fot. M. Adamczewska

Pracownia Zbiorów Masońskich

Dzieje ludzi i przedmiotów bywają zawiłe, szczególnie w trakcie zawieruchy wojennej.

Warto więc zacząć od początków powstania tej niezwykłej kolekcji, w której znajdują się druki masońskie, konstytucje, statuty, albumy ze zdjęciami członków, a także niezwykle cenne teksty różokrzyżowców, iluminatów, żydowskiej organizacji B’nai B’rith, druidów niemieckich i wielu innych tajemniczo brzmiących organizacji.

Św. Marcin 78

Magazyn Pracowni Zbiorów Masońskich Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu mieści się przy ulicy Św. Marcin 78 w Collegium Martineum. W tym samym budynku otwarto niedawno Centrum Szyfrów Enigma. Ironią losu można by nazwać to, że potężny zbiór masoników, kolekcjonowany przez Heinricha Himmlera, znajduje się dziś w tym samym gmachu co muzeum poświęcone wybitnym matematykom, mającym na swoim koncie złamanie kodu niemieckiej maszyny szyfrującej.

Według światowych historyków ich wyczyn bezsprzecznie przyczynił się do szybszego zakończenia II wojny światowej. I zapewne miał wpływ na losy kolekcji, którą naprędce wywożono z bombardowanego przez aliantów Berlina.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Dzieje ludzi i przedmiotów bywają zawiłe, szczególnie w trakcie zawieruchy wojennej. Warto więc zacząć od początków powstania tej niezwykłej kolekcji, w której znajdują się druki masońskie, konstytucje, statuty, albumy ze zdjęciami członków, a także niezwykle cenne teksty różokrzyżowców, iluminatów, żydowskiej organizacji B’nai B’rith, druidów niemieckich i wielu innych tajemniczo brzmiących organizacji.

Zbierając informacje do kolejnej książki, miałam niecodzienną przyjemność przeglądać niektóre z tych publikacji. Wiele z nich ma przepiękne okładki, fascynujące ilustracje i niezwykłe ekslibrysy, a część z nich odbitą na pierwszej stronie niepozorną, choć złowieszczo wyglądającą pieczęć z literą „H”. H jak Heinrich Himmler, minister spraw wewnętrznych Rzeszy, Reichsführer-SS. To na jego osobiste polecenie powstała ta kolekcja.

Kolekcjoner

Oczywiście, użycie czasownika „kolekcjonować” w przypadku Himmlera jest poważnym nadużyciem. On i inni Niemcy w czasie wojny zwyczajnie kradli to, co im się podobało, a Himmlerowi w owym czasie podobał się neopoganizm, okultyzm i różne inne teorie, wymyślane niejednokrotnie przez chorych umysłowo szarlatanów, takich jak Karl Maria Wiligut, który swego czasu leczył się psychiatrycznie.

Jednak oprócz zgłębiania wymysłów osobistych magów, takich jak Wiligut, minister Rzeszy pasjonował się również prawdziwą historią templariuszy, wolnomularzy i średniowiecza. Chciał stworzyć własną religię, a z elitarnych oddziałów SS zakon, z całym ceremoniałem i regułami wtajemniczenia. Przede wszystkim jednak miał obsesję na punkcie wszystkiego, co germańskie.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Zlecał poszukiwanie pamiątek po pradawnych Germanach nawet w Peru i Indiach, dokąd zapamiętale słał naukowców. Finansował również poważne badania nad procesami średniowiecznych czarownic, uważając je za kobiety prześladowane przez Kościół w celu wytępienia pradawnej germańskiej kultury ludowej. Sam zaś uważał się za wcielenie Henryka I Ptasznika, króla niemieckiego z X wieku, którego miał za pogromcę Słowian.

To wszystko będąc drugą osobą w państwie. Nie jest więc dziwne, że znalazł całą rzeszę naukowców, archeologów, etnografów, historyków i bibliofilów, którzy w jego imieniu plądrowali archiwa podbitej Europy.

