fot. M. Jóźwikowska

Słowiańskie ziemianki w Skandynawii

Autor ponad 460 publikacji naukowych, zwolennik obalania przestarzałych teorii, tegoroczny laureat Orła Piastowskiego. Z profesorem Przemysławem Urbańczykiem rozmawia Michał Dachtera.

MD: Panie profesorze, proszę przyjąć moje gratulacje. Co znaczy dla pana to wyróżnienie ?

PU: Dziękuję. Dla każdego polskiego mediewisty to bardzo ważne wyróżnienie, wystarczy spojrzeć na listę dotychczasowych laureatów: Gerard Labuda, Stanisław Suchodolski, Henryk Samsonowicz, Jerzy Strzelczyk, Hanna Kóčka-Krenz. Wspomnę tylko tych kilka osób, więc towarzystwo jest znakomite.

 

MD: Dlaczego wybrał pan archeologię ?

PU: Trudno dokładnie odpowiedzieć. Na archeologię zdecydowałem się w klasie maturalnej. Nasza wychowawczyni powiedziała, że trzeba podjąć decyzję, jaki kierunek studiów wybieramy. Nie wiem, na ile wtedy był to przemyślany wybór. Moja babcia twierdziła, że od dziecka zanosiłem się na archeologa, bo bawiłem się dziwnymi zabawkami, znalezionymi, uszkodzonymi.

 

fot. M. Jóźwikowska

MD: Kiedy pan pomyślał, że to właściwy kierunek?

PU: Od razu. Nie miałem żadnych wątpliwości co do tego. Bardzo mi się to podobało, a najbardziej wykopaliska. To jest najlepsze w naszym zawodzie.

 

Wszyscy siedzą w biurach, a jeśli już gdzieś jadą, to na krótkie wakacje.

Archeolog jedzie w teren, spędza wiele miesięcy na wykopaliskach. Najbardziej lubię to połączenie pracy naukowej z pracą fizyczną na świeżym powietrzu.

 

MD: Pracował pan na różnych wykopaliskach w Polsce, Anglii, Islandii, czy Norwegii. Które ze stanowisk wspomina pan najchętniej?

PU: Najwięcej czasu spędziłem w norweskiej części Arktyki. To zaczęło się równo czterdzieści lat temu. Akurat teraz przypada jubileusz i lecę do Tromsø, aby pożegnać się z przyjaciółmi, z którymi tam kopaliśmy. Spędzałem tam wiele miesięcy. Pięknie było też na Islandii. Największy sentyment mam do północy Europy, chociaż prowadziłem też badania w Peru, Kuwejcie czy na Barbudzie, ale to zupełnie inne klimaty.

 

MD: Jak to było ze słowiańskimi ziemiankami w Skandynawii?

PU: Brałem udział w wykopaliskach w Hunstad w północnej Norwegii. W związku z zaplanowaną budową drogi mieliśmy zbadać długie domy typowe dla Skandynawii z X/XI wieku. Pod najdłuższym z tych domów natrafiliśmy na kwadratowe zagłębienie, akurat ja tam kopałem, to był mój odcinek.

fot. M. Jóźwikowska

fot. M. Jóźwikowska

 

Po jego zbadaniu jedynym skojarzeniem, jakie mi przyszło do głowy, były nasze półziemianki słowiańskie – kwadratowe zagłębienie ze słupami wzdłuż ścian i z kamiennym paleniskiem w jednym z narożników. To się powtórzyło później także na Islandii.

Nie ma innego wyjścia, człowiek, gdy przybywa na nowy teren, buduje taki dom, jaki zna, w jakim chciałby mieszkać. Budowanie półziemianek w północnej Norwegii było bez sensu, mogli je budować tylko ludzie, dla których taki wzorzec domu był oczywisty. Wszystko wskazuje na to, że są to ślady pobytu Słowian.

 

MD: Mówią, że idzie pan pod prąd. Z czego to wynika?

PU: Wynika to z dwóch przesłanek. Pierwsza to solidność pracy naukowej, która polega na sprawdzeniu podstaw wnioskowania. Wszystko jedno, kto by głosił dane teorie i jak bardzo byłyby utarte. Jest wiele teorii, które zostały oparte na przeświadczeniu badaczy, że po prostu tak było. Druga to próba obalenia istniejących teorii. Karl Popper uważał, że to najbardziej skuteczny sposób uprawiania nauki.

 

MD: Podważył pan kilka teorii. Które uważa pan za najważniejsze?

