fot. Maria Krześlak-Kandziora

Przywrócić życie starym dębom

Nazywa się Karol Kalinowski i stworzył komiksową postać Leszego. Leszy odradza się z gałązki. Występuje w genialnej opowieści graficznej „Kościsko”, ale to istota starsza, niż książka. Kalinowski czerpie z wierzeń słowiańskich.

Leszy, wilczy pasterz jest demonem lasu, panem i władcą zwierząt leśnych. W komiksie ginie i odradza się, by wrócić w rodzinne strony i przywrócić harmonię w ekosystemie wioski, a może i świata. Spał sto dziewięć lat i dwa dni, z czoła wyrastają mu życiodajne pędy. Jakiego gatunku? Może to długowieczny dąb?

Odrodzony z popiołów


Gdy pali się kilkusetletni dąb - kawałek historii przyrody i człowieka - rozgrzebujemy popiół w poszukiwaniu gałązki. To bardzo plastyczna scena. Jakie są losy uratowanego pędu? Co dzieje się w podziemiach kórnickiego oddziału Polskiej Akademii Nauk?

Skojarzenie z Leszym Kalinowskiego nasunęło się samo, gdy patrzyłam na rosnące w komorach fitotronowych (jasnych i ciepłych szafach) klony dębów.

 

Słuchałam historii drzew podpalanych, których genotyp udało się ocalić ze znalezionego w zgliszczach fragmentu rośliny.

Potężne pomniki przyrody - tworzące cały ekosystem, starzejące się i noszące w sobie historię zmian: powietrza, gleby, powolnej zmiany klimatu - odradzają się w Instytucie Dendrologii PAN w Kórniku. Po co tyle zachodu? Skąd pomysł na namnażanie drzew w kulturach in vitro? O to pytam profesora Pawła Chmielarza, z którym schodzę w kolejne kręgi tajemnicy wzrostu pąków i pędów.

Nowe życie

„Dębów nie da się rozmnożyć wegetatywnie, dlatego jedynym rozwiązaniem, żeby powstał klon, identyczny osobnik, jest hodowla in vitro. Dąb ma taką cechę, że nawet z grubych pni, gdy się je przytnie, od pąków podkorowych (śpiących) wykształca pędy zielone. To jest dla nas materiał wyjściowy - tak zwane eksplantaty na wejście do in vitro.”

 

"Dlaczego nie z żołędzia? Bo to jest już obcy pyłek, matkę znamy, a ojca nie. I to jest zupełnie nowe życie, nowy dąb” -  śmieje się Chmielarz. 

 

W uproszczeniu - zdrewniałe pędy tnie się na fragmenty i wstawia do pojemników z wodą czyli w tzw hodowli wazonowej. Gdy pojawią się pędy zielone, odroślowe, dzieli się je na niewielkie fragmenty, odkaża, umieszcza w słoiku z pożywką i czeka na wzrost.

Jak to wygląda, przekonuję się schodząc z naukowcem do piwnic Instytutu.

 

Tam, w cieplarnianych warunkach cicho rosną klony. Gdy będą gotowe do opuszczenia kultur in vitro, przejdą proces hartowania, by nie zginąć w naturalnych warunkach zewnętrznych.

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Patrzę na szeregi probówek z maleńkimi dębami. Wyglądają jak bonsai. Naukowcy mówią, że przez wyjątkowe warunki in vitro, przyszłe drzewa mają cieńsze liście i nieustannie otwarte aparaty szparkowe - w probówkach jest stuprocentowa wilgotność. To dlatego muszą się zahartować, zanim wystartują w życie pełnoprawnego drzewa.

 

Zaklęcia: Stratyfikacja, kwarc i przezwyciężanie spoczynku

 

Do probówek z dębami nie da się dojść bez zaglądania w zakamarki pełne ludzi pochylonych nad pędami czy testowaniem żywotności nasion - w tym przypadku bukowych orzeszków, znanych z tego, że zjadając ich nadmiar można nabawić się halucynacji.

Zaglądamy do kolejnych pomieszczeń - to komory stratyfikacyjne. To tu przygotowuje się nasiona do kiełkowania: trzy stopnie Celsjusza, pięć.

 

Bo stratyfikacje są różne: ciepło-chłodna (grab) lub tylko chłodna (buk, jawor).

Nasiona leżą w wilgotnej mieszaninie piasku z torfem z dostępem tlenu. Po co stratyfikacja? Trzeba przezwyciężyć spoczynek nasion, żeby wykiełkowały.

 

„Grab ma na przykład cztery tygodnie ciepłej stratyfikacji, a potem chłodnej. Każdy gatunek ma inne potrzeby.” - tłumaczy Paweł Chmielarz.

 

W komorach fitotronowych kiełkują też nasiona dębów - to nie in vitro, tylko zwyczajny, naturalny proces kiełkowania i wschodzenia.

