fot. Materiały prasowe

Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?

„Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa” Kamila Janickiego to najnowsza propozycja Wydawnictwa Poznańskiego. Włącza się ono tą książką w coraz szerszą dyskusję na temat polskiej historii.

Mamy już kilka pozycji rewidujących utrwaloną perspektywę oglądu naszych dziejów – heroiczną, tragiczną, pełną sprzeczności wprawdzie, jednak wzniosłą. Adama Leszczyńskiego „Ludowa historia Polski”, Michała Rauszera „Siła podporządkowanych”, Kacpra Pobłockiego „Chamstwo”, to tylko niektóre książki i autorzy mierzący się z wyzwaniem napisania historii Polski od nowa. Z nowej perspektywy. Wyraźną dla tego rodzaju badań inspiracją, pobrzmiewającą w tytule książki Leszczyńskiego, jest Howarda Zinna „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych”.

Ta klasyczna już pozycja wyznacza kierunek zainteresowań, aczkolwiek specyfika polskich dziejów (byłoby tak w każdym innym zresztą przypadku) nie pozwala na mechaniczną transkrypcję, a raczej każe traktować dzieło Zinna jako wyznaczenie kierunku, propozycję metodologii własnych badań osadzonych w konkretnym historycznym: społecznym i kulturowym kontekście. Tych inspiracji teoretycznych jest zresztą więcej.

Potrzeba dyskusji

Jednak potrzeba poważnej dyskusji na polskiego feudalizmu i pańszczyzny oraz ich konsekwencji na gruncie historii, bo – choć to przecież banał – historia kształtuje teraźniejszość, już od kilku lat stawała się coraz wyraźniejsza. Choćby „Fantomowe ciało króla” Jana Sowy, czy „Prześniona rewolucja” Andrzeja Ledera podejmowały problem rodowodu polskiego społeczeństwa i polskiej kultury w jej różnych wymiarach osadzając go w kontekście struktury społecznej i ustroju gospodarczego. Uznając, że perspektywa historia długiego trwania najlepiej pozwala wyjaśnić szereg jak najbardziej dzisiejszych problemów.

 

Dodatkowym problemem z pisaniem historii – tej odległej – na nowo, jest Polski historia najnowsza.

Po transformacji ustrojowej poddano w wątpliwość forsowaną wcześniej wizję przeszłości i jej opisu. Cezura dotknęła nie tylko historii – problem naznaczył humanistykę i nauki społeczne w ogóle. Ze zrozumiałych względów – jako zaangażowane w żywy proces historyczny podlegają jednocześnie jego mechanizmom – w dużej mierze stały się narzędziem polityki i miały kształtować nowe społeczeństwo. Fiasko projektu oznaczało podanie w wątpliwość wszelkich osiągnięć w jego ramach czynionych. Oznaczało to zakwestionowanie także badań i ustaleń dotyczących problemów związanych z sytuacją ludności wiejskiej w trakcie wieków.

Z racji uwikłania politycznego dość jednostronny obraz polskiej historii został zastąpiony nie mniej jednak jednostronnym idyllicznym przedstawieniem szlacheckiego dworku wywiedzionym z najprostszej interpretacji choćby „Pana Tadeusza”. Chociaż ten tekst ma w sobie, najczęściej nie wydobywane na wierzch i niedostrzegane, pokłady krytycznego oglądu szlacheckiej tradycji. To było w pewnej mierze zrozumiałe uzupełnienie wcześniejszych braków w efekcie jednak doprowadziło nie do stworzenia zrównoważonej, oddającej złożoność rzeczywistości wersji fragmentu polskich dziejów i polskiej kultury, a do wymazania istotnego czynnika kształtującego naszą historyczną rzeczywistość.

 

 

Dekadę temu mniej więcej próbowano podjąć dyskusję nad chłopskim rodowodem polskiej kultury. W prasie ukazały się teksty m.in. Andrzeja Walickiego, Wiesława Myśliwskiego, Wojciecha Burszty, Jacka Wasilewskiego, jednak dopiero teraz, okazało się, nadszedł czas na dogłębne przemyślenie problemu.

To kwestia o tyle istotna, że dotyczy polskiej tożsamości i polskiej teraźniejszości. Biorąc pod uwagę strukturę ludnościową przedwojennej jeszcze Polski, straty wojenne i przemiany powojenne, okazuje się, że chociaż format dworkowy stanowi dużą część powstających domków jednorodzinnych, to ich mieszkańcy hołdujący iluzji swej szlacheckiej proweniencji bynajmniej nie z dworków swój rodowód wywodzą.

 

 

Polska klasa średnia uformowała się z ludności wiejskiej. Co zwykle jest wypierane. Ma to swoje rozległe skutki i namysł nad tym jest niezbędny.

Wprawdzie niedawno Janusz Majcherek prasowej polemice zapytywał, o co w ogóle chodzi w podejmowaniu tematyki pańszczyzny, skoro została ona zniesiona jeszcze w XIX wieku. Dowodzi to jednak braku świadomości długiego trwania różnorakich kulturowych zjawisk i ich konsekwencji. Dobrym odwołaniem jest sytuacja afroamerykańskiej ludności USA – niewolnictwo zostało tam zniesione w podobnym czasie, lecz jego efekty są widoczne do dzisiaj. Polska sytuacja jest inna, mechanizm długiego utrzymywania się skutków wcześniejszych form życia społecznego podobny.

