fot. Wojtek Rudzki

Sylwia Chutnik: Pisarze są od emocji

Warto próbować wszystkiego, jednocześnie mając na uwadze trzy zasadnicze rzeczy: o czym, dla kogo i po co w ogóle piszemy – podkreśla pisarka Sylwia Chutnik, która poprowadzi warsztaty dla laureatów konkursu pisarskiego na opowiadanie z Powstaniem Wielkopolskim w tle, organizowanego przez Maszynę do Pisania oraz Samorząd Województwa Wielkopolskiego.

SEBASTIAN GABRYEL: Pamiętasz swoje pierwsze opowiadanie?

SYLWIA CHUTNIK: Pisać zaczęłam w wieku 11 lat, jednak nie tyle opowiadania, ile luźne, fragmentaryczne scenki, zapisywane w pamiętnikach. Czasem sobie do nich zaglądam i na pewno nie nazwałabym ich opowiadaniami – to były raczej swobodne wprawki pisarskie. Zaczęłam trochę inaczej niż u większości pisarzy, którzy zwykle tworzą małe formy, a dopiero później decydują się spróbować swoich sił w powieści. Tak wyszło, że moje pierwsze opowiadanie było zarazem zalążkiem mojej pierwszej powieści pt. „Kieszonkowy atlas kobiet”.

 

Załóżmy, że przygotowałem szkic do opowiadania. Mam jakiś pomysł na fabułę, zarysowane postaci bohaterów, określone miejsce i czas akcji. Czy to jest ten kluczowy moment, od którego zależy powodzenie finalnego opowiadania? Jeśli w tym miejscu popełniłem jakiś błąd, to później będzie już tylko gorzej?

Oczywiście, jak ktoś ma na to ochotę, to może babrać się w tekście tak długo, jak chce [śmiech]. Ja jednak – przy całej sympatii dla różnego rodzaju pracy redakcyjnej – jestem zwolenniczką podejścia do tekstu jako materii, którą w pewnym momencie po prostu trzeba zostawić. Im bardziej tekst staje się przekombinowany, tym wyraźniej widać, że coś w nim nie gra. Wtedy już nawet lepiej jest go w ogóle porzucić albo zostawić jego najlepsze fragmenty i na ich podstawie stworzyć coś nowego.

 

Kiedy pracy nad tekstem poświęcam wiele czasu, a mimo to cały czas czuję, że coś jest z nim nie tak, to wyciągam z niego ulubione wątki i staram się podejść do nich w inny sposób.

Oczywiście to tylko moja opinia, wszystko zależy od tego, w jaki sposób lubimy pracować. Ja, kiedy walczę z jakimś tekstem, obojętnie jakiego rodzaju, to zawsze pojawia się taki moment, w którym już go „nie widzę”. To najlepszy znak, że najwyższy czas go oddać [śmiech].

 

Co twoim zdaniem jest najczęściej powielanym błędem podczas pisania opowiadania przez początkujących? Na jakie pułapki powinni szczególnie uważać?

Przede wszystkim, aby napisać tekst, trzeba go pisać, a nie o nim mówić. Bywa tak, że ktoś ma napisane dwie strony, a z mówienia na jego temat można by stworzyć powieść. Ludzie często nie potrafią ukończyć tego, co piszą. Brakuje im samozaparcia…

 

Dyscypliny?

