fot. Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu

Słownik wyrazów nienormatywnych

Ekspozycja w Galerii Miejskiej Arsenał „Polityki (nie)dostępności, obywatelki z niepełnosprawnościami i osoby sojusznicze” przemawia językiem nieoczywistym. O słowach pomagających zobaczyć świat innego z kuratorką wystawy Zofią Nierodzińską rozmawia Barbara Kowalewska.

 

Barbara Kowalewska: Porozmawiajmy o tej wystawie jak o nowym słowniku. Skąd w tytule „polityki”?

Zofia Nierodzińska: „Polityki” znalazły się w tytule, ponieważ dostępność nie wydarza się samoistnie, ale związana jest z działaniami aktywistek i aktywistów w przestrzeni społecznej, z walką o miejsce dla osób z niepełnosprawnościami. To się już zmienia, niedawno weszła w życie ustawa, związana z wymogami prawa międzynarodowego UE, która zobowiązuje instytucje do przystosowania przestrzeni dla osób z niepełnosprawnościami, ale też np. stron internetowych poprzez używanie prostego języka i języka migowego czy audiodeskrypcji. Dla wprowadzenia tych zmian kluczowe były starania osób z niepełnosprawnościami. Podkreśliłabym tutaj szczególnie znaczenie 40-dniowego protestu w Sejmie w 2017 roku. A „polityki” są w liczbie mnogiej, gdyż z jednej strony są progresywne, oddolne ruchy, a z drugiej władza, która nie dąży do inkluzyjności.

 

Magdalena Sobolska - plakat wystawy "Polityki (nie)dostępności w Galerii Miejskiej Arsenał

Magdalena Sobolska – plakat wystawy „Polityki (nie)dostępności, obywatelki z niepełnosprawnościami i osoby sojusznicze” w Galerii Miejskiej Arsenał

Wielu politykom zależy na tym, żeby niczego nie zmieniać i konserwować wykluczenia, które już istnieją i dotyczą różnych grup mniejszościowych – nie tylko osób z niepełnosprawnościami, ale też np. kobiet, LGBTQIA+ czy osób w ruchu: migrantów i uchodźczyń.

 

BK: Wydarzenie nazwaliście wystawą. Współcześnie mamy już trochę problem z przystawalnością tego słowa do różnych zdarzeń artystycznych. W jakim znaczeniu jest to wystawa, a w jakim nie jest?

ZN: Tak, to ciekawe, jak dzisiaj posługiwać się tym terminem. W ramach naszego wydarzenia będzie to klasyczny pokaz prac w przestrzeni galerii, czyli wystawa właśnie, oraz warsztaty, performance i spotkanie dyskusyjne „Głuche migrantki ze Wschodu mieszkające w Polsce”, które prowadzone będzie w polskim języku migowym i tłumaczone na język polski. Na razie pracujemy w przestrzeni tymczasowej, na ul. Szyperskiej, w bocznej uliczce; żeby tu trafić, trzeba podjąć pewien wysiłek.

 

Daniel Kotowski "Człowiek, który nie posługuje się mową nie jest człowiekiem"

Daniel Kotowski „Człowiek, który nie posługuje się mową nie jest człowiekiem”

Na półpiętro, gdzie zaczyna się ekspozycja, trzeba wejść po kilku schodkach, ale można też wjechać z drugiej strony budynku, bo zbudowaliśmy podjazd przystosowany do potrzeb osób o różnej motoryce. W przestrzeni galerii można będzie zobaczyć prace już historyczne, jak fotografie Artura Żmijewskiego, Joanny Pawlik, czy dokumentację performansu Rafała Urbackiego, ale również prace wykonane specjalnie na wystawę, jak instalacje Liliany Zeic, Karoliny Wiktor i rysunki Pauliny Pankiewicz.

Każda z prac opatrzona jest audiodeskrypcją i opisana w języku prostym do czytania i rozumienia (tzw. ETR) – w opisie znajdą się informacje o artystkach i artystach oraz okolicznościach powstania danej pracy.

 

BK: ETR jest też skrótem z nowego słownika.

ZN: Z angielskiego ETR znaczy „easy to read” (łatwy do czytania) i powstał w odpowiedzi na potrzeby osób ze spektrum autyzmu. Okazał się jednak użyteczny w wielu innych sytuacjach. Mój tekst kuratorski jest także przetłumaczony na język ETR, przez Agnieszkę Wojciechowską-Sej. Na wystawie każda z prezentowanych prac będzie opatrzona opisem w ETR.

 

Pozwala to wyjaśnić niektóre pojęcia, np. w pracy Lilianny Zeic, która określa siebie jako osobę nieheteronormatywną, osobę sojuszniczą i używa kolejnego nowego terminu – „stres mniejszościowy” – na określenie poczucia wykluczenia społecznego.