Pańszczyzna, Kamil Janicki, Wydawnictwo Poznańskie, fot. materiały prasowe

Pańszczyzna, Kamil Janicki, Wydawnictwo Poznańskie, fot. materiały prasowe

Nowe studia nad pańszczyzną

Kamil Janicki włącza się w tę dyskusję proponując namysł nad statusem ogromnej części polskiego społeczeństwa Pierwszej, a nawet i Drugiej Rzeczpospolitej. Studiuje od dłuższego czasu problematykę pańszczyzny niezależnie od innych badaczy, z drugiej zaś strony sama kwestia jest na tyle złożona i świeża, że każda kolejna książka może wnieść coś nowego do dyskusji.

 

 

I Janicki „Pańszczyzną” to właśnie czyni.

Już we wstępie przywołuje szereg opinii Polaków i Polskę odwiedzających cudzoziemców jasno stwierdzających, że mieszkańcy wsi polskiej są po prostu niewolnikami. Ta kwestia – niewolnictwo – stanowi oś narracyjną całej książki. Odwołując się do historii języka polskiego ujawnia Janicki korzenie neutralnego dzisiaj słowa „chłop”, funkcjonującego jako określenie osoby zajmującej się uprawą roli. Oto wywodzi się ono ze słowa używanego dla nazwania niewolnika. Przed jego upowszechnieniem i utratą tych konotacji, słowem używanym na określenie gospodarza wiejskiego było: „kmieć”. Wyparcie przez tożsamy z tym współcześnie zamiennik, jest świadectwem przepaści społecznej, pogardy jednej części polskiego społeczeństwa dla drugiej i faktycznego sprowadzenia jej do podporządkowania.

 

 

Ten rodowód słowa nie ma charakteru przyczynkarskiego, jest śladem i inspiracją dla poszukiwania faktycznego obrazu rzeczywistości mieszkańców polskich wsi.

Wychodząc od tych opinii i tej etymologii rekonstruuje Janicki kolejne przejawy zniewolenia polskiego chłopstwa, próby uzasadniania jego konieczności i jego codzienność. Następujące po sobie rozdziały odsłaniają różne wymiary i sposoby podporządkowywania mieszkańców wsi: pozbawianie praw w systematycznie wydawanych dekretach, przywiązanie do ziemi, wyzysk skazujący na nędzę, kary fizyczne, planowe rozpijanie, utrzymywanie w niewiedzy, handel ludźmi. Wszystko to układa się w dojmującą opowieść o ludzkich niedolach. Rewers mitu, jego mroczną stronę.

To książka historyczna, a jednocześnie nader aktualna. Każe się zastanowić nad dziedzictwem pańszczyzny dzisiaj. Bo czyż można sobie wyobrazić, by wieki zniewolenia nie pozostawiły żadnych śladów w mentalności, wyobrażeniach społecznych, w tym, jak myślimy o świecie i jak w nim się odnajdujemy? Wciąż przecież pokutują stereotypy na temat ciemnoty mieszkańców wsi. Bariery dzielące różne warstwy społeczeństwa nie są faktem wyjątkowym, jednak rozbrzmiewają słowami z dawnych czasów: pełnymi pogardy, umniejszania czyjegoś człowieczeństwa. Wrogość względem elit (domniemanych i rzeczywistych), wygrywana po tylekroć, czy nie może odsyłać do zrozumiałego oporu względem zniewalających? Czy nasze kłopoty z demokracją, nieufność względem władzy, czy nie mogłyby być schedą po świecie od demokracji dalekim, z władzą opresyjną i okrutną?

 

 

„Pańszczyzna” Janickiego chociaż oparta jest na gruntownej wiedzy, opatrzona kilkuset przypisami, obszerną bibliografią – czyli spełnia wymagania stawiane pracom naukowym, to jednocześnie jest sugestywnie i przystępnie napisana.

Te cechy sprawiają, że ma szansę dotrzeć do szerokiego grona odbiorców i wnieść istotny wkład w zmianę naszego rozumienia własnej przeszłości i teraźniejszości. Cała aparatura naukowa, wyraźnie oddzielona, może stanowić dodatek dla zainteresowanych, treść jednak i bez tego jest czytelna, dostępna nawet dla nieprzygotowanego czytelnika. Każdy bowiem mógłby (powinien?) ją przeczytać. Jeśli Kamil Janicki w dedykacji pisze: „Moim chłopskim przodkom” (a znaczy to przecież „niewolnym”), to przecież większa część Polaków mogłaby podobnie stwierdzić: „O moich przodkach”.

Konfrontacja z rzeczywistością szlacheckiego zaścianka, to nie tylko zerwanie z jego sielskim mitem tak mocno utrwalonym (a siła tej iluzji sama w sobie jest już w tym kontekście znacząca, bo poświadcza siłę wyparcia rzeczywistości). To także zerwanie zasłony niewiedzy dające wgląd w siły kształtujące polską kulturę. Nie w jej artystycznym i intelektualnym wymiarze, a na poziomie codzienności, relacji międzyludzkich. Skoro chłopi stanowili dominującą liczebnie część ludności Polski, to ich gniew, upokorzenie, strach, brak swobody decydowania o sobie, są integralną częścią naszego dziedzictwa i kształtują naszą teraźniejszość. Jeśli nie zmierzymy się z tym, skąd się faktycznie wywodzimy i kim jesteśmy, trudno nam będzie jasno określić dokąd zmierzamy.