Tak, takiej zwykłej dyscypliny pracy. Niektórym wydaje się, że pisanie to mówienie, a to są jednak dwie różne czynności. Drugim częstym błędem jest zabieranie się za pisanie, nie mając wcześniej dobrego pomysłu. Nawet najfajniejszy bohater nie „poniesie” całej powieści. Uważam, że już na początku powinniśmy dobrze wiedzieć, dokąd właściwie z tym bohaterem zmierzamy. Oczywiście przy jednoczesnym pozwalaniu sobie na zaskakiwanie siebie tym, co tworzymy. Nie ma co polegać na strumieniu świadomości, jest to równie sensowne jak malowanie abstrakcji bez podstawowych umiejętności rysowania. Myślę, że jak w każdej dziedzinie najpierw trzeba przejść przez podstawę, nawet ją kontestując, by zyskać świadomość pewnych rzeczy. Często spotykam się z tekstami, które są o niczym. Może i znajduje się w nich kilka niezłych fragmentów, jednak koniec końców, ja nawet nie wiem, o czym te teksty były! A właśnie najbardziej interesuje mnie, co autor chciał mi przekazać tym, co napisał, dlaczego właściwie zawraca mi głowę, zapraszając do przeczytania swojego tekstu.

 

Opowiadania mają swoich fanów, ale również wielu przeciwników, którzy uważają, że niepotrzebnie ograniczają pisarza. Osobiście nie uznawałbym tego jako coś jednoznacznie negatywnego - w końcu krótka i skupiona forma opowiadania zapobiega wydłużaniu historii na siłę, dodawaniu niepotrzebnych wątków… To najlepsza szkoła dla początkującego pisarza?

Najlepszą szkołą – i mówię to całkiem serio – jest pisanie haiku albo złotych myśli. To jest najlepszy patent na szlifowanie umiejętności przekazywania informacji, nawet nie tyle w skrótowy, ile skondensowany sposób.

 

Powiem ci szczerze, że ja zawsze bardzo podejrzliwie patrzę na zbyt grube książki. Patrzę sobie na nie i zastanawiam się, kim jest ten człowiek, że chce mi zawracać tyłek przez 400 stron.

Oczywiście, to nie jest tak, że ja takim książkom nie daję szansy. Czasem okazuje się, że czytanie ich wiąże się ze szczerym wzruszeniem i podziwem, że komuś udało się sensownie ogarnąć tak wielką całość. Tak miałam choćby w przypadku „Niksy” Nathana Hilla czy „Patrioci” Sany Krasikov. To potężne książki, a jednak nie ma tam żadnego lania wody. Ludzie mają różną percepcję, więc i na różne sposoby odbierają teksty. Czasem im są one krótsze, tym dla nich lepiej. Ostatnio pojawiło się sporo nowych, nie do końca sprecyzowanych form. To może być choćby rozbudowany post na Facebooku – „Życie Adelki” Adelajdy Truścińskiej jest tego najlepszym przykładem.

 

Może najlepszą szkołą jest po prostu eklektyczne podejście do formy?

Rozmawiasz z osobą, która mimo że wykłada analizę tekstu literackiego i powinna być konserwatywna, jest totalnym freestylowcem. Piszę poezję, dramaty, powieści, opowiadania. Daję sobie całkowitą wolność, nie wspominając o felietonach, których przez te dziesięć lat nazbierało się dosyć sporo. Warto próbować wszystkiego, jednocześnie mając na uwadze trzy zasadnicze rzeczy: o czym, dla kogo i po co w ogóle piszemy. To treść, a nie forma jest kluczowa. Weźmy za przykład prozę poetycką Mirona Białoszewskiego, który jako jeden z pierwszych polskich pisarzy naprawdę swobodnie podchodził do tematu formy. Stosował onomatopeje, łączył poezję z fragmentami ze swojego dziennika. I to właśnie jest prawdziwy „freestyle”! On sprawia, że wyrażamy swoje emocje, a przecież od tego pisarze są.

 

Chilijski pisarz Roberto Bolaño radzi początkującym, żeby próbowali pisać kilka opowiadań jednocześnie. Twoim zdaniem to rzeczywiście ma sens?