Dzięki ETR możemy dowiedzieć się, kim jest osoba nieheteronormatywna, co oznacza termin „trauma”, ale też uprościć język, który wydaje się oczywisty dla środowiska sztuki, ale nie zawsze rozumiany przez osoby mniej rozeznane w temacie. Prosty język pozwala wyjść ze swojej bańki, skonfrontować się z tym, że bywa się niezrozumiałym. Zakładanie, że wszyscy wszystko zrozumieją, jest często przyczyną wykluczenia.

 

Grafika do warsztatów Karoliny Wiktor, Magdalena Sobolska

Grafika do warsztatów Karoliny Wiktor, Magdalena Sobolska

BK: Wróćmy do tytułu: mamy tu „obywatelki z niepełnosprawnościami”. Skąd tylko rodzaj żeński, skoro na wystawie mamy także prace mężczyzn?

 

ZN: To jest zabieg mający na celu przełamanie patriarchalnych schematów; na ogół formą uniwersalizującą jest forma męskoosobowa, a rodzaj żeński pozostaje w domyśle. Chciałam to odwrócić, żeby to „obywatelki” były na pierwszym planie. Przy czym chodzi nie tylko o ciskobiety, czyli osoby, których płeć biologiczna jest zgodna z tożsamością, ale też osoby transpłciowe i niebinarne oraz wszystkie te, które identyfikują się jako kobiety lub sympatyzują ze sprawami ważnymi dla kobiet.

 

BK: Mamy też „osoby sojusznicze” – domyślamy się, o kogo chodzi, ale samo określenie też jest nowym terminem.

ZN: Terminem tym określamy wszystkie osoby wspierające postulaty danej grupy mniejszościowej, mogą to być przyjaciele, rodzice, partnerzy, partnerki oraz inne osoby dostrzegające, z jakimi trudnościami mierzą się osoby wykluczane. Warto tutaj dodać, że wszystkie wykluczenia bazują na relacjach, dlatego nigdy nie dotyczą konkretnej osoby, ale są kwestią społeczną i polityczną.

 

Artur Żmijewski "Oko za oko"

Artur Żmijewski „Oko za oko”

Jeśli państwo wycofuje się ze swoich obowiązków, to opieka staje się nieodpłatną pracą świadczoną przez najbliższych. Tak działa kapitalizm, który jest systemem bazującym na wyzysku. Nam chodzi o uspołecznienie opieki, stworzenie sieci relacji, pokazanie, że dbanie o siebie nawzajem to nasza wspólna sprawa, gdyż większość z nas jest tymczasowo sprawna.

Osoby sojusznicze wspierają, ale ważne jest, żeby nie zajmowały miejsca osób z niepełnosprawnościami, nie odbierały im głosu i nie wypowiadały się w ich imieniu.

 

BK: Słownikowe rozróżnienia idą dalej. Zamiast „niepełnosprawności” mamy słowa „uszkodzenie” i „nienormatywne ciała”.

ZN: Cieszę się, że o to pani pyta, bo to bardzo istotne i łączy się z problemami innych grup dyskryminowanych. Uszkodzenie jest związane z fizycznością, z niesprawnym ciałem, które dana osoba zamieszkuje, a termin „niepełnosprawność” dotyczy tego, jak funkcjonuje społeczeństwo. Może ono „uniepełnosprawniać” poprzez to, że przestrzeń publiczna nie jest dostosowana np. dla osób poruszających się na wózkach albo dla niedowidzących, albo że strona internetowa nie uwzględnia ich potrzeb, albo po prostu dlatego, że o pewnych problemach w ogóle się nie mówi.

 

Joanna Pawlik Bez tytułu (Magda)

Joanna Pawlik Bez tytułu (Magda)

Z kolei „nienormatywne ciało” oznacza ciało odbiegające od tzw. normy – to oczywiście konstrukt kulturowy – można się spierać, co jest normą, a co nią nie jest. W społeczeństwach kapitalistycznych, patriarchalnych normatywne jest ciało białego, sprawnego mężczyzny, to do niego dostosowuje się przestrzeń, prawa i przywileje, do jego potrzeb profiluje kierunki badań medycznych itp. Potrzeby kobiet z niepełnosprawnościami często w ogóle nie są brane pod uwagę.

Codzienne mierzenie się z wykluczeniem, z pokonywaniem barier tworzonych przez podporządkowane ekskluzywnej „normie” społeczeństwo powoduje cierpienie, które często przeradza się w złość, a ona w chęć zmiany świata, na którym żyjemy.

 

BK: Jedna z artystek, której praca znajdzie się na wystawie, używa na określenie siebie angielskich słów „genderqueer” i „crip” (system znowu mi to podkreśla na czerwono).

ZN: „Queer” oznacza dziwaka, a „genderqueer” – osobę płciowo niejednoznaczną. „Crip” to z kolei „kaleka”. Trzeba tu jednak pamiętać, że słowa „dziwak” czy „kaleka” mają pozytywny, emancypujący wydźwięk, gdy dana osoba stosuje je na określenie samej siebie. Myślę, że osoby pełnosprawne powinny uważać z nazywaniem osób z niepełnosprawnościami „kalekami”, bo może być to odczytane jako obraźliwe. Najlepiej zapytać daną osobę, jak chciałaby być nazywana.