Łupem padały kolejne wielkie biblioteki. Taki sam los spotkał wspaniałe zbiory lóż masońskich w Niemczech, Belgii, Danii, Holandii, Norwegii i Francji. Wszystkie trafiły do Berlina. Jak były cenne dla Reichsführera-SS, świadczy to, że już w 1943 postanowił ewakuować je ze stolicy, obawiając się zniszczenia w czasie bombardowań miasta. Wywieziono je do Czech i na Śląsk.

Początkowo w Sławie Śląskiej znalazło się od 100 do 150 tysięcy tytułów. Potem z obawy przed frontem radzieckim część z nich zabrano z powrotem do Berlina. Po wojnie stały się one łupem tych, w których ręce się dostały. Rozproszona część trafiła do Rosji, Anglii lub wraz z Amerykanami odpłynęła do Ameryki. Zbiór, który pozostał w Sławie, znalazł się na uboczu działań wojennych.

Jakimś cudem miasteczko to ominęły specjalizujące się w grabieży oddziały sowieckie, za to znaczną część mieszkańców Sławy stanowili polscy robotnicy przymusowi. Jednym z nich był Jan Kluczka, poznaniak, który przekazał informację o znajdujących się w Sławie książkach. Wieść szybko dotarła do Poznania, do profesora Aleksandra Birkenmajera, który wówczas zajmował się zabezpieczeniem „zbiorów porzuconych i opuszczonych”.

Znaczące „H”

Do pałacu w Sławie wysłał pracownika biblioteki uniwersyteckiej Ludwika Gocla. Ten bardzo szybko zorientował się, że ma do czynienia z Biblioteką Fachową Reichsführera-SS, stwierdzając, że jedna czwarta zbiorów opieczętowana jest literą H. Trafnie ocenił, że najcenniejsze są druki masońskie i że należy szybko jej przewieźć, ponieważ miejscowa ludność brała z pałacu na pamiątkę pojedyncze sztuki bądź wyrwane kartki.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Nie było to przedsięwzięcie łatwe. W całej Polsce bibliotekarze mieli pełne ręce roboty, ratując przed zniszczeniem i kradzieżą ocalałe zbiory. A ten zbiór był niebagatelny. Ponad sto tysięcy tomów potrzebowało szesnastu wozów transportowych, by je wywieźć w bardziej bezpieczne miejsce. Operację tę zakończono w maju 1946 roku.

Przez wiele lat zbiory te przechowywano w dawnym pałacu biskupim w Ciążeniu, teraz będącym własnością poznańskiego uniwersytetu, gdzie udało mi się zobaczyć je pierwszy raz. Teraz przeniesiono je do Poznania, do gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej.

Fartuszki, szarfy i inne akcesoria

Zafascynował mnie magazyn Pracowni Zbiorów Masońskich. Wygląda niepozornie. Gdy otworzymy drzwi, zobaczymy niewielką salkę i rząd półek wypełnionych książkami o charakterystyczny niebieskich okładkach – ulubionym kolorze masonów. Oprócz tego gabloty z akcesoriami niezbędnymi w trakcie masońskich ceremonii – fartuszkami, szarfami, mankietami. Jest też oczywiście cyrkiel i węgielnica, są kolumny, tak ważne w wolnomularskiej symbolice, jest nawet czaszka.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Z początku trudno odnieść wrażenie, że to prawdopodobnie największy zbiór literatury masońskiej w Europie, ale jak to jest z każdym wtajemniczeniem, trzeba wejść w głąb magazynu, by zobaczyć niekończące się rzędy sięgających pod sufit półek i zdać sobie sprawę, że tu rzeczywiście mieści się około osiemdziesięciu tysięcy opracowanych woluminów.

