fot. Marta Baszewska (fotoedycja)

Trzy śmierci nad Bzurą

Polski wrzesień to nie tylko upadek państwa, uchodzący z kraju Naczelny Wódz i nieudolni dowódcy. Podczas bitwy nad Bzurą polscy generałowie dali podwładnym przykład poświęcenia na pierwszej linii.

W niedzielę 17 września 1939 roku niemieckie lotnictwo obrało za cel żołnierzy mocno poszarpanej 14 Dywizji Piechoty, wycofujących się znad Bzury w kierunku Iłowa i Starych Bud. Bombardowaniom nie było końca. Straty w ludziach i sprzęcie opóźniały marsz przegrupowującej się do nowego natarcia jednostki.

Nastroje w polskich szeregach dodatkowo nadwątliła informacja odebrana przez dywizyjną radiostację – o niespodziewanym ataku Związku Sowieckiego na Polskę i rozpaczliwej, nierównej walce Korpusu Ochrony Pogranicza z przeważającymi siłami wroga.

„ROZKAZUJĘ”

Dowódcy dywizji – wśród nich 51-letni generał brygady Franciszek Wład – zrozumieli, że wraz z sowieckim najazdem plan obrony Polski ostatecznie runął w gruzach. Rozpadł się też plan operacyjny wyprowadzenia dywizji z okrążenia. W okolicy Bud Grabskich gen. Wład zebrał sztab i zdecydował o dalszych losach podwładnych.

 

„Nie jestem w stanie w wytworzonych warunkach skoncentrować dywizji i dowodzić całością. Rozkazuję dowódcom pułków przejść przez Bzurę w rejon Witkowic i przebijać się przez pierścień otaczającego nieprzyjaciela na Puszczę Kampinoską i dalej na Warszawę” – brzmiał jego ostatni rozkaz.

Sam Franciszek Wład stanął na czele jednej z grup złożonej ze sztabu dywizji i resztek dwóch batalionów 58 Pułku Piechoty. Zamierzał forsować Bzurę nocą. Okazało się to jednak niewykonalne – wszystkie drogi prowadzące w kierunku Witkowic zablokowane były przez wojska.

Ponieważ przeprawa w rejonie Witkowic była bombardowana i ostrzeliwana przez wrogą artylerię, gen. Wład postanowił skierować swoje oddziały bardziej na północ, by pokonać rzekę bliżej ujścia Bzury, niedaleko Kamion i Przęsławic.

Gdy grupa generała maszerowała w kierunku rzeki, Niemcy rozpoczęli silną nawałę ogniową. Tak silną, że podejście i przeprawa przez Bzurę stały się niemożliwe. 

Generał Franciszek Wład

Wizyta oficjalna króla Rumunii Karola II i rumuńskiego następcy tronu księcia Michała w Polsce. Król obserwuje manewry wojskowe przez lornetę umieszczoną na trójnogu. Obok niego widoczny gen. Franciszek Wład, 28 czerwca 1937 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

„MYŚLĘ O TOBIE”

„W dniu 18 września 1939 r. znajdowaliśmy się w rejonie Kamiona Środkowego, frontem skierowani na Bzurę, po której drugiej stronie znajdował się nieprzyjaciel” – wspominał porucznik Jan Dynowski, drugi oficer sztabu przy gen. Franciszku Władzie.

„Z naszego lewego skrzydła ostrzeliwała nas niemiecka artyleria, której obserwator znajdował się na wieży kościelnej w Wyszogrodzie. […] Tego dnia po południu generał Wład i ja leżeliśmy na wysuniętej pozycji – w punkcie obserwacyjnym za długim kopcem kartofli. Pociski artyleryjskie wybuchały koło nas – to bliżej, to dalej. Odłamek jednego z tych pocisków trafił gen. Włada, który został przewieziony na tyły”.

Franciszek Wład

Skan listu gen. Franciszka Włada do żony Marty. Źródło: Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą

Generał został ciężko ranny w głowę. Według wydanej w okupowanej Warszawie broszury „Za Honor i Ojczyznę” miał też odnieść rany od kul niemieckiego karabinu maszynowego. Przewieziono go do gajówki w Januszewie, położonej na wschód od linii walki. Był przytomny, poprosił kapelana o spowiedź. Po otrzymaniu rozgrzeszenia podyktował jeszcze list do żony Marty z Włodzimierskich: „Myślę o Tobie, Polsce się poświęcam. Chowaj naszego syna na dzielnego Polaka. Spowiadałem się. Frank”.