 

BK: To daje do myślenia, że w trakcie, gdy notuję, system wciąż chce mi poprawiać wszystkie te „queerterminy”. Wygląda na to, że słownik internetowy jest bardzo konserwatywny.

ZN: Tak, system chce to poprawiać za każdym razem. Chociaż niektóre słowniki internetowe uczą się razem z nami

 

Liliana Zeic "Na dębach rosną jabłka" - szkic do projektu

Liliana Zeic „Na dębach rosną jabłka” – szkic do projektu

BK: Mamy tu także Afazjankę. Brzmi nieziemsko.

ZN: Tak, kojarzy mi się z kosmitką, magiczną postacią nie z tego świata. Nazwała tak siebie artystka Karolina Wiktor, która w wyniku udaru w młodym wieku doświadczyła afazji, tracąc możliwość mówienia i pisania.

 

Całymi latami na powrót uczyła się języka. Stosując własne metody uczenia się, wymyśliła „alfabet brakującej czcionki”, którego używa do dziś w pracy z Afazjanami. Dzięki tym praktykom, nazwijmy to „artystyczno-terapeutycznym”, Karolina wróciła do życia społecznego i posługuje się językiem – pisze książki, tworzy instalacje.

Doświadczenie afazji było dla niej i dla jej twórczości przełomowe.

 

BK: Nie koniec na tym. Używa pani określeń „niepełnosprawne ekologie”, „uszkodzone krajobrazy” i „przeżytnicy” na planecie Ziemia.

ZN: Zaczerpnęłam je od Sunaury Taylor, teoretyczki związanej z uniwersytetem w Berkeley w Kalifornii, autorki książki „Bydlęce brzemię”, w której pisze o swoich zmaganiach z artrogrypozą – zwiotczeniem stawów. Od dziecka czując swoją inność, angażowała się w ruch na rzecz ochrony praw zwierząt; jako osoba z niepełnosprawnością, nieposługująca się dłońmi, nieporuszająca się na dwóch nogach, identyfikowała się z losem nieludzkich zwierząt. W książce stawia tezę, że bez wyzwolenia zwierząt nie ma wyzwolenia osób z niepełnosprawnościami, bo wyznacznikiem człowieczeństwa nie może być postawa dwunożna czy posługiwanie się językiem.

 

Kolektyw Nurkowy Bojka

Kolektyw Nurkowy Bojka

Posiadanie praw przez osoby z niepełnosprawnościami nie jest oczywiste. Wiele takich osób jest tych praw pozbawianych, musi o nie walczyć. Autorka poszerza swoją myśl o ekologię, pisząc o uszkodzonych krajobrazach i odnosząc się do swojej biografii. Choroba Taylor spowodowana była bowiem tym, że jej mama, będąc w ciąży, napiła się wody z kranu zawierającej toksyczne substancje, pochodzące ze składowanych w regionie odpadów militarnych. Autorka pisze o tym, że tak jak traktujemy przyrodę, tak ona traktuje nas.

Dobrostan planety jest powiązany z dobrostanem ludzi. Przeżytniczka to z kolei termin ze słownika Amazonek, czyli kobiet żyjących z rakiem piersi, w trakcie leczenia lub po nim. Przeżytniczka to osoba, która przeżyła raka.

 

BK: W trakcie wernisażu odbędą się też warsztaty.

ZN: Oficjalny wernisaż, 11 lutego, rozpocznie się w Arsenale, potem przejdziemy do Pawilonu, gdzie Katarzyna Żeglicka w performansie „Rezonans kontrastu” podzieli się swoim doświadczeniem medykalizacji i uprzedmiotowienia ciała. Paulina Pankiewicz, sojuszniczka niewidomych biegaczy, przedstawi „Operę” skomponowaną z ich oddechów.

Potem odbędą się warsztaty z Karoliną Wiktor skierowane do Afazjan i studentów kognitywistyki oraz warsztaty emancypujące „Weź się przesuń” z Katarzyną Żeglicką dotyczące tego, jak korzystać z miejsca w przestrzeni publicznej i walczyć o nie.

Grupa Nowolipie – osoby żyjące ze stwardnieniem rozsianym – zaprosi do wspólnego malowania. A na finał Kolektyw Nurkowy Bojka – zrzeszający nurkinie o różnym stopniu sprawności – zorganizuje warsztaty, podczas których opowie i pokaże, na czym polega ich codzienne zmaganie z niedostępnymi przestrzeniami.

 

Zofia Nierodzińska, fot.

Zofia Nierodzińska, fot. T. Jankowiak

 

Zofia Nierodzińska – pracowniczka kultury, autorka, rysowniczka, aktywistka, zastępczyni dyrektora Galerii Miejskiej Arsenał, współredaktorka platformy o sztuce i aktywizmie Magazyn RTV.

 

Podziel się kulturą!
Ciekawe
Ciekawe
0
Świetne
Świetne
2
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
1