To może mieć sens jedynie wtedy, gdy ktoś ma aż taką podzielność uwagi. Wszyscy znamy ludzi, którzy potrafią robić tylko jedną rzecz w tym samym czasie. Rozmawiając z tobą, zrobiłam sobie herbatę i jeszcze starłam kurz z półki, ale ktoś inny mógłby patrzeć teraz w białą ścianę, by móc się skupić. Jeśli ktoś potrafi trzymać dwanaście srok za ogon, to w porządku, mam jednak takie poczucie, że dobrze zanurzyć się w świecie, który tworzymy swoimi słowami. To nie oznacza, że nie warto notować sobie różnych rzeczy, bo później może się okazać, że ze skrawków, które pozornie do siebie nie pasują, jesteśmy w stanie stworzyć wspaniałą całość albo przynajmniej wykorzystać któryś z fragmentów do jakiegoś innego tekstu.

 

Co robisz, kiedy czujesz pustkę w głowie? Jak twoim zdaniem najłatwiej „złapać” inspirację w chwilach kryzysu?

 

Człowiek jest twórcą, i bez względu na to, czym się zajmuje – malowaniem obrazów, kręceniem filmów, tworzeniem muzyki czy pisaniem – to proces twórczy zwykle jest bardzo podobny.

Jak każdy, miewam momenty, w których czuję pustkę w głowie. Są one o tyle problematyczne, że dużo piszę, więc przez cały czas powinnam być stuprocentowo kreatywna. Staram się zapobiegać kryzysom, prowadząc notatki, wychwytując pomysły z otoczenia. Idę ulicą, widzę jakąś scenę i już wiem, że przyda mi się do felietonu. Choć przyznam szczerze, że najbardziej lubię pracować u siebie w domu. Kiedy jestem sama, gra sobie radyjko, a ja właśnie wstawiłam pranie i jestem perfekcyjną panią domu [śmiech]. Czasem chodzę sobie po pokoju, patrzę na książki, które otaczają mnie ze wszystkich stron i nagle łapię inspirację. Czytając tytuł którejś z nich, przypominając sobie jeden z jej wątków. „Odbijam się” od tego, co zostało już napisane, i robię z tym coś zupełnie innego. Można powiedzieć, że patrzenie na książki napędza mnie intelektualnie.

 

Lubisz pisać w podróży?

Nie lubię, ale muszę. Nie lubię pisać przy ludziach, jednak z racji ciągłego braku czasu musiałam nauczyć się pisać bez względu na otoczenie, w jakim aktualnie się znajduję. Znam pisarzy, którym najlepiej pracuje się w miejscach, w których panuje zgiełk, oni ładują się energią ludzi. Wiesz, to znowu wszystko zależy od człowieka…

 

Jedni są introwertykami, drudzy ekstrawertykami.

Oczywiście, dlatego warto wypróbować wiele metod i znaleźć tę najlepszą dla siebie!

SYLWIA CHUTNIK – pisarka, dramatopisarka i felietonistka. Jest autorką powieści „Kieszonkowy Atlas Kobiet”, „Dzidzia”, „Cwaniary”, „Jolanta”, „Smutek cinkciarza”, książki „Warszawa Kobiet 2011”, zbioru felietonów „Mama ma zawsze rację”, „Proszę wejść. Więzienie: historie nieprawdziwe”, zbioru opowiadań „W krainie czarów”, rozmów „Kobiety, które walczą”. Laureatka Paszportu „Polityki” 2008. Trzykrotnie nominowana do Nagrody Nike (w 2009, 2012 i 2015 roku). W 2010 roku otrzymała Społecznego Nobla Fundacji Ashoka za działalność społeczną. W 2011 roku została laureatką nagrody Fundacji Polcul za działalność społeczną. Jej książki zostały wydane w dziewięciu krajach.

Sylwia Chutnik, wspólnie z Przemysławem Semczukiem i Piotrem Bojarskim, poprowadzi trzydniowe warsztaty dla laureatów konkursu pisarskiego na opowiadanie z Powstaniem Wielkopolskim w tle, organizowanego przez szkołę pisarską Maszyna do Pisania oraz Samorząd Województwa Wielkopolskiego. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 23 kwietnia na stronie Maszyny do Pisania oraz na stronach Samorządu Województwa Wielkopolskiego.