Zmarł tego samego dnia około godziny 18.

List spisany na zwykłej kartce w kratkę zachował się do dziś w zbiorach Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą.

„CZOŁEM, ŻOŁNIERZE!”

Franciszek Wład urodził się w 1888 roku. Do Wojska Polskiego wstąpił w listopadzie 1918 r. razem z Tadeuszem Kutrzebą, późniejszym głównodowodzącym wojsk polskich nad Bzurą. Wcześniej Wład służył w armii cesarstwa austro-węgierskiego. Już wtedy wykazał się twardym charakterem. Gdy jesienią 1914 r. dostał się do rosyjskiej niewoli i został wywieziony na Sybir, zbiegł i przez Chiny, Japonię i USA dostał się do Anglii. W 1916 r. wrócił do c.k. armii dzięki wymianie jeńców i walczył na froncie włoskim.

Generał Franciszek Wład

Gen. Franciszek Wład wręcza proporzec 57 Pułkowi Piechoty Wielkopolskiej za zdobycie I miejsca w strzeleckich zawodach dywizyjnych, 6 października 1935 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Podczas wojny polsko-bolszewickiej pracował w sztabie Wojska Polskiego. Był jednym z najzdolniejszych polskich oficerów.

Awansując w kolejnych latach, od 1930 roku dowodził 14 Dywizją Piechoty, dawną 1 Wielkopolską Dywizją Strzelców (wsławioną nieugiętą postawą podczas wojny polsko-bolszewickiej). Generałem został w 1933 roku. W okresie międzywojennym uchodził za „świetnego wyszkoleniowca” (opinia pułkownika Stefana Roweckiego).

Podczas walk we wrześniu 1939 r. dowodzona przez Włada 14 Dywizja Piechoty osłaniała początkowo Poznań, by po zarządzonym 3 września odwrocie uderzyć 9 września na Piątek i Stryków w składzie grupy operacyjnej generała Edmunda Knolla-Kownackiego. Rozpoczynała się bitwa nad Bzurą, największe starcie polskiej wojny obronnej.

Polacy sforsowali rzekę pod Młogoszynem i po całonocnych walkach wyparli Niemców z Piątku, zadając im ciężkie straty. Atak był tak mocny, że rozbił niemiecką 30 Dywizję Piechoty, ok. 1500 żołnierzy niemieckich dostało się do polskiej niewoli.

Generał Franciszek Wład

Gen. Franciszek Wład wręcza prezydentowi Poznania Erwinowi Więckowskiemu odznakę honorową 14 Wielkopolskiej Dywizji Piechoty ofiarowaną miastu z okazji 15-lecia tej dywizji, 30 października 1934 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Zaskoczeni polskim kontruderzeniem Niemcy ściągnęli z innych odcinków frontu jednostki pancerne i lotnicze i po kilku dniach polskiej inicjatywy przystąpili do kontrataku. Polskie dywizje i brygady kawalerii znalazły się w kotle pod Kutnem, niszczone nalotami, atakami czołgów i ostrzałem artyleryjskim.

W ogólnym rozgardiaszu generał Franciszek Wład nieraz wykazał się opanowaniem i zimną krwią. Według wspomnień Ireny Roweckiej-Mielczarskiej w samym środku bitwy potrafił opanować atak paniki swoich podwładnych, wywołany pojawieniem się czołgów. Widząc, że drogą na Gągolin pędzą rozhukane konie, ciągnące przewrócone jaszcze i uciekającą grupę żołnierzy, podjechał do nich i spokojnym głosem zawołał: „Czołem, żołnierze!”.

„Takiego powitania nikt się nie spodziewał. Żołnierze zatrzymali się i zgodnie odkrzyknęli: »Czołem, panie generale!« Panika została opanowana” – napisała Rowecka-Mielczarska.