Zainteresowanym losami kolekcji polecam tekst Andrzeja Karpowicza „Geneza i zawartość kolekcji druków masońskich Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu” („Biblioteka” 10 (19), 2006, s. 27–49).

 

A o zbiorach masońskich porozmawiam z Iulianą Grażyńską, kustoszem pracowni i autorką wystawy poświęconej zbiorom, czyli osobą wysoce wtajemniczoną.

 

Joanna Jodełka: Jednym z najcenniejszych dzieł znajdujących się w Pracowni Zbiorów Masońskich jest pierwodruk pierwszej Konstytucji Wielkiej Loży Londynu z 1723 roku, opracowanej przez Jamesa Andersona. Dla biblioteki to cenny druk, a dla masonów postanowienia, które obowiązują wolnomularzy od czasów powstania do dziś.  Czy to prawda, że prawdziwi masoni z szacunku dotykają tej książki tylko w rękawiczkach?

Iuliana Grażyńska: Każdy stary druk, każda editio princeps starych druków powinna być dotykana w rękawiczkach. Konstytucje Andersona znajdują się w magazynie Zbiorów Specjalnych i można ją oglądać tylko za pozwoleniem kolegów z Pracowni Starych Druków i w naszej obecności. Aktualnie jest ona prezentowana na wystawie mojego autorstwa: Collectio Latomorum Bibliothecae Universitatis Posnaniensis. Wystawa jest czynna w godzinach otwarcia Biblioteki Uniwersyteckiej. Do 31 grudnia br.

 

JJ: To niezwykła okazja, by zobaczyć to dzieło i serdecznie wszystkich również zapraszam. Z pracowni korzystają naukowcy z różnych krajów. Z jakich najczęściej?

IG: Ze zbiorów masońskich Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu korzystają regularnie czytelnicy z Niemiec, Francji, Rumunii, Czech.

Dla czytelników z Niemiec ważnym punktem wyjścia do badań i przeprowadzania ciekawych kwerend jest ogromna baza spisów członków lóż wolnomularskich, którą przygotowywałam przez trzy lata. Jest to katalog spisów 951 lóż obejmujący aktualnie 40709 skatalogowanych roczników Mitgliederów [niem. członków – przyp. red.].

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Pan Aleksander Gniot rozszerzył bazę o kolejne kolumny z informacjami o dacie powstania loży, wariantach nazw i miejscowości oraz regionów. Oddając do rąk użytkowników tę bazę spisów członków lóż wolnomularskich, mieliśmy nadzieję, że przyczyni się ona do zwiększenia zainteresowania tematem masonerii w Polsce i w Europie.  

Wiele reprintów na podstawie naszych zbiorów wydano we Francji w wydawnictwie Lacour. W zeszłym roku student z Uniwersytetu w Bordeaux, w ramach Erasmusa, po spędzeniu roku na UAM, korzystając z naszych zbiorów, napisał pracę magisterską na temat masońskich zbiorów muzycznych. Powodem do radości jest dla nas praca doktorska Marie-Anne Mersch pt. La francs-maconnerie et les femmes au temps des Lumieres [Wolnomularstwo i kobiety w epoce oświecenia]. Praca została napisana w oparciu o 120 woluminów z naszych zbiorów. Te prace również znajdują się na wystawie.

Wśród czytelników, którzy odwiedzają nas regularnie, jest baronówna Gasparine Grand d’Esnon z Francji, która odwiedziła nas 27 razy, zawsze podczas wakacji goszcząc u nas aż 10 dni! Jej matka, baronowa Gertruda-Renata Grand d’Esnon, z domu księżna Reuß zu Köstritz (wiceprezes stowarzyszenia róż), podarowała w 1996 roku Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy 110 szczepów róż hodowanych w jej posiadłości we Francji. Róże te to dawne odmiany tych kwiatów o proweniencji sięgającej XV wieku. Pochodzą z wielu stron świata: z Chin, Bliskiego Wschodu, Egiptu, USA oraz niemal z całej Europy.

