fot. z archiwum Karoliny Król

,,Pyra niemalże zrewolucjonizowała świat”

Z Marcinem Lutomskim o Poznańskim Muzeum Pyry rozmawia Karolina Król.

Karolina Król: Skąd pomysł na muzeum pyry?

Marcin Lutomski: Sama pyra, a więc ziemniak, ogromnie namieszała w Europie i na świecie. Uratowała wielu ludzi od głodu. Dzięki niej możliwa była rewolucja przemysłowa. Znalazła swoje zastosowanie także w medycynie. Pyra niemalże zrewolucjonizowała świat, a Poznań jest z nią kojarzony.

Często ziemniaki uważa się za niezbyt wyszukane warzywo, więc stworzyliśmy miejsce idealne, aby oddać im należytą cześć i je docenić.

 

K.K.: Muzeum ma dosyć ciekawą formę – opiera się głównie na narracji i materiałach wizualnych.

M.L.: Jesteśmy w dwudziesty pierwszym wieku i pojęcie muzeum od dawna ulega zmianom. To nie są już miejsca z charakterystycznymi kapciami, które zakłada się, aby nie zniszczyć cennej posadzki. Nie chcieliśmy, aby u nas tak to wyglądało.

Chcemy zainteresować wszystkie grupy wiekowe odbiorców. Zależy nam na tym, aby każda grupa wyszła od nas zadowolona i otrzymała stosowną wiedzę. Narrację dostosowujemy do wieku oraz stopnia zaawansowania odbiorców – zdarza się nam na przykład oprowadzać grupy związane z rolnictwem, turystyką czy geografią.

 

K.K.: Czy każde zwiedzanie muzeum jest połączone z warsztatami pieczenia pyry?

M.L.: Oczywiście, że tak! Te warsztaty są różne, ale wszystkie są związane z przygotowywaniem odpowiednio doprawionej i pysznej pyry. Każdy z uczestników dostaje do ręki pyrę, a więc warzywo, z którym ma się do czynienia na co dzień. Pyry zostają przygotowane i pieką się, natomiast my ruszamy w trasę pyrową i rozpoczynamy opowieść. Można dowiedzieć się, skąd w ogóle wzięły się u nas pyry, czy jak trafiły w kosmos.

Z archiwum Karoliny Król

Z archiwum Karoliny Król

Często mamy kontakt z osobami, które nas odwiedziły. Za pośrednictwem mediów społecznościowych dostajemy całkiem sporo wiadomości. Kiedyś jedna pani powiedziała nam, że jej córka bardzo stroniła od jedzenia warzyw, natomiast po odwiedzeniu nas i wzięciu pyry do ręki dziewczynka stwierdziła, że to najlepsze warzywo, jakie w życiu jadła. Mama wpadła na pomysł, że zacznie wprowadzać narracje dotyczące innych warzyw, na przykład marchewki. I ta dziewczynka zainteresowała się nowym jedzeniem!

 

Mamy także program dla najmłodszych, rozgrywający się na dworze u króla Pyry. Król Pyra jest właścicielem dworu królewskiego, a inne warzywa są jego współpracownikami. 

Mamy także program skupiony na części agrarnej, gdzie mówimy o pyrowych odmianach, sposobach uprawy i tak dalej. Pyra jest tak ciekawa, że nie jesteśmy w stanie zmieścić się ze wszystkim w godzinnej narracji, a więc musimy wybierać, które wątki przedstawimy słuchaczom.

 

K.K.: A więc pyra okazuje się idealnym przedmiotem opowieści, zdolnym zainteresować niemalże każdego?

M.L.: Tak. Pyra jest w dodatku bardzo kolorowa, ma wiele różnych odmian. Tak samo jak każdy z nas jest indywidualną osobą, tak te odmiany różnią się od siebie – czasem wegetacji, rodzajem kwiatów, smakiem i tak dalej. A więc każda pyra jest także indywidualistką.

Ciekawe, że pyry przypłynęły do Europy z Ameryki Południowej, natomiast do Ameryki Północnej trafiły dopiero z Europy. Oprócz wątków związanych z głodem w Irlandii, historia pyry nie ma w sobie niczego, co by mogło się kojarzyć z martyrologią. Pyra jest także kompletnie apolityczna i każdy może ją jeść.

 

K.K.: Wspomniał pan o tym, że pyry znalazły się w kosmosie. Jak to się stało?

M.L.: Podczas lotu Jurija Gagarina w kosmos chciano przeprowadzić eksperyment polegający na sprawdzeniu rozmaitych ludzkich reakcji w przestrzeni kosmicznej. Jedną z nich miała być kwestia żywieniowa – zastanawiano się, czy człowiek będzie w stanie spożywać, a następnie trawić jedzenie.

 

Materiały prasowe organizatora

Materiały prasowe organizatora

Przysmakiem Gagarina były pyry trzaskane z boczkiem, a więc właśnie takie danie miał jeść, po wyduszeniu go z tuby. Pyry były zatem pierwszym warzywem, które poleciało w kosmos.

