fot. Aleksandra Polerowicz

Poznańskie rodziny katyńskie. Rozmowa z reżyserem Jackiem Kubiakiem.

„Musimy pamiętać o różnicy między zbrodnią sowiecką a nazistowską. Bo o tej drugiej zaczęto mówić już krótko po wojnie. Można było szukać śladu zamordowanego. Rodziny ofiar zbrodni rosyjskich bardzo długo nie mogły tego zrobić” – opowiada Jacek Kubiak, reżyser filmu dokumentalnego „Kto nie znał ojca twarzy… Poznańskie rodziny katyńskie”.

Jakub Wojtaszczyk: Jak narodził się pomysł na dokument „Kto nie znał ojca twarzy… Poznańskie rodziny katyńskie”?

Jacek Kubiak: Ideę podsunął pan Wojciech Bogajewski, prezes poznańskiego Stowarzyszenia Katyń. Nagraliśmy całą serię wywiadów z potomkami oficerów, którzy zginęli w Katyniu. Publikowaliśmy je sukcesywnie w Poznańskim Archiwum Historii Mówionej. 

 

Gdy te wywiady obejrzeliśmy na spokojnie kilka razy, stało się dla nas jasne, że chcemy zrobić film o cierpieniu rodzin, o braku ojca, o tęsknocie, o czekaniu.

Wtedy poprosiliśmy naszych bohaterów o jeszcze jedną rozmowę, skoncentrowaną już tylko na tym przeżyciu: przez dziesięciolecia wiele rodzin nie widziało, co się naprawdę stało. Ze słabnącą nadzieją, ale czekali i wciąż nie mogli opłakać swoich ojców. To chciałem przekazać w filmie.

 

Jacek Kubiak, fot. Aleksandra Polerowicz

JW: Jakie dobierał pan bohaterów i bohaterki?

JK: Wszystkie zgromadzone relacje były poruszające. Każdy z bohaterów ma jedyną w swoim rodzaju historię i jeśli nam ją opowiada, to dopuszcza nas do bardzo intymnej bliskości. Ale niektóre historie były chyba zbyt bolesne, aby opowiedzieć je dla potrzeb filmu ponownie. Pamiętam smutek pani, która ojca straciła w Katyniu, a matkę w Forcie VII. Nie zgodziła się na drugą rozmowę.

 

JW: Czy któraś z opowieści szczególnie utkwiła panu w pamięci?

JK: Wszystkie zapadły mi głęboko w pamięć. Na przykład opowieść pani Dobrochny Konrad o ostatnim pożegnaniu z ojcem. Albo opowieść pani Jadwigi Fęglerskiej o tym, jak dopiero pod koniec lat 80. znalazła nazwisko swojego ojca na liście katyńskiej, którą przysłali Rosjanie, przyznając się do mordu.

JW: Jak wyglądała droga pana bohaterów i bohaterek do odnalezienia zabitych ojców, mężów, dziadków?

JK: Tuż po wojnie było różnie. Dwukrotnie zetknąłem się z taką historią: do domów, w których mieszkały rodziny oficerów, w 1945 r. dokwaterowano Rosjan.

 

Gdy zobaczyli zdjęcia polskich oficerów i usłyszeli, że to ojciec, który trafił do radzieckiej niewoli, odpowiedzieli: „On już nie żyje. My ich wszystkich zamordowaliśmy”.

Jacek Kubiak, fot. Aleksandra Polerowicz

Często też pojawiały się informacje o śmierci z innych źródeł, bo przecież kilka tysięcy ofiar Katynia zidentyfikowali w 1943 r. Niemcy. Nie dowierzano im jednak, łudzono się, że to pomyłka. Nadzieja się tliła. Symboliczny jest wspomniany moment, gdy pani Fęglerska znajduje nazwisko ojca. Przecież ta niewiadoma była jak tortura. Czekali na nich. W szafie wciąż wisiały garnitury. Co roku, na Boże Narodzenie zostawiali puste nakrycie dla ojca. Może wróci? Po odnalezieniu nazwiska można było obchodzić żałobę.

 

Musimy też pamiętać o różnicy między zbrodnią sowiecką a nazistowską.

Bo o tej drugiej zaczęto mówić już krótko po wojnie. Można było szukać śladu zamordowanego. Można było odezwać się do międzynarodowych czy nawet niemieckich instytucji z prośbą o pomoc. Rodziny ofiar zbrodni rosyjskich bardzo długo nie mogły tego zrobić.

 

JW: Jak w Poznaniu upamiętniało się zbrodnię katyńską?

Jacek Kubiak, fot. Aleksandra Polerowicz

JK: W stanie wojennym poznaniacy zaaranżowali miejsce na cmentarzu Junikowskim, które było poświęcone pamięci zbrodni katyńskiej. Co roku palono tam świeczki. Mamy kilka fotografii zachowanych z tego miejsca. W latach 80. podziemna „Solidarność” wydała też znaczek i kalendarz przypominający o tym, co zdarzyło się w Katyniu. Byli także nauczyciele, który mieli odwagę, by mówić o zbrodni. Trochę o tej pamięci w czasie PRL mówimy też we filmie. 

 

JW: Czy po ponad 80 latach jest jeszcze jakaś praca do wykonania, aby społeczna świadomość zbrodni katyńskiej była większa?

JK: Wiedza jest dosyć spora. Zbrodnia katyńska jest też przedmiotem niezbyt obszernego, ale jednak, nauczania w szkole. Ale teraz, przez jeszcze do niedawna niewyobrażalne wydarzenia w Ukrainie, ten temat stał się na nowo aktualny. Gdy usłyszałem, że za posuwającym się rosyjskim frontem przemieszczają się mobilne krematoria, a Rosjanie są wyposażeni w listy osób, które chcą zaaresztować, bo o coś je podejrzewają, zrozumiałem, że mój film nadal jest aktualny. Myśląc o cierpieniu rodzin katyńskich, możemy sobie trochę lepiej wyobrazić, co teraz czują Ukraińcy.

 

Jacek Kubiak – dziennikarz, dokumentalista, opozycjonista w PRL. Stałym tematem jego prac jest historia Wielkopolski, m.in. „Jasnowłosa prowincja/Die blonde Provinz” (o nazistowskich deportacjach Wielkopolan, wspólnie z Klausem Salge, dla niemiecko-francuskiego kanału ARTE, Polsko-Niemiecka Nagroda Dziennikarska 2010) oraz „Pod Nowym Dębskiem padł…” (2019, o bitwie nad Bzurą, TVP Historia). Prowadzi Poznańskie Archiwum Historii Mówionej (dział Wydawnictwa Miejskiego Posnania).

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0