 

„Nasiona dębu nie wyhamowują metabolizmu po dojrzeniu, dlatego kategoria do której je zaliczamy nazywa się recalcitrant – są to nasiona, jak tłumaczymy, krnąbrne (trudno się przechowują, maksymalnie do 2 lat w optymalnych warunkach (3°C w nieszczelnie zamkniętych pojemnikach). Dodatkowo kiełkują w tym czasie, nawet w temperaturze mocno obniżonej do 3°C. Reasumując, mają wysoką wilgotność, której nie można obniżyć ponieważ tracą zdolność kiełkowania, a ich kiełki „pchają się na świat” w czasie przechowywania. Dlatego „nie potrafią zasnąć, nawet na krótko!”- opowiada profesor”.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Życie i śmierć dębów


W pozyskiwaniu klonów drzew pomnikowych, poza walorem naukowym, „dochodzi znaczenie kulturowe, historyczne i też biologiczne - zauważa Chmielarz - bo stare dęby są na przykład bardziej odporne na mączniaka prawdziwego dębu. Właśnie dzisiaj miałem telefon z Wrocławia z Zieleni Miejskiej, że mają problem z mączniakiem. To grzyb - nie zabije dębu, ale brzydko wygląda, szczególnie w parkach. Co więcej, osłabia drzewo, a dęby i tak są osłabione obniżeniem poziomu lustra wody w glebie - dęby lubią być zalewane, stać okresowo w wodzie.”

 

„Udało nam się w końcu sklonować Chrobrego i Rusa. W zeszłym roku posadziliśmy klon Rusa przed Muzeum w Rogalinie, a w tym przed szkołą w Rogalinku.” - opowiada Paweł Chmielarz.

 

Chrobry „senior” płonął trzy razy. Ostatni raz wandale podpalili go w 2014 roku. Sześć lat później nie wypuścił na wiosnę liści. Wrzucam sprawę w wyszukiwarkę. O śmierci wiekowego drzewa rozpisywały się media.

 

Drzewo walczyło, drzewo umarło.

Napoleona, o średnicy dziesięć metrów, też podpalono. Starcy kuszą, kilkusetletnie dęby są puste w środku. Prowokują?

Żyją nadal rogaliński Rus i Lech, któremu dwa lata temu odłamała się ośmiotonowa (!) gałąź i w połowie obumarł. Nie żyje Czech - wesoła plotka głosi, że poddał się w roku rozpadu Czechosłowacji.

 

„Napoleona wprowadzamy od dwóch lat do kultur in vitro z fragmentów pędów pochodzących ze szczepów, które posiadamy. Ten najgrubszy wtedy dąb w Polsce został podpalony w 2010 roku. Teraz można by go wskrzesić”- mówi profesor Chmielarz.

 

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Pamięć klona


Wędrujemy do ogrodu znajdującego się za Instytutem. Mijamy narodową kolekcję lilaków - krzewy ciągną się długą aleją, na wiosnę musi być tu obłędnie. Dalej jabłonie - drobne, przycięte, każda innego rodzaju. Wszystkie mają owoce - ciemne, jasne, dojrzałe, przejrzałe.

 

„W Stanach jabłonie ozdobne rosną w miastach - zauważa Chmielarz - kwitną pięknie całą wiosnę, mają kwiaty w przeróżnych kolorach, a potem na jesień tak samo owoce.”

 

Docieramy do dębów. Są tu i szczepy i klony. „Bartek” ma ciekawy kształt liści, profesor mówi, że takie „łosiowe”. Oglądamy świeże pędy.

 

„Mam w ogrodzie siedem dębów - uśmiecha się Chmielarz - z moich pierwszych doświadczeń z dębami - bezszypułkowe. Jeden pochodzi z in vitro. Już produkuje żołędzie, dwa lata temu zaczął i rośnie bardzo dobrze. Dęby pomnikowe z in vitro owocują już w rok po przesadzeniu z kultur in vitro. Klony pamiętają swój wiek.”

Przyszłość


Co jest takiego w dębach, że chcemy dać im wieczne życie?

 

„Zaczęliśmy próby klonowania, bo to wyzwanie dla nas, naukowców, sklonować tak stare dęby.” - mówi Chmielarz.

 

Klony bywają teraz podarkami na ważne okazje - kto by nie chciał dębu, w którym zaklęta jest siła ośmiusetletniego drzewa?

Mnie do Kórnika przywiodła myśl, że sklonowane dęby są nośnikami trwalszego genotypu, siły, która pozwoliła drzewom tyle czasu żyć, rosnąć i doczekać śmierci. Jak długo będą rosły klony dębów? Czy obecne warunki, zmieniający się klimat, pozwolą im na osiągnięcie potężnych rozmiarów? I co nam to powie o nas samych i świecie, jaki dębom zgotowaliśmy?

Dziękuję!

fot. Maria Krześlak-Kandziora

fot. Maria Krześlak-Kandziora

Bardzo dziękuję profesorowi Pawłowi Chmielarzowi za drobiazgowe oprowadzenie po Instytucie Dendrologii PAN. Ilekroć trafiam w naukowe progi tej instytucji, spotykam się z ciepłym przyjęciem. To bezcenne i językowo, i poznawczo.

 

Czuje się w PANie jak dąb w słoiku z pożywką agarową.