„STOJĄ PRZED NASZYM BOGIEM”

Henryk Durski, żołnierz 57 Pułku Piechoty, tak wspominał dzień 19 września 1939 roku:

„Wychodząc z lasu na drogę, zauważyliśmy zbliżające się z dala tabory. Spodziewając się spotkać kogoś z naszego oddziału, zaczekaliśmy. Okazało się, że na kilkunastu chłopskich podwodach są wiezieni ranni – nasi żołnierze i Niemcy. […] Za ostatnim wozem, którym jechał tylko woźnica, zauważyliśmy idącą obok wozu grupę swoich z naszego pułku. Szli poważni i skupieni. Na wozie były zwłoki przykryte kocem. Zapytałem, kogo wiozą? Odpowiedzieli: zobacz. Był to nasz dowódca dywizji generał Wład. Powiedzieli mi, że mają od Niemców zaświadczenie, iż mogą pochować generała w miejscu, które uznają za odpowiednie. Był to Iłów”.

 

Generała Włada pochowano w Iłowie przy kościele. Henryk Durski pisał:

„Przed ukończeniem zakopywania trumny przywieziono zwłoki jakiegoś niemieckiego żołnierza. Obecni przy tym byli niemieccy oficerowie i pluton honorowy. Polecono nam wykopać grób obok naszego Generała. Egzekwie odprawił kapelan wojskowy sam, ale już po niemiecku, a nie po łacinie. Wygłosił przy tym pogrzebową mowę, którą mnie do głębi wzruszył. Rozpoczął przemówienie od słów: »Przed chwilą pochowaliśmy dwóch żołnierzy, którzy ze sobą walczyli: polskiego generała i niemieckiego szeregowca. Teraz stoją oni przed naszym wspólnym Bogiem«”.

W 1940 roku zwłoki generała ekshumowano. Dziś spoczywają w Warszawie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Od 2011 r. imię generała Włada nosi Szkoła Podoficerska Wojsk Lądowych w Poznaniu.

BYLI TEŻ INNI

Generał Franciszek Wład nie był jedynym wysokiej rangi dowódcą, który poległ nad Bzurą w pierwszej linii lub prowadząc swoich żołnierzy do ataku. W bitwie tej w podobny sposób zginęło aż trzech generałów brygady.

Generał Franciszek Wład

Gen. Franciszek Wład. Źródło: Wikipedia

Generał Mikołaj Bołtuć brał udział w natarciu na lewym skrzydle wojsk polskich w kierunku Łowicza. Gdy 14 września dowiedział się o niemieckich jednostkach pancernych nadciągających od strony Warszawy, rozkazał wycofać swoje oddziały na północny brzeg Bzury.

Zebrawszy rozproszone, rozbite jednostki, podjął próbę przebicia się z nimi przez Kampinos do Warszawy. 22 września jego żołnierze natrafili na twardy opór Wehrmachtu pod Łomiankami. Polskie natarcie załamało się z braku amunicji. Wtedy gen. Bołtuć poprowadził żołnierzy do ataku na bagnety. Zginął od strzału niemieckiego snajpera.

Generał Stanisław Grzmot-Skotnicki, dowódca Pomorskiej Brygady Kawalerii, również przebijał się z oddziałem piechoty w kierunku stolicy.

 

18 września „w trakcie natarcia na Stogi, skąd był prowadzony ogień, generał […] biegł w tyralierze razem z żołnierzami, byłem obok niego, obok tego ataku i byłem świadkiem, jak generał został ciężko i śmiertelnie ranny po otrzymaniu postrzału niemieckiego ciężkiego karabinu maszynowego w pierś i brzuch. Wydał jeszcze rozkaz zastępcy, podpułkownikowi dyplomowanemu Kazimierzowi Maxowi, by ten przejął dowództwo i poprowadził ludzi do puszczy. Tak też się stało i 19 września 1939 r. o świcie 300 ludzi z podpułkownikiem Maxem dotarło do skraju Puszczy Kampinoskiej” – wspominał jeden z podwładnych generała.

Generał Grzmot-Skotnicki zmarł następnego dnia w niewoli niemieckiej. Pochowano go w miejscu zgonu, a ekshumowano w 1952 roku. On również spoczywa na Powązkach.

 

W artykule wykorzystałem m.in. tekst Pawła Rożdżestwieńskiego „Polsce się poświęcam – bohater znad Bzury”, opublikowany w „Polsce Zbrojnej”, a także wspomnienie por. Józefa Ladrowskiego o generale Władzie, opublikowane w „Gazecie Wyborczej”.

 

CZYTAJ TAKŻE: Szkielet z przestrzeloną czaszką

CZYTAJ TAKŻE: Dom zbrodni przy Ritterstrasse

CZYTAJ TAKŻE: Enigma, prezent na wagę zwycięstwa