fot. Materiały prasowe

Przeszłość i teraźniejszość

Dzisiaj na rynku księgarskim pojawi się najnowsza publikacja wydawnictwa Rebis - książka Judith Herrin pt. „Rawenna. Stolica imperium, tygiel Europy”.

Ta bardzo interesująca książka, choć traktuje o początkach naszego, europejskiego świata, pozwala zrozumieć wiele z tego, co najbardziej aktualne. Podsuwa klucze interpretacyjne do radzenia sobie z najbardziej współczesnymi problemami.

Przeszłość i teraźniejszość

Historia, jak twierdzili starożytni Rzymianie, miałaby być nauczycielką życia. W istocie daje się jednak wykorzystać w różnych celach na różne sposoby. Być może dlatego Nietzsche z takim zapałem krytykował wychowanie historyczne. Miałoby ono, według niego, służyć najprostszym uzasadnieniom działań na bieżąco podejmowanych, poszukiwaniem w przeszłości przykładów pokazujących słuszność podjętych decyzji, by kiedy trzeba – tym właśnie historycznym przykładem – je usprawiedliwić.

 

Choć radykalizm Nietzschego jest przesadny, wskazuje istotną rzecz. Przeszłość nie mówi sama za siebie i jednoznacznie; w zależności od stawianych pytań, pojęciowych ram, w których przeszłość umieszczamy, uzyskujemy różne odpowiedzi.

Nie unikniemy konfrontowania przeszłości z teraźniejszością. Zmienność historii jest konsekwencją zmienności naszego świata. Jednoznaczność faktów jest mitem. W istocie nie tylko musimy je zinterpretować, lecz i dokonać selekcji, połączyć w ciągi przyczynowo – skutkowe. Opisując historię, czynimy to mając w głowie jakiś konkretny obraz dziejów. Uzależniony od kształtu naszej teraźniejszości.

 

Mimo to nie sposób zaprzeczyć istotności historii dla teraźniejszości.

Więcej – z tego ona właśnie wynika, że jest jej lustrem. Należy oczywiście wyjąć z tego przypadki świadomego manipulowania wiedzą o przeszłości, instrumentalnego jej wykorzystywania. Wciąż przeglądamy się w przeszłości poszukując wskazówek, przestróg, mądrości… Wciąż jest obecna, bo tylko ona (i ewentualnie dystans kulturowy – by wspomnieć tylko „Podróże Guliwera”) może pozwala osiągnąć pożądany dystans względem tu i teraz.

Okres przejściowy

Książka Judith Herrin ilustruje wszystkie przywołane wcześniej kwestie bardzo wyraźnie. Gdy myślimy o starożytnym Rzymie, najwyraźniej pobrzmiewają imiona Cezara, Augura, Nerona. Seriale „Rzym”, Ja, Klaudiusz”, liczne ekranizacje Szekspirowskiego „Juliusza Cezara”, czy Sienkiewiczowskiego „Quo vadis?” – te wehikuły nowoczesnej wyobraźni pokazują barwny świat imperialnego Rzymu w rozkwicie jego potęgi.

 

Tymczasem „Rawenna” traktuje o okresie dziejów Imperium Rzymskiego w powszechnej świadomości słabo znanego. Okresie uznawanym za schyłkowy i przez to mało w gruncie rzeczy interesujący.

Taki obraz utrwalił już w XVIII wieku Edward Gibbon w swym klasycznym i nadal wydawanym dziele pt. „Zmierzch i upadek Cesarstwa Rzymskiego” (najnowsze jego polskie wydanie pochodzi z 2017 roku). Choć od czasu jego powstania wiemy więcej i sporo napisano prac polemizujących z zawartym w nim obrazem, to zasadnicze tezy Gibbona są w zasadzie powszechnie uznawane za prawdziwie oddające ostatnie wieki i lata istnienia największego imperium starożytności (nawet jeśli nigdy się o angielskim autorze nie słyszało).

Piąty i szósty wiek naszej ery pozostają wciąż schyłkowym okresem istnienia imperium. Łacina się wyraźnie barbaryzuje. Sztuka odchodzi od klasycznych ideałów. Władza cesarska słabnie. Stoczone wewnętrznymi konfliktami, osłabione zewnętrznym naporem barbarzyńców, imperium zmierzcha.

 

Można jednak zmieniając perspektywę, zobaczyć coś innego.

Coraz więcej jest zgody wśród historyków, że to, co dotychczas uznawano za upadek, w istocie jest czasem przejściowym – kilka setek lat pomiędzy IV a IX wiekiem, to formowanie się Europy, którą znamy –  Europy współczesnej.

Niekiedy próbuje się przedstawiać ten okres w idealizujący sposób, pomijając ubożenie ludności, upadek miast. Judith Herrin, chociaż uznaje konieczność odejścia od utrwalonego oglądu dziejów Rzymu symbolizowanego przez Gibbona, twierdzi jednocześnie, że narodziny nowego świata nie były łatwe.

 

Choć pozwoliły zaistnieć nowemu światu, przypominały raczej pełen bólu poród.

