fot. Michał Sita

Sami nie tworzymy całości

„W mojej książce zwierzęta dowcipkują, próbują narzucać innym swoją wolę, kłócą się, przeżywają różne ludzkie emocje, szukają kompromisu i usiłują się ratować w trudnych sytuacjach ”– o swojej pierwszej książce dla dzieci opowiada Magdalena Tulli. Pisarka, laureatka Nagrody Kościelskich z 1995 roku, była gościem wydarzeń towarzyszących tegorocznej Nagrodzie.

SEBASTIAN GABRYEL: Pod koniec września ukazała się pani nowa książka pod tytułem „Ten i tamten las”. To pierwsza pozycja w pani dorobku adresowana do dzieci.

MAGDALENA TULLI: Nie zwróciłam się w jakąś nową stronę. Starannie buduję fabułę, tak jak zawsze. Pisanie dla dzieci nie wydaje mi się czymś zasadniczo innym. Jak zawsze, dbam o to, żeby dialogi dobrze się czytały i szukam porozumienia.

Przed premierą książki powiedziała pani, że można ją zrozumieć, wiedząc niewiele. Czego po jej lekturze dowiedzą się dzieci?

Powiedziałam, że książki dla dzieci stawiają piszącym takie wymaganie. A czego się dzieci dowiedzą? Na przykład tego, że każdy potrzebuje swojego miejsca, że potrzebuje większej całości, której byłby częścią, i że przyszłości nie da się przewidzieć.

Co nie oznacza, że nie można jej kształtować, budować dzięki podejmowaniu właściwych decyzji?

Kształtowanie przyszłości – wątpliwe ambicje. Ale nie sposób się powstrzymać od prób. Kształtujemy z zapałem, a potem się przyglądamy, zdumieni i wstrząśnięci, temu co nam wyszło.

Dlaczego bohaterami „Ten i tamten las” są zwierzęta? Czy w pewnym sensie są alegoriami ludzkich postaw?

Jak zwykle, kiedy bohaterami bajki są zwierzęta – a to jest jedna z najstarszych konwencji w literaturze – nadaje im się cechy ludzkie. W mojej książce zwierzęta dowcipkują, próbują narzucać innym swoją wolę, kłócą się, przeżywają różne ludzkie emocje, szukają kompromisu i usiłują się ratować w trudnych sytuacjach.

W zapowiedzi książki czytamy, że to historia o tym, że jesteśmy dla siebie nawzajem ważniejsi niż myślimy. W dzisiejszych czasach zbyt często o tym zapominamy? A jeśli tak, to co pani zdaniem jest tego powodem?

W każdych czasach o tym zapominamy, nie tylko w dzisiejszych. Powodem jest natura ludzka. W normalnych warunkach trudno nas zadowolić, tyle mamy pragnień, nieraz niedających się pogodzić. W sytuacji zagrożenia lista pragnień nagle staje się krótka i przejrzysta.

Magdalena Tulli, Ten i tamten las

Nagroda Kościelskich 2017. Dyskusja w Estradzie Poznańskiej. Fot. Michał Sita

Co wypisałaby pani na swojej?

To co każdy – przetrwać. Ale w chwili zagrożenia większość decyzji podejmujemy w warunkach konfliktu wartości. Nie da się przygotować sobie recept zawczasu. Od tego mamy sumienie, żeby jakoś rozwiązywać konflikty wartości, kiedy przyjdzie nam się z nimi zmierzyć. 

Często mówi się, że coraz trudniej nam ze sobą rozmawiać, że relacje międzyludzkie wciąż się rozluźniają. Powiedziała pani, że pisze książki, żeby porozumieć się z innymi ludźmi. Jaką „odpowiedź” pani od nich otrzymuje?

Nie liczę na odpowiedź, tylko na to, że ktoś przyjrzy się czemuś, co dla mnie jest ważne i okaże się, że to ważne także dla niego.

Wydaje się, że budowanie więzi między pisarzem a czytelnikiem, to nie tylko zgoda i jednomyślność, ale również polemika i prowokowanie go?

Ani jednomyślność, ani prowokowanie. Nie próbuję zbudować więzi z czytelnikiem w jakiś techniczny sposób. Opowiadam coś, co dla mnie jest ważne, a więź albo powstanie, albo nie. Wydawanie książek niesie właśnie takie ryzyko.

Muszę przyznać, że jak do tej pory pani twórczość kojarzyła mi się z powieściami, opowiadającymi raczej o cieniach rodzinnego życia, niż o jego blaskach. Czy pisanie bajki było dla pani chwilą pewnego rodzaju wytchnienia? A może było wprost przeciwnie?