Coraz częściej loże masońskie z Rumunii proszą o skanowanie brakujących roczników oraz wydają publikacje poświęcone historii sztuki królewskiej. Mamy stały kontakt z instytucją Centrul Regional de Studii Francmasonice Paris–Bucuresti z Bukaresztu (członkiem AMMLA, czyli Stowarzyszenia Muzeów, Bibliotek i Archiwów Wolnomularskich w Europie). Na łamach czasopisma „Cuvânt Masonic / Parole maçonnique” ukazały się liczne artykuły o naszych zbiorach.

 

JJ: Niezwykli goście! A czy wśród osób korzystających ze zbiorów trafili się jacyś podejrzani poszukiwacze przygód? Tropiciele spisków wszelakich?

IG: Ze wspomnienia emerytowanego pracownika wiem, że było kilka osób, które można zaliczyć do „mafii” handlującej masonikami, m.in. był pewien Niemiec, który gromadził ukradzione masoniki, aby je spalić w piecu.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

Zdarzył się również niemiecki antykwariusz, który ukradł z naszych zbiorów 20 książek i chciał je przewieźć do Niemiec. Jednak kiedy wracał, przy przekraczaniu granicy w Świnoujściu zwrócił na siebie uwagę celników i zaczął wyrzucać książki podczas ucieczki. Celnicy je odzyskali.

Pracownik naszego uniwersytetu razem z Biblioteką Narodową w Warszawie wycenił te druki. Proces zakończył się zapłaceniem kaucji w markach niemieckich.  

 

JJ: Wyczytałam, że w 1998 jeden z nauczycieli historii w Sławie, w której w czasie wojny przechowywano zbiory, zorganizował akcję odnajdywania w domach pozostałości po ukrywanych tutaj zbiorach. W ten sposób do biblioteki trafiły fragmenty archiwalnych kartotek. Czy dziś pracownia wzbogaca się o nowe publikacje? 

IG: W czasopiśmie „Ars Regia” jest artykuł profesora Tadeusza Cegielskiego pt. „50 lat Zbiorów Masońskich”. W tym tekście jest mowa o wyjedzie pracownika Zbiorów Masońskich do pałacu Haugwitzów w Sławie Śląskiej. Części kartoteki odkryta wtedy trafiła do nas.

 

fot. M. Adamczewska

fot. M. Adamczewska

W dalszym ciągu wzbogacamy księgozbiór o nowe publikacje. W ostatnich latach na aukcjach pozyskaliśmy także kilkanaście wspaniałych dyplomów wolnomularskich.

JJ: W Pracowni Zbiorów Masońskich znajdują się również niezwykłe przedmioty. Są one wyeksponowane w gablotach. Rzadko spotyka się takie akcesoria w bibliotekach. Pozwalają się one wczuć w atmosferę spotkań członków lóż i przybliżyć symbolikę masońską.

 IG: Pamiątki wolnomularskie otrzymaliśmy w 2013 roku, w depozycie od loży Świątynia Hymnu Jedności w Poznaniu. To prawda, że regalia, dyplomy, ryciny, fartuszki, młotki, szarfy, odznaki, wyroby szklane i ceramiczne są domeną muzeów wolnomularskich, jednak nasz dysponent uważał, że jedyne miejsce, gdzie zostanie doceniona ich wartość, to nasze zbiory masońskie.

 

JJ: Zapraszamy więc do Pracowni. Tam tajemnice masonów są na wyciągnięcie ręki. Oczywiście również zachęcam do odwiedzenia wystawy w Bibliotece Uniwersyteckiej.

IG: Pani ostatnia książka także znajduje się na wystawie w gablocie nr 14 dotyczącej masonerii w Poznaniu.

 

JJ: Czyli chcąc nie chcąc, za sprawą „Córki nieboszczyka” znalazłam się w kręgu wtajemniczonych. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
5
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0