fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Rosyjski as S-VII

Mocno zbudowany mężczyzna w mundurze oficera Wehrmachtu, z wygoloną głową i groźnym spojrzeniem, idealnie odgrywał rolę przedstawiciela oprawców. Nie zdradził go nawet rosyjski akcent. Zdradził za to Polak.

 

W historii konspiracji antyhitlerowskiej w Wielkopolsce Wacław Wasilij Ławrentjew stanowi szczególny przypadek. Urodzony 25 grudnia 1899 roku w Tambowie w Rosji, po rewolucji październikowej osiedlił się w Polsce. Swój przyjazny zakątek znalazł nad Wartą, w Poznaniu – w mieście, w którym w okresie międzywojennym społeczność tzw. białych Rosjan urosła do kilkuset osób. W większości przypadków byli to żołnierze lub oficerowie dawnej carskiej armii, którzy po rewolucji schronili się tu wraz ze swoimi bliskimi.

 

Pamiątką po tej emigracji w Poznaniu jest do dziś prawosławna cerkiew pod wezwaniem św. Mikołaja przy ul. Marcelińskiej. Zbudowali ją na początku XX wieku wcale nie Rosjanie, a Niemcy. Jako drewniana stajnia w koszarach po pułku niemieckiej kawalerii, w początkach lat 20. ub. wieku wpadła w oko oficerom carskiej armii, przebywającym na prawach azylu w Poznaniu.

Postanowili oni przebudować stajnię na świątynię – i 13 kwietnia 1924 roku budowla została konsekrowana. W II Rzeczpospolitej służyła jako cerkiew garnizonowa dla żołnierzy wyznania prawosławnego.

Od Wojska Polskiego do wywiadu AK

Czy wśród budowniczych cerkwi w Poznaniu znalazł się również Wacław Ławrentjew? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że po przybyciu do Poznania zaczął służbę zawodową w Wojsku Polskim. W latach 30. był sierżantem w 58. pułku piechoty, stacjonującym w koszarach na Grunwaldzie. Do momentu wybuchu wojny prowadził w jednostce pułkową bibliotekę. Jednocześnie aktywnie działał w organizacji „Białych Rosjan”.

 

Wacław Ławrentjew, fot. z archiwum autora

Wacław Ławrentjew, fot. z archiwum autora

Musiał utożsamić się z nową ojczyzną, skoro został podoficerem kontraktowym w 58. pułku piechoty. Wybuch wojny miał ogromny wpływ na jego dalsze losy. We wrześniu 1939 roku walczył w szeregach armii „Poznań”. Po klęsce nad Bzurą wrócił do okupowanego miasta. Jako członek „Białych Rosjan” w 1941 roku wystarał się u niemieckich władz o status bezpaństwowca.

W tym czasie pracował już w niemieckim szpitalu wojskowym. Zapewne pod podwójną przykrywką, pracownika szpitala i osoby bez przynależności państwowej, w 1942 roku przyjął pseudonim „Aleksander” i założył grupę wywiadowczą S-VII. Grupa, w skład której wchodzili Józef Vogel, Roman Ermanowicz i Franciszek Wypych, stanowiła część Ekspozytury Wywiadu Komendy Głównej AK „Stragan”. Ławrentjew nawiązał z nią kontakt poprzez swojego szwagra Tadeusza Mystkowskiego, który działał w Warszawie w Biurze Studiów Wywiadu Ofensywnego AK.

Mistrz mistyfikacji

S-VII zbierała informacje od Polaków zatrudnionych w niemieckich zakładach zbrojeniowych na terenie Poznania – przede wszystkim w Deutsche Waffen- und Munitionsfabrik (w Cegielskim). Niemcy produkowali tam m.in. karabiny maszynowe, armatki lotnicze, odlewy do maszyn amunicyjnych, łuski armatnie i karabinowe. Centrala wywiadu AK w Warszawie była zadowolona z informacji od S-VII.

Tajna grupa wywiadowcza szybko się rozrosła – nawiązała m.in. kontakt z Polakami z Kalisza i Środy. Jak podaje Marian Woźniak w „Encyklopedii Konspiracji Wielkopolskiej”, łączność z Warszawą zapewniała S-VII kurierka Zofia Rapp (słynna „Marie Springer”).

 

Wilhelmine Günther. fot. z archiwum autora

Wilhelmine Günther. fot. z archiwum autora

Sam Ławrentjew – pseudonim Wacek, Aleksander lub Mikołaj – zachowywał się brawurowo. W swojej działalności wywiadowczej korzystał często z mistyfikacji. Poruszał się po Poznaniu i całym Wartheland (jak Niemcy nazwali okupowaną Wielkopolskę wraz z Łodzią) w mundurze oficera Wehrmachtu lub policji. Z wygoloną głową, mocno zbudowany, idealnie odgrywał rolę przedstawiciela oprawców. Nie zdradził go nawet rosyjski akcent.

Ławrentjew mieszkał w prywatnym mieszkaniu Zofii Cieleckiej, jednej z konspiratorek, na poznańskiej Wildzie. To ona szyfrowała i nadawała opracowane przez niego meldunki wywiadowcze. Jak ważne to były dane, wskazuje jeden fakt: dzięki informacjom zdobytym i przekazanym przez siatkę S-VII alianci zbombardowali cele wojskowe w Poznaniu w kwietniu i maju 1944 roku.

Ważnym punktem kontaktowym organizacji było mieszkanie Niemki Wilhelmine Günther na Piekarach 6. Często nocowały tam kurierki AK – Zofia Rapp i Zofia Kalinowska – szkolne koleżanki Wilhelmine. Ta ostatnia dostarczała S-VII informacje o nastrojach w niemieckiej policji, pracowała bowiem w organizacji z nią powiązanej.

Ofiary zdrady

Ławrentjew nie doczekał końca wojny. Nie zdążył też założyć rodziny. Wpadł w ręce Niemców w wyniku wsypy organizacji, zapoczątkowanej zdradą kapitana Karola Trojanowskiego wiosną 1943 roku. Trojanowski przeszedł na stronę Gestapo i przekazał Niemcom nazwiska i kontakty. W czerwcu 1943 roku w pociągu w Kutnie w ręce okupantów dostała się Zofia Kalinowska, jedna z kurierek z Warszawy. W walizce z podwójny dnem Niemcy znaleźli materiały polskiego wywiadu.

 

Zofia Rapp, fot. z archiwum autora

Zofia Rapp, fot. z archiwum autora

„Wacka” aresztowano 22 października 1943 roku z ośmioma najbliższymi współpracownikami. W brutalnym śledztwie na Gestapo niczego nie ujawnił. Wyrokiem nazistowskiego Trybunału Ludowego w Berlinie z 26 kwietnia 1944 roku został skazany na śmierć. Wyrok wykonano 12 czerwca 1944 roku – Ławrentjew zginął na gilotynie w więzieniu Brandenburg/Havel-Görden. Co smutne, w Poznaniu nie ma po nim żadnego śladu czy miejsca pamięci.

Na gilotynie zginęła również Wilhelmine Günther, stracona 9 czerwca 1944 roku w więzieniu Berlin – Ploetzensee. O jej upamiętnieniu również warto pomyśleć!

 

Piotr Bojarski – pisarz i publicysta, kierownik Centrum Szyfrów Enigma. Postacie Wacława Ławrentjewa i Wilhelmine Günther pojawiają się w jego najnowszej powieści „Coraz ciemniej w Wartheland”.

Podziel się kulturą!