PU: Udało mi się podważyć kilka już przestarzałych koncepcji, moim zdaniem z korzyścią dla nauki, i to nie tylko polskiej, ale też skandynawskiej, bo i tam mam pewien wkład. To wprowadzenie Słowian na Islandię to był szok. Jeszcze trochę potrwa, zanim oni się z tym pogodzą. Bardzo zadowolony jestem również z tego, iż udało mi się wykazać, że nigdy nie było żadnych Polan. Do dzisiaj ten twór funkcjonuje w wielu podręcznikach, jednak nie ma to żadnego poparcia w źródłach. Jest to twór historiograficzny, stworzony na potrzeby wykazania ewolucyjnej ciągłości państwa polskiego, które powinno się wywodzić od plemienia mającego podobną nazwę.

 

MD: To jak to było z chrztem Polski?

PU: Nie mamy żadnych źródeł zbliżonych do roku 966 roku, o dziwo nikt nie zauważył chrztu Mieszka. Dopiero pięćdziesiąt lat później biskup magdeburski Thietmar przypomniał to wydarzenie w swojej kronice, ale nie wiedział dokładnie, czy to było w roku 966, czy może w 968 roku. Później w kronikach polskich znowu się pojawiają różne daty, a okoliczności są już raczej bajeczne, jak to księżna Dobrawa w swej chrześcijańskiej dobroci na różne sposoby Mieszka przekonywała.

 

M. Jóźwikowska

M. Jóźwikowska

Poza tym zwróćmy uwagę, że cały czas jest mowa o chrzcie Polski, co jest nieprawdą. Po pierwsze dlatego, że nie było wtedy jeszcze nazwy „Polska”. Po drugie ochrzczony został tylko Mieszko, zapewne ze swoim dworem.

Zacząłem sprawdzać, co archeologia może powiedzieć na temat postępów chrześcijaństwa. Nie ma absolutnie żadnych śladów poza Poznaniem, Ostrowem Lednickim i Gnieznem, gdzie powstały kaplice. Nie ma dewocjonaliów, krzyżyków, a co ważniejsze, nie zmienił się obrządek pogrzebowy. W dalszym ciągu ludzie palili zwłoki zmarłych. Najstarsze groby szkieletowe pochodzą dopiero z końca X wieku, więc już z czasów Bolesława Chrobrego, który zabrał się rzeczywiście za chrystianizację swojego państwa. Dla Mieszka zapewne ważne było,  że on i jego otoczenie są ochrzczeni, a w co wierzyli jego poddani – nie miało znaczenia.

 

MD: Skąd przybyli Piastowie?

PU: Na ten temat są dwie teorie. Jedna, że wywodzili się z rodu Piasta spod Gniezna. Druga, że są to cudzoziemcy, Normanowie, którzy przybyli ze wschodu lub z północy. Jednak nikt nie zwracał uwagi na południe. Mnie zastanawiała chronologiczna bliskość pewnych wydarzeń.

 

Na początku X wieku upadło Państwo Wielkomorawskie, pierwsze duże silne państwo słowiańskie, a dosłownie kilkanaście lat później na terenie dzisiejszej Wielkopolski ktoś buduje wielkie grody i tworzy podwaliny państwa wczesnopiastowskiego.

Ten ktoś musiał mieć ogromną wiedzę, jak zbudować państwo. Moje skojarzenie jest takie, że skoro ci władcy wielkomorawscy znikają z kart historii i nie wiadomo, co się z nimi stało, to  może uciekli do dzisiejszej Wielkopolski, w miejsce dalekie od zagrożeń, gdzie mogli odbudować swoją pozycję. I tam cierpliwie pewnie przez dwa pokolenia budowali państwo, którego nikt nie zauważył, dopóki Mieszko nie wstąpił świadomie na arenę międzynarodową.

 

MD: „Trudna historia zwłok” brzmi groźnie…

fot. M. Jóźwikowska

PU: Tytuł tej książki oddaje to, o co mi chodziło; jest to problem nas wszystkich, bo każdy prędzej czy później zamieni się w zwłoki. Musimy pamiętać, że jesteśmy jedynym gatunkiem, brzydko mówiąc: zwierząt, który grzebie swoich zmarłych. Tematyka tej książki obejmuje to, jak ogromne było w przeszłości zróżnicowanie pochówków, ale także jak to wygląda dzisiaj. Jest to dla archeologa zagadnienie absolutnie kluczowe, bo jedyną sposobność dotarcia do naszych przodków sprzed tysięcy, setek tysięcy, a nawet milionów lat oferują ich zachowane kości.

 

MD: Jakimi narzędziami dysponuje współczesna archeologia?

