewnianych osad, nazwanych od jego nazwiska „poniatówkami”.

Poniatówki – osady parcelacyjne, które powstały w drugiej połowie lat 30. XX stulecia w Wielkopolsce i na Pomorzu  – są przykładem cennego i zanikającego dziedzictwa, o które należy zadbać i przywrócić do świadomości współczesnych mieszkańców. Z tego lokalnego dziedzictwa można czerpać inspirację do wielu działań i  budować nie tylko tożsamość i więzi międzyludzkie, ale co najważniejsze – poczucie dumy z miejsca, w którym się mieszka. Jest ono świadectwem przeszłości i tego, jak żyli nasi przodkowie, a to zobowiązuje nas do dbania o nie, tym bardziej że jego zasób jest nieodnawialny.

Reforma Juliusza Poniatowskiego

Aby wyjaśnić, czym były poniatówki, musimy cofnąć się do lat 30. i do  sytuacji, jaka panowała wówczas na polskiej wsi. Światowy kryzys gospodarczy w Polsce trwał nieco dłużej, na co wpływ miał zapewne fakt, że była ona krajem rolniczym. Problemem na wsi było nie tylko przeludnienie, ale i  zacofanie. Najtrudniejsze warunki panowały na ziemiach dawnego zaboru rosyjskiego i w Galicji. Według spisu ludności przeprowadzonego w 1931 roku mieszkańcy wsi stanowili nieco ponad 70%. Szacuje się, że w latach 30. na 100 ha gruntów ornych, łąk i pastwisk przypadało 81 osób (podczas gdy np. w Niemczech 49 osób).

 

Poniatówka, fot. Cyfrowe Archiwum Józefa Burszty

Poniatówka, fot. Cyfrowe Archiwum Józefa Burszty

Wieś borykała się z problem ludzi „zbędnych” – nieposiadających własnej ziemi bądź wegetujących na maleńkim gospodarstwie, które zazwyczaj  nie przekraczało 2 ha.

I choć takie przeważały, to nie dawały ani dochodu, ani nie zapewniały odpowiednich środków do utrzymania. Wielkie gospodarstwa (powyżej 50 ha) stanowiły zaledwie 1% ogółu, jednocześnie zajmując niemal połowę gruntów w Polsce.

Od połowy lat 30. rozpoczęło się powolne wychodzenie z kryzysu i stopniowo poprawiała się sytuacja na wsi. Kiedy  w 1934 roku ministrem rolnictwa został Juliusz Poniatowski, realizacja reformy rolnej znacznie przyspieszyła. Rozpoczął się proces oddłużania polskiego rolnictwa, inwestycji wodno-komunikacyjnych, popierania organizacji rolniczych i działań na rzecz oświaty rolniczej. Ponieważ władza dążyła też do wzmocnienia polskiego stanu posiadania, zwłaszcza na ziemiach dawnego zaboru pruskiego, akcja parcelacji osad, w efekcie której powstało kilka tysięcy gospodarstw chłopskich, wpisała  się w ten trend.

Juliusz Poniatowski w 1936 roku stwierdzał:

 

„Państwo prowadząc swą politykę rolną, zmierza do tego, aby tereny, które wykazują najniższe zaludnienie rolne, stawały się terenami stopniowo zagęszczającymi się, przynosząc ulgę terenom przeludnionym. Poznańskie i Pomorze pod tym względem jest wyjątkową dzielnicą, albowiem stan przeludnienia jest tam najniższy i zasób ziemi wielkiej własności jest największy. Natężenie przeto polityki agrarnej w tych 2 województwach ma podstawy swoje zarówno gospodarcze, jak i społeczne”.

 

W powiecie szamotulskim osady parcelacyjne zwane „poniatówkami” utworzono w 1938 roku z majątków Nowa Wieś (folwarki Marianowo – 14 działek, Stare Miasto i Smolnica – 37) i Biezdrowo (20 osad). Przekazanie osad nowym nabywcom odbyło się w niezwykłych okolicznościach, o czym donosiła wielkopolska prasa.

„Nowy Kurjer Poznański” z 27.X.1938 informował, że choć co roku jesienią odbywa się przekazanie parcelowanych majątków, to po raz pierwszy akcja ta miała tak uroczysty charakter, bo uczestniczyli w niej:

 

Wizyta prezydenta Ignacego Mościckiego na terenach parcelacyjnych pod Wronkami, październik 1938, fot. Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

Wizyta prezydenta Ignacego Mościckiego na terenach parcelacyjnych pod Wronkami, październik 1938, fot. Muzeum Zamek Górków w Szamotułach

"Prezydent RP prof. Ignacy Mościcki oraz najwyższy dostojnik Kościoła katolickiego w Polsce J. Em. ks.  August Hlond".

