fot. Bartosz Grześkowiak

Tęsknię za tobą, nocy

Naciągam procę, mierzę dokładnie, trenowałam pół roku, żeby nie drgnęła mi ręka. Wypuszczam maleńki kamyczek z naciągniętego mechanizmu. Rozlega się suchy trzask, świetlówka przez chwilę migocze, a potem poddaje się i gaśnie. Na osiedle opada ciemność.

Czuję, jak wszystko wokół bierze głęboki oddech i jest to oddech ulgi. Ćmy zmieniają kierunek lotu i znów poddają się nawigacji Księżyca – zamiast do sztucznego światła lecą do kwitnącej maciejki i złotych lampek otwierającego kwiaty wiesiołka.

 

 

Pięćdziesiąt procent owadów funkcjonuje nocą; to również zapylacze, o które tak bardzo się martwimy: bez nich planeta może przestać działać, mechanizm rozwoju roślin, a więc i pożywienia ludzi i nie-ludzi, może się zaciąć.

 

Nie zrobiłam tego, oczywiście: nie zestrzeliłam świetlówki. Ale napisałam pismo do zarządu osiedla z prośbą o rozmowę z lokatorami ostatniego piętra bloku naprzeciwko. Świetlówka na ich balkonie włącza się dokładnie z zapadnięciem zmroku. Oświetla moją kuchnię, pokój, balkon i część sypialni. Słowem, podpada to pod zakłócanie miru domowego. Nie życzę sobie tego światła. Więcej – przyroda wokół nas też go sobie nie życzy. Więcej – nasze ciała go sobie nie życzą, choć udało nam się o tym skutecznie zapomnieć. Czy na pewno?

 

Na falach melatoniny

„W 2017 roku [Michael Warren] Young, Jeffrey Connor Hall i Michael Rosbash otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za wyizolowanie genu sterującego cyklem dobowym u wszystkich organizmów żywych, od bakterii po człowieka” – pisze Johan Eklöf w „Manifeście ciemności”, książce chodzącej za mną ciemnymi zaułkami, którymi przemykam ostatnio, żeby zobaczyć mniej rozświetlone miasto.

 

Ten wewnętrzny zegar pokarmowy i zegar snu, który przywołuje szwedzki badacz nietoperzy, to rytm cyrkadialny. Czy sztuczne światło, którym jesteśmy otoczeni niemal wszędzie, może ten rytm zaburzyć?

Światło, zwłaszcza to niebieskie, rozregulowuje nasz organizm. Żyjemy na falach melatoniny. Gdy zapada zmierzch, organizm zaczyna zwiększać jej poziom, stajemy się senni. O poranku, gdy robi się coraz jaśniej, poziom melatoniny spada i budzimy się.

Co jednak, jeśli światło towarzyszy nam nieustannie? Zaburza sen, a więc i metabolizm, być może gospodarkę hormonalną. Niższa jakość snu może prowadzić do zaburzeń depresyjnych. Więc odkładam telefon dwie godziny przed snem i kupuję zaciemniające zasłony, bo z miastem na razie nie wygram: Polska jako kraj nie stworzyła jeszcze prawa chroniącego ciemność. Łuna światła przykrywa nas jak klosz.

Ciemne niebo

Z kosmosu tereny zurbanizowane widoczne są jako rozmigotane plamy. Za to z Ziemi przestajemy widzieć kosmos: gwiazdy, Drogę Mleczną, której jesteśmy przecież dziećmi. Polska może jeszcze nie widzi problemu, ale pasjonaci astronomii i przyrody są również tutaj rzecznikami ciemności. W porozumieniu z samorządami i mieszkańcami powstają pierwsze (Izerski) i kolejne parki ciemnego nieba. Obszary chroniące gwiazdy przed zniknięciem nam z oczu, a co za tym idzie – z naszej pamięci i wyobraźni.

 

Eklöf pisze o szwedzkich kościołach, które zaczęto podświetlać, by pięknie prezentowały się po zmroku. A potem zaczęto to światło przygaszać, bo chiropterolodzy bili na alarm: z doświetlanych wież znikają nietoperze, zostaje po nich wyrwa w ekosystemach.

 

W Polsce coś drgnęło i 29 stycznia 2026 roku Krajowa Komisja ds. Ocen Oddziaływania na Środowisko pochyliła się nad możliwością zmiany ustawodawstwa. Być może już wkrótce podczas realizowania inwestycji trzeba będzie sprawdzać, jak bardzo zanieczyści ona środowisko światłem i jakie środki zaradcze można przedsięwziąć. Również w styczniu „sejmowe podkomisje – podkomisja stała ds. zdrowia publicznego i podkomisja stała ds. budownictwa, gospodarki przestrzennej i poczty, działające w ramach Komisji zdrowia i Komisji infrastruktury – poświęciły swoje posiedzenia problemowi nadmiernego zanieczyszczenia sztucznym światłem i możliwościom jego uregulowania w polskim systemie prawnym.

 

„Debata wynikała z rosnącego zainteresowania negatywnym wpływem światła nocnego na zdrowie ludzi, funkcjonowanie środowiska przyrodniczego, bezpieczeństwo przestrzenne i jakość życia oraz z faktu, że obecne prawo nie zawiera kompleksowej definicji i zasad przeciwdziałania temu zjawisku” – czytam relację na stronie organizacji POLARIS-OPP, prowadzącej działania edukacyjne i społeczne na rzecz ochrony ciemnego nieba.

 

W Wielkopolsce Ostoja Ciemnego Nieba znajduje się w sołectwach Chalin i Izdebno. To znów efekt współpracy strony społecznej z samorządem. By ochronić ciemne niebo nad okolicami Puszczy Noteckiej monitoruje się wycieki światła i instaluje odpowiednie oprawy oświetlenia ulicznego, prowadzi działalność popularyzatorską.

Kątem oka

Warto zrobić sobie „godzinę dla zmierzchu” i obserwować, jak zapada zmrok. W ludzkim oku dzieją się wtedy cuda. W dzień za widzenie barwne odpowiadają światłoczułe receptory znajdujące się na siatkówce: czopki, ale gdy zaczyna szarzeć, światła ubywa, ciężar pracy oka przerzucany jest na pręciki, których największe nagromadzenie znajduje się w kącikach oczu. To dlatego lepiej widzimy wtedy „kątem oka”.

 

Niezbędna jest nam do tego również rodopsyna, światłoczuły barwnik, purpura wzrokowa, znajdujący się właśnie w pręcikach. Magia polega również na tym, że oko produkuje rodopsynę dłuższą chwilę. A jej rozpad pod wpływem światła – latarni, telefonu – jest natychmiastowy.

Stąd, kiedy w nocy wędrujesz do kuchni i zapalasz mocne światło, czujesz jego rozbłysk niemal fizycznie i mrużysz oczy. Im jestem starsza, tym gorzej reaguję na to nagłe olśnienie. Zresztą, jest ono rzeczywiście tym szkodliwsze, im jesteśmy starsi. Szczególnie dla osób z chorobami oczu: jaskrą czy zaćmą. Kiedy ponownie gasisz światło, twoje oczy znów potrzebują czasu, żeby wyprodukować rodopsynę i zacząć dostrzegać przedmioty, kształty w nikłym świetle.

Widzenie nocne to widzenie skotopowe:

 

„Niebo, pod którym śpi mieszkaniec Hongkongu, jest tysiąc dwieście razy jaśniejsze niż niebo wolne od zanieczyszczeń, a ktoś, kto dorastał w Singapurze, prawdopodobnie nigdy nie doświadczył w pełni rozwiniętego widzenia nocnego” – pisze Eklöf.

 

Wyciągam rękę przed siebie, macham dłonią przed twarzą. I nic. Nie ma jej. Wzrasta ryzyko deprywacji sensorycznej. Jestem na warsztatach w domu zapuszczającym korzenie w środku gęstego lasu. Wieś naokoło wygasza latarnie po dziesiątej wieczorem. Jeśli niebo jest zachmurzone, dom tonie w ciemności. Kolejnej nocy chmur nie ma, budzi mnie księżyc tuż przed pełnią: jasny, spokojny, ale i bezlitosny. Jeśli miałabym nazwać światło księżyca w pełni to właśnie tak: spokojne i bezlitosne.

No i co z tego? Czy światło, latarnie, zalany światłem świat nie jest bezpieczniejszy? Przyjaźniejszy? Czy potrzebujemy ciemnych nisz, schronień spowitych mrokiem? I kogo mamy na myśli, pisząc „my”? Skoro światło nazywamy sztucznym, to nie jest ono naturalne, nie należy do porządku natury.

Snopy światła wyciekają do atmosfery (to wspaniałe sformułowanie nie jest moje, to znów bezbłędny Johan Eklöf), zakłócamy mir domowy roślin i wszystkich organizmów, które miliony lat temu rozpoczęły życie w rytmie cyrkadialnym:

 

„Sztuczne światło maskuje istniejące w naturze niuanse i niesie ryzyko przesunięcia w czasie całych sekwencji zdarzeń” – ostrzega Eklöf i przytacza badania dotyczące dojrzewania płciowego ptaków, czy tych wskazujących na możliwość rozsynchronizowania wegetacji roślin, które znów mają wpływ na inne organizmy.

 

Potrzebujemy równowagi między oświetlonym a nieoświetlonym.

 

Dobro wspólne

 

„Obraz Gwiaździsta noc Vincenta van Gogha (1853–1890) to jedno z najsłynniejszych w historii odwzorowań nocnego nieba. Powstał na chwilę przed tym, jak światło elektryczne zdominowało krajobraz miejski, kiedy naturalna noc i kanonady gwiazd były jeszcze dobrem wspólnym” – pisze Eklöf i dorzuca: „W czasach oświecenia Jean-Jacques Rousseau (1712–1778) pisał, że Bóg nie wyraził zgody na oświetlenie uliczne. Filozof trwał w opozycji do ideałów oświeceniowych, postulując, że w nadmiernie przekształconym świecie człowiek ryzykuje utratę duszy”.

 

Gwiazdy i noc jako dobro wspólne to myśl, która uderza mnie szczególnie mocno. Niebo nas łączy, łączy nas też sen, ten moment oporu, kiedy nie napędzamy świata, nie kupujemy, nie konsumujemy, jesteśmy przez chwilę totalnymi opozycjonistami systemu. Światło elektryczne zabiera nam duszę, bo pozwala pracować bez przerwy, napędza gospodarkę, pomnaża kapitał. Gdy to piszę, momentalnie objawia mi się ostrzegawczy palec Jonathana Crary’ego, autora równie ważnej dla mnie książki „24/7. Późny kapitalizm i koniec snu”.

 

Kocham spać. I muszę spać osiem, a czasem więcej godzin, żeby naprawdę się zregenerować. W czasach wszechwzrostu, czujności, nieustającej nerwicy social mediów, ciągłej troski o zarabianie, spokojny sen staje się luksusem. A według Crary’ego – momentem oporu.

 

W „24/7” badacz opisuje eksperymenty dążące do stworzenia nigdy niezasypiających żołnierzy i – co równie przerażające – do wydłużenia dnia za pomocą działań inżynierii kosmicznej. Po co spać, skoro można produkować, kupować, pracować? W tym kontekście ciemność i sen ważą jeszcze więcej, stają się dobrem, o które warto walczyć w imię zdrowia ekosystemów, a dodatkowo, w imię oporu, buntu przed zmuszaniem nas do nieustającej produktywności.

Noc jest schronieniem

Jedna trzecia kręgowców żyje w nocy. Nietoperz wylatuje z wieży kościoła z zapadnięciem zmierzchu, storczyk podkolan biały wtedy zaczyna wabić zapylacze. Noc jest mieszkaniem wielu organizmów. Żeby się o tym przekonać, wchodzimy do ciemnego lasu, poruszamy się niepewnie, nogi nie do końca ufają podłożu, potykamy się, bujamy na lekko ugiętych kolanach, oswajamy z ruchem dyktowanym przez noc.

 

Grzegorz, nasz przewodnik, zachęca do schowania głęboko w kieszeni czołówek, żeby przedwcześnie ich nie zapalać. Gdy to zrobimy, otoczy nas krąg światła, poza którym las przestanie być widoczny, stanie się ciemniejszy i groźniejszy. Dopóki poruszamy się w ciemności, nasze ciała wtapiają się w las, niemal czujemy, jak zjada nas mrok, wsysa między drzewa, rozpuszczamy się, przestajemy odczuwać nasze cielesne bycie tak jak za dnia.

Być może poruszanie się w ciemności pomaga przeniknąć w krajobraz, wejść w widok (choć paradoksalnie, ledwie widoczny), zastanawiam się, czytając Zofię Król, jej książkę „Droga przez łąkę” poddającą analizie nasze relacje z przestrzenią, krajobrazem, mapą.

Z drugiej strony, czuję, że nocą w lesie jestem jeszcze bardziej gościem niż za dnia. To nie mój czas, nie w tym miejscu. To czas zwierząt, odpoczywających od obecności człowieka. Ciemność nocy, szarość świtów i zmierzchów jest schronieniem dla nie-ludzi.

Zapalamy czołówki. Światło wydobywa szczegóły kory drzew, ruchy nocnych owadów, intensywne życie toczące się pod osłoną ciemności. Obserwujemy skórzastego chrząszcza biegacza wysysającego ze skorupki ślimaka, trafiamy na gniazdo os, mimo nocy i lekkiego deszczu są aktywne, jedna gryzie mnie w udo, boli. Huby, karmiące się martwym drewnem, wypuszczają chmury zarodników. Gdy z zachwytem obserwujemy ten spektakl, gryzą nas równie zachwycone komary. I w końcu wracamy do domu, oddajemy noc jej mieszkańcom.

 

ŹRÓDŁA

Nic bym nie napisała, gdyby nie „Manifest ciemności” Johana Eklöfa w przekładzie Aleksandry Sprengel-Konkołowicz (wyd. Krytyka Polityczna). Korzystałam również ze strony ciemneniebo.pl prowadzonej przez Stowarzyszenie POLARIS-OPP. Książkę Jonathana Crary’ego „24/7. Późny kapitalizm i koniec snu” przetłumaczył Dariusz Żukowski, a opublikowało Wydawnictwo Karakter. Karakter wydał również „Drogę przez łąkę” Zofii Król. O wpływie zmian cywilizacyjnych na sztukę pisał też Nicholas Mirzoeff w „Jak zobaczyć świat” w przekładzie Łukasza Zaremby (wydał znów Karakter, ale we współpracy z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie) – o tej książce pisałabym również w dalszej części tekstu, gdybym miała kolejne tysiące znaków do wykorzystania.

 

Podziel się kulturą!
What’s your Reaction?
Ciekawe
Ciekawe
1
Świetne
Świetne
3
Smutne
Smutne
0
Komiczne
Komiczne
0
Oburzające
Oburzające
0
Dziwne
Dziwne
0