PU: Czterdzieści lat temu, gdy zaczynałem, nie mieliśmy nic poza obserwacją powierzchni ziemi: czy tam coś widać, czy pojawiły się na niej jakieś zabytki, dawne przedmioty. Tylko na tzw. wyczucie podejmowało się decyzję o wykopaliskach. Dzisiaj mamy cały szereg możliwości, zdjęcia pionowe z dronów, georadary, skanowanie laserowe z samolotów, czy badania DNA i izotopowe.

 

MD: Nad czym pan aktualnie pracuje?

PU: Zgłosiłem do jednego z wydawnictw trylogię pod tytułem „Niezwykli goście Bolesława Chrobrego”. Pierwotnie miała to być jedna książka, wyszły trzy. Jedna poświęcona jest braciom Sławnikowicom, czyli św. Wojciechowi, Radzimowi i Sobiesławowi, kolejna cesarzowi Ottonowi III, a trzecia Brunonowi z Kwerfurtu i jego braciom zakonnym.

 

Mam także niedokończony drugi tom „Trudnej historii zwłok”.

fot. M. Jóźwikowska

Skończyłem pięcioletni grant badań w Puszczy Białowieskiej, to ogromne przedsięwzięcie. Od kilkunastu lat wydaję serię „Origines Polonorum”,  w której prezentujemy wyniki badań archeologicznych w najważniejszych ośrodkach piastowskich.

 

MD: Ponad 460 publikacji, liczne wykopaliska na całym świecie, nagrody. Co pana motywuje do dalszej pracy?

PU: Ciekawość. Tyle jest jeszcze do zrobienia, tyle tematów można jeszcze zgłębić.

 

MD: Jest pan czynnym wykładowcą. Jakie rady przekazuje archeolog z czterdziestoletnim doświadczeniem swoim studentom?

PU: Archeologia jest bardzo trudną nauką, trzeba mieć wiedzę interdyscyplinarną: geofizyka, biologia, botanika czy matematyka, tych elementów jest całe mnóstwo. Swoim studentom mówię, że ich zadaniem jest sprawdzenie tego, co my i nasi poprzednicy wymyślili. Trzeba dużo ciężkiej pracy, cierpliwości i determinacji. W nauce, żeby coś osiągnąć, potrzeba minimum dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat ciężkiej pracy.

 

Przemysław Urbańczyk jest archeologiem, profesorem zwyczajnym Instytutu Archeologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk. Jest również dyrektorem Polskiego Instytutu Studiów Zaawansowanych. W 1993 roku uzyskał stopień doktora habilitowanego, a w 2001 roku został profesorem zwyczajnym. Autor ponad 460 publikacji naukowych i popularnonaukowych, w tym 15 książek. Brał udział w licznych wykopaliskach w Polsce i za granicą.

 

„Nagroda Lednickiego Orła Piastowskiego” została uchwalona przez Zarząd Województwa Wielkopolskiego 12 czerwca 2009 rok z inicjatywy Dyrektora Muzeum Początków Państwa Polskiego na Lednicy. To honorowe wyróżnienie przyznawane jest corocznie przez Marszałka Województwa Wielkopolskiego „za wybitne osiągnięcia w dziedzinie badań naukowych i upowszechniania wiedzy o roli dynastii piastowskiej w historii Polski i Europy oraz ochrony piastowskiego dziedzictwa kulturowego”. Laureata wybiera spośród zgłoszonych kandydatów ośmioosobowa Kapituła w składzie:

  • abp. Wojciech Polak, Metropolita Gnieźnieński, Prymas Polski,

  • abp. Stanisław Gądecki, Metropolita Poznański,

  • Rektor UAM prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska,

  • Wielkopolski Wojewódzki Konserwator Zabytków Jolanta Goszczyńska,

  • Prezes PTH prof. dr hab. Krzysztof Mikulski,

  • Prezes SNAP prof. dr hab. Andrzej Michałowski,

  • Dyrektor MPP na Lednicy prof. dr hab. Andrzej Marek Wyrwa,

  • Sekretarz Jacek Wrzesiński.

W 2021 roku odbyła się już 13 edycja. Dotychczasowymi laureatami byli prof. Hanna Kóčka-Krenz (2020), Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk (2019), prof. dr hab. Tomasz Jasiński (2018), prof. dr hab. Stanisław Suchodolski (2017), prof. dr hab. Antoni Gąsiorowski (2016), prof. dr hab. Jerzy Wyrozumski (2015), prof. dr hab. Henryk Samsonowicz (2014), prof. dr hab. Klementyna Żurowska (2013), prof. dr hab. Zygmunt Świechowski (2012), prof. dr hab. Jerzy Strzelczyk (2011), prof. dr hab. Zofia Kurnatowska (2010) oraz prof. dr hab. Gerard Labuda (2009).