A w 1994 roku chęcią eksperymentowania wykazali się Amerykanie. Przy okazji lotu w kosmos chcieli sprawdzić, które warzywa będą mogły tam rosnąć. Obserwowano różne rodzaje warzyw, natomiast chęć pyry do życia okazała się tak wielka, że to właśnie ona jako pierwsza zaczęła kiełkować i rosnąć.

 

K.K.: Ziemniak wydaje się bardzo prostym warzywem, ale wygląda na to, że jest dużo ciekawszy, niż można by przypuszczać?

M.L.: Jasne! Przykładowo, właśnie od niego wzięła się pierwsza zupa zalewajka, czyli dzisiejszy gorący kubek. Inkowie mrozili pyry, później je kruszyli, a powstały w ten sposób proszek nosili ze sobą na rozmaite wyprawy. W razie potrzeby ten proszek zalewano wodą. Do dzisiaj taka potrawa jest serwowana w Peru.

 

K.K.: Skoro mowa o potrawach – w muzeum jest sporo plastikowych modeli różnych dań sporządzanych z ziemniaków. Czy są to dania znane odwiedzającym? A może zaskakują?

M.L.: Mamy dania spożywane w Wielkopolsce, w różnych innych regionach Polski, ale także te, które można spotkać za granicą. Wiele państw, takich jak Szwajcaria czy Niemcy ma narodowe dania oparte na pyrach. Dawniej mówiono, że pyry długo ,,trzymiom”, a więc długo utrzymują sytość.

 

Wypiekanie pyr, zdjęcie z materiałów prasowych Poznańskiego Muzeum Pyry

Wypiekanie pyr, zdjęcie z materiałów prasowych Poznańskiego Muzeum Pyry

Kiedyś na pytanie o to, kiedy będzie gotowy obiad, odpowiadano, że wtedy, gdy ugotują się pyry.

To spożycie pyr było za czasów komuny dużo wyższe – teraz mamy dostęp do wielu innych produktów, więc zwyczaje żywieniowe się pozmieniały, a młodzi ludzie raczej kojarzą pyry przede wszystkim z frytkami. Mało kto wie za to, że frytki to rzecz niemłoda, bo ma czterysta lat – wymyślono je w Belgii w XVII wieku.

Nasze polskie dania są przez osoby odwiedzające muzeum rozpoznawane. Sprawa wygląda natomiast trochę inaczej, gdy pokazujemy na przykład kuchnię rumuńską. Kojarzy się raczej kluski czy placki i na tym nasza pyrowa fantazja się kończy. A są przecież jeszcze dania włoskie, południowoamerykańskie i inne.

 

K.K.: Jakie historie związane z odwiedzającymi muzeum najbardziej zapadły panu w pamięć?

M.L.: Jednymi z moich ulubionych grup odwiedzających są seniorzy oraz koła gospodyń wiejskich. To obustronna korzyść, ponieważ ja przekazuję pewną wiedzę, ale także i otrzymuję jej ogromną dawkę. Ludzie czasem mówią, że pyry dawały życie. Kiedyś na przykład była u nas pani, która w ciąży pracowała przy wykopkach i w pewnym momencie poczuła, że nadszedł już czas. I w czasie wykopków, na polu pyrowym, urodziła zdrowe dziecko.

 

W muzeum mamy także ścianę z rozmaitymi zdjęciami z historii Polski z Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Pewnego razu odwiedziła nas grupa emerytowanych lekarzy i jeden z nich rozpoznał się na którejś z fotografii. Nigdy jej nie widział. To zdjęcie z 1948 roku, gdy jako młody chłopak jeździł w okolice Krakowa odgruzowywać budynki, które były bombardowane. Na fotografii znajduje się grupa młodych chłopaków i gar pyrowy.

Mieliśmy również taki przypadek, że pewna pani rozpoznała na jednym ze zdjęć swojego ojca. Ciekawa historia dotyczyła również odwiedzających z Hiszpanii. Była u nas pani o nazwisku Pizarro, a więc tym samym, które nosił konkwistador, który sprowadził pyry do Europy. Mówiła, że jest jego krewną w prostej linii.

 

K.K.: A więc niby prosty ziemniak, a potrafi inspirować do wielu historii?

M.L.: Tak. Mamy taką misję, żeby pokazać, jak wiele na świecie pozmieniały pyry, które kojarzą się teraz z czymś bardzo pospolitym, znanym na co dzień.

 

Poznańskie Muzeum Pyry – mieści się przy ul. Wronieckiej 18 w Poznaniu (wejście od ul. Mokrej), czynne od wtorku do niedzieli. Cena biletu obejmuje oprowadzanie z przewodnikiem oraz warsztaty. Czas zwiedzanie muzeum wynosi około 60 minut.

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
7
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0