Jego koniec to nowa kulturowa rzeczywistość, ale przebieg pełen był dramatycznych wydarzeń. Dlatego też proponuje, by nazywać ten okres nie „późnym antykiem”, a „wczesnym chrześcijaństwem”. W swej książce, opisując dzieje miasta, faktycznie ma ambicję opisania narodzin Europy. Wybór miejsca nie był przypadkowy.

Miasto, cesarstwo, kontynent

Od początku V wieku Rawenna przejęła na Zachodzie funkcję stolicy Cesarstwa. Rzym, jakiś już czas wcześniej, stracił pozycję faktycznej stolicy, cesarze tworzyli je bliżej istotnych dla państwa frontów zdarzeń. Bezpośrednio przed Rawenną Mediolan był faktyczną stolicą.

 

Rawenna - okładka, materiały prasowe

Rawenna – okładka, materiały prasowe

Co ważne, nawet po roku 476 przyjmowanym tradycyjnie jako koniec Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie, utrzymała Rawenna status jednego z najważniejszych ośrodków politycznych i kulturalnych. Jej szczególne usytuowanie pośród bagien i mokradeł w widłach Padu, czyniło ją niedostępną dla napastników i tym samym czyniło miastem bezpiecznym – idealnym, by spokojnie pracować, administrować, tworzyć.

Dzieje Rawenny widzimy poprzez ważne dla niej postacie. Ten zabieg – skoncentrowanie spojrzenia na osobach w kolejnych latach odgrywających istotną rolę w historii Rawenny i Europy – pozwala zmniejszyć dystans czasowy, uczynić przeszłość bliższą.

Na kolejnych stronach spotykamy więc Gallę Palcydię, jedną z najbardziej interesujących postaci kobiecych swojego czasu – córkę, siostrę i matkę kolejnych cesarzy, regentkę, opiekunkę miasta; Odoakra pierwszego władcę barbarzyńskiego Italii, który odesłał insygnia cesarskie do Konstantynopola i stworzył podwaliny pod syntezę kultury łacińskiej z kulturami innych ludów kolejno władających półwyspem; Teoderyka, wychowanego w Konstantynopolu króla Ostrogotów, światłego władcy, zdobywcy i sprawnego administratora, wykorzystującego rzymski korpus praw dla regulowania życia w swym gockim państwie w Italii.

 

Pojawiają się postacie biskupów, papieży, dla których miasto stanowiło pole zabiegów i działań.

Widzimy kształtowanie się w nowej kultury, będącej wypadkową wieloetnicznych wpływów przybyszy, przechowującej jednocześnie szereg elementów miejscowej kultury łacińskiej. Wyrazem tej kultury, najbardziej widocznym, są kościoły raweńskie pełne zachwycających mozaik – kościoły katolickie i ariańskie, bo przez długi czas współżyli wyznawcy różnych odłamów chrześcijaństwa w Rawennie zgodnie.

Zamykającą narrację postacią jest Karol Wielki, którego gest, by kaplicę pałacową w Akwizgranie zbudować na oktagonalnym wzorze pochodzącym z raweńskiej bazyliki San Vitale, poświadcza dobitnie, że ten pierwszy europejski władca tam, a nie w Rzymie widział początek tworzonego przez siebie świata.

Jak w zakończeniu pisze Judith Herrin:

 

„fundamenty zachodniego chrześcijaństwa, które uosabiał, zostały położone w Rawennie – jej władcy, egzarchowie i biskupi, uczeni, medycy, prawnicy, mozaikarze i kupcy, rzymscy i goccy, a później greccy i longobardzcy, współtworzy pierwsze europejskie miasto”.

Ciągła zmiana

W tym wszystkim widać wyraźnie jedno – dzieje są ciągłą zmianą, stałość jest pozorem. Procesy uruchomione potężnymi siłami nie dają się zatrzymać. A zmiany, które są ich efektem nie muszą oznaczać końca świata.

Barbarzyńscy przybysze osadzający swoje państwa na miejscu wcześniejszych imperiów nie niszczą wszystkiego, nie tworzą świata od początku. Przejmują wiele, pozwalają przetrwać staremu światu jako elementowi nowej rzeczywistości. Więcej – przybywają wabieni dobrostanem nie chcąc go zburzyć, ale stać się jego częścią. Przyciągani cywilizacją, chcą się jej nauczyć.

 

Zmieniają ją, ale tylko największy pyszałek może stwierdzić poważnie, że żyje w doskonałym świecie, w którym wszelka zmiana oznacza zepsucie.

I dzisiaj żyjemy w czasie zmiany. W dużej mierze karmieni jesteśmy wizjami zniszczeń, jakie spowodować mogą obcy. Judith Herrin argumentuje, że chociaż niebezpieczeństw nie da się całkowicie uniknąć, zmiana zawsze jest tyleż niewiadomą, co szansą. A obcy może być ratunkiem dla tego, co słabnie.

„Rawenna. Stolica imperium, tygiel Europy” to książka poczęta nie tylko z miłości do historii i miasta, ale też do włączającego/otwartego projektu kultury europejskiej.

Podziel się kulturą!