 

Prezydent przyjechał do Wronek  i spędził noc w pociągu salonowym na stacji kolejowej. Towarzyszyli mu żona, minister rolnictwa Juliusz Poniatowski i  wiceministrowie Michał Wierusz-Kowalski i Maurycy Jaroszyński, prezes NIK Jakub Krzemieński, obaj adiutanci przyboczni. Na dworcu przywitali gościa wojewoda poznański płk Artur Maruszewski, gen. Edmund Knoll Kownacki i kompania honorowa jednego z poznańskich pułków piechoty.

 

„Z Wronek korowód samochodów udał się na teren parcelacyjny w Nowej Wsi, gdzie ustawiono ołtarz polowy przybrany w barwy narodowe. Miejscowa ludność osadnicza oraz delegacje Kółek Rolniczych z Wielkopolski i Pomorza z pocztami sztandarowymi utworzyli olbrzymi czworobok na placu, na którym łopotał na wietrze las sztandarów. Tutaj zebrali się przedstawiciel władz, instytucji i społeczeństwa. Krótko przed przyjazdem Prezydenta przybył kardynał Hlond. W chwili przybycia Prezydenta orkiestra odegrała hymn, zaś szpalery dziatwy szkolnej, która obsadziła  całą trasę  drogi do Nowej Wsi manifestowały swą radość chorągiewkami i wznoszeniem entuzjastycznych okrzyków »niech żyje«.

 

Na spotkanie wyszedł osadnik Kaczmarek [Bolesław Kaczmarek był absolwentem szkoły rolniczej i nabywcą gospodarstwa w Biezdrowie], który powitał Prezydenta chlebem i solą, wygłaszając przemówienie: »Mam zaszczyt powitać Najdostojniejszego Pana Prezydenta w imieniu tych wszystkich rolników, którzy tu osiedlili się na nowych warsztatach pracy. Staropolskim obyczajem witamy chlebem i solą i dziękujemy serdecznie za przybycie do nas i zainteresowanie się naszym życiem. Prosimy o otoczenie nas opieką, a my ze swej strony dołożymy starań, by gospodarstwa nasze powstałe z woli Państwa utrzymać na wysokim poziomie«”.

 

Opuszczona parcela w Charcicach, fot. Michał Kruszona

Opuszczona parcela w Charcicach, fot. Michał Kruszona

Po mszy, którą odprawił ks. dziekan Roman Panewicz z Chrzypska, kardynał Hlond zwrócił się do osadników i udzielił im błogosławieństwa. Dostojni goście udali się na:

 

„zwiedzanie osad rozparcelowanego majątku państwowego Nowej Wsi z folwarkami Marianowo, Stare Miasto i Smolnica oraz majętności Biezdrowo. O godzinie 13 Prezydent udał się do Sierakowa, po drodze zwiedzając zagrody osadników Czajki i Pospiesznego na terenie majątku Charcice – Izdebno, gdzie utworzono 47 osad o przeciętnym obszarze 10 ha”.

U Państwa Borowickich w Biezdrowie

Jednym z kilkunastu osadników, którzy z dawnego województwa krakowskiego przyjechali osiedlić się w Wielkopolsce, był Józef Borowicki. Jego córka, pani Halina Borowicka wspominała, że jej mama była pełna obaw, kiedy przyjechali z Machowej do Biezdrowa. Martwiło ją, że grożą im podtopienia – ten niepokój był uzasadniony, w 1934 roku bowiem południowe tereny Polski nawiedziła ogromna powódź.

 

Rodzina Borowickich otrzymała osadę nr 14 przy drodze ze Starego Miasta. Obszar gospodarstwa wynosił 9,38 ha. Wartość całej osady oszacowano na 17 457 zł, w tym ziemię wyceniono na 8384 zł, budynki na 7556 zł, pozostałe zaś składniki na 1517 zł. Pierwsza wpłata wynosiła 1500 zł, a roczną składkę ustalono na 47 zł za 1 ha. 

 

Tu warto podkreślić, że niejednokrotnie wpłata była dla osadników ogromnym wysiłkiem i zdarzało się, że całe rodziny składały się na nią. Kredyt na zakup gospodarstwa zaciągano w Banku Rolnym – przez trzy lata osadnik zwolniony był z regulowania rat. Państwo Borowiccy, podobnie jak inni, spłacali kredyt do końca lat 70. (niektórzy jeszcze na początku lat 80.).

Dzięki uprzejmości pani Haliny możemy zobaczyć, jak wyglądały dokumenty, które podpisywał osadnik – wśród nich „Uwagi dla osadnika”.

 

Nowi nabywcy zobowiązywali się do wykupienia polisy ubezpieczeniowej na wypadek pożaru (trzeba było ją przedłożyć komisarzowi ziemskiemu), utrzymywania i konserwowania budynków (nie wolno było samodzielnie robić jakichkolwiek przeróbek, a na rozbudowę wymagana była zgoda Urzędu Wojewódzkiego) oraz obłożenia brukiem kamiennym:

Polisa ubezpieczeniowa podpisywana przez osadnika na wypadek pożaru,  fot. z archiwum rodziny Borowickich z Biezdrowa

Polisa ubezpieczeniowa podpisywana przez osadnika na wypadek pożaru, fot. z archiwum rodziny Borowickich z Biezdrowa

 

„na szerokość co najmniej jednego metra ze spadem odprowadzającym wodę deszczową  od budynków”.

 

Osada zazwyczaj składała się z trzech obiektów – stodoły (od niej rozpoczynano), budynku inwentarskiego i domu wznoszonych w technologii drewnianej. Za dodatkową opłatą stawiano studnię i wytyczano sad z drzewami owocowymi i krzakami porzeczek. Dom powstawał na planie prostokąta, na podmurówce z cegły bądź kamienia, obkładany był drewnem (najczęściej świerkowym), a spadzisty dach kryto zazwyczaj eternitem. Podłogi wykonane były z desek ułożonych na legarach. Pośrodku domu znajdował się komin, do którego podłączano dwa piece kaflowe. Na dole mieściły się kuchnia, sień i dwa pokoje oraz komórka. Poddasze niekiedy wykorzystywano jako miejsce, gdzie suszyło się zboże. Nie było łazienki – na zewnątrz znajdowała się tzw. wygódka. Budynek był ciepły, suchy i przestronny – jego powierzchnia wynosiła około 80 metrów kwadratowych, co jak na tamte czasy było ogromnym metrażem. Dom stawiano zawsze szczytem do drogi, a tym, co go wyróżniało, był ganek. Osady powstawały w oparciu o kilka powtarzalnych projektów, solidnie wykonanych z drewna świerkowego lub jodłowego, sprowadzanego najczęściej z południa Polski.

Powstające gospodarstwa nabyć mogli zarówno małorolni chłopi z Małopolski, jak i ludność miejscowa oraz dawna służba folwarczna z parcelowanego majątku. I tak np. majątek Biezdrowo, którego właścicielem był Maksymilian Wirth, obejmował 935 ha, z czego na parcelację przeznaczono 205 ha – w ten sposób powstało 20 osad o przeciętnym obszarze 10 ha (III klasa użytków rolnych).

 

Osady nabyło dziesięciu chłopów z województwa krakowskiego, sześciu przedstawicieli dawnej służby folwarcznej, jeden absolwent szkoły rolniczej oraz trzech miejscowych.

Minister Juliusz Poniatowski uważał, że powstające gospodarstwa powinny być nie tylko samodzielne, ale poza utrzymaniem rodziny winny zapewnić rolnikom zaspokojenie różnych potrzeb,  w tym kulturalnych.

Poniatówki - przedmiot fascynacji

Po raz pierwszy o poniatówkach usłyszałam od mego taty, kiedy jeszcze byłam dzieckiem i gdy jeździliśmy do Wartosławia i Biezdrowa. Kilka miesięcy temu poznałam historię poniatówki z Pierwoszewa, a zaraz potem trafiło do szamotulskiego muzeum zdjęcie, na którym widać grupę osób  i prezydenta Ignacego Mościckiego. Ta jedna fotografia pobudziła moją ciekawość. O swojej fascynacji  tym tematem zaczęłam opowiadać wielu osobom.

 

I tak doszło do wyprawy do wsi Pierwoszewo, Marianowo, a potem do wizyty u państwa Borowickich w Biezdrowie i poszukiwań poza powiatem w Izdebnie i Charcicach (gmina Międzychód).  

Dla tych, którzy czują niedosyt – temat poniatówek zawiera wiele wątków i niestety nie wszystkie udało się poruszyć w artykule, badania będą trwały i być może za jakiś czas opowiemy nowe historie.

 

Dziękuję pani Violetcie Kamyszek z Pierwoszewa oraz  państwu Halinie, Stanisławowi i Radkowi Borowickim z Biezdrowa, bez których wiedzy i opowieści ten tekst byłby niepełny.

 

Wybrana literatura:

Szczegółowe dane dotyczące parcelacji majątków Nowa Wieś i Biezdrowo Pow. Szamotulskiego oraz Charcice – Izdebno Pow. Międzychodzkiego, Wydawnictwo Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, Poznań 1938.

Mieszczankowski M., „Rolnictwo II RP”, Warszawa 1983.

Machałek M., „Przemiany polskiej wsi w latach 1918–1989”, „Klio. Czasopismo poświęcone dziejom Polski i powszechnym”, t. 26 (3)/2013, s. 55–80.

Matusiak M.R., „Juliusz Poniatowski. Czerwony jakobin czy pragmatyk i realista? Działalność społeczno-polityczna w latach 1915–39”, Łódź 2015.