Dwie ostatnie z moich powieści – zgaduję, że właśnie te ma pan na myśli – pokazują, jak przeszłość ciągnie się za rodziną, i jak to wpływa na relacje między bliskimi ludźmi. Na przykład niszcząco. Nie życie rodzinne jest tu istotą problemu, tylko właśnie przeszłość, czyli historia. A napisanie tej ostatniej książki, o zwierzętach w lesie, było dla mnie zabawą i mam nadzieję, że czytanie też będzie zabawą.

Magdalena Tulli, Ten i tamten las

Nagroda Kościelskich 2017. Dyskusja w Estradzie Poznańskiej. Fot. Michał Sita

Ta „zabawa” doczeka się swojej kontynuacji?

W postaci kolejnej książki z obrazkami? Nie mam pojęcia, co napiszę w przyszłości. To mnie zawsze zaskakuje.

Historia zwierząt rozgrywa się w lesie, któremu jednak daleko do ideału. Brak kontaktu z naturą wyrywa człowieka z kontekstu nie mniej, niż brak kontaktu z drugim człowiekiem?

Nie wiem, nie mam gotowej teorii na ten temat. Kontakt z innymi ludźmi jest nam potrzebny, bez niego traci się wiarę w sens. Dlaczego? Może dlatego, że w pojedynkę nie jesteśmy całością. I może to, co pan nazwał naturą, też należy do tej całości.

Wiarę w sens daje czasem nie kontakt z drugim człowiekiem, ale wiara w wyższą siłę. Parafrazując pani odpowiedź: zdaniem wielu osób, to właśnie brak tej wiary sprawia, że nie jesteśmy całością. Religia to dla pani interesujący motyw literacki?

Wiara zawsze jest podszyta wątpieniem. Jeśli brakuje tej podszewki, prawdopodobnie nie jest wiarą tylko zadufaniem. Powiedziałam „z innymi ludźmi”, nie „z drugim człowiekiem”, to istotna różnica. A teraz proszę sobie wyobrazić, czy zachowałby pan wiarę w sens, gdyby z jakiegoś powodu nie było już – nigdzie! – żadnych ludzi oprócz pana. Przestałaby istnieć całość, której pan był częścią. Co wtedy stałoby się z pana poczuciem sensu? Jak spędzałby pan czas? Chciałoby się jeszcze czegokolwiek? Bo mnie – nie. Nie jesteśmy stworzeni do takiej samotności.

Magdalena Tulli, Ten i tamten las

Nagroda Kościelskich 2017. Dyskusja w Estradzie Poznańskiej. Fot. Michał Sita

Ilustracje do książki wykonała Alicja Rosé. Dlaczego właśnie ona odpowiada za rysunki do „Ten i tamten las”? Wielu czytelników zwraca uwagę na poetycki styl jej prac.

Wspaniałe są te rysunki, prawda? Alicja Rosé nie odpowiada za rysunki, tylko po prostu je zrobiła, niewymuszone, swobodne, pełne humoru. Dla mnie są jak prezent.

Na chwilę wróćmy do roku 1995, kiedy została pani laureatką Nagrody Kościelskich. Jak zapamiętała pani moment, w którym się o tym dowiedziała?

To była moja pierwsza nagroda literacka, za pierwszą książkę, piękna niespodzianka. Byłam wtedy na jakichś zajęciach, październik, pora późna. O niczym nie wiedziałam i nagle usłyszałam o nagrodzie od dziennikarza, który tam mnie odszukał telefonicznie – chciał się umówić na rozmowę. Dziennikarze zawsze wiedzą pierwsi. Telefony komórkowe jeszcze nie były w powszechnym użyciu, dzwoniło się na stacjonarne. Ta nagroda ściągnęła dużo zainteresowania, a zainteresowanie było samo w sobie dodatkową nagrodą, zapewniło książce przestrzeń. Było wspaniale. Ale dla mnie jest ważne, żebym umiała pracować bez nagród. Umiem.

MAGDALENA TULLI – polska pisarka i tłumaczka. W 1995 roku otrzymała Nagrodę im. Kościelskich, później była także pięciokrotnie w finale Nagrody Literackiej Nike (w 1999 roku za „W czerwieni”, w 2004 roku za „Tryby”, w 2007 roku za „Skazę”, w 2012 roku za „Włoskie szpilki”, w 2015 roku za „Szum” – finał nagrody). Jej książki były tłumaczone na angielski, francuski, niemiecki, rosyjski, chorwacki, słoweński, czeski, węgierski, włoski, szwedzki, łotewski i litewski. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W 2013 roku została laureatką pierwszej edycji Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima, przyznawanej za całokształt twórczości. We wrześniu 2017 roku ukazała się jej książka dla dzieci pt. „Ten i tamten las